Quo vadis, Paulo?

Dybala przestał gwarantować liczby, ale jego pozycja w hierarchii zespołu wciąż pozostaje nienaruszona. Gasperini nadal stawia właśnie na niego, a pytanie „quo vadis?” dotyczy już nie tylko formy Argentyńczyka, lecz także kierunku, w jakim zmierza cała ofensywa giallorossich w obecnym układzie.

fot. © asroma.com

„Quo vadis?” to pytanie o kierunek i sens decyzji, które podejmujesz, gdy wiesz już, że mają konsekwencje. W przypadku Paulo Dybali nie chodzi dziś o filozofię, tylko o bezlitosne statystyki. Roma ma problem z golami, a jej największa gwiazda zgasła. Gasperini nadal upiera się, że to najważniejszy, najlepiej wyszkolony technicznie piłkarz ofensywy. Tyle że technika bez liczb przestaje być argumentem, a staje się wspomnieniem.

Posucha, która definiuje sezon

Roma w 18 kolejkach zdobyła 20 goli. To najniższy dorobek na tym etapie sezonu w erze trzech punktów za zwycięstwo (czyli od 1994/95). W jednej trzeciej ligowych meczów, dokładnie w sześciu spotkaniach, giallorossi nie strzelili ani jednej bramki i wszystkie te mecze przegrali 0:1. Taki bilans nie jest przejściowym kryzysem. To jest styl wypracowany w tym sezonie.

Na tle czołówki wygląda to jeszcze gorzej. W pierwszej dziesiątce tabeli mniej bramek od Romy ma tylko Lazio (18). Obie rzymskie ekipy razem zdobyły tyle goli, co jeden Inter (38). Nawet Sassuolo jest wyżej w klasyfikacji strzelonych goli (23). Atalanta, która jeszcze chwilę temu miała tyle samo bramek co Roma, wyprzedziła ją właśnie dzięki trafieniu Scalviniego. Jeśli drużyna ma ambicje europejskie, nie może żyć na poziomie jednej bramki na mecz.

W tej układance jest jeszcze jeden element, który zabija marzenia o „domykaniu” meczów. Roma praktycznie nie potrafi odrabiać strat. Punkty po przegrywaniu zdobyła w lidze tylko raz, przeciwko ostatniej Violi. Gdy traci pierwszego gola, mecz zbyt często jest dla niej zamknięty. A bez bramek nie ma powrotów, nie ma planu awaryjnego, nie ma nawet remisu, który w długim sezonie bywa bezcenny.

Klejnot, który przestał błyszczeć

Paulo Dybala ma w Serie A 13 występów i tylko 1 gola oraz 1 asystę. Ostatni raz trafił 26 października w meczu z Sassuolo, a ostatnią asystę zanotował trzy dni później przeciwko Parmie. Od tamtej pory w sześciu kolejnych rozegranych spotkaniach ligowych nie dołożył żadnej konkretnej liczby: ani gola, ani asysty, przy znikomej produkcji sytuacji bramkowych. To jego najdłuższy taki okres w barwach Romy.

W Bergamo dostał prezent idealny na mecz tej rangi. Błąd Edersona otworzył mu drogę do strzału, ale Dybala nie uderzył od razu. Zamiast natychmiastowej decyzji była zwłoka i dogranie, które zakończyło się zablokowanymi próbami Fergusona. Ten obrazek stał się alegorią jego formy. Nie dlatego, że jedno zagranie definiuje piłkarza, tylko dlatego, że pasuje do całości: Dybala dziś nie narzuca meczu, tylko go „przechodzi”.

Problem jest też fizyczny i nie da się go dłużej omijać. W tym i poprzednim sezonie Dybala opuścił łącznie 23 mecze z powodu siedmiu różnych urazów, głównie mięśniowych. Gasperini ma prawo uważać go za najlepszego technicznie zawodnika ataku, ale stawianie na niego jako stały punkt odniesienia jest co najmniej ryzykowne. Zawodnik, który wypada z rytmu tak często, rzadko bywa w stanie nieść drużynę przez cały sezon. A Roma dziś potrzebuje ciągłości.

Szukając ostatniego meczu, w którym Dybala naprawdę brylował na miarę swojego nazwiska, wydarzył się niemal rok temu: 20 lutego, gdy strzelił dwa gole Porto i pomógł Romie przejść portugalczyków w Lidze Europy. To był wieczór, w którym wyglądał jak najlepszy piłkarz tej drużyny. Od tamtej pory jego wpływ topniał, a dziś, w lidze, liczby są bezlitosne.

Ranieri nie budował na Dybali

Oczywistym jest, że Gasperini jest trenerem cenionym, który ma swoje rzemiosło i swoje decyzje. Warto jednak pamiętać, że Claudio Ranieri nie budował Romy wokół Paulo Dybali i potrafił uniezależnić zespół od Argentyńczyka. W takich warunkach częściej błyszczał Matías Soulé, który bez Dybali miał więcej swobody i miejsca na branie odpowiedzialności. Gdy obaj są razem na boisku, chemia nie działa tak, jak powinna.

Gasperini wrócił do modelu, w którym Dybala jest osią ataku i często gra właśnie z Soulé. Sam mówi wprost, że wybierze Dybalę zamiast Fergusona za każdym razem. Tyle że obecny sezon pokazuje koszt takiej decyzji: duet Soulé–Dybala nie daje liczb, a Roma potrzebuje goli natychmiast.

Nadeszło zimowe mercato, na które Gasperini czekał od miesięcy i które musi przynieść realną zmianę w ofensywie. Wpływ nowego gracza nie może być kosmetyczny. To musi być impuls, który odmieni dynamikę gry, który ugra coś „z niczego”. Czy będzie to Zirkzee, czy Raspadori, a może jeden i drugi, każdy z nich musi wywrzeć natychmiastowy efekt, bo bez ofensywnego wstrząsu Roma nie ma realnych szans na awans do Ligi Mistrzów. Przede wszystkim pozycja Dybali, dotąd nienaruszalna, musi zostać wystawiona na próbę.

Komentarze

  • hako
    5 stycznia 2026, 13:04

    Nie jest to problem od dziś. Za Jose pamiętam że mieliśmy największy % strzałów które obiły słupki i poprzeczki. Claudio skonsolidował obronę i inkasował punkty wygrywając tylko po 1:0. Ciągle na którymś etapie rzucał się w oczy problem ze skutecznością. Tylko że teraz przestaliśmy zdobywać nawet jedną bramkę i brakuje reakcji po straconym golu… Generalnie w najbliższych meczach pozostaje liczyć na jakiś zryw Dowbyka i modlić się, żeby to nie rywale trafiali jako pierwsi.

    • jamtaicho
      5 stycznia 2026, 13:23

      Liczyć na Dowbyka… [i] dla wszystkich kibiców. Nawet casus meczu w Bergamo. Ferguson dostawał piłkę i nic z tego nie wychodziło, do Dowbyka piłka rzadko dochodzi, on jest przeważnie poza grą.

    • Canis
      5 stycznia 2026, 15:26

      Dovbyka to nie mogę ogarnąć za żadne skarby. Kawał chłopa a daje się byle komu przepchnąć, nie może się uwolnić nawet od obrońcy dużo mniejszego i słabszego od siebie. Ruchy ma Dovbyk jak 80-cio latek. Mobilność 1/10. No taki typowy klocek. I jeszcze pół kulawy z jedną nogą. Jak on tyle nastrzelał w Hiszpanii to nie wiem ale w Italii jest memem. W dodatku te jego urazy … trzeba go w pośpiechu spakować i wysłać gdzieś do Anglii albo na Marsa.

    • adrian
      5 stycznia 2026, 18:16

      Z Ranierim to mieliśmy problem ze skutecznością ale coś tam kreowaliśmy, seria 22 meczów w lidze ze strzelonym golem nie wzięła się z przypadku. Średnia zdobytych goli była znacznie lepsza niż z Gaspem.

    • riss
      5 stycznia 2026, 18:35

      Z Ranierim kilku zawodników grało zdecydowanie lepiej, Dowbyk coś tam strzelał, teraz przestał strzelać, Dybala również grał na dużo wyższym poziomie i też strzelał. Teraz naszym najlepszym strzelcem jest Soule który skompletował chyba 4 bramki jak mnie pamięć nie myli, a reszta praktycznie nic nie strzela. Więc nie porównywałbym trenerów który lepszy ponieważ styl Gaspa zdecydowanie lepszy, Ranieri okazuje się był skuteczniejszy, jednak jak kilku zawodników gra na niższym poziomie niż sezon temu to z tego się bierze odpowiedź dlaczego jest tak kiepsko.

  • Canis
    5 stycznia 2026, 15:42

    W sumie to nawet zdrowy Dybala wygląda na boisku jak chory, tak że nawet wolę jak Paweł jest na L4. Pożytek z niego jak z Pellegriniego. Praktycznie żaden.

  • RomanRomanowski
    5 stycznia 2026, 17:29

    Możesz mieć najlepszą technikę na świecie, ale jeśli twoje ciało nie pozwala ci odpowiednio szybko wykonać pewnych ruchów i biegasz jak oldboy, to ta technika niewiele ci pomoże

  • adrian
    5 stycznia 2026, 19:09

    Styl Gaspa jest lepszy? Bo jest pressing czasem? Przecież my nic nie kreujemy z przodu, poza kilkoma wyjątkami to dalej ogląda się te mecze bez większej przyjemności. Dybala to u Ranieriego niewiele grał co jest ujęte w artykule. To że zawodnicy grają słabo to jest również odpowiedzialność trenera tymczasem Gasperini uparcie wstawia Dybale, często na środek i nic kompletnie z tego nie ma. Półmetek sezonu za pasem, czas na jakieś pierwsze podsumowania. Oczywiście potrzebujemy paru wzmocnień i może coś zatrybi ale póki co jest regres a nie progres.

    • abruzzi
      5 stycznia 2026, 21:06

      No właśnie. Fonseca miał w pierwszym sezonie 75 punktów czyli 37,5 na rundę, ale trafił na rozgrywki, gdzie trzeba było mieć 80 żeby mieć miejsce w czwórce. Teraz mamy trochę farta, że Juventus dziaduje, bo nawet jak wygramy z Lecce, to będzie średnia na 72 pkt, a to na pewno na mecie będzie za mało.
      Dla mnie ten zespół jest jak Mr Jekyll i Hide. Albo totalna degrengolada, albo całkiem dobra gra. Oczywiście mam na myśli ostatnie dwa miesiące, bo na początku sezonu te wygrane wyszły nam fartem/dobrą grą Svilara.
      Co do Dybali, to już nic z niego nie będzie. Tą sytuację z Atalantą strzeliłby każdy, oprócz Dowbyka. Było mnóstwo czasu i miejsca, ale Paulo musiał przełożyć na swoją lewą nogę. Dwa lata temu byłby z tego pewny gol. Czasu nie oszukasz.

  • samber
    5 stycznia 2026, 21:43

    Co tu porównywać? Ranier i to inna filozofia grania. Przede wszystkim nie stracić i starać się ukąsić. Nie mieliśmy tyle posiadania piłki co teraz. Gasp jakby momentami nie myślał o obronie przed szesnastką, jego interesuje odebranie piłki na połowie rywala. Co z tego wyjdzie to zobaczymy ale dla mnie Ranieri to specjalista od którego Gasperini wciąż może się wiele nauczyć o piłce i pracy w szatni.

  • Skora
    5 stycznia 2026, 22:01

    Tak z ciekawości sprawdziłem… Nie jestem fanem Dovbyka bo ma ewidentnie braki i nie do końca widzę szansę, że coś się z niego jeszcze urodzi… Ale w tym sezonie na boisku spędził niecałe 400 minut w tym miał dwa spotkania w których zagrał więcej jak 45 minut… Nie zagrał w tym sezonie więcej jak 60 minut… A to zdarzyło się raz (lub dwa jeśli zaliczamy 59)… Ma dwie bramki i asystę.
    Paulo 743 minuty 1 gol jedna asysta…
    Ferguson 677 minut, dwie bramki i dwie asysty.
    Opieram się na statystykach z Transfermarkt.
    Mi nasuwa się pytanie czy Gasp się nie uparł na coś co nie jest wykonalne i brnie…
    Wiadomo, jest wiele czynników ale wychodzenie Dybalą w podstawie, a w razie awarii zmiana na Baldanziego to dla mnie kryminał…
    Ale co ja tam wiem 😐

    • samber
      5 stycznia 2026, 22:15

      Uparł się i zdania nie zmieni :)

    • jamtaicho
      5 stycznia 2026, 23:38

      W meczu z Celtikiem wyszliśmy eksperymentalnym składem i piłka chodziła aż miło. W drugiej połowie powchodzili "podstawowi" gracze i Celtik zaczął nas cisnąć.