Roma wraca do gry o Ligę Mistrzów po pewnym zwycięstwie nad Cagliari, a dublet Malena i coraz wyraźniejszy „efekt Gasperiniego” rozpalają dyskusję w włoskiej prasie. Przed rzymianami jednak decydujące tygodnie sezonu – z bezpośrednimi starciami z Napoli i Juventusem, które mogą przesądzić o układzie czołówki Serie A.
Roma Gian Piero Gasperiniego, dzięki niemal perfekcyjnemu występowi, pokonała Cagliari 2:0 i ponownie znalazła się w grze o czwarte miejsce w tabeli, które obecnie dzieli z Juventusem. Alessandro Vocalelli, na łamach „La Gazzetta dello Sport” pisze o nadchodzących, niezwykle delikatnych wyzwaniach, które czekają giallorossich – najpierw starcie z Napoli, a następnie z Juventusem: „Już w najbliższy weekend dowiemy się więcej, gdy Juventus zmierzy się z Interem, a Roma stanie do bezpośredniego pojedynku z Napoli. Krótko mówiąc – jesteśmy u progu rozstrzygnięć: to naprawdę decydujący miesiąc”. Z kolei Tiziano Carmellini z „Il Tempo” koncentruje się na Donyellu Malenie, autorze dubletu i znakomitego występu: „Roma mogła znaleźć człowieka przełomu, napastnika, którego do tej pory brakowało, by wykonać długo wyczekiwany skok jakościowy”.
Poniżej przedstawiamy komentarze niektórych z najważniejszych publicystów prasowych, opublikowane dziś na łamach włoskich dzienników.
A. VOCALELLI – GAZZETTA DELLO SPORT
Zagrajmy w pewną grę. Weźmy Spallettiego i Gasperiniego, a następnie odpowiedzmy na pytanie: który z nich narzekał na styczniowe okno transferowe? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta. Spalletti do ostatniej chwili czekał na środkowego napastnika i po długich staraniach o Kolo Muaniego, Matetę, En-Nesyriego i Icardiego, a także po kolejnych tropach prowadzących do Sørlotha i Zirkzee, ostatecznie został z niczym. Gasperini natomiast otrzymał od klubu Malena, zawodnika kosztującego około 25 milionów euro. Wydawałoby się więc, że nie ma tu żadnych wątpliwości.
A jednak nie. Stało się dokładnie odwrotnie, także dlatego, że Gasperini nie jest i nigdy nie będzie w pełni zadowolony. Faktem jest jednak, że Roma dogoniła Juventus w tabeli, a zapowiada się pasjonujący finisz. Miejsc premiowanych awansem do Ligi Mistrzów jest bowiem mniej niż chętnych. Już w najbliższy weekend dowiemy się więcej, gdy Juventus zmierzy się z Interem, a Roma zagra bezpośredni mecz z Napoli. Punkty warte podwójnie. Podobnie będzie 1 marca, w niemal barażowym meczu Romy z Juventusem. Krótko mówiąc – jesteśmy u progu rozstrzygnięć: to naprawdę decydujący miesiąc.
M. FERRETTI – CORRIERE DELLO SPORT
Dwudziesty czwarty ligowy mecz Romy kończy się jej piętnastym zwycięstwem. Oznacza to, że z dorobkiem 46 punktów giallorossi dogonili Juventus na czwartym miejscu w tabeli, w oczekiwaniu na kolejkę, w której zmierzą się z Napoli, wyprzedzającym ich o trzy punkty. Werdykt uczciwy, sprawiedliwy i absolutnie niepodważalny, w pełni zgodny z tym, co wydarzyło się na boisku. Po dwóch remisach i porażce zespół Gian Piero Gasperiniego wraca do zwycięstw, a czyni to dzięki swojemu nowemu środkowemu napastnikowi – Malenowi, autorowi dubletu, który warto oprawić w ramkę.
Po miesiącach oczekiwania na prawonożnego ofensywnego zawodnika, mogącego grać po lewej stronie, Gian Piero Gasperini zdecydował się nie wystawiać od pierwszej minuty nowego nabytku, Zaragozy, odkładając na bok marzenie, które zaczęło się rodzić około rok temu. Ciekawość była ogromna, podobnie jak oczekiwanie na pierwszą w stu procentach „gaspperiniańską” Romę, zwłaszcza że przez ponad dwadzieścia kolejek trener musiał wykonywać prawdziwe akrobacje, by wszystko się zgadzało. Tym razem jednak nic z tego – Hiszpan rozpoczął mecz na ławce rezerwowych.
W pierwszej połowie gra toczyła się praktycznie do jednej bramki, z Romą nieustannie nastawioną ofensywnie. Na koncie znalazł się jednak tylko jeden gol, mimo wielu stworzonych sytuacji. A Zaragoza? Elektryczny, żądny zaznaczenia swojej obecności. Być może chwilami zbyt efektowny: czy on uderza wyłącznie zewnętrzną częścią stopy? Końcówka przyniosła ofensywę Romy, złożoną z Zaragozy, Venturino i Areny, środkowego napastnika z rocznika 2009. Dobrze, prawda?
T. CARMELLINI – IL TEMPO
To już coś więcej niż przeczucie, choć jeszcze niepełna pewność – ale bardzo blisko. Roma mogła znaleźć człowieka przełomu, napastnika, którego dotąd brakowało, by wykonać długo wyczekiwany skok jakościowy: Malena. Holender zdobywa swoją pierwszą dubletę w barwach giallorossich i wprowadza Romę z powrotem na czwarte miejsce, zrównując ją punktami z Juventusem prowadzonym przez byłego trenera.
Jednak poza napastnikiem na uwagę zasługuje cała drużyna Gasperiniego, która gra dziś niemal na pamięć, w wysokim tempie i potrafi dostarczać emocji. Defensywa jest pewnym punktem zespołu, w środku pola – mimo kontuzji Koné – trwa rozwój Pisillego, obok niego niezmiennie solidny jest Soulé. Na skrzydłach Wesley budzi postrach, po drugiej stronie Celik nie popełnia błędów i dokłada asysty. W drugiej połowie kibice mogli również nacieszyć się debiutem Zaragozy, który pokazał kilka interesujących zagrań i całą swoją perspektywę.
To efekt Gasperiniego – zaraźliwy, bo Roma gra atrakcyjny futbol i ogląda się ją z przyjemnością. Między przeszłością a przyszłością jest teraźniejszość, a ta pokazuje Romę w pełnym biegu po miejsce w Lidze Mistrzów. Przed nią jeszcze wiele spotkań, ale Gasp i spółka mają argumenty i wszyscy będą musieli się z nimi liczyć. Na razie jednak w niedzielę wyjazd do Neapolu, by spróbować przełamać kolejne tabu: w tym sezonie w starciach z czołówką giallorossi zawsze zawodzili. To moment, by zmienić także ten trend.
Komentarze
Przy takim ścisku w tabeli każdy mecz decydujący :)
… a i tak wiemy, jak to się skończy 😆
Z tym trenerem nie wiemy, trochę optymizmu :)
"Niezmiennie solidny Soule" mnie rozbawiło. Tydzień temu z Udinese zagraliśmy straszną padakę i po jednym dobrym meczu już skowronki. Wrodzony pesymizm mi się uaktywnia przy takich artykułach.