Po siedmiu latach Roma wraca do Champions League i robi to z trzeciego miejsca w Serie A. Wbrew głosom o sprzyjających okolicznościach, sezon Giallorossich pokazuje, że był to awans wywalczony konsekwencją, liczbami i mocnym finiszem.
Roma wróciła do Champions League po siedmiu latach przerwy. Nie była to droga prosta ani oczywista, zwłaszcza w pierwszym sezonie Gian Piero Gasperiniego na ławce, który miał otwierać nowy etap w klubie. Trener z Grugliasco od początku powtarzał jednak, że awans do Champions League jest możliwy. Choć przed startem rozgrywek Giallorossi nie byli stawiani w gronie głównych faworytów do miejsca w pierwszej czwórce, zakończyli sezon na najniższym stopniu podium i wrócili do najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie. Zrobili to zasłużenie, bo ich trzecie miejsce nie było dziełem przypadku.
Aż 22 kolejki na 37 w pierwszej czwórce. Lepiej wypadły tylko Napoli, Milan i Inter
Liczby na koniec sezonu rzadko kłamią i dobrze pokazują, jak wyglądała droga Romy do Champions League. Pomijając pierwszą kolejkę, drużyna Giallorossich spędziła aż 22 z 37 kolejek w pierwszej czwórce tabeli. Były przy tym momenty, gdy Roma znajdowała się na drugim, a nawet pierwszym miejscu.
Lepszą regularność pod tym względem miały tylko najmocniejsze zespoły sezonu: Napoli, które cały czas trzymało się pierwszej trójki i tylko raz było czwarte, Inter, który przez 32 kolejki znajdował się w strefie Champions League i zdobył mistrzostwo Włoch na cztery rundy przed końcem, oraz Milan. Rossoneri przez 34 mecze byli w pierwszej czwórce, zanim załamali się w ostatniej kolejce, choć do utrzymania miejsca mógł im wystarczyć nawet remis.
W przypadku Romy ten bilans rozbija narrację o szczęściu. Zespół Gasperiniego zakończył sezon na trzecim miejscu, bo potrafił reagować na trudności, również te pozaboiskowe, jak rozstanie z Claudio Ranierim, i przetrwać okresy słabszej formy. Szczególnie trudny był przełom marca i kwietnia, gdy kontuzje oraz zmęczenie wyhamowały marsz drużyny. Po pechowym remisie z Juventusem w 27. kolejce porażki na wyjazdach z Genoą i Como zepchnęły Romę na szóste miejsce. Giallorossi wrócili na czwarte dopiero po końcowym gwizdku przedostatniej serii spotkań, dzięki zwycięstwu w derbach z Lazio i równoczesnej wygranej Fiorentiny 2:0 w Turynie.
Druga najlepsza defensywa ligi, a w ataku Roma lepsza od Napoli i Milanu
Jeśli odporność psychiczna była dla Romy bardzo ważna w najtrudniejszych tygodniach sezonu, to stałym fundamentem pozostała solidność defensywna. Po styczniu doszła do tego również większa siła ofensywna. Od początku było jasne, że futbol Gasperiniego opiera się na ataku, ale już podczas letniego okresu przygotowawczego widać było, że Roma nie ma jeszcze wszystkich cech, które przez lata budowały wielką Atalantę. W tej sytuacji trener wykorzystał jedną z najważniejszych spuścizn po Ranierim: organizację gry w obronie.
Do końca lutego Roma mogła pochwalić się najlepszą defensywą w Europie, mając tylko 16 straconych goli w 26 meczach ligowych. W marcu i kwietniu również tyły zaczęły momentami trzeszczeć, ale w ostatnich siedmiu kolejkach drużyna znów wróciła do wysokiego poziomu. Svilar w tym okresie skapitulował tylko trzy razy. Cały sezon Roma zamknęła z 31 straconymi golami w 38 kolejkach. To o dwa więcej od Como, ale o trzy mniej niż Juventus, o cztery mniej niż Milan i Inter oraz o pięć mniej niż Napoli.
Od stycznia dodatkową bronią Romy stał się atak, a głównym powodem był transfer Malena. Holender zdobył 14 bramek w 18 meczach i pociągnął zespół pozbawiony fantazji oraz jakości Dybali i Soulé. Dzięki jego trafieniom Giallorossi zakończyli rozgrywki z dorobkiem 59 goli. To o sześć więcej niż Milan, o jeden więcej niż Napoli, o dwa mniej niż Juventus i o sześć mniej niż Como.
Seria, która zmieniła marzenie w rzeczywistość
Najważniejszym elementem końcówki sezonu była zdolność Romy do zbudowania zwycięskiej serii. Przyznał to także Mancini po meczu w Weronie: „Trener nam mówił, że w ostatnich pięciu meczach wystarczy zrobić serię i damy radę”. Giallorossi, mocni jednością grupy zwłaszcza w trudnych momentach i wtedy, gdy wielu spisywało ich na straty, zdobyli w ostatnich siedmiu kolejkach sześć zwycięstw i jeden remis. Ta seria przyszła po bolesnej porażce 2:5 z Interem na San Siro.
Dziewiętnaście punktów w półtora miesiąca wyniosło Romę na trzecie miejsce. W tym samym okresie Milan wygrał tylko dwa mecze, przy czterech porażkach i jednym remisie, a Juventus odniósł trzy zwycięstwa, raz przegrał i trzy razy remisował. Podobny finisz zanotowało Como, które dzięki czterem zwycięstwom wywalczyło pierwszą historyczną kwalifikację do Champions League.
W lidze, w której główni rywale do trzeciego i czwartego miejsca często płacili cenę za brak regularności, Roma nauczyła się trzymać razem i iść dalej po każdym zwycięstwie. To właśnie ta mentalność, połączona z defensywną solidnością i skutecznością w najważniejszym okresie sezonu, zaprowadziła drużynę Gasperiniego z powrotem na najważniejszą scenę Europy.
Komentarze
Na półmetku sezonu nie spodziewałem się, że jeszcze uda się wyszarpać podium. Co prawda Milan i Juve w drugiej części sezonu posysały nieźle ale transfer Malena to arcydzieło. Ciekaw jestem jakby to wyglądało jakby przyszedł w letnie mercato zamiast zimą.
Teraz przydałoby się przewietrzyć tę kadrę i ściągnąć fajnych zawodników, którzy dojadą poziomem. Lewe wahadło to jest musthave, aby Wesley poszedł na prawą stronę. Przydałby się też pomocnik z inklinacjami ofensywnymi. Jak wiemy Dybala często jest na L4, a Soule jestem gigantycznie rozczarowany. Po tym jak grał w Frosinone to obiecywałem sobie po nim więcej.
W Atalancie pracował 9 sezonów. A u Nas już na wstępie robi przeskok z Maślaków do Ligi mistrzów. Przyszłość możemy widzieć w jasnych barwach :)
Ciągle się dziwie jak Gasperini tego dokonał … ale to zrobił był pewny że chłopaki dają radę i dali. Myślę że trener powinien dostać duży kredyt zaufania, spokój i transfery jakich on chce, ogarniętego DSa i jedziemy. Z Gaspem jesteśmy w stanie utrzymać się w topie serie A na lata, a może jeszcze za mojego życia kiedyś zdobędziemy scudetto.
Też nie przesadzajmy z zachwytami. Gasperini to bardzo dobry trener i od początku byłem za nim, nawet jak nie szło. Natomiast drużyna którą dostał była budowana od paru lat, czasem lepiej czasem gorzej, ale to był proces. To coś co nazywali "projektem". Nie jest to proces ukończony, ale zawodnicy których mamy w większości nie są przypadkowymi frajerami. Gasperini faktycznie przyniósł nowego ducha co doprowadziło do grubego konfliktu z Ranierim. Okazało się że trener miał rację.
A ja się zachwycam. Bo od Mourinho twierdziłem że to kadra na top 4 tylko potrzebny byl odpowiedni trener a nie Maślak. Ranieri już takim był ale wiadomo nie miał całego sezonu i zaczynał od zgliszczy. Gasperini na szczęście to rozkręcił. Dla mnie treneresko oboje panowie się przyczynili. A o co się pokłócili to już sam nie wiem.
Gasperini okazał się kozakiem, ale bez przyjścia Malena tego awansu również by nie było. Z kolei bramek Malena by nie było, gdyby Paweł mu nie dogrywał itd itd. Na sukces złożyło się wiele rzeczy, ale ostatecznie szefem projektu jest Siwy i to on zbiera zasłużone laury. Swoją drogą, zaczęliśmy mega serię punktową odkąd Siwy pokłócił się z Siwym i drużyna dostała jasny komunikat, że to Gasp jest tu najważniejszy i mają się go słuchać. A skoro dużo wymagamy i dużo krytykujemu kiedy są powody, to teraz przy TOP3 dla Romy wypada się tylko cieszyć i gratulować sukcesu.
Pamiętajmy, że przez pół sezonu graliśmy bez napastnika, a łącznie przez drugie pół sezonu bez kontuzjowanego Dybali. Jak wszyscy będą w gazie i kogoś dokupimy, to myślę, że spokojnie możemy walczyć o play-offy w LM i TOP4 w Serie A.
W rundzie rewanżowej zdobyliśmy jeden punkt mniej niż pierwszej rundzie więc w obliczu tego że wypadli nam Dovbyk, Ferguson, Dybala i Soule, który jesienią był naszym liderem z przodu, kontuzje łapali Kone i Wesley to wkład jaki wniósł Malen jest rzeczywiście nieoceniony. Gasp prawie zawsze w Atalancie miał zabójcze końcówki( i słaby marzec), od początku sezonu mówił że kwestia Ligi Mistrzów rozstrzygnie się w maju, wiadomym było że inne zespoły będą tracić punkty bo zawsze tracą więc te wszystkie teorie o załamaniu po meczu z Juventusem i oczyszceniu po odejściu Claudio można włożyć między bajki.
Też bym nie przeceniał epizodu z Juve ale nie można powiedzieć, że nic się nie stało. Twarze zawodników po ostatnim gwizdku wiele mówiły. Kiedy wiesz, że jesteś lepszy i w doliczonym oddajesz punkty, to jest naj bokserski nokaut z dupy. To zostaje w pamięci. Traci się pewność siebie, pewność na którą pracowali cały sezon, którą czasem nazywamy mentalnością zwycięzcy. Na ostatnie mecze odzyskali i fajnie.
Ja tam widziałem że część naszych piłkarzy była ostro wkurzona po końcowym gwizdku a nie załamana więc od razu reakcja była dobra. Jak się po jednym meczu traci pewność siebie to uważam że nigdy się jej nie miało,
Nie żadne "można włożyć między bajki", tylko jak śledziłeś Romę przez cały sezon, to ciężko było nie zauważyć, że byliśmy na fali wznoszącej, po serii nieudanych spotkań mogliśmy nareszcie wygrać mecz z topową drużyną i wszystko szło dobrze dopóki Juve nie wyrównało w pamiętnym spotkaniu na Olimpico. Mental siadł i prawie się z tego nie odkręciliśmy.
Po sporym dołku formy przyszły również napięcia w zarządzie, co skutkowało dymisją Ranieriego i pełnym poparciem dla Gaspa. To właśnie ten mocny sygnał zaufania dla trenera tchnął życie w piłkarzy i dał ważny impuls.
A może Juve wyrównało bo to były już początki kryzysu, brakowało sił w nogach na pełne 90 minut? My nie byliśmy wtedy na żadnej fali wznoszącej tylko graliśmy w kratkę. Widzisz ja uważam że drużyny tracą głupio punkty i przegrywają mecze bo wpadają w dołek a Ty uważasz że wpadliśmy w dołek bo straciliśmy głupio punkty. Każda drużyna ma w sezonie okres gorszej formy, jak masz szeroką kadrę to można mimo to robić wyniki natomiast rola trenera to nie pozwolić żeby okres gorszych wyników doprowadził do spadku pewności siebie drużyny i tu robotę zrobił Gasp, który rownież zawsze podkreślał odpowiednie nastawienie wśród zawodników i właściwą reakcje po porażkach.