Roma wygrała derby stolicy 1:0 po golu Lorenzo Pellegriniego i odpowiedziała na wcześniejszą porażkę z Torino. Włoska prasa podkreśla znaczenie powrotu byłego kapitana, skuteczność Gian Piero Gasperiniego oraz defensywną solidność zespołu, choć nie brakuje uwag dotyczących skromnej jakości ofensywnej.
Gol Lorenzo Pellegriniego zapewnił Romie zwycięstwo nad Lazio i dziewiąty punkt po czterech kolejkach Serie A. Dla pomocnika było to czwarte trafienie w karierze przeciwko biancocelestim, a zarazem symboliczny powrót po miesiącach pełnych kontuzji, niepewności i spekulacji dotyczących jego przyszłości.
Publicyści piszą również o elastyczności Gasperiniego, który mimo niesatysfakcjonującego mercato potrafi wykorzystać szerszą część kadry. Roma nie zachwyca jeszcze w ofensywie, ale trzy zwycięstwa po 1:0 pozwalają jej utrzymywać kontakt z czołówką. Oto najciekawsze głosy włoskiej prasy po derbach stolicy.
A. Ravelli: „Roma najlepiej przyswoiła wskazówki nowego trenera”
Patrząc na to, co zobaczyliśmy do tej pory, za plecami mistrzów Włoch znajduje się obecnie niedoskonała grupa czterech zespołów. Jest w niej Roma, która po porażce z Torino nabrała energii dzięki zwycięstwu w derbach i pozostaje w pełnej walce o miejsce w Champions League.
Wbrew wcześniejszym przewidywaniom spośród drużyn, które latem zmieniły trenera, to właśnie Giallorossi sprawiają wrażenie zespołu, który najlepiej przyswoił nowe wskazówki taktyczne.
I. Zazzaroni: „Pellegrini był chwilą ucieczki od przeciętności derbów”
Zafascynowała mnie historia „szczególnego odrzuconego”, ponieważ zawsze uważałem jej głównego bohatera, Lorenzo Pellegriniego, za bardzo dobrego piłkarza. Ma technikę, wizję gry, a do tego jest porządnym i wrażliwym człowiekiem, dlatego zasługuje na uwagę.
W styczniu Lorenzo odrzucił transfer do Napoli, a kilka miesięcy później, między czerwcem a lipcem, niemal zniknął z radarów. Klub nie zaproponował mu przedłużenia kontraktu, nie pojawiły się żadne oferty, jego przyszłość spowiły wątpliwości, a wokół kontuzji narosło wiele złośliwości. Nawet Gasperini poprosił kilku pośredników o rozeznanie rynku i sprawdzenie, czy można znaleźć dla niego nowy klub. Pojawiło się jedynie zainteresowanie West Hamu.
Na początku sierpnia napisałem do niego na WhatsAppie, że ten sezon może i powinien być czasem odzyskiwania utraconych pozycji. Lorenzo odpowiedział: „Wszystko jest już napisane. To będzie wielki rok. Rozwalę wszystkich. Chcę tylko być zdrowy i oddać się do dyspozycji trenera. Pracuję bardzo ciężko i jestem maksymalnie zmotywowany. Teraz myślę wyłącznie o tym, żeby czuć się dobrze, bo ostatecznie przemawiają liczby i boisko. Zawsze. Potem będzie, co ma być, ale moim zdaniem to będzie fantastyczny rok”.
Moje zdziwienie wzrosło po bardzo ostrych, niemal definitywnych słowach Gasperiniego z 22 sierpnia. Pellegrini cierpiał, ale pozostawał niewzruszony. Odpisał: „Policzek boli, kiedy się go nie spodziewasz. To nazywa się prawda i trener dobrze zrobił, że ją powiedział”.
Lorenzo Pellegrini ma 29 lat, z czego niemal połowę spędził w Romie. Nie miał wątpliwości i zdecydował się walczyć dalej. Zwyciężyła samoocena płynąca z przekonania, że to ty kontrolujesz wydarzenia, a nie one ciebie. Te słowa Tima Robbinsa idealnie opisują pana Derby. Pellegrini nie zaczyna od gola przeciwko Lazio marszu po nowy kontrakt. Doskonale zdaje sobie sprawę z niepewności własnego położenia. W derbach, w których żadna ze stron nie osiągnęła wyraźnej przewagi, Lorenzo był chwilą ucieczki od przeciętności.
G. D’Ubaldo: „Gasperini wygrał derby również dzięki drugiej Romie”
Nowy trener, chcąc odpowiedzieć na potknięcie z Torino, miał odwagę postawić także na drugą Romę, czyli zawodników spoza podstawowego bloku, którzy potrafili wnieść swój wkład. Nie chodzi wyłącznie o Pellegriniego.
Pod nieobecność Wesleya po raz pierwszy w tym sezonie miejsce w wyjściowym składzie otrzymał Rensch. Był jednym z najlepszych zawodników na boisku i rozpoczął akcję bramkową. Bez Hermoso Gasperini ponownie zaufał Çelikowi, który pilnował Zaccagniego i popełnił bardzo niewiele błędów.
Dowbyk wciąż musi się poprawić, ale dopóki nie strzela goli, pozostaje użyteczny w fizycznej walce z obrońcami. Baldanzi jest drobny, jednak na małej przestrzeni potrafi minąć rywala. Pisilli zastąpił Pellegriniego w całkowicie rzymskiej sztafecie. El Aynaoui jest wszechstronnym piłkarzem, który może pełnić kilka funkcji, a Tsimikas zadebiutował jako długo wyczekiwana alternatywa dla Angeliño.
Gasperini nie ma kadry, jakiej oczekiwał. Do klubu nie trafił lewy napastnik, na którego czekał do ostatniego dnia mercato. Trener nie ukrywał rozczarowania, ale zabrał się do ciężkiej pracy. Dzięki niej może rozwijać zawodników, których ma do dyspozycji. Nie są to mistrzowie, lecz profesjonaliści, którzy pracują, przykładają się i podążają za trenerem.
Sezon jest długi, a od tego tygodnia rozpoczyna się rotacja. W środę Roma zadebiutuje w Lidze Europy w Nicei. Aby osiągnąć zakładane cele, potrzebni będą wszyscy.
U. Trani: „Gasperini osiąga maksimum przy minimalnej liczbie goli”
Na początku sezonu w Romie liczby mają pierwszeństwo przed stylem. Gdy się je odczyta, jeszcze zanim szczegółowo przeanalizuje się każde z czterech spotkań, staje się oczywiste, że Gasperini pokazuje drugą twarz swojej idei futbolu. Być może sam nie poznaje się, kiedy patrzy w lustro.
Gian Piero chciał przenieść do Romy swoją dotychczasową filozofię, ale szybko zrozumiał, że nie jest to możliwe. Dostosował się do sytuacji. Trzy gole przyniosły trzy zwycięstwa, za każdym razem po 1:0. Svilar zachował czyste konto w trzech z czterech spotkań, kontynuując znakomitą serię z poprzedniego sezonu.
Roma zdobyła dziewięć z dwunastu możliwych punktów, choć strzela średnio mniej niż jednego gola na mecz. Gasperini nadstawia więc drugi policzek, ale nie upada. Przydarzyło mu się to tylko przeciwko Torino na Olimpico. Osiąga maksimum przy minimalnych środkach. Szuka innych rozwiązań ofensywnych, a tymczasem już przy pierwszej próbie wygrał derby stolicy. Wcześniej nigdy nie triumfował w swoim debiucie derbowym: przegrał z Interem i zremisował z Genoą.
P. Condò: „Roma musi dodać siłę swojemu wątłemu atakowi”
W oczekiwaniu na próbę ucieczki Napoli, które w meczu z Pisą może zostać samodzielnym liderem, Milan przyspieszył pod każdym względem, zarówno w grze, jak i w zdobywaniu bramek. Roma wyszła z podniesionymi rękami z derbowej pułapki, Atalanta ucztowała jak za dawnych czasów na słabościach Torino, a Juventus stracił pierwsze punkty przy okazji rozpoczęcia rywalizacji w Champions League.
Skoro Allegri i Gasperini zdążyli już wcześniej zaliczyć potknięcia, zahamowanie zespołu Tudora mieści się w naturalnym procesie budowy drużyny. Roma musi dodać więcej siły swojemu wątłemu atakowi, ale trzecie zwycięstwo 1:0 nadal utrzymuje ją wysoko w tabeli.
Milan, Roma i Atalanta ścisnęły czołówkę, a Inter rozpoczął odrabianie strat. Są jednak drużyny, które z niepokojem patrzą, jak tabela zaczyna się rozciągać. Lazio w końcówce derbów było blisko wyrównania, grając z obawą przed reakcją otoczenia po ewentualnej porażce. Patrząc czysto piłkarsko, brak świeżej krwi sprawia jednak, że zespół więdnie.
Lazio może stać się podręcznikowym przykładem tego, jak ważne jest mercato. Nie chodzi wyłącznie o techniczne wzmocnienia, lecz także o konkurencję, ciekawość i nowe pomysły. Przymusowa blokada transferowa zamieniła Lazio w dom z zamkniętymi oknami i stęchłym powietrzem, czego świadectwem były dwie czerwone kartki.
T. Carmellini: „Roma wygrała derby, choć ogólne wrażenia nie zachwycają”
„Liczy się tylko zwycięstwo”. Nakaz Gasperiniego wypowiedziany przed jego pierwszymi derbami stolicy brzmiał jak mantra po 96 minutach gry w piekielnym upale na Olimpico. Roma rzeczywiście pokonała Lazio, ale ogólne wrażenia nie są szczególnie ekscytujące jak na drużynę, która miała walczyć wysoko. Były to jednak derby, czyli spotkanie zdolne obalić wszystkie przewidywania i warte znacznie więcej niż trzy punkty.
W pierwszej połowie więcej pokazywało Lazio, lecz po pierwszym błędzie zostało ukarane przez byłego kapitana Romy, którego Gasperini niespodziewanie przywrócił do składu. Po przerwie lepsza była Roma, ale kiedy drużyna Sarriego otrzymała podobną szansę po poważnej pomyłce Manciniego, Dia posłał piłkę w trybuny. Być może nie jest to pełny obraz spotkania, ale można je w ten sposób podsumować.
Derby były żywe, choć jak zawsze ograniczały je strach przed porażką, trudna atmosfera i ogromne oczekiwania. Tym razem długo nie było nawet szczególnie ostro. Sozza przez ponad 80 minut nie wyciągał kartek, lecz w końcówce najpierw ukarał Ndickę, potem wyrzucił Belahyane za poważny faul, a po końcowym gwizdku pokazał czerwoną kartkę Guendouziemu za protesty.
Ostatecznie Roma się cieszy, a Lazio rozpacza, tym bardziej że mimo straconego gola pozostało w grze i w doliczonym czasie było o krok od remisu. Cataldi zrobił wszystko dobrze, ale jego strzał zatrzymał się na słupku obok bezradnego Svilara.
Sytuacja Lazio staje się coraz trudniejsza. Trzy punkty po czterech kolejkach to zdecydowanie za mało, nawet dla drużyny, która z powodu wskaźnika płynności nie mogła przeprowadzić mercato. W meczu z Genoą Sarri będzie miał bardzo ograniczony wybór zawodników i będzie musiał na nowo ułożyć środek pola, również z powodu zawieszenia Guendouziego.
Roma natomiast wraca do pościgu za czołówką po uniknięciu derbowej katastrofy. Przed meczem mogła właściwie tylko stracić, lecz wszystko zakończyło się dobrze. Ponowne odkrycie Pellegriniego daje Gasperiniemu kolejną broń. Trener zaryzykował, wystawiając zawodnika, o którym publicznie mówił, że może się bez niego obejść. Były kapitan odpłacił mu golem, a Curva Sud dopełniła obrazu transparentem: „Witaj z powrotem, kapitanie”.
Na koniec warto wspomnieć o kibicach, którzy tym razem zachowali się wzorowo zarówno na stadionie, jak i poza nim. Nie doszło do żadnych starć, a oprawy ponownie robiły ogromne wrażenie i wywoływały dreszcze. Prawdziwe derby. Teraz pozostaje czekać na rewanż.
A. Sorrentino: „Pellegrini wrócił niczym hrabia Monte Christo”
Zanim przejdziemy do Lorenzo Pellegriniego, zwanego Edmondem Dantèsem, warto przypomnieć jeden z najsłynniejszych angielskich przyśpiewek: One-nil to the Arsenal. Od końca lat 80. śpiewano ją na cześć Arsenalu George’a Grahama, mistrza zwycięstw minimalną różnicą. Tak samo jak Roma Gasperiniego, która wygrała derby 1:0, podobnie jak wcześniej mecze z Bologną i Pisą oraz dziewięć spotkań w poprzednim sezonie. To już nie przypadek, lecz zwyciężanie o krótki nos podniesione do rangi systemu.
Roma jest najbardziej zawziętą drużyną Serie A i najlepiej wykorzystuje moment, który każde spotkanie oferuje najbardziej doświadczonym piratom. To nowa interpretacja horacjańskiego carpe diem, przywołanego również w oprawie Curva Sud.
Dawniej, kiedy nie było zmian, kontuzjowany piłkarz zostawał na boisku, ale przesuwano go na skrzydło, gdzie mógł wyrządzić mniej szkód. W derbach zobaczyliśmy natomiast kulawego zawodnika ustawionego przed obroną i właśnie tam rozstrzygnęło się spotkanie. Pellegrini zdobył nieuniknionego, niemal seryjnego gola pod Curva Nord po asyście Soulé.
Jego uderzenie było jak wymierzony w piłkę policzek w rękawiczce, wykonany z postawą i gestem urażonego arystokraty. Niczym Edmond Dantès, który ucieka z zamku If, gdzie zamknęli go fałszywi przyjaciele, staje się hrabią Monte Christo, mści się na złych, wynagradza dobrych oraz prawdziwych przyjaciół, a potem odpływa w świat, nadal nosząc cierpienie w sercu.
Nie wiadomo, co stanie się z Pellegrinim po zakończeniu sezonu, a ta wątpliwość będzie nam jeszcze długo towarzyszyć. Na razie jednak wrócił i zdobył bramkę po czterech i pół miesiąca przerwy. Gasperini naprawdę wydaje się gotowy w niego uwierzyć, do czego niemal zmusza go rozwój sytuacji w tym sezonie.
Komentarze