Jeśli w Rzymie istnieje temat, który potrafi rozgrzać powietrze szybciej niż derby, to jest nim Francesco Totti. Il Capitano może wrócić do Romy w nowej roli. Tylko w jakiej?
Po zakończeniu kariery Francesco Totti długo sprawiał wrażenie człowieka, który nagle znalazł się na innym boisku, bez linii bocznych i bez stadionowego rytmu. Był epizod w strukturach AS Roma, potem szybki odwrót i próby znalezienia sobie nowej tożsamości. Powstały projekty doradczo-skautingowe, a on sam wszedł w świat formalnej reprezentacji piłkarzy jako licencjonowany agent. Równolegle pojawiły się role medialne, dokument, program rozrywkowy, funkcje wizerunkowe przy wielkich wydarzeniach sportowych. A później przyszła część, która dla kibica jest najtrudniejsza: burzliwe życie prywatne rozgrywane na oczach opinii publicznej, tabloidowe wątki, długi spór rozwodowy, aż wreszcie zgrzyt najmocniejszy, gdy sportowy symbol dotknął ciężaru polityczno-moralnego współczesności, jadąc na wydarzenie promujące bukmacherską markę w Moskwie mimo fali krytyki. Wtedy wielu sympatyków Romy poczuło, że ich bezwarunkowa duma pierwszy raz od dawna musi zostać dopowiedziana zdaniem wyjaśnienia.
Dla kibica Giallorossich „Totti z boiska” pozostaje figurą niemal mityczną. Nie tylko dlatego, że był genialny, ale dlatego, że uosabiał coś rzadszego niż talent: wierność i tożsamość. Kapitan, który nie musiał szukać wielkości w zmianie barw, bo wielkość znalazł w trwaniu. Taki symbol jest wygodny w najlepszym sensie: można go nosić w pamięci jak sztandar, bez dopisków i przypisów. Problem w tym, że „Totti po karierze” dopisał do legendy ciąg dalszy, którego wielu kibiców nie chciało. Biznes i telewizja same w sobie nie są niczym złym, ale rozmyły obraz Kapitana, który miał być przede wszystkim utożsamiony z calcio. Do tego doszły wizerunkowe burze i nagle wyszło na jaw, że tej historii nie da się już czytać bez przypisów. Najbardziej boli moment, gdy legenda zaczyna mieszać się w sprawy cięższe niż futbol. Wtedy nie działa już wygodne „to tylko piłka”, bo każde pojawienie się w konkretnym miejscu i na konkretnym wydarzeniu jest odbierane jak deklaracja.
Stąd dwie naturalne reakcje. Pierwsza to rozczarowanie, często bardzo osobiste, bo ktoś naruszył wspólny obraz Kapitana. Druga to obrona, bo wdzięczność za przeszłość jest tak duża, że wielu nie chce jej brudzić teraźniejszością, nawet jeśli ta teraźniejszość drażni albo budzi niesmak. Jest też trzecia postawa, najtrudniejsza, ale najbardziej uczciwa: kochać Tottiego za to, co zrobił na boisku, i jednocześnie nie udawać, że jego decyzje po karierze są bez znaczenia.
Powrót do Romy jako praktyczne narzędzie
W ostatnich dniach mówi się, że rozmowy między rodziną Friedkin a Tottim są zaawansowane. W tle pojawia się też zdanie Claudiego Ranieriego, które działa na Rzym jak zaklęcie: „Totti jest częścią Romy”. Tyle że sama prawda emocjonalna nie rozwiązuje problemu praktycznego. Bo jeśli Totti ma wrócić, to nie jako sentymentalny obrazek na rocznicowe grafiki, tylko jako ktoś, kto ma konkretnie pomagać klubowi.
Tu pojawiają się możliwe role, wokół których krąży dyskusja. Pierwsza to dyrektor techniczny, czyli łącznik między trenerem, dyrektorem sportowym i zarządem, ktoś w rodzaju wewnętrznego tłumacza, który rozumie język szatni i język gabinetów. Druga to doradca sportowy, football advisor, rola mniej formalna, bardziej elastyczna, oparta na konsultowaniu decyzji i byciu dodatkową parą oczu. Trzecia to ambasador klubu i twarz projektu na stulecie, funkcja reprezentacyjno-marketingowa, niezwykle ważna dla wizerunku, sponsorów i narracji prowadzącej do 2027 roku. Czwarta to wsparcie przy rynku transferowym, nie tyle „robienie mercato”, ile bycie autorytetem, który ułatwia rozmowy, otwiera drzwi relacjami i prestiżem. Piąta, najbardziej symboliczna, to rola „Legend”, związana z historią, przyszłym stadionem, wydarzeniami specjalnymi, spotkaniami dawnych gwiazd, obecnością na momentach granicznych projektu.
Każda z tych funkcji ma sens, pod warunkiem że klub odpowie na pytanie, po co jej potrzebuje. Bo Totti jako symbol jest oczywistością. Totti jako narzędzie wymaga projektu, ram i odpowiedzialności.
Kwestia kompetencji
Tu zaczyna się część, o której w Rzymie mówi się ciszej, choć powinna wybrzmiewać najgłośniej. Genialny piłkarz nie staje się automatycznie dobrym dyrektorem. Praca w strukturach klubu to nie jest przedłużenie meczu, tylko osobna dyscyplina: cierpliwość, planowanie, negocjacje, umiejętność budowania procesu, a także zgoda na to, że nie wszystko da się załatwić charyzmą. Totti ma intuicję boiskową, zna środowisko, ma nazwisko, które wciąż waży jak mało które. Ale jego krótka przygoda w roli działacza po karierze pokazała też, że sama legenda nie wystarcza, jeśli rola jest niejasna, a odpowiedzialność rozmyta. A on sam przez lata sprawiał wrażenie, że szuka miejsca blisko trawy, a nie wśród tabelek i struktur.
Dlatego najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłby powrót stopniowany, z jasno opisanym zakresem wpływu. Jeśli Totti miałby zostać dyrektorem technicznym, musi mieć kompetencje operacyjne i realną pozycję w hierarchii, inaczej stanie się tylko ładnym mostem, po którym nikt nie przechodzi. Jeśli ma być doradcą sportowym, trzeba ustalić, komu doradza i kiedy jego głos jest rozstrzygający. Jeśli ma być ambasadorem, to świetnie, bo w tej roli Totti jest naturalny, a klub może odzyskać coś, co w erze korporacyjnego futbolu bywa deficytowe: ciepło tożsamości. Jeśli ma pomagać przy mercato, to nie jako człowiek od tabel i wycen, ale jako twarz, która potrafi przekonać zawodnika do Rzymu, pod warunkiem że reszta mechanizmu działa profesjonalnie. A jeśli ma być „Legend”, to niech będzie, tylko niech nikt nie udaje, że sama nostalgia wygrywa mecze.
W tle jest jeszcze jeden argument, najważniejszy dla kibica zmęczonego dysonansem: powrót do Romy byłby dla Tottiego szansą, by znów związać swoje nazwisko z czymś czystym i wspólnym, a nie z przypadkowymi rolami i kontrowersjami. Ale ta szansa działa tylko wtedy, gdy klub nie zrobi z niego maskotki, a on sam nie potraktuje tego jak łatwej rehabilitacji wizerunku.
Totti wróci do Trigorii? Najpierw ustalmy, po co. Bo jeśli odpowiedź brzmi „żeby było pięknie”, to Włosi szybko odkryją, że piękno bez treści jest krótkie i bezbarwne. Jeśli jednak odpowiedź brzmi „żeby Roma była mądrzejsza, silniejsza i utrwalała tożsamość”, wtedy nawet legenda, która ostatnio wymagała komentarza, może znów stać się częścią opowieści, którą da się przeżywać bez dopisków.
Komentarze
Nie ma przypadku w tym, ze Totti nie odnajduje się na w emeryturze zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej jest poziom inteligencji poniżej przeciętnej. Delikatnie mówiąc…
to wszystko kryje się pod dobrodusznymi tekstami w stylu braku kompetencji ,brakiem poszczególnych umiejętności itp.
Jedynie rolę to ambasador klubu, funkcja typowo reprezentacyjna czy trener młodzików gdzie młodziki były by wpatrzone w niego jak mohery w rydzyka. Niestety obie opcje France odrzucił z powodu swojego ego.
Nie za bardzo widzę Tottiego w innej roli w klubie. Smutne ale prawdziwe
Zgadzam się. Moim zdaniem Totti mógłby pomóc w sferze wizerunkowej przy mercato. To piłkarska osobowość. Jest sławny, rozpoznawalny, nietuzinkowy. Wiadomo że on sam to się nawet nie nakarmi, tym bardziej nie poprowadzi mercato. Bardziej mi chodzi o wizerunek klubu, podczas negocjacji z samym zawodnikiem i jego świtą. Mógłby być takim wicedyrektorem sportowym, czy kimś podobnym ale z rolą Kena od Barbie. Kiedyś rola maskotki klubu mu nie odpowiadała ale pieniądze tak szybko znikają z kupki, że dziś już może jego punkt patrzenia się nieco zmienił.
"Trzecia to ambasador klubu i twarz projektu na stulecie, funkcja reprezentacyjno-marketingowa, niezwykle ważna dla wizerunku, sponsorów i narracji prowadzącej do 2027 roku"
To chyba najlepsza i fajna opcja.
Też dobra fucha dla niego. Niewiele się mówi albo nic. Trzeba tylko pachnieć, przyzwoicie wyglądać i uśmiechać się do zdjęć i kamer.
Fajnie, że ktoś wreszcie napisał, że Tottiego można uwielbiać za to, co pokazywał na boisku, a przy tym pozostawać krytycznym wobec jego wypowiedzi i zachowania po zakończeniu kariery. Niektórzy zdawali się tego nie rozumieć :D
Moim zdaniem po tym jak był "bogiem" na boisku oczekiwania może były zbyt duże, że co zostanie prezesem UEFA czy coś, został zwykłym śmiertelnikiem że zwyklymi ludzkimi problemami i historiami. A to rozczarowuje
Totti? – podziwiam go jako genialnego zawodnika. To co mówi i robi poza boiskiem nie imponuje mi wcale i nie uważam aby w tym względzie był dobrym wzorem. Mógłby coś jeszcze dać Romie bo jest to ikona włoskiej piłki, człowiek rozpoznawalny, naprawdę duże nazwisko. Tylko że jak go zachęcić aby robił coś co nie spełnia jego ambicji? Kasą będzie trudno, bo mu jej nie brakuje. Z drugiej znów strony… skoro dla kasy poleciał do Moskwy to może?
Totti sprawdziłby się jako doradca ds. transferów, Massara niech sobie patrzy w swoje tabelki, a Franek zdecydowanie więcej widzi w graczu niż zwykły dyrektor sportowy. Człowiek z takim talentem i karierą jako doradca który z potencjalnych zawodników przymierzanych do Romy mógłby określać który się bardziej nadaje a który mniej.
Wiadomo, że chodzi o zaproponowanie Frankowi roli ambasadora na stulecie klubu i branie udziału w jakichś wydarzeniach i uroczystościach z tym związanych, nic więcej. Na taką okazję brak Francesco byłby smutny. Gdyby się do czegoś nadawał, to już od dawna by pracował w calcio, a nie kopał z Ronaldinho w meczach legend
Fajnie by było zeby w tym klubie był ale jak ma mega ambicje nie poparte cieżką pracą i innymi niz piłkarskie talentami to moze lepiej aby stał z boku i kopał piłkę w meczach charytatywnych. Na ten moment chyba jedynie rola wizerunkowa jest potrzebna i to tylko jak przestanie babolic w zyciu prywatnym.