Roma i Everton należą do Friedkinów, lecz sposób zarządzania tymi klubami wygląda dziś zupełnie inaczej. To porównanie boleśnie pokazuje, czego od lat brakuje w Trigorii.
W ostatnich sezonach Roma kończyła ligowe rozgrywki z bardzo podobnym dorobkiem punktowym, a wspólnym mianownikiem kolejnych etapów w Trigorii pozostaje brak planu rozumianego jako ciągłość, stabilność i jasno rozpisany porządek kompetencji. Ugoda zawarta z UEFA w 2022 roku bez wątpienia ogranicza pole manewru i tłumi ambicje klubu, ale nie tłumaczy wszystkiego. Problem polega również na tym, że z roku na rok Giallorossi doprowadzali do rozpadu nie tylko sportowej równowagi drużyny, ale i samej struktury organizacyjnej, nie budując niemal żadnej trwałości. A właśnie ona jest podstawą każdego poważnego projektu.
Gian Piero Gasperini, podobnie jak wcześniej inni trenerzy, sprawia dziś wrażenie człowieka pozostawionego samemu sobie. I właśnie dlatego coraz częściej wraca pytanie nie tylko o kadrę, ale o sam model funkcjonowania klubu. Roma potrzebuje stabilnej struktury, jasno opisanych ról i decyzji, które od początku układają się w czytelny kierunek, a nie tylko brzmią dobrze w deklaracjach.
Latem Roma znów będzie musiała zmierzyć się z koniecznością wygenerowania dużych zysków kapitałowych, aby uniknąć sankcji UEFA lub przynajmniej ograniczyć ich skutki. Tym bardziej rodzi się pytanie, dlaczego zimą wydano ponad 20 milionów na piłkarza z rocznika 2007, skoro klub i tak zmuszony będzie do sprzedaży jednego z ważnych zawodników. To tylko jeden z przykładów pokazujących, że w Trigorii często ścierają się różne wizje, intencje i realne możliwości.
Na tym tle porównanie z Evertonem wypada dla Romy bardzo niekorzystnie. W drugim klubie Friedkinów, poza Cannes, od momentu przejęcia przez teksańskich właścicieli w grudniu 2024 roku pojawili się już dyrektor generalny Angus Kinnear, dyrektor techniczny Nick Cox oraz dyrektor pionu piłkarskiego Nick Hammond. Są to funkcje, których w Romie albo od dawna nie ma, albo pozostają nieobsadzone w sposób trwały.
W Trigorii ostatnią osobą pełniącą funkcję dyrektora generalnego była Lina Souloukou. Do dziś nie doczekała się następczyni ani następcy, choć od jej odejścia minął już rok i siedem miesięcy. Dyrektor sportowy, obecnie Frederic Massara, zmienia się niemal z sezonu na sezon, a stanowiska dyrektora technicznego nie ma w praktyce wcale.
Różnice nie kończą się na głównych stanowiskach. Dotyczą także bardziej wyspecjalizowanych obszarów. Roma ma obecnie dwóch analityków meczowych, podczas gdy Everton pięciu. W obszarze przygotowania fizycznego i medycznego przewaga angielskiego klubu również jest wyraźna, bo w Evertonie pracuje czterech specjalistów od nauk o sporcie, a w Romie tylko jeden.
Ta różnica organizacyjna znajduje odzwierciedlenie również w wynikach. Od sezonu 2020/21 Roma regularnie kończy rozgrywki ligowe między piątym a siódmym miejscem i ani razu nie weszła do Ligi Mistrzów. Everton tymczasem jeszcze niedawno balansował niebezpiecznie blisko spadku, zajmując siedemnaste miejsce w 2023 roku, a dziś jest tylko punkt od szóstej pozycji, która oznaczałaby Ligę Europy, i to w lidze znacznie bardziej konkurencyjnej niż Serie A.
Gasperini, podobnie jak kiedyś Mourinho, prawdopodobnie nie potrzebuje specjalnej ochrony. Ale Roma z pewnością potrzebuje poważnego projektu i takiej organizacji klubu, która odpowiadałaby skali tego, czym ten klub naprawdę jest.
Komentarze
Dajcie znać co sądzicie o takim typie nagłówków 🙂
Zacne :)
10/10
Elegancko to wygląda. Zarówno na tel, jak i na kompie :)
Nie jestem przekonany że ilość znaczy jakość. Mieliśmy Line Sudoku no i co z tego to już lepiej nie mieć dyrektora niż coś takiego :) starczy jeden specjalista jak jest specjalistą niż pięciu … w każdym razie Anglia to po prostu inny świat w porównaniu do podupadającej Serie A. Pod każdym względem. Jak tutaj się stadionu nie da zbudować w 20 lat to z czym do ludzi …
Tyle lat już ciągnie się za Roma temat finansowego fair play a ludzie dalej nie mogą pojąć że wydanie 20+ mln na Vaza nie jest przyczyną tego że teraz trzeba kogoś sprzedać. Jego koszt w bieżącym okresie to będzie około 1/10 ceny zakupu plus połowa rocznej pensji czyli razem pewnie między 3 a 4 mln.
Nie ma znaczenia czy Vaz obciąża nam bilans na ten sezon czy nie. Znaczenie ma czy Vaz pomoże (albo mógł pomóc) Gasperiniemu w osiągnięciu LM. O to się toczy cała dyskusja wokół chłopaka, na czym on sam cierpi, bo może i faktycznie będzie super graczem.
Jak nie ma znaczenia jak pismak twierdzi że ma? Obecna strategia klubu zdaje się jest inna. Mieliśmy ja zmienić i rzucić wszystko na szale bo może się uda awansować do LM? A co w przypadku gdyby się nie udało? Ja nie chcę żeby Roma ostatkiem sił doczłapała do miejsca dającego awans do LM i zbierała tam oklep tylko chce żeby Roma stała się klubem regularnie grającym w tej LM. Fajnie udało się z Malenem ale raczej w styczniu to nikt nie chce sprzedawać zawodników którzy realnie mogą wejść do składu i z miejsca podnieść jakość no chyba że jesteś City czy innym PSG i jesteś gotów płacic fortunę. Druga sprawa jest taka że LM nie jest dla nas żadnym wybawieniem wbrew temu co się niektórym wydaje. Sama LM nie wystarczy, przede wszystkim trzeba uporządkować płace i inwestować w młodzież a nie płacic kalekom po 16 mln za sezon czy kupować ukraińskie drewno za grube siano. Przecież my z Dowbykiem już zostaniemy, pieniędzy które zapłaciliśmy za jego kartę nigdy nie odzyskamy a dodatkowo płacimy mu niemałe wynagrodzenie. Jedyna nadzieję że Turcy się nad nami zlitują.
Może tak jest, ale… ale okazuje się, że my teraz mamy skład który mógł zdobyć LM. Nam wiecznie brakuje centymetrów, jednego momentu zdecydowanej decyzji. Klasykiem było ostatnie okno zimowe Sabatiniego. Zawalił chłop, a przecież było naprawdę blisko. Wydaje się, że podobna dyskusja ma miejsce między Gasperinim i Ranierim :) P.S. W ocenie Dovbyka oczywiście zgadzam się w 100%, ale że to gówniany transfer to chyba wszyscy widzieli oprócz ludzi w Romie.