Jeszcze chwilę temu Roma była o krok od Ligi Mistrzów, dziś ogląda plecy Juventusu i mierzy się z narastającym kryzysem. Co tak naprawdę poszło nie tak w ciągu zaledwie trzech tygodni?
Wystarczyły trzy tygodnie. Od zrobienia wielkiego kroku w stronę Ligi Mistrzów po wpadnięcie w przepaść. Wszystko posypało się po bramce Gattiego, która dała remis Juve w bezpośrednim starciu, a przecież jeszcze kwadrans wcześniej Giallorossi w wirtualnej tabeli mieli 7 pkt przewagi nad Starą Damą, a dziś oglądają jej plecy. Po tym golu przyszły porażka z Genoą, porażka z Como i odpadnięcie z Ligi Europy w meczu z Bologną.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I jasne, nikt przed sezonem nie zakładał od razu walki o Ligę Mistrzów. O tej mówił jedynie sam Gasperini przypominając jednocześnie, że zarząd, w tym wypadku Ranieri, nie wymagał awansu do europejskiej elity już w pierwszym roku pracy trenera z Bergamo, wszak kibice w Rzymie czekają na usłyszenie „kaszanki” już 7 rok.
Ale… będąc tak blisko, gdy masz Ligę Mistrzów praktycznie na wyciągniecie ręki, a później sam potykasz się o własne nogi, można poczuć niedosyt. Tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę styl w jakim do tego doszło. Piłka to taki sport, w którym nie zawsze „lepszy” wygrywa. Nie rzadko drużyna która dominowała przez większą część spotkania musi uznać wyższość rywala, ponieważ ten okazał się być bardziej cyniczny, lub po prostu dopisało szczęście. Roma często w pojedynkach z wielkimi jeśli nie sprawiała lepszego wrażenia, to na pewno była równorzędnym rywalem. Tak było z Napoli, Interem, Milanem, Juventusem. Kończyło się jednak na minimalnej porażce, lub podziale punktów. W końcu musiał (zgodnie z założeniami niektórych kibiców i obserwatorów) nadejść ten moment, w którym wszystko przeskoczy. Tym momentem miał być właśnie mecz z początku marca na Olimpico. Z Juventusem. Chyba nikt jednak nie przypuszczał, że to spotkanie będzie przełomowe dla Romy, ale z zupełnie innych powodów. Bo właśnie od tego momentu zaczęła się równia pochyła.
Obecnie morale opadły jak nieudany suflet podczas kontroli sanitarnej. Jak zwykle w takich sytuacjach, pojawiają się pierwsze rozliczenia i poszukiwanie winnych. Problem jest jednak złożony – i nie inaczej jest tym razem. Niektóre rzeczy nie zmieniają się od lat. Choćby obecność w drużynie nazwisk, które kojarzą się przede wszystkim z zajmowaniem szóstego miejsca. Trudno przypisywać im całą winę, ale jeszcze trudniej uciec od takich skojarzeń. Mancini, Cristante i Pellegrini – bo o nich mowa – mają na koncie ponad 300 występów każdy w barwach Romy. Łącznie daje to ponad tysiąc meczów. Dla mnie to symbol przeciętności tego klubu. Bez kurtuazji i bez owijania w bawełnę.
Po ostatniej porażce z Bologną media społecznościowe zalały zdjęcia tej trójki. Kibice zwracają uwagę, że są w klubie „od zawsze” i mają ogromny wpływ na grę, która nie przynosi sukcesów. I coś w tym jest. O mentalności tej drużyny – jej liderów i kapitanów — najlepiej świadczy fakt, że po meczu z Bologną do rozmów z mediami wysłano… 19-letniego Robinio Vaza. Chłopaka, który jest w klubie od kilku tygodni. Trudno o bardziej wymowny obraz braku odpowiedzialności. Jeśli w takim momencie brakuje odwagi, by stanąć przed kamerami, to jak mówić o walce o najwyższe cele?
Do tego dochodzą kontuzje, które są niejasne. Sztab medyczny zdaje się mieć problem z określaniem charakteru kontuzji. Przypadki Dybali i Dowbyka, którzy ostatecznie musieli przejść operacje tylko to potwierdzają. Medycy Romy nie są w stanie nawet ustalić, ile może potrwać przerwa piłkarza. Kolejnym takim nazwiskiem jest Soule, który również wypadł ze składu i w sumie nie wiadomo, kiedy będzie do dyspozycji. Argentyńczyk ma wrócić do prac z zespołem w przyszłym tygodniu. Sytuacja jest na tyle absurdalna, że wyjaśnień domagał się sam Gasperini. W Trigorii miało dojść do konfrontacji ze sztabem medycznym. Trener Romy domagał się wyjaśnień.
Wyjaśnienia należą się także kibicom ze strony zarządu. Dlaczego ten po raz kolejny milczy, gdy w meczach Romy dochodzi do kontrowersji? Nie chodzi o szukanie alibi, lecz o elementarną sprawiedliwość. Błędy były, są i będą. Ale jeśli w dwóch kolejnych spotkaniach mają one realny wpływ na wynik, trudno udawać, że nic się nie stało. Pojawiają się głosy: „Roma grała słabo” – ok. Tyle że błąd zawsze pozostaje błędem, niezależnie od poziomu gry. Tylko od kogo oczekiwać reakcji? Od właścicieli, którzy milczeli, gdy Anthony Taylor urządził swoje show w Budapeszcie? Po tej „pie*dolonej hańbie”, jak określił to Mourinho, nie wydarzyło się absolutnie nic. Głos zabrała jedynie była prezydent Rosella Sensi, krytykując postawę obecnych właścicieli. Dziś sytuacja wygląda identycznie. W klubie brakuje nawet osoby odpowiedzialnej za komunikację z mediami.
Na koniec trzeba przyjrzeć się współpracy na linii Gasperini-Massara. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że trener Romy jest delikatnie rzecz ujmując, zawiedziony mercato. Na konferencjach taktyk rzymian dawał temu jasny wyraz, że „klub musi zrozumieć kierunek jaki obrał”. Dużo w tym wszystkim sprzeczności, bo z jednej strony przychodzi Malen, a z drugiej strony wspomniany już wcześniej Vaz, który jest dużą inwestycją w momencie dużych potrzeb na już, na teraz, na wczoraj. I należy zadać sobie pytanie, czy da się w tej konfiguracji dalej egzystować. Cześć dziennikarzy sugeruje, że nie ma już tej samej chemii między Ranierim, a Gasperinim, z tego powodu, że Ranieri opowiada się po stronie Massary. Nie ma sensu jednak opierać się na tych doniesieniach. Obecna sytuacja będzie sprzyjać wymyślaniu konfliktów i wyolbrzymianiu wszystkiego wokół.
Roma znalazła się dziś w punkcie, w którym kończą się wymówki, a zaczyna odpowiedzialność. I od tego, kto pierwszy ją weźmie na siebie, zależy, czy to tylko chwilowy kryzys – czy początek kolejnego straconego sezonu.
Komentarze
Wiem, że wszyscy na to czekaliście. Nie ma za co :P
Nikt nie czekał ale jak mus to mus :) tradycja musi być
Mai una gioia…
Końcowe 15 minut meczu z Juventusem położyło psychikę całego zespołu. Mentalność tej drużyny to jakaś kpina. Tolerowanie przepłaconych grajków, których szczytem możliwości jest 6. miejsce w Serie A to jawny sabotaż. Co roku lecimy Sienkiewiczem. Ile można?
Dybala, Pellegrini, Szary, Konstantinos to są zawodnicy z top 10 w zarobkach i wszyscy odchodzą po tym sezonie (najpewniej). W top10 są też Mancini i Cristante. Cristante bym jednak zostawił, ale pozbycie się Manciniego z jego poborami to chyba tylko na Wyspy. W każdym razie obaj mają kontrakty do 2027 r. I tak to lista płacowa bardzo nam się odchudzi dając realne szanse na zmiany. Tylko żeby nie trwonili kasy.
Teoretycznie jak 3 tygodnie wszystko zburzymy to i 3 mogą wszytko naprawić.
Pożyjemy zobaczymy.
Czy sezon jest przegrany? Nie. Tracimy trzy punkty do Como i dwa punkty do Juve, a do zdobycia jest 27 punktów, czyli sporo.
Nieważne, czy Roma nie wygrała od pięciu meczów czy stu. Nie można zakrzątać sobie tym głowy. Wciąz jesteśmy w kontakcie z czołówką, mimo wszelkich perturbacji i absencji. Trzeba zbudować mental od nowa i patrzeć na każdy kolejny mecz. Na podsycanie konfliktów, afery, kłótnie i szukanie winnych przyjdzie czas po sezonie, teraz nie jest to potrzebne ani wskazane.
Im starszy jestem, tym bardziej uciekam od takich ocen na szybko. Mamy dołek to fakt. Ostatnie 5 spotkań to słaba seria i to też fakt. I co ciekawe nie martwi pozycja w tabeli czy strata punktowa do Ligi Mistrzów, bo ona jest żadna. Martwi tylko ten mental, który ostatnio ewidentnie siadł. Z kontuzjami bowiem zmagamy się cały sezon. Terminarz do końca rozgrywek mamy neutralny/umiarkowanie łatwy. Nie gramy już w żadnym pucharze. Czemu mamy nagle przestać wierzyć? Skoro Como ciśnie to my też musimy.
I nie lubię takiego wyrywkowego patrzenia na sezon, bo jakbyśmy dla przykładu zbadali 5 wyrywkowych spotkań pomiędzy 13. a 18. kolejką, to może i bylibyśmy na czele tabeli nawet przed Interem, Milanem czy Napoli. Tylko o czym to świadczy? Każdy zespół ma jakieś epizody, gorsze czy lepsze momenty w sezonie. Nasza pierwsza część sezonu była przewidywalna, bo dostawaliśmy w czapkę od silnych i goliliśmy ogóry aż miło. Niektórym tu nie pasowało takie coś, jednak pozycja w tabeli była elegancka. Ostatnio Roma się rozregulowała, co skutkowało przypadkowymi przegranymi ze słabiakami i pechowymi remisami z czołówką. Trzeba się zebrać i dalej walczyć, o reszcie szybko zapomnieć. Cel 4 miejsce, a na oceny przyjdzie czas za 8 tygodni.
Forza Roma!
Żeby było jasne, ja nie napisałem tego w kontekście zaprzepaszczonego sezonu, stąd ostatnie zdanie z "otwartym zakończeniem". Tylko od nas zależy, czy da się ten sezon jeszcze uratować. Moim zdaniem – nie i wpadka Juve nic nie zmienia. Nie chciałem, by ten felieton stawiał już jakieś gotowe tezy. Tę zostawiam w komentarzu. Roma, w mojej ocenie, nie ma drużyny na odrobienie strat.
Ja nie rozumiem jak można tak fetyszyzować bramkę Gattiego? Po prostu nałożyło się wiele czynników na obecną formę i tyle a nie tam bramka na 3-3 z juve. Ta drużyna wymaga tego czego nikt z nią nie zrobi czyli resetu po tym sezonie, trzeba by było pozbyć się nie nadających się piłkarzy i zmienić politykę transferową.
Efekt kuli śnieżnej, ot co.
O to to
Oczywiście że liga mistrzów jest w zasięgu. Nie myśleć o tym co było , skupić się na teraźniejszości. I zacząć wygrywać. Każdy pogubi punkty (judasze już wczoraj) wiec wszystko jeszcze do wygrania.