Kontuzja Wesleya nie wzięła się znikąd. Brazylijczyk grał praktycznie bez zatrzymania przez kilkanaście miesięcy.
Il Romanista – F. Pastore | Od obaw, przez coraz mocniejsze podejrzenia, aż po potwierdzenie najgorszego scenariusza. Badania Wesleya wykazały uraz mięśniowo-ścięgnisty mięśnia dwugłowego prawego uda, a przewidywana przerwa ma potrwać około miesiąca. Dla Romy to bardzo bolesna wiadomość, ale zarazem taka, której w pewnym sensie można było się spodziewać. Wystarczyło śledzić ostatnie miesiące Brazylijczyka, by dostrzec, że jego organizm funkcjonował na granicy przeciążenia.
Od chwili przyjścia do Rzymu Wesley praktycznie się nie zatrzymywał. Grał, biegał, szarpał, wracał, napędzał akcje i utrzymywał intensywność, gdy innym zaczynało już brakować paliwa. W wielu meczach sprawiał wrażenie zawodnika napędzanego osobnym źródłem energii. To właśnie dlatego jego brak jest tak odczuwalny natychmiast, niezależnie od rywala i okoliczności.
Zawodnik, którego Gasperini chciał za wszelką cenę
Gian Piero Gasperini bardzo wcześnie zrozumiał, jak duże znaczenie może mieć Wesley dla jego projektu. Trener naciskał na ten transfer już wcześniej, jeszcze zanim udało się go sprowadzić do Romy, i nie przejmował się opiniami tych, którzy uważali inwestycję w piłkarza z rocznika 2003 za zbyt kosztowną. Dziś ten ruch wygląda jak jedno z najbardziej trafionych posunięć ostatniego mercato, bo wartość rynkowa Brazylijczyka zdążyła już wyraźnie wzrosnąć.
Liczby tylko to potwierdzają. Wesley uzbierał 35 występów w barwach Romy, dokładając do tego cztery gole i dwie asysty. Jeszcze ważniejsza od samych liczb była jednak jego powtarzalność. Grał najpierw po prawej stronie, potem po lewej, gdzie początkowo został przesunięty bardziej z konieczności niż z planu. Z czasem właśnie tam stał się jednym z najbardziej przekonujących bocznych zawodników całej ligi. Dziś bez większej przesady można powiedzieć, że wyrósł na jednego z najlepszych lewych wahadłowych Serie A.
Problem nie zaczął się w Romie
Prawdziwe źródło obecnej sytuacji leży jednak głębiej. Intensywna eksploatacja Wesleya nie zaczęła się w Rzymie, ale jeszcze w Brazylii. W barwach Flamengo zawodnik grał regularnie przez cały okres poprzedzający transfer, a tamtejszy kalendarz, znacznie bardziej zagęszczony niż europejski, nie zostawia wielu okazji na realny odpoczynek. Rozgrywki ligowe, krajowe puchary, Copa Libertadores, mistrzostwa stanowe, do tego Superpuchar i Klubowe Mistrzostwa Świata stworzyły razem niemal nieprzerwany ciąg meczów.
W samym Flamengo rozegrał 28 spotkań. Do tego trzeba doliczyć 35 występów dla Romy i sześć meczów w reprezentacji Brazylii. Łącznie daje to aż 69 spotkań w ciągu czternastu miesięcy. Dla każdego organizmu to obciążenie graniczne. Nawet dla piłkarza o dynamice, wydolności i temperamencie Wesleya.
W obecnym sezonie Brazylijczyk opuszczał mecze Serie A właściwie tylko z powodu drobnych problemów zdrowotnych albo zawieszenia. Stał się nie tylko podstawowym graczem, ale wręcz zawodnikiem trudnym do zastąpienia. Tym bardziej że inne opcje na tej pozycji nie dawały podobnej jakości. Dłuższa absencja Angeliño oraz rozczarowująca dyspozycja Tsimikasa jeszcze mocniej zwiększyły zależność drużyny od Wesleya.
Dlatego właśnie jego kontuzja w tym momencie sezonu jest ciosem podwójnym. Roma traci zawodnika o wielkiej intensywności i regularności, a jednocześnie zostaje zmuszona do szukania rozwiązań awaryjnych w chwili, gdy margines błędu praktycznie nie istnieje.
Komentarze
Szkoda. No nic, oby jeszcze wrócił w tym sezonie, bo po jego zakończeniu, można by go super sprzedać.
Szkoda, że teraz wypada ale u niego te problemy są zrozumiałe. Prawie bez przerwy od wielu miesięcy, pierwsze zderzenie z Europejską piłka i pozycja na której zasuwa aż miło, do tego wizja gry na MŚ więc nie z jego punktu widzenia przyśpieszanie powrotu jest bardzo ryzykowne. Martwią natomiast kontuzje i zarządzenie nimi u innych graczy, częstsze przedłużanie terminu powrotu, wpuszczanie niegotowych zawodników do gry.
Kone i Soule też zostali zajechani w podobny sposób, z tą różnicą, że po nich przed kontuzją już było widać, że coś się z nimi dzieje bo grali już słabo, a Wesley to prawdziwy terminator praktycznie cały czas w gazie, ale te wszystko dlatego, że opcjonalni zmiennicy są po prostu za słabi żeby nimi rotować(a może jednak trzeba było trochę więcej rotować bo sezon jest dlugi i zamykanie oczu na przemęczenie piłkarzy czasem odbija się razy dwa)