W sobotę o godz. 18:00 rozpocznie się już czwarte w tym sezonie spotkanie drużyn Romy i Bolonii.
Choć spotkanie zacznie się o 18:00, przed telewizorem musimy się zameldować już o 16:30: o tej godzinie na Śląskim w Chorzowie zaczyna się Galacticos Show z Ronaldinho i Tottim w rolach głównych. Transmisja w TVN.
To będzie już czwarte spotkanie Romy z Bologną w tym sezonie, więc trudno mówić o meczu pełnym tajemnic. Obie drużyny zdążyły się poznać bardzo dobrze, także w najbardziej bolesnym dla Giallorossich kontekście. To właśnie na Dall’Arze Roma rozgrywała pierwszy mecz 1/8 finału Ligi Europy, w dwumeczu, który ostatecznie zakończył się dla niej eliminacją po dogrywce. Tamte wydarzenia wciąż mogą siedzieć w głowach rzymian, choć tym razem stawka jest inna: ligowa tabela, europejska przyszłość i próba utrzymania kontaktu z czołówką.
Podopieczni Gian Piero Gasperiniego przystępują do tego spotkania po remisie 1:1 z Atalantą. Wynik nie był katastrofą, ale w obecnym położeniu Romy każdy stracony punkt waży coraz więcej. Giallorossi wygrali tylko dwa z siedmiu ostatnich meczów ligowych, a do czwartego miejsca, dającego awans do Ligi Mistrzów, tracą obecnie pięć punktów. To nie jest dystans niemożliwy do odrobienia, ale przy tak krótkim finiszu sezonu wymaga niemal bezbłędnej końcówki.
Problemem pozostaje zwłaszcza forma wyjazdowa. Roma nie wygrała żadnego z siedmiu ostatnich oficjalnych spotkań poza Olimpico, choć w większości z nich potrafiła przynajmniej trafiać do siatki. Dall’Ara też nie jest dla niej terenem przyjaznym, bo ostatnie zwycięstwo w Bolonii odniosła w grudniu 2020 roku. To dodatkowy ciężar, ale również okazja, by przełamać serię dokładnie wtedy, gdy zespół najbardziej tego potrzebuje.
Najważniejsza wiadomość z Trigorii ma twarz Paulo Dybali. Po dziewięćdziesięciu dniach od ostatniego występu Joya wraca do kadry meczowej i ma być do dyspozycji Gasperiniego na spotkanie z Bologną. Argentyńczyk wraca w momencie, w którym Roma potrzebuje nie tylko punktów, ale też jakości, fantazji i elementu nieprzewidywalności, którego bardzo brakowało jej w decydującej części sezonu. Dybala ostatni raz zagrał 25 stycznia przeciwko Milanowi. Później Roma musiała nauczyć się funkcjonować bez swojego najbardziej kreatywnego zawodnika. Brak Argentyńczyka był widoczny zwłaszcza w ataku, gdzie rzymianie zbyt często tracili błysk, płynność i pomysł w ostatniej tercji boiska. Jego leczenie przebiegło zgodnie z planem, bez forsowania tempa. Do dyspozycji drużyny wraca czterdzieści dziewięć dni po operacji w Villa Stuart, przeprowadzonej pod nadzorem profesora Marianiego.
Nie należy oczekiwać, że Dybala od razu wyjdzie w pierwszym składzie. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz z wejściem w drugiej połowie, kiedy jego technika i umiejętność przyspieszenia akcji mogą stać się szczególnie cenne. Dla Gasperiniego to jednak ogromna zmiana. Nawet jeśli Joya zacznie na ławce, sama możliwość posłania go na boisko daje Romie wariant, którego przez ostatnie tygodnie zwyczajnie nie miała. Powrót Dybali ma też wymiar emocjonalny. Przed nim pięć potencjalnie ostatnich aktów jego historii w barwach Giallorossich, dlatego każdy występ może być czytany nie tylko sportowo, ale też symbolicznie. W Bolonii Roma będzie więc grała z potrzebą wyniku, ale także z Joyą, która znów może wziąć drużynę za rękę.
Powrót Dybali nie jest jedyną dobrą wiadomością dla Romy. Do kadry mają wrócić również Wesley i Devyne Rensch. W przypadku Holendra obawy po meczu z Atalantą były poważniejsze, ale ostatecznie uraz nie okazał się tak groźny, jak początkowo podejrzewano. To ważne, bo na finiszu sezonu Gasperini potrzebuje nie tylko jakości w pierwszym składzie, ale też realnych alternatyw w trakcie meczu.
Znacznie mniejsze są szanse na występ Manu Koné. Pomocnik celuje raczej w powrót przy okazji spotkania z Fiorentiną. Lorenzo Pellegrini i Artem Dowbyk patrzą z kolei w stronę wyjazdu do Parmy, zaplanowanego na 10 maja. Oznacza to, że w Bolonii Roma wciąż będzie musiała radzić sobie bez kilku ważnych elementów, choć sytuacja kadrowa zaczyna wyglądać mniej dramatycznie niż jeszcze niedawno.
W obronie można spodziewać się ustawienia z Gianlucą Mancinim, Evanem Ndicką i Mario Hermoso przed Mile Svilarem. Na wahadłach gotowi są Zeki Çelik oraz Wesley, natomiast w środku pola coraz bliżej powrotu do wyjściowej jedenastki jest Niccolò Pisilli, który może stworzyć duet z Bryanem Cristante. W ataku prawdopodobnie utrzyma się trójka znana z meczu przeciwko zespołowi Palladino: Matías Soulé i Stephan El Shaarawy za plecami Donyella Malena.
Ten wybór miałby swoją logikę. Malen pozostaje obecnie jednym z najważniejszych punktów ofensywy, Soulé daje drybling i lewą nogę między liniami, a El Shaarawy gwarantuje doświadczenie, pracę bez piłki i większą dyscyplinę taktyczną. Tym bardziej znaczące jest to, że Bryan Zaragoza znów znajduje się daleko w hierarchii i nie został nawet powołany na mecz z powodów dyscyplinarnych.
Hiszpan przychodził zimą jako zawodnik mający dodać Romie szybkości, improwizacji i gry jeden na jednego. Początek wyglądał obiecująco, a po debiucie Gasperini mówił o nim z wyraźną nadzieją: „Ma odpowiednie cechy dla naszej drużyny. Nie mieliśmy wcześniej takiego zawodnika. To klasyczny piłkarz, który staje się groźny, gdy dostaje przestrzeń, ale potrafi też stworzyć zagrożenie w ciasnych sektorach, minąć rywala i wprowadzić chaos w defensywie przeciwnika”. Później relacja zaczęła jednak stygnąć. Zaragoza po występie z Napoli, w którym zaliczył asystę przy golu Malena, stopniowo tracił miejsce. Gasperini nie ukrywał rozczarowania jego adaptacją: „Oczekiwałem więcej. Miał pewne trudności, choć wejście do zespołu w styczniu nigdy nie jest łatwe. Mamy nadzieję, że w najważniejszym momencie da nam to, czego się po nim spodziewaliśmy i w co wciąż wierzymy”.
Teraz problemem stała się przede wszystkim dyscyplina taktyczna. Na tym etapie sezonu Gasperini stawia na zawodników, którzy lepiej rozumieją mechanizmy gry, zajmują wymagane przestrzenie i potrafią realizować zadania bez piłki. Dlatego wyżej stoją dziś El Shaarawy, a nawet młody Venturino. Dla Zaragozy końcówka sezonu wygląda coraz bardziej jak pożegnanie z Rzymem, a nie jak walka o nowe otwarcie.
Bologna też wchodzi w to spotkanie w szczególnym momencie. Po dwóch porażkach bez strzelonego gola, z Aston Villą w Europie i Juventusem w Serie A, drużyna Vincenzo Italiano znacznie oddaliła się od ponownego awansu do europejskich pucharów. Do szóstego miejsca, zajmowanego przez Romę, traci dziesięć punktów, a do siódmej Atalanty sześć. Matematyka jeszcze nie zamyka tematu, ale potrzebny byłby finisz bliski perfekcji.
W klubie coraz mocniej czuć też pytania o przyszłość. Italiano ma kontrakt do 2027 roku, Bologna docenia jego pracę i chciałaby kontynuować projekt, ale brak awansu do pucharów może wymusić głębszą refleksję. Sam trener będzie oczekiwał gwarancji, że zespół pozostanie konkurencyjny, a zarząd będzie musiał ocenić, w jakim kierunku chce pójść po sezonie pełnym wzlotów, ale też bolesnych rozczarowań.
Słowa Italiano po porażce z Juventusem, gdy mówił o „sezonie w cudzysłowie skończonym”, nie wszystkim przypadły do gustu. W Bolonii celem na ostatnie kolejki ma być przynajmniej obrona ósmego miejsca, choć w szatni wciąż wybrzmiewa ambicja walki o coś więcej. Norweski obrońca Heggem ujął to jasno: „Jesteśmy rozczarowani odpadnięciem z dwóch pucharów, ale wciąż gramy o wiele i nie zamierzamy się poddawać. Wierzymy w siódme miejsce: tracimy sześć punktów do Atalanty, ale przed nami jest jeszcze bezpośrednie starcie”.
Ten cytat dobrze oddaje nastawienie Bologni. To zespół zraniony, ale nie pogodzony z losem. Dla Rossoblù mecz z Romą może być ostatnią próbą rozpalenia końcówki sezonu. Zwycięstwo nad drużyną, która trzyma miejsce w czołowej szóstce, dałoby impuls i pozwoliło jeszcze wierzyć, że tabela nie powiedziała ostatniego słowa.
Bologna przystąpi do meczu bez kilku ważnych zawodników. Łukasz Skorupski, były bramkarz Romy, wciąż zmaga się z urazem mięśnia dwugłowego uda i jego występ jest praktycznie wykluczony. Między słupkami ma zastąpić go Ravaglia. Poza grą pozostaje również Nicolò Casale, co otwiera miejsce w środku obrony. Najbliżej gry obok Lucumiego jest Heggem, choć pojawia się także wariant z Vitikiem. Nie zagra również Thijs Dallinga, który ma problem z tendinopatią i do grupy ma wrócić dopiero w przyszłym tygodniu. Federico Bernardeschi odbył sesję terapii, więc i jego sytuacja nie wygląda komfortowo. W ataku ciężar ma więc wziąć na siebie Santiago Castro, wspierany przez skrzydłowych. Szczególnie ważny będzie Riccardo Orsolini, a po lewej stronie wiele może zależeć od Rowe’a, który jest jednym z najbardziej niezbędnych zawodników w obecnym układzie Italiano.
W środku pola centralną postacią powinien być Remo Freuler, doskonale znany Gasperiniemu z czasów Atalanty. Obok niego mogą pojawić się Pobega, Sohm lub Moro, w zależności od tego, czy Bologna zdecyduje się na klasyczne 4-3-3, czy bardziej elastyczny wariant z Lewisem Fergusonem ustawionym wyżej. To właśnie druga linia może przesądzić o rytmie meczu, bo Roma będzie chciała kontrolować przestrzenie między formacjami, a Bologna u siebie zazwyczaj próbuje narzucać intensywność.
Ciekawą postacią z ławki może być Cambiaghi, który dał się Romie we znaki w europejskim dwumeczu. Dla Giallorossich będzie to jeden z tych przeciwników, których trzeba pilnować nie tylko od pierwszej minuty, ale też w końcówce, gdy mecz zacznie się rwać, a zmiennicy będą mogli zmienić jego temperaturę.
Dla Romy to spotkanie ma kilka warstw. Pierwsza jest oczywista: punkty. Giallorossi muszą bronić miejsca w Europie, a jednocześnie wciąż mogą myśleć o pościgu za czwartą lokatą. Druga warstwa jest psychologiczna. Wyjazdowa niemoc trwa zbyt długo, a zwycięstwo na Dall’Arze byłoby czymś więcej niż poprawą bilansu. Dałoby drużynie sygnał, że w końcówce sezonu potrafi wygrać również poza domem, w trudnym miejscu i przeciwko rywalowi, który zna ją niemal na pamięć.
Trzecia warstwa dotyczy Dybali. Jego powrót nie rozwiąże automatycznie wszystkich problemów Romy, ale zmienia perspektywę. Gasperini znów będzie miał zawodnika, który jednym podaniem, przyjęciem czy ruchem między liniami może nadać akcji zupełnie inny kierunek. Przy zespole, który w ostatnich tygodniach zbyt często musiał pracować bardziej siłą charakteru niż błyskiem, to może być pierwszorzędny impuls.
Bologna z kolei gra o resztki europejskiej nadziei i o spokój wokół projektu Italiano. Porażka jeszcze mocniej zamknęłaby jej sezon w poczuciu niedosytu, zwycięstwo mogłoby przywrócić energię i nadać sens ostatnim kolejkom. Dlatego sobotni wieczór na Dall’Arze zapowiada się jak mecz dwóch drużyn, które są w różnych miejscach tabeli, ale obie mają coś do udowodnienia.
Roma przyjedzie do Bolonii z potrzebą przełamania, z Malenem w roli ofensywnego punktu odniesienia, z Soulé i El Shaarawym gotowymi do pracy za jego plecami oraz z Dybalą czekającym na sygnał z ławki.
Marco Di Bello
Sobotnie spotkanie poprowadzi doświadczony, 44-letni Marco Di Bello, a na liniach pomagać mu będą Berti i Di Gioia; za VAR odpowie Maresca, z Meraviglią jako AVAR. Di Bello sędziował dotąd 30 ligowych meczów Romy, w których bilans giallorossich to 19 zwycięstw, 6 remisów i 5 porażek; w tym sezonie prowadził m.in wygrany 3:0 mecz z Cremonese, a obecnie Roma ma z nim serię siedmiu wygranych z rzędu i dziewięciu spotkań bez porażki.
Bologna wchodzi w końcówkę sezonu z coraz mniejszymi szansami na ponowny awans do europejskich pucharów. Zespół Vincenzo Italiano ma za sobą trudny tydzień: najpierw bolesne odpadnięcie z europejskich rozgrywek po wysokiej porażce z Aston Villą, później przegraną z Juventusem bez zdobytej bramki. Rossoblù nadal bronią ósmego miejsca i matematycznie mogą jeszcze patrzeć w stronę siódmej pozycji, ale ich sytuacja jest coraz bardziej skomplikowana. Atutem Bologni pozostaje organizacja gry i jakość skrzydeł, choć ostatnie wyniki pokazują, że drużyna straciła część rozpędu z wcześniejszej fazy sezonu.
19.04.26, Serie A, Juventus – Bologna 2:0
16.04.26, EL, Aston Villa – Bologna 4:0
12.04.26, Serie A, Bologna – Lecce 2:0
09.04.26, EL, Bologna – Aston Villa 1:3
05.04.26, Serie A, Cremonese – Bologna 1:2
19.03.26, EL, AS Roma – Bologna 3:4
12.03.26, EL, Bologna – AS Roma 1:1
23.08.25, Serie A, AS Roma – Bologna 1:0
12.01.25, Serie A, Bologna – AS Roma 2:2
10.11.24, Serie A, AS Roma – Bologna 2:3
Roma (3-4-2-1): Svilar – Mancini, Ndicka, Hermoso – Çelik, Cristante, Pisilli, Wesley – Soulé, El Shaarawy – Malen.
Trener: Gian Piero Gasperini
Niedostępni: Dowbyk, Koné, Pellegrini, Zaragoza.
Uwagi: Dybala wraca do kadry po długiej przerwie i najpewniej zacznie na ławce, z możliwością wejścia w drugiej połowie. Wesley i Rensch są ponownie do dyspozycji, natomiast Koné ma minimalne szanse na występ i celuje raczej w powrót na mecz z Fiorentiną. W środku pola możliwy jest wybór między Pisillim a El Aynaouim. Zaragoza ma zostać poza kadrą z powodów taktycznych.
Bologna (4-3-3): Ravaglia – João Mário, Heggem, Lucumí, Miranda – Ferguson, Freuler, Pobega – Orsolini, Castro, Rowe.
Trener: Vincenzo Italiano
Niedostępni: Skorupski, Casale, Dallinga, Bernardeschi, Bonifazi.
Uwagi: Ravaglia zastąpi kontuzjowanego Skorupskiego. W obronie Heggem ma przewagę w walce o miejsce obok Lucumíego, choć alternatywą pozostaje Vitík. Na bokach defensywy możliwe są także warianty z Zorteą i Lykogiannisem. W środku pola o miejsce rywalizują Pobega, Sohm i Moro, a z przodu pewniakiem pozostaje Castro wspierany przez Orsoliniego i Rowe’a.
Komentarze
Kolejny mecz o 6 pkt :)
jaki mecz o 6 punktów XDDDD
Roma ma 5 punktow straty do juve a to i tak dużo nie mówiąc o 10. nawet jakby z nami wygrali to i tak maja 7 punktow straty i 4 kolejki na finisz przy czym roma musiala by przegrac prawie wszystkie a bolonia odwrotnie wiec o czym my tu mowimy
Kolejny mecz w którym możemy udowodnić że się do niczego nie nadajemy. Strata punktów to już strata nawet niepoprawnych marzeń. Oczywiście aby dobić ostatniego gwoździa do trumny mamy jeszcze derby, bo tam wysoka porażka to już agonia.
Po odejsciu Ranieriego jak na zawolanie wszyscy kontuzjowani powracali. Teraz to bedzie kraina wszelkiej szczesliwosci i 3:0 dla Romy. Plus winning streak do konca sezonu i LM w kieszeni:)))
Pytanie brzmi czy warto się tu napinać, żeby ugrać LK? Jakiś skrajny optymista może wierzyć, że wygramy 5 meczy (!!!!), ale chyba nikt nie wierzy, że Jufe może przegrać 2 mecze z 5 (albo inaczej stracić 6 pkt z 15).