Siedemnastolatek ledwie zdążył zadebiutować w barwach Romy, a już skradł show – w sparingu z Roma City podczas przerwy reprezentacyjnej ustrzelił hat-tricka. O jego profilu, charakterze i drodze rozwoju opowiada William Rosset, były trener zawodnika z czasów Sampdorii.
Lorenzo Paratici (rocznik 2008) został ogłoszony piłkarzem Romy 2 września, a dwa dni później – już jako gracz Giallorossich – trafił do siatki trzy razy w meczu kontrolnym z Roma City. Rozmawiamy z Williamem Rossetem, który prowadził go w Sampdorii U-18 i obserwował jego ekspresowe wejście do zespołu Primavery.
Jak narodziła się Pana współpraca z Lorenzo Paraticim i jakie zrobił na Panu pierwsze wrażenie?
– Widziałem go wcześniej, ale bliżej poznaliśmy się w drużynie U-18. Szybko zrozumiałem, że to chłopak bystry, pracowity i bardzo ambitny. O stronie technicznej nie muszę mówić – pracował z wieloma trenerami – ale to jego głód, odwaga i gotowość, by rzucać sobie wyzwania, stanowią największą siłę.
Hat-trick w pierwszym występie w barwach Romy, choć to tylko sparing – spodziewał się Pan aż takiego wejścia?
– To uderzające wejście, ponad wszelkie oczekiwania. Ale znając go, nie dziwię się. Wiem, jak trenuje i jak bardzo chce strzelać gole oraz mieć wpływ na mecz. Dziś rzadko spotyka się takich napastników.
Trzy bramki były zupełnie różne: pressing i przechwyt, główka oraz strzał z małej przestrzeni. Która cecha jest u niego najcenniejsza?
– Te trafienia idealnie go opisują. Najpierw agresywny pressing – obrońca nie spodziewał się go tak wysoko. Przy golu głową świetnie zaatakował piłkę. Fizycznie wciąż dojrzewa, nie jest jeszcze w pełni ukształtowany, a mimo to kapitalnie gra w powietrzu, bo ma determinację, by być pierwszy przy piłce. Trzecia bramka to z kolei chłodna decyzja w ciasnym polu. Do tego dochodzi solidna technika.
To bardziej typ „lis pola karnego” czy napastnik kreatywny, umiejący budować akcje?
– Lis pola karnego, który potrafi grać. Najmocniejsza strona to obecność w szesnastce, ale umie też łączyć grę. Musi jeszcze dojrzeć w zarządzaniu piłką, natomiast potrafi wpływać na mecz na różne sposoby. W treningu zawsze prosił o dodatkowe strzały – ten nawyk pracy procentuje.
Wymieniliście wiadomości po jego hat-tricku z Roma City?
– Tak, pogratulowałem mu transferu i potem tej trójki. Krótko, bez wielkich słów. On teraz płynie na fali emocji, a na spokojne rozmowy przyjdzie czas.
W Sampdorii błyskawicznie przeskakiwał szczeble – z U-18 do Primavery, nawet do U-20. Co Pana wtedy najbardziej zaskoczyło?
– To, jak z meczu na mecz podnosił poziom. W U-18 grał jako młodszy rocznik i na początku przegrywał fizycznie, ale szybko nadrobił. Gdy zimą trafił do Primavery, znów jako młodszy, imponował skutecznością – także w grze głową i w pojedynkach siłowych. Tego na starcie w nim nie widzieliśmy.
Jest synem Fabio Paraticiego i trafia do gorącej piłkarsko Romy. Presja może mu zaszkodzić, czy mentalnie to udźwignie?
– To bardzo poukładany, skromny chłopak. Ma dobre wychowanie, wie, jak się zachować, skupia się na pracy. Oczywiście dla 17-latka Rzym to wyzwanie, ale on jest skoncentrowany na treningu i rozwoju. Nie sądzę, by presja go rozpraszała.
Jak Pana zdaniem Roma powinna nim zarządzać: U-18, Primavera, a może szybkie włączanie do pierwszej drużyny? I gdzie tu miejsce dla Gasperiniego?
– Bez pośpiechu. Przy takim tempie rozwoju możliwe jest wszystko, ale najpierw mądre planowanie. Gasperini świetnie pracuje z młodymi i jest wyczulony na takie sytuacje. Nie będą się spieszyć, a jeśli będzie potrzeba – dostanie szansę. Teraz ważne, by konsekwentnie z nim pracować.
W sieci krąży stara fotografia Paraticiego z Paulo Dybalą z czasów Juve, a teraz widać ich uściski po golu. Rozmawialiście o tych emocjach i o kontakcie z wielkimi piłkarzami?
– Wymieniliśmy tylko gratulacje, ale sam obrazek jest piękny: chłopiec z idolem, a po latach partnerzy na boisku. Lorenzo miał okazję podpatrywać wielu topowych graczy i potrafił z tego czerpać. Dziś trenuje jak oni – to jego przewaga.
Komentarze
Cała Roma. Już Rzym ma nowego bohatera, bo w meczu treningowym trzy bramki strzelił kucharzom i kelnerom. I chyba to tyle ile w życiu usłyszymy o wielkim talencie Lorenzo Paraticiego.
Dołączy do elity obok Okaki i Afeny-Gyana
Ciekawe, ciekawe z jednej strony macie racje, ale z drugiej strony raz na 30-40 lat rodzi się wielki talent. Być może to właśnie on …