Zapowiedź: Celtic – Roma

Roma jeszcze niedawno zaliczała serię zwycięstw, ale kryzys w ataku brutalnie ściągnął ją na ziemię. Po dwóch ligowych porażkach z rzędu Giallorossi lecą do Glasgow, by ratować pozycję w tabeli i spróbować wskoczyć do elitarnej ósemki.

Czwartkowy mecz na Celtic Park (godz. 21:00 czasu polskiego) to nie tylko starcie dwóch klubów o wielkich nazwach, ale przede wszystkim pojedynek nerwów. Celtic złapał formę i wrócił do gry o fazę pucharową, Roma zaś przyjeżdża podmęczona, po dwóch ciosach w lidze, lecz wciąż z szansą, by jednym mocnym wieczorem odwrócić narrację w Europie.

Jeszcze kilkanaście dni temu wszystko układało się idealnie. Roma Gasperiniego była liderem Serie A, imponowała intensywnością i organizacją gry, a problemy w ataku udawało się pudrować wynikami. Ten makijaż właśnie się jednak rozmazał. Najpierw porażka 0:1 z Napoli na Olimpico, potem 0:1 z Cagliari na Sardynii: ponad 180 minut, podczas których Giallorossi niemal nie stworzyli realnych okazji bramkowych. W statystykach zapisał się jeden celny strzał (Baldanziego, zresztą w końcówce starcia z Napoli), a w tabeli Serie A skutki są namacalne: Roma spadła z pierwszego na czwarte miejsce.

To w takim klimacie: sportowo niespokojnym, ale jeszcze nie histerycznym – drużyna wylatuje do Glasgow. Ligi nie da się zatrzymać przyciskiem „pause”, ale Liga Europy w tym momencie staje się dla Romy czymś więcej niż tylko dodatkiem. Po pięciu kolejkach Giallorossi mają trzy zwycięstwa, siedem strzelonych goli i pięć straconych. Lepiej niż Celtic, ale bez marginesu błędu: przewaga nad Szkotami to zaledwie dwa punkty, a do czołowej ósemki brakuje aktualnie tylko jednego oczka.

Roma przyjeżdża na Celtic Park z bagażem dwóch ligowych porażek, ale też z dwoma kolejnymi wygranymi w Europie: z Rangersami na Ibrox i z Midtjylland u siebie. To one utrzymały Romę w wyścigu po wpadkach z Pilznem i Lille.

Celtic: nowy trener, oddech w lidze i szansa na przełom w Europie

Po stronie gospodarzy widać coś w rodzaju późnojesiennego przebudzenia. Celtic długo męczył się w tym sezonie: od kompromitującej porażki z Kajratem Ałmaty w eliminacjach Ligi Mistrzów, przez domowe 0:2 z Bragą, po bolesną lekcję w Danii od Midtjylland. Dopiero wygrana z Feyenoordem na De Kuip tchnęła życie w ich europejską kampanię, a ligowe zwycięstwa nad Sturm Graz i innymi rywalami poprawiły pozycję w tabeli fazy ligowej Ligi Europy – dziś Celtic jest na 21. miejscu i realnie walczy o pozostanie w czołowej 24.

W Premiership również widać delikatny zwrot. Zespół z Glasgow zaczął punktować lepiej niż na początku sezonu i zbliżył się do Hearts, choć ostatni weekend przyniósł rozczarowanie: porażka 1:2 właśnie z ekipą z Edynburga pozwoliła rywalowi utrzymać fotel lidera. Mimo to Celtic zalicza trend zwyżkowy.

Dodatkowym elementem historii jest osoba trenera. Wilfried Nancy dopiero co przejął zespół i domowy mecz z Hearts był zimnym prysznicem na start. Czwartkowy wieczór będzie dla 48-latka pierwszym w karierze spotkaniem w europejskich pucharach, od razu przeciwko włoskiemu gigantowi. Wcześniej to Martin O’Neill dźwignął Celtów do wygranej nad Feyenoordem, teraz Nancy ma „przejąć pałeczkę” i spróbować postawić drugi krok w stronę fazy pucharowej.

Statystyki w Europie pokazują obraz drużyny efektownej, ale jeszcze nieefektywnej: siedem goli strzelonych w pięciu meczach, osiem straconych i ani jednego czystego konta.

Celtic Park: pierwszy rozdział nowej rywalizacji

Celtic i Roma nigdy wcześniej nie zmierzyły się ze sobą w oficjalnym spotkaniu. To pierwsza odsłona rywalizacji dwóch klubów, które w europejskich pucharach przeżywały swoje wielkie wieczory, ale ich drogi jakoś dotąd się omijały.

Dla Romy to druga wizyta w Glasgow w tym sezonie – miesiąc temu Giallorossi przylecieli tu, by zagrać z Rangers na Ibrox i wywieźli stamtąd przekonujące 2:0. Teraz czeka ich zupełnie inne środowisko: Celtic Park, jeden z najgłośniejszych stadionów Europy, gdzie przy „You’ll Never Walk Alone” drżą łydki nawet najbardziej doświadczonym. Szkoci dobrze pamiętają swoje pojedynki z Serie A i lubią przypominać statystykę ostatnich lat, w której radzili sobie z włoskimi rywalami zaskakująco dobrze.

Problemy Romy

W Rzymie nikt nie udaje, że wszystko jest w porządku. Gasperini sam publicznie przyznał, że jego ofensywa jest daleka od oczekiwań. Zero goli i niemal zero sytuacji w dwóch ostatnich meczach ligowych to czerwone światło, którego nie da się ignorować. Na dodatek wybory personalne wciąż są zdeterminowane listą UEFA i stanem zdrowia.

Tommaso Baldanzi, jedyny, który w starciu z Napoli oddał naprawdę groźny strzał, nie może pomóc w Glasgow, bo latem został wycięty z listy zgłoszeniowej do Ligi Europy. Artem Dowbyk dopiero wrócił do treningów (razem z Angeliño) i jego powrót na boisko planowany jest na ligowy mecz z Como, a nie na zimny wieczór w Szkocji. Paulo Dybala i Leon Bailey wciąż gonią formę po urazach, a Argentyńczyk dodatkowo zmagał się ostatnio z problemami zdrowotnymi po grypie.

Gasperini próbował różnych rozwiązań – od Fergusona na szpicy, przez fałszywe dziewiątki, po wejścia El Shaarawy’ego z ławki. Ten ostatni, decydujący bohater meczu z Midtjylland, mocno puka do składu i może stać się jokerem także na Celtic Park. Mimo to w Szkocji faworytem do gry w ataku pozostaje Dybala, wspierany przez Matíasa Soulé i Lorenzo Pellegriniego w klasycznym dla Gaspa 3-4-2-1.

Trener zapowiadał też, że po serii meczów bez świeżości w środku pola przyjdzie czas na rotację. Koné jest po okresie perturbacji formy i zdrowia, Cristante gra praktycznie wszystko, a przed Neilem El Aynaouim wisi już perspektywa Pucharu Narodów Afryki. W Glasgow Gasperini ma jednak skłaniać się ku „bezpiecznej” wersji – duetowi Koné–Cristante w centrum, z możliwością wejścia El Aynaouiego lub Pisillego w drugiej połowie, jeśli będzie trzeba dodać nogi i energię.

Na plus dla Romy działa powrót Wesleya na lewą flankę po absencji w Cagliari: Brazylijczyk daje drużynie metry przebiegnięte wzdłuż linii i dodatkową opcję w ataku. Po drugiej stronie niemal na pewno zobaczymy Zekiego Çelika, który i tak będzie pauzował za kartki w lidze, więc może „spalić się” w Szkocji do maksimum.

Celtic: szpital w defensywie, jakość w środku, szybkość z przodu

Wilfried Nancy nie ma łatwego wejścia w europejską przygodę. Lista nieobecnych w Celticu jest długa i dotyczy przede wszystkim obrony oraz skrzydeł. Poza grą są m.in. Cameron Carter-Vickers (kontuzja ścięgna Achillesa), Jota (zerwane więzadło krzyżowe), Alistair Johnston i Callum Osmand (urazy mięśni dwugłowych), a także Marcelo Saracchi z problemem mięśniowym i kilku innych piłkarzy, którzy ograniczają pole manewru trenera. James Forrest wrócił niedawno do treningów, ale ten mecz może przyjść dla niego jeszcze zbyt wcześnie, podobnie jak pełne obciążenie dla Iheanacho, który najprawdopodobniej zacznie na ławce.

Mimo tego Celtik ma przewidywalny i niebezpieczny szkielet. W bramce stoi doświadczony Kasper Schmeichel, przed nim trójka stoperów Trusty–Scales–Tierney, która ma zapewnić wyjście spod pressingu i głębię w rozegraniu. Na bokach wahadłami rządzą Tounekti oraz Engels, w środku zaś mieszanka doświadczenia i jakości technicznej: kapitan Callum McGregor u boku Hatate. To stamtąd Celtic lubi ruszać do ataku, pchając piłkę w kanały do dynamicznych skrzydłowych.

Przód wygląda jak klasyczna trójka „na wymianę”: Nygren, Maeda i Yang. Maeda daje agresję w pressingu i agresywne biegi za linię, Yang potrafi zejść do środka i szukać uderzenia, Nygren z kolei jest groźny, gdy dostaje piłkę w tempo na wolne pole. Przy braku czystych kont Szkoci wiedzą, że najlepszą obroną może być atak – i przeciwko Romie na własnym stadionie raczej nie zrezygnują ze swojego ofensywnego DNA.

To jedno z tych spotkań, w których trudno spodziewać się spokojnego, szachowego otwarcia. Gasperini i Nancy wyznają bardzo podobną religię futbolu: wysoki pressing, kompaktowa drużyna, odwaga w wyprowadzaniu piłki. Różnica polega na detalach: Roma jest bardziej dojrzała, jeśli chodzi o zarządzanie ryzykiem, Celtic ma większą skłonność do „otwierania” meczu i grania na emocji trybun.

Dla Romy kluczem będzie wytrzymanie pierwszych dwudziestu minut. Celtic Park potrafi nakręcić gospodarzy do huraganowych ataków z ogromną liczbą dośrodkowań i dobitkami w polu karnym. Jeśli Giallorossi przetrwają ten fragment, będą mogli stopniowo wprowadzić swój plan: wyższy pressing na wahadłowych, wymuszenie błędów przy wyprowadzeniu piłki i szukanie przestrzeni między liniami, gdzie Soulé i Pellegrini czują się najlepiej.

Z kolei gospodarze będą polować na straty Romy w bocznych sektorach oraz na pojedyncze sytuacje po stałych fragmentach gry. W tym kontekście rola trójki Mancini–Ndicka–Hermoso będzie ogromna – każdy błąd przy agresywnym wyjściu do przodu może zostać natychmiast „ukąszony” przez Maedę czy Nygrena.

Przewidywane składy

Celtic (3-4-3): Schmeichel; Trusty, Scales, Tierney; Engels, McGregor, Hatate, Tounekti; Nygren, Maeda, Yang.
Trener: Wilfried Nancy. Niedostępni: Carter-Vickers, Forrest (wątpliwy), Johnston, Osmand, Jota, Saracchi; Iheanacho po urazie mięśniowym – prawdopodobnie zacznie na ławce.

Roma (3-4-2-1): Svilar; Mancini, Ndicka, Hermoso; Zeki Çelik, Cristante, Koné, Wesley; Soulé, Pellegrini; Dybala. Trener: Gian Piero Gasperini. Niedostępni: Dowbyk (uraz mięśniowy, powrót przewidywany na połowę grudnia), Baldanzi (poza listą UEFA).

Komentarze

Komentarze są wyłączone dla archiwalnych wpisów.