Porażka z Genoą sprawiła, że Roma straciła przewagę nad Como i skomplikowała swoją sytuację w walce o czwarte miejsce. Włoscy publicyści krytykują występ Giallorossich, decyzje Gian Piero Gasperiniego oraz coraz bardziej niepokojącą niestabilność zespołu.
Roma przegrała na wyjeździe z Genoą 1:2 i po dziewiątej ligowej porażce została dogoniona przez Como, z którym ma po 51 punktów. Już w niedzielę oba zespoły zmierzą się w bezpośrednim starciu, mogącym mieć ogromne znaczenie dla wyścigu o miejsce w Champions League.
Publicyści zwracają uwagę na liczne absencje w ofensywie, słabą grę na wyjazdach i kolejne błędy defensywy. Nie brakuje również zarzutów wobec Gasperiniego, którego wybory personalne na Marassi nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Poniżej prezentujemy najważniejsze komentarze włoskich dziennikarzy opublikowane dziś w gazetach.
F. Licari: „Spośród trzech kandydatów najgorzej wygląda Roma”
Od wczorajszego wieczoru Milan właściwie nie uczestniczy już w walce o Champions League, ponieważ może się w niej czuć niemal pewnie. Wygląda więc na to, że pozostała rywalizacja trzech zespołów: Como, Romy i Juventusu, chyba że Atalanta ponownie ruszy z wielką siłą. Trzy drużyny walczą o jedno miejsce, ponieważ Napoli, dzięki powrotowi nieobecnych liderów i sprzyjającemu terminarzowi, nie powinno zmarnować swojej szansy.
Como, Romę i Juventus dzieli zaledwie jeden punkt. Najgorzej wydają się prezentować Giallorossi. Gasperini będzie musiał popracować przede wszystkim nad psychiką zawodników. Roma jest najbardziej niestabilna, przeplata momenty znakomite z nagłymi upadkami, a nawet Malen sprawia wrażenie, jakby stracił magię z pierwszych spotkań.
Terminarz, jakby napisany przez wyjątkowo złośliwego scenarzystę, przynosi teraz mecz Como–Roma. Przy dziewięciu kolejkach do końca jest jeszcze za wcześnie, by nazywać go barażem, ale to idealny moment na przełom w tabeli. Como nie ma niczego do stracenia i gra z lekkością, której nie znają Roma oraz Juventus, dodatkowo znajdujące się pod obserwacją UEFA w związku z Finansowym Fair Play.
M. Ferretti: „To, co zostało z Romy, przypomina powieść grozy”
„To, co zostało z Romy” mogłoby być tytułem powieści grozy. W rzeczywistości jest po prostu fotografią trudnej i dalekiej od dobrej sytuacji drużyny Gian Piero Gasperiniego, która w Genui poniosła dziewiątą porażkę w lidze. Trener udaje, że nic się nie dzieje i regularnie próbuje omijać ten temat, ale jak może nie być choć trochę zaniepokojony?
Dowbyk i Ferguson zostali już przez niego praktycznie skreśleni do końca sezonu, Dybala przeszedł operację, a Soulé walczy z pubalgią. Poza niedojrzałym jeszcze Vazem, którego występ w Genui ponownie przyniósł negatywne sygnały, oraz jeszcze młodszym Areną Roma nie ma innych środkowych napastników i być może nie będzie ich miała aż do końca rozgrywek. Zdobycie w takich warunkach miejsca w Champions League byłoby czymś wręcz sensacyjnym.
Przeciwko Genoi wybory Romy wynikały bardziej z konieczności niż z przygotowanego planu, również w defensywie. Pierwsza połowa była słaba jakościowo, akcje budowano zrywami, brakowało gry zespołowej, a indywidualne przebłyski pojawiały się bardzo rzadko. Venturino być może został sparaliżowany emocjami, Pellegrini bez końca szukał odpowiedniego dla siebie fragmentu boiska, a Malen pozostawał niemal całkowicie osamotniony.
Roma mogła wywieźć punkt mimo ogromnych problemów kadrowych i żałować prawdopodobnego rzutu karnego po objęciu Ndicki przez Ellertssona. Nic z tego. Vitinha zdobył bramkę po serii błędów defensywy Giallorossich, zadając im kolejny bardzo bolesny cios. Niezależnie od wszystkich absencji Roma zagrała miękko i bez charakteru przeciwko rywalowi gotowemu zostawić na boisku wszystko, by odnieść zwycięstwo.
A. Sorrentino: „Gasperini wyraźnie pomylił skład na Genoę”
Porażek Romy Gasperiniego jest już nieznośnie dużo, choć sam trener dwa lata temu doprowadził Atalantę do czwartego miejsca mimo jedenastu przegranych. Giallorossi nie mogą się już nawet pochwalić najlepszą defensywą we Włoszech, ponieważ to miano należy obecnie do Milanu.
Wystarczy przypomnieć, że w 78. minucie meczu z Juventusem Roma prowadziła 3:1 i miała siedem punktów przewagi nad bianconerimi, a w praktyce osiem ze względu na lepszy bilans bezpośrednich spotkań. Spalletti na Olimpico i De Rossi w Genui trafili jednak ze zmianami w drugich połowach. W rezultacie Juventus traci już do Romy tylko punkt i ma lepszy bilans bezpośrednich starć, a Como zrównało się z Giallorossimi przed niedzielnym meczem.
Pewne oznaki słabszego okresu widać nie tylko u zawodników, ale również u Gasperiniego, który mocno pomylił się przy ustalaniu składu na Genoę. Boisko pokazało, że nie był to mecz dla Venturino, natomiast przy ogromnej fizyczności spotkania idealnie pasowałby Cristante. Delikatny Pellegrini, który zawinił przy rzucie karnym dla Genoi, mógł z kolei przydać się w końcówce przy stałych fragmentach gry. Vaz powinien wejść wcześniej, a pozostawienie Zaragozy na ławce także wyglądało na błąd.
P. Condò: „Nie ma kryzysu, ale wyjazdy nie są mocną stroną Romy”
Milan zabezpieczył drugie z czterech dostępnych miejsc w Champions League. Napoli utrzymuje solidną przewagę w walce o trzecie, natomiast porażka Romy ma ogromne znaczenie dla rywalizacji o czwartą pozycję.
Szaleńcze tempo spotkania na Marassi zniwelowało różnicę techniczną między zespołami. Na ziemi niczyjej, gdzie zawodnicy biegali z oczami przysłoniętymi zmęczeniem, pojawiły się błędy, które przechyliły szalę na stronę Genoi: naiwnie sprokurowany rzut karny oraz źle rozegrana sytuacja po wrzucie z autu.
Nie można mówić o kryzysie Gasperiniego. Drużyna jest żywa, a Malen nadal potrafi rozpętać burzę. To raczej kolejne potwierdzenie, że w tym sezonie mecze wyjazdowe nie są specjalnością Romy. Była to już szósta porażka poza Olimpico, za każdym razem różnicą jednego gola. Warto o tym pomyśleć przed niedzielnym spotkaniem w Como, niespodziewanym bezpośrednim starciem zespołów zajmujących wspólnie czwarte miejsce.
Como jest rewelacją sezonu ze względu na styl gry oraz brak strachu przed celami, które wprawdzie znajdowały się w planach klubu, ale z pewnością nie były łatwe do osiągnięcia. Fàbregas nie jest Guardiolą, lecz przebywał w jego otoczeniu i wyraźnie to widać. Como przypomina katalońskie marzenie o drużynie złożonej niemal wyłącznie z pomocników, w której sam Fàbregas pod nieobecność Messiego występował jako fałszywa dziewiątka, a Mascherano grał na środku obrony.
T. Carmellini: „Roma gra teraz o wszystko, ale sygnały nie są pozytywne”
Nic nie jest skończone, dopóki naprawdę się nie skończy. Roma skomplikowała sobie w Genui walkę o Champions League, ponieważ trafiła na De Rossiego, który nie zamierzał ustępować. Zresztą dlaczego miałby cokolwiek podarować swojej byłej drużynie? Taki jest sport, a pod tym względem piłka nożna pozostaje nauką ścisłą: popełniasz błąd i płacisz za niego bez względu na wspólną historię bohaterów.
Należy oddać honor De Rossiemu. Rozegrał ten mecz po swojemu, wygrał go i zdobył trzy niezwykle cenne punkty dla Genoi, która po tym, co pokazała na Ferraris, zasługuje na utrzymanie w Serie A. W dwóch ostatnich kolejkach sezon Romy został zdewastowany przez dwóch byłych trenerów. Najpierw Spalletti wyrwał remis na Olimpico i sprawił, że przewaga siedmiu punktów zmieniła się w stratę jednego, a teraz przyszedł potężny cios w Genui.
Od Romy trzeba jednak oczekiwać więcej. To prawda, że Giallorossim nie przyznano rzutu karnego, ale jeżeli chcesz awansować do Champions League, musisz jechać na boiska zespołów takich jak Genoa z przekonaniem, że zdobędziesz trzy punkty. Wszystko pozostaje otwarte, począwszy od niezwykle delikatnego niedzielnego spotkania z Como Fàbregasa, z którym Roma dzieli obecnie czwarte miejsce.
Sygnały nie są jednak pozytywne, a oba zespoły poruszają się w przeciwnych kierunkach. Como nadal pokonuje kolejne kilometry, podczas gdy Roma mierzy się z poważnymi absencjami, zwłaszcza dotyczącymi kreatywności. Po operacji Dybali nieobecność Soulé staje się coraz większym problemem, a dostępne alternatywy są bardzo ograniczone. W Genui lewą stronę tworzyli Venturino, Tsimikas i Çelik, co mówi samo za siebie.
Najpierw Roma musi jednak rozegrać dwumecz w Lidze Europy, którego również nie wolno lekceważyć. Czwartkowy wyjazd do Bolonii z pewnością nie będzie spacerem. Nic nie jest skończone, dopóki naprawdę się nie skończy. Nigdy.
T. Damascelli: „Na boisku to Como bardziej zasługuje na Champions League”
Daniele De Rossi nie pozwolił, by ogarnęła go nostalgia, i zatrzymał marsz „swojej” Romy w kierunku Champions League. Zwycięstwo Genoi oznacza dziewiątą ligową porażkę zespołu Gasperiniego, co jest poważną plamą dla drużyny mającej europejskie ambicje.
Taki jest jednak poziom naszej Serie A. Dobrego futbolu jest niewiele i nie zawsze wygląda on pięknie. Wyjątkiem pozostaje świeżość Como, które kontynuuje swój przyjemny marsz i już w przyszłą niedzielę będzie czekać na Romę nad jeziorem. Wtedy zobaczymy, kto naprawdę zasługuje na występ na scenie najważniejszego europejskiego pucharu.
Patrząc na liczby i rzeczywistość boiska, odpowiedź nasuwa się natychmiast: Fàbregas wyprzedza Gasperiniego. Juventus będzie natomiast musiał zmierzyć się w sobotę z bardzo trudnym wyjazdem do Udine. Mecz w Genui po raz kolejny potwierdził kruchość defensywy Romy, która była już wyraźnie widoczna przeciwko bianconerim.
Komentarze