Roma wciąż kręci się w transferowym wirze, a na prowadzenie nieoczekiwanie wyszedł Yuri Alberto. Brazylijczyk zyskał przewagę w ostatnich godzinach, podczas gdy inne tropy wyhamowały. Klub rozważa ruch, który mógłby wreszcie tchnąć życie w ospały atak.
Polowanie na środkowego napastnika zaczyna przypominać wyścig z eliminacjami. Wyprzedzenia, wyhamowania, kontrataki – rynek transferowy Romy to nieustanna rotacja na czele peletonu, ale jedno jest pewne. Gasperini czeka na dwa wzmocnienia w ataku i chce je natychmiast. Skrzydłowy i klasyczna „dziewiątka” – to właśnie te dwa elementy trener wskazał dyrektorowi sportowemu Massarze, który w ostatnich tygodniach zintensyfikował kontakty przed styczniowym finiszem.
Nazwisko, które dziś wysuwa się na prowadzenie, to Yuri Alberto. Według dzisiejszego wydania Corriere dello Sport napastnik Corinthians stał się faworytem do wzmocnienia Romy. W ostatnich godzinach ten kierunek wyraźnie zyskał na znaczeniu, podczas gdy bardziej skomplikowane pozostają szlaki prowadzące do Zirkzee i Fabio Silvy: Manchester United i Borussia Dortmund wahają się i nie spieszą z decyzją o sprzedaży swoich napastników. To sprawia, że oba negocjacyjne fronty stoją w miejscu.
Z tego powodu Massara mocno skręcił w stronę Brazylijczyka. 24-latek z paszportem unijnym i bilansem 18 goli w lidze oraz pucharach to profil, który Roma badała już latem, a który dziś wraca z pełną mocą. Klub jest gotów zainwestować, by sprowadzić go do Trigorii od razu, świadomy, że wycena zawodnika oscyluje między 25 a 30 milionami euro.
Nie będzie to jednak prosta misja: Corinthians nie zamierza łatwo pozbywać się swojego napastnika. Ale właściciele Romy, rodzina Friedkinów, widząc w nim wzmocnienie mogące odmienić oblicze formacji ofensywnej, która od dłuższego czasu łapie zbyt krótki oddech, dali zielone światło na ruch także w zimowym oknie. Gasperini czeka. Tym razem oczekuje wreszcie przyjazdu piłkarza, który naprawdę zrobi różnicę.
Źródło: Corriere dello Sport
Komentarze
A cóż to za ancymon. Ruski Brazol jakiś?
Z tego co widzę kontrakt podpisał krótko przed napaścią na Ukrainę i pograł tam do lata, a dalej to już Brazylia. Może jest OK politycznie :) W Brazylii trochę nastrzelał, tylko że Corinthias nie odda zawodnika za grosze, to duży klub. Minusem jest że w styczniu bierze się zawodnika po pełnym sezonie. Do tego zmiana ligi. To oznacza że początki mogłyby być trudne – o ile coś takiego w ogóle się wydarzy.
Byle nie wyszło jak z tym całym Marcosem Leonardo.
Jeden z nielicznych napadziorów w plotkach, który strzela częściej niż raz w roku. Nie jest to oczywiście jakiś super wyznacznik, biorąc pod uwagę w jakiej lidze gra.