Słowa Claudio Ranieriego przed meczem Roma–Pisa wywołały w rzymskim środowisku silny rezonans i uruchomiły dyskusję, która wykracza daleko poza jedno wystąpienie medialne.
Wokół wypowiedzi Claudio Ranieriego zrobiło się głośno natychmiast po pierwszym gwizdku, a właściwie jeszcze przed nim. W radiu, w mediach społecznościowych i w codziennych rozmowach kibiców temat zdominował wszystko inne. Nie chodziło wyłącznie o ton wypowiedzi, lecz o ich ciężar. Ranieri nie tylko podkreślił, że decyzje transferowe były podejmowane wspólnie z Gasperinim, w praktyce podważając wcześniejszy przekaz trenera z konferencji prasowej, ale też zaznaczył, że wybór szkoleniowca nie był oczywisty od początku. Na końcu dorzucił jeszcze komunikat, który wielu odebrało jako bardzo twardy sygnał. W efekcie pojawiło się pytanie, czy przemawiał jako Claudio Ranieri, czy jako przedstawiciel właścicieli i głos samego klubu.
Od czerwcowego entuzjazmu do kwietniowych zgrzytów
Tym mocniej wybrzmiewa kontrast z tym, co Ranieri mówił 17 czerwca, prezentując Gasperiniego kibicom. Wtedy opisywał go jako trenera o silnej osobowości, wymagającego, nieustannie niezadowolonego, zawsze głodnego poprawy, czyli dokładnie takiego, jakiego Roma potrzebuje, by wejść na wyższy poziom. Padły też słowa, które dziś wracają z podwójną siłą: „Był antypatyczny także dla mnie, to pierwsza rzecz, jaką mu powiedziałem”. Zaraz potem Ranieri tłumaczył jednak, dlaczego właśnie na niego postawił: „Został wybrany on, a spośród wielu nazwisk wskazałem właśnie jego, bo jestem przekonany, że Roma potrzebuje silnej osobowości, trenera, który nigdy się nie zadowala, który zawsze jest skupiony, zawsze zły, któremu nigdy nic nie pasuje, który chce poprawiać, poprawiać drużynę i poprawiać zawodnika”.
To właśnie dlatego dzisiejszy ton brzmi tak zgrzytliwie. Gdy Ranieri przypomina, że „wybrałem pięciu lub sześciu trenerów, trzech nie przyszło, a klub wybrał Gasperiniego”, w naturalny sposób osłabia pozycję obecnego szkoleniowca. Gdy dodatkowo zaznacza, że „ja i Gasperini wybraliśmy zawodników, nie było ani jednego piłkarza, który przyszedłby bez jego zgody”, odpowiada wprost na zarzuty dotyczące budowy kadry. I właśnie tutaj rodzi się największa sprzeczność.
Już w poprzednim sezonie, jeszcze zanim Gasperini pojawił się w klubie, sam Ranieri wielokrotnie wskazywał na problem jakości w ofensywie. Zwracał uwagę, że Roma potrzebuje większej jakości w ostatnich trzydziestu metrach, że po rynku transferowym trzeba będzie poruszać się z dużą precyzją i popełnić jak najmniej błędów. Mówił też o Dowbyku jako o głównym punkcie odniesienia z przodu i najważniejszym strzelcu drużyny. Tymczasem później właśnie atak pozostawał obszarem, w którym Gasperini przez wiele miesięcy domagał się jakości i którego, poza eksplozją Malena, nigdy nie dostał w takiej skali, jakiej oczekiwał.
Mit Atalanty i rzeczywistość Gaspa
Drugim ważnym polem sprzeczności okazał się temat Atalanty i młodych piłkarzy. Ranieri tłumaczył wybór Gasperiniego jego pracą z młodzieżą, sugerując, że właśnie taki model miał zostać przeniesiony do Romy. Sam trener po meczu zareagował jednak stanowczo, zaznaczając: „O Atalancie lepiej byłoby się nie wypowiadać, bo zrobiła coś nadzwyczajnego z młodymi i także z mniej młodymi, to był bardzo konkurencyjny zespół”.
Liczby rzeczywiście wspierają tę interpretację. W pierwszym sezonie Gasperiniego w Bergamo średnia wieku drużyny wynosiła 25,9 roku. W obecnej Romie ten wskaźnik to 26,1. Trudno więc mówić o jakiejś zasadniczej różnicy pokoleniowej. Jeszcze ciekawiej wygląda sezon 2023/24, zakończony triumfem Atalanty w Lidze Europy. Średnia wieku wynosiła wtedy 25,2, ale w finale w Dublinie między słupkami stał 30-letni Musso, w obronie grali 31-letni Djimsiti i Kolasinac, a na wahadle 32-letni Zappacosta. Gasperini rzeczywiście potrafił rozwijać młodych piłkarzy, ale jego Atalanta nigdy nie była drużyną zbudowaną wyłącznie na młodości. Zawsze opierała się też na kręgosłupie złożonym z piłkarzy doświadczonych i całkowicie zakorzenionych w jego futbolu, jak choćby De Roon czy Freuler.
Właśnie dlatego obecna narracja wokół Romy wydaje się tak niejednoznaczna. Z jednej strony od Gasperiniego oczekiwano, by był Gasperinim, z drugiej zaczęto opowiadać jego wcześniejsze sukcesy w sposób uproszczony i wygodny dla bieżącego przekazu. A przecież sam trener od miesięcy próbuje mówić o tym samym: tej drużyny nie trzeba zburzyć, ale trzeba ją lepiej dopasować do wymagań futbolu, który chce grać.
W całej tej historii najważniejsze nie jest już nawet to, kto miał rację w pojedynczej wypowiedzi. Ważniejsze jest to, że w Romie coraz wyraźniej słychać dwa różne sposoby opowiadania tej samej rzeczywistości. A gdy klub i trener zaczynają publicznie przedstawiać odmienną wersję własnej drogi, hałas wokół takich słów zawsze będzie większy niż po zwykłej porażce.
Komentarze
Zaczynają się zgrzyty i przepychanki, bo coś zwyczajnie ucieka. Jeden mówi że Gasperini miał wpływ na wszystkie wybory a drugi że dostał kogo chciał plus jakiś typków z dupy. Komu wierzyć? Nie wiadomo. Wiadomo że jesteśmy dalej od celu, niż bliżej i wiadomo że ktoś po sezonie, dostanie kopa w dupę, jak ów cel nie zostanie osiągnięty. Tak że jeszcze lato pełne emocji przed nami.
Przecież nie ma żadnego celu :)
Oczywiście że jest cel. LM za rok bądź dwa. Od początku było takie założenie, później Gasp trochę nadmuchał balonik mówiąc że to może się udać od razu w tym sezonie
W całej tej historii nie podoba mi się mataczenie Ranieriego, czytam każdy jego wywiad i na przestrzeni kilku miesięcy za każdym razem na ten sam temat wypowiada zupełnie odmiennie. Miał być pośrednikiem między klubem a właścicielami, człowiekiem który łączy, a nie dzieli. Tymczasem tarcia na linii Massara vs Gasperini sięgają zenitu, a Claudio dolewa jeszcze oliwy do ognia mówiąc otwarcie że to Gasp zatwierdził wszystkie transfery, jednocześnie zrzucając odpowiedzialność niekompetentnego DSa również na trenera. Wszyscy doskonale wiemy że siwy w życiu nie zatwierdził tych transferów, bo każdy zna od lat jego metody i to jakich piłkarzy preferuje …
Pewnie znowu pismaki przeginają temat
Claudio pierdoli kocopoły trochę.
Jak w ogóle można bronić tego kiepa maskarę?
Niech Gasp robi swoje w swoim tempie. Claudio chciał wiecznie niezadowolonego trenera, to ma. Choć Gasp i tak jest bardzo pozytywny w wypowiedziach odnośnie tej grupy piłkarzy.