W poniedziałkowy wieczór o 20:45 Stadio Olimpico znów będzie żyło meczem o Europę. Roma, po dwóch ligowych porażkach z rzędu, spróbuje odbudować się u siebie, a Como Cesca Fàbregasa przyjedzie do stolicy zmazać plamę po łomocie w Mediolanie i wrócić do walki o puchary.
Sytuacja w Serie A znów się „otworzyła” dla Romy i Como. Napoli sensacyjnie przegrało 0:1 z Udinese, Milan tylko zremisował 2:2 z Sassuolo, więc poniedziałkowy mecz to dla obu zespołów okazja, by odrobić dystans do szczytu tabeli. Dla Romy – żeby nie wypaść z rytmu walki o scudetto. Dla Como – żeby potwierdzić, że projekt znad malowniczego jeziora naprawdę mierzy w puchary.
Jeszcze niedawno Roma Gian Piero Gasperiniego była liderem Serie A, ale ostatnie tygodnie brutalnie obnażyły problemy w ataku. Porażka 0:1 z Napoli na Olimpico, a potem 0:1 z Cagliari na Sardynii przyszły nie tylko z zerowym dorobkiem punktowym, ale i z niemal zerową produkcją sytuacji bramkowych. Pudrowanie ofensywnych kłopotów się skończyło, Roma spadła na czwarte miejsce, z coraz wyraźniejszą świadomością, że bez naprawy ataku o tytuł będzie niezwykle trudno. Nadzieja wróciła w czwartek, gdy na Celtic Park Roma zwyciężyła pewnie, a dublet zdobył Evan Ferguson, który przymierzany jest jutro do gry od pierwszej minuty. Teraz pora podtrzymać tę formę. Przed Como Gasperini otwarcie przyznał, że to „mecz o europejski zapach”, ważny nie tylko dla tabeli, ale i dla utwierdzenia drużyny w przekonaniu, że należy do ścisłej czołówki.
Como – projekt miliarderów
Como to już nie „sympatyczny beniaminek”, a pełnoprawny projekt z ambicjami top 6. Klub znad pięknego górskiego jeziora, należący do braci Hartono – jednych z najbogatszych ludzi Azji – wszedł do Serie A z hukiem i od razu w poprzednim sezonie zakończył rozgrywki na 10. miejscu. Teraz poprzeczka zawisła wyżej: celem stała się Europa, a przy idealnym scenariuszu nawet walka o TOP 4 i bilety do Ligi Mistrzów. Ewentualna wygrana na Olimpico utrzymałaby tę ekipę w bezpośrednim kontakcie z czołówką. Za tym wszystkim stoją konkretne liczby. Pierwszy sezon w Serie A zakończył się dla Como gigantyczną stratą finansową – około 105 mln euro – ale to efekt świadomej strategii. Klub wydał ponad 100 mln na transfery, wszedł na poziom płac zbliżony do górnej połowy ligi i konsekwentnie buduje wokół drużyny cały „ekosystem” biznesowy powiązany z regionem jeziora. Hartono nie oglądają każdej monety, tylko inwestują, żeby Como trwale zagościło w elicie.
Najważniejsze jest jednak boisko. Fabregas prowadzi jeden z najbardziej „europejskich” projektów taktycznych we Włoszech: Como gra wysoko, lubi długo utrzymywać się przy piłce (średnio ponad 60% posiadania) i jest jedną z trzech drużyn w Europie o najwyższej intensywności pressingu (PPDA) – obok PSG i… Romy. Obie ekipy idą więc pod prąd stereotypowi włoskiego „catenaccio”, narzucając rywalom twardą, agresywną grę człowiek do człowieka.
Ten poniedziałkowy wieczór ma też mały smak „co by było, gdyby”. Latem Roma prowadziła z Ceskiem Fàbregasem rozmowy na temat objęcia ławki trenerskiej. Ostatecznie drogi się rozeszły, a Giallorossi postawili na Gasperiniego. Fàbregas nie ukrywa szacunku do starszego kolegi po fachu. Na konferencji przed meczem 38-latek mówił jasno: „Gasperini to trener wyjątkowy. Stworzył własną, potężną metodologię pracy, coś zupełnie innego w piłce włoskiej”. Podkreślił, że od lat rozwija młodych piłkarzy i zbudował niezwykle klarowną tożsamość gry, którą analizują trenerzy w Hiszpanii i Anglii.
Jednocześnie wyraźnie zaznaczył wagę meczu: „Spotkanie z Romą jest bardzo ważne, nie chcę patrzeć za daleko w przyszłość. Teraz Roma jest kluczowa”. Trzy wyjazdy z rzędu, zmęczenie, porażka 0:4 na San Siro – wszystko to Fàbregas traktuje jako część lekcji: „To dobre doświadczenie dla mnie, dla zawodników i dla klubu. Uczymy się zarządzać zespołem, gdy jest mniej czasu na pracę”. Po klęsce z Interem wziął odpowiedzialność na siebie: „Z Interem wina jest tylko moja. Idziemy dalej, bo nawet Gasperini czasem przegra 4 czy 5:0. Musimy jechać na Olimpico z naszą ideą gry i dalej się rozwijać”.
Starcie z Interem miało być testem dojrzałości, a skończyło się brutalnym przypomnieniem, jak cienka jest granica między odwagą a naiwnością. Na San Siro Como przegrało aż 0:4. To pierwszy raz w sezonie tracąc więcej niż jednego gola w meczu. Inter zepchnął drużynę lariani do defensywy, a ci przez 45 minut oddali zaledwie dwa (niecelne) strzały. Na domiar złego kontuzji doznał Álvaro Morata, który teraz będzie pauzował około dwóch miesięcy.
Znacznie lepiej wygląda sytuacja Tasosa Douvikasa: Grek jest zdrowy, pracuje bez przerwy i pozostaje silną opcją w ataku. Problem w tym, że sposób bronienia Romy: agresywny, indywidualny, może wypchnąć go daleko od pola karnego, gdzie jest najbardziej niebezpieczny. Dlatego w tygodniu Fabregas testował wariant z fałszywą dziewiątką. W tej konfiguracji Nico Paz – nieprzewidywalny lider zespołu i jedna z gwiazd ligi – operuje bliżej środka, a ofensywne trójzęby tworzą Addai, Paz i Diao, często wymieniając się pozycjami. W bardziej klasycznej wersji 4-2-3-1 to Douvikas wychodzi jako „dziewiątka”, Paz jako trequartista, a skrzydła obsadzają Addai i Rodriguez.
Koné vs Paz
Jak podkreślają analizy z włoskich portali, jedną z barwnych osi meczu będzie pojedynek Manu Koné – Nico Paz. Obie drużyny są w absolutnej czołówce Europy, jeśli chodzi o intensywność pressingu. Pressują wysoko, starają się zmuszać rywala do trudnych podań, które można zamienić w kontry. Roma będzie potrzebowała Koné jako zawodnika, który „gasi” Pazowi światło między liniami: ogranicza jego obrót z piłką, odcina od spokojnego przyjęcia i zmusza do grania tyłem do bramki. Z kolei dla Como plan jest odwrotny – sprawić, by to Koné i Cristante musieli odgrywać pod presją, po czym błyskawicznie wykorzystać odzyskaną piłkę. Do tego dochodzi rola Fergusona. Roma, przy wszystkich problemach w ataku, wie, że przeciwko tak zorganizowanej obronie jak Como (średnio mniej niż 0,8 gola straconego na mecz) potrzebuje kogoś, kto potrafi utrzymać piłkę tyłem do bramki i uprościć grę kolegom. Ferguson po dublecie w Glasgow znów jest pod lupą, a Gasperini liczy, że będzie pierwszą „ścianą”, zanim w drugiej połowie wejście Dybali rozluźni schematy i zabierze obrońcom Como wyraźne punkty odniesienia.
Presja wyniku
Po dwóch porażkach z rzędu w lidze, przy jednoczesnych potknięciach Napoli i Milanu, starcie z Como urasta do roli testu dojrzałości. Zwycięstwo pozwoliłoby Romie odskoczyć od bezpośredniego konkurenta o trzy kolejne punkty i złapać oddech w czołówce, porażka jeszcze mocniej wciągnęłaby Giallorossich w gęstą, nerwową walkę o miejsca 1–5. Gasperini sam przyznał, że Como „nie jest niespodzianką, tylko rzeczywistością” – projektem, który inwestuje, gra odważnie i ma młodych, ciekawych piłkarzy. Jednocześnie podkreślił, że to Roma musi być ambitna, ale nie szukać wymówek: jeśli w ostatnich tygodniach coś poszło nie tak, nie był to „pech”, tylko sygnał do pracy.
Ostatnie bezpośrednie starcia
02.03.25, Serie A, AS Roma – Como 2:1
15.12.24, Serie A, Como – AS Roma 2:0
25.01.03, Serie A, Como – AS Roma 2:0
06.11.02, Serie A, AS Roma – Como 2:1
Przewidywane składy
Roma (3-4-2-1): Svilar – Mancini, Ndicka, Hermoso – Rensch, Koné, Cristante, Wesley – Soulé, Pellegrini – Ferguson.
Trener: Gian Piero Gasperini
Niedostępni: Zeki Çelik (pauza za kartki), Dowbyk; wątpliwy udział El Aynaouiego w kontekście Pucharu Narodów Afryki.
Uwagi: możliwa zmiana ustawienia na 3-5-2 z wejściem Pisillego do środka dla lepszego zabezpieczenia przeciwko Nico Pazowi; Dybala przewidywany jako kluczowa opcja z ławki na drugą część meczu.
Como (4-2-1-3): Butez – Smolcic, Ramon, Carlos, Valle – Caqueret, Da Cunha – Baturina – Addai, Paz, Diao.
Trener: Cesc Fàbregas
Niedostępni: Morata (uraz uda, około dwa miesiące przerwy), Perrone (zawieszenie), Sergi Roberto, Goldaniga.
Uwagi: Douvikas gotowy do wejścia z ławki jako klasyczna „dziewiątka”; możliwa korekta do 4-2-3-1 z Grekiem na środku ataku i Pazem cofniętym na „dziesiątkę”.
Komentarze