Roma po siedmiu latach wraca do Champions League i kończy sezon na trzecim miejscu. Włoska prasa żywo komentuje wczorajsze wydarzenia.
Giallorossi wygrali w Weronie 2:0 i wykorzystali potknięcia rywali, zamykając sezon wynikiem, który jeszcze kilka miesięcy temu wyglądał jak cel bardzo trudny do osiągnięcia. Roma cierpiała także w ostatnim meczu, ale znalazła siłę, jakość i dojrzałość, by wrócić tam, gdzie zdaniem wielu autorów powinna być: do europejskiej elity.
W komentarzach włoskich publicystów dominują pochwały dla Gasperiniego, który przeprowadził drużynę przez trudny sezon, oraz dla piłkarzy decydujących w końcówce: Malena, Dybali, Svilara i El Shaarawy’ego. Oto najciekawsze głosy z włoskiej prasy po powrocie Romy do Champions League.
La Gazzetta dello Sport: Capello: „Gasperini zasłużył na Champions League”
Legendarny trener wypowiedział się wczoraj dla dziennikarzy GdS: „Wiadomością ostatniej kolejki jest na pewno brak Milanu i Juventusu w kolejnej edycji Champions League. Obie drużyny padły ofiarą podwójnego samobójstwa. Bianconeri zaliczyli katastrofę u siebie z Fiorentiną tydzień wcześniej, a Rossoneri skopiowali ich wczoraj na San Siro przeciwko Cagliari.
Drużyna Allegriego wyglądała na pozbawioną siły, woli i pomysłów. Tak zresztą było przez dużą część rundy rewanżowej. Trzeba dodać, że przeciwko Cagliari Milan miał jeszcze szczęście, że skończyło się tylko 1:2. Piłkarze Milanu patrzyli, jak rywale grają. Czy coś takiego jest możliwe na tym poziomie, w dodatku w meczu będącym finałem?
Fizycznie zespół był zgaszony, ale przynajmniej mógł włożyć w to duszę i walczyć. Tymczasem nie było pressingu, agresji, niczego. Wieczór Rossonerich można opisać jednym słowem: smutny. A nawet drugim: upokarzający. Dla kibiców, którzy przez cały sezon z pasją wspierali drużynę, musiało być to upokarzające widowisko.
Teraz w Milanie potrzebne jest poważne spotkanie, żeby zrozumieć, czego klub chce i dokąd zamierza iść. Rewolucja? Tak, ale tylko wtedy, jeśli u jej podstaw będą pomysły. Inaczej robienie rewolucji nie ma sensu. Trzeba najpierw zrozumieć, gdzie włożyć ręce, a to nie będzie prosta praca. Od czasu odejścia Maldiniego i Massary w klubie było widać niewiele Milanu.
Brak kwalifikacji Juventusu jest z kolei dzieckiem niewybaczalnej porażki z Fiorentiną. Także w Turynie trzeba będzie usiąść i jasno określić przyszłość, bo pieniądze zostały wydane, a wyników nie było.”
Capello bije brawo Gasperiniemu, bo wie, jak trudno odnieść sukces w środowisku takim jak Roma: pięknym pod wieloma względami, ale jednocześnie wyczerpującym nerwowo. Trener wywalczył Champions League także, jeśli nie przede wszystkim, dzięki środkowemu napastnikowi takiemu jak Malen. Holender bardzo mu się podoba: zdobywał bramki o ogromnym znaczeniu, jest szybki, nie stoi w miejscu i świetnie porusza się bez piłki. Z nim z przodu cała drużyna zaczęła grać w określony sposób, a efekty było widać.
Do tego jest jeszcze Como, którego Capello nie nazwałby niespodzianką, lecz potwierdzeniem tego, co pokazywało przez cały sezon. Już po zwycięstwie Como nad Juventusem mówił, że każdy, kto ma ambicje wejścia do strefy Champions League, będzie musiał liczyć się z drużyną Fabregasa.
I. Zazzaroni (Corriere dello Sport): „Roma znalazła siłę dzięki powrotowi Dybali”
Milan jest poza Champions League. Niewiarygodnie poza. Juventus jest poza. Nieuchronnie poza. Roma jest w środku. Cudownie w środku. Ale przede wszystkim po raz pierwszy w historii do Champions League awansowało Como, które od dwóch lat pokazuje, jak robi się futbol tym, którzy najwyraźniej nie chcą robić notatek.
W skrócie: potrzeba właściciela z dużymi zasobami, ale bez zamiaru marnotrawienia pieniędzy; prezesa z jasnymi pomysłami i oryginalną, bezpośrednią komunikacją; trenera zawsze ustawionego w centrum projektu; dyrektora sportowego, który podziela jego idee i sprowadza piłkarzy o cechach pasujących do gry szkoleniowca. Produkt końcowy? Brak wewnętrznych konfliktów, trochę przesady Fabregasa, ale tylko w trakcie meczów, oraz gra, gole i punkty. Dużo punktów.
Z Como w Champions League sezon nie odmówił sobie już niczego. W ostatniej kolejce wróciły także starcia przed derbami Turynu, ranny w stanie ciężkim, kibice Juventusu proszący, by nie grać, mecz opóźniony o godzinę, brak równoczesności spotkań. Pełny zestaw, choć bez wypłaty wygranej, bo ta nie była przewidziana. Włoski futbol jest już przyzwyczajony do porażek.
Sezon 2025/26 zostanie zapamiętany jako czas wykluczeń: z mundialu, po raz trzeci z rzędu, z europejskich pucharów, polemik z tenisem, śledztwa wokół arbitrów, odciętej głowy AIA i komisarza, którego domagano się z wielu stron.
Dobre wspomnienia zachowa Inter, któremu wszystkie możliwe zasługi przyznał nawet Antonio Conte. Kibic Romy zapamięta natomiast wyczyn Gasperiniego. Z drużyną wyraźnie niedoskonałą, źle zbudowaną i skorygowaną w styczniu przyjściem Malena trener zdołał zapewnić klubowi osiem szlachetnych meczów i miliony, których Roma pod rządami Friedkinów jeszcze nie znała.
Roma pokazała swoje ograniczenia także w dwóch ostatnich, decydujących występach, ale znalazła siłę, by wziąć to, czego chciała. Pomógł w tym powrót Dybali, decydującego w obu spotkaniach i bliskiego przedłużenia kontraktu.
G. D’Ubaldo (Corriere dello Sport): „El Shaarawy pożegnał Romę golem do Champions League”
Dziękuję, Stephanie. Dziękuję za gola, który po siedmiu latach przywraca Romę do Champions League. Dziękuję za dziesięć lat w barwach Giallorossich jako wielki profesjonalista. Mecz w Weronie był jego ostatnim występem w Romie: dwadzieścia trzy minuty, razem z doliczonym czasem, podczas których zdobył bramkę zabezpieczającą zwycięstwo.
Napisał ostatnią stronę powieści pełnej emocji i podpisał ją finałem godnym wielkiego bohatera. Z Romą pożegnał się już w ostatnich dniach, ale teraz na zawsze pozostanie w sercach kibiców.
To nie był łatwy mecz. Roma cierpiała, by pokonać zdegradowaną już Veronę, dokładnie tak, jak przewidywał Gasperini. Do ostatniego aktu trener odcisnął swój ślad, także dzięki decydującym zmianom w drugiej połowie, w tym wejściu El Shaarawy’ego. Dybala był ogromny, z dwoma decydującymi asystami. Przekazał kolegom siłę, by wierzyć, nawet gdy pewność zaczynała się rozmywać.
Potrzebna była również świetna interwencja Svilara w pierwszej połowie, gdy wynik wciąż brzmiał 0:0. Po golu Malena w doliczonym czasie przyszło wyzwalające trafienie Faraona. Jego jedyna bramka w lidze, po golu z Midtjylland w Lidze Europy z odległego 27 listopada.
Stephan zawsze był gotowy. Rozegrał 28 meczów, tylko dziewięć od pierwszej minuty. Przyszedł do Romy w styczniu 2016 roku za kadencji Spallettiego, a po krótkim pobycie w Chinach wezwanie było tak silne, że trenował sam, czekając z entuzjazmem na powrót do Romy. Każdemu trenerowi dawał coś od siebie, a przede wszystkim dawał profesjonalizm. Nigdy się nie skarżył, choć stopniowo tracił miejsce w podstawowym składzie.
W wieku 33 lat może powiedzieć, że zrobił wielką karierę, być może mniej imponującą niż zapowiadały jej błyskotliwe początki w Milanie. Roma mu podziękowała i pożegnała go ze wzruszeniem. Tak samo kibice, którzy na Bentegodi przygotowali dla niego transparent na pożegnanie. Gasperini dobrze zrobił, że wierzył, nawet gdy wahali się najbardziej optymistyczni kibice. Oni zawsze wypełniali Olimpico, wspierali drużynę do końca i uwierzyli w Gasperiniego.
A. Sorrentino (Il Messaggero): „Po siedmiu latach na pustyni Roma wraca do arystokracji Europy”
Wędrówka przez pustynię dobiegła końca. Dajcie pić spragnionym, teraz trzeba świętować. Po siedmiu latach, które wydawały się biblijną plagą, Roma wraca do Champions League. Długi oddech ulgi i odzyskanej dumy przebiega przez stolicę po wieczorze dzikich emocji, z sercem w gardle i na huśtawce, przy poważnych wydarzeniach w Turynie jako tle.
Ale udało się. W historyczną noc, w której do raju idą Roma, trzecia w tabeli, i Como, a do Ligi Europy spadają możni z Juventusu i Milanu, znów decyduje gol Malena, człowieka przeznaczenia, jeśli kiedykolwiek taki istniał. Potem wynik zamyka bardzo symboliczna bramka El Shaarawy’ego: bo odejdzie i dlatego, że jest jedynym ocalałym z kadry, która w sezonie 2017/18 wywalczyła ostatnią kwalifikację do Champions League.
Najwyższy czas. Roma Friedkinów, Gasperiniego i jego chłopaków wraca do europejskiej arystokracji. Wraz z Giallorossimi wysoko wraca całe miasto i tak jest właściwie, bo to jego naturalna rola. Roma powinna zawsze być na szczycie. Skoro odrodzenie ekonomiczne, kulturalne i obywatelskie Wiecznego Miasta jest już namacalne, logiczne było, że prędzej czy później swój wkład da także futbol.
Roma potwierdza centralne miejsce stolicy. Powiedzieć to brzmi jak tautologia, jak podkreślanie oczywistości, ale w ostatnich latach, przynajmniej w piłce, oczywiste to nie było. I zgodnie z tysiącletnią tradycją Rzymu, wielkiej matki przyjmującej różne kultury i cywilizacje oraz czerpiącej z nich siłę, także futbol wraca do Champions League dzięki impulsom z całego świata, różnym historiom ludzkim i zawodowym oraz wielkim wymieszaniom.
Od amerykańskich właścicieli, trochę teksańskich, trochę kalifornijskich, którzy w końcu osiągnęli cel po wielu błędach i pomyłkach. Przez trenera, Piemontczyka o pomysłowości i szorstkim charakterze, który większość doświadczeń przeżył na północy, ale po obmyciu szat w Tybrze znalazł nową młodość i nowych wrogów. Przez człowieka opatrzności Malena, obieżyświata jak wielu Holendrów i dlatego piłkarza na każdą porę. Przez Svilara, decydującego swoimi interwencjami także wczoraj, trochę Belga, trochę Serba, piłkarsko wychowanego w Portugalii. Aż po Gianlucę Manciniego, Toskańczyka adoptowanego przez Bergamo, dziś już bardzo rzymskiego i będącego symbolem romanizmu. Do tego Argentyńczycy Dybala, zmartwychwstały jak Łazarz, i Soulé, Francuz Koné, Brazylijczyk Wesley oraz włoski trzon zespołu.
C. Condò (Corriere della Sera): „Trzecie miejsce to wielki wynik podpisany przez Gasperiniego”
Po wyczerpującym przeciąganiu liny wokół daty i godziny derbów Rzymu, sezon zakończył się jeszcze bardziej ponuro i ciężko kolejnymi derbami, tym razem w Turynie. Mecz opóźniono o godzinę pod presją kibiców zaniepokojonych stanem człowieka rannego w incydentach przed spotkaniem. Przez cały tydzień narastały groźby starć między ultrasami, a jeśli w poprzednich latach derby nie były planowane w końcowych kolejkach, najwyraźniej istniał ku temu powód.
Pierwszym życzeniem jest oczywiście szybki powrót do zdrowia rannego człowieka. Słynny precedens Lazio-Roma z 2004 roku, meczu przerwanego i przełożonego z powodu plotek, które później okazały się bezpodstawne, miał przynajmniej taki efekt, że oddał wyłącznie władzom bezpieczeństwa publicznego prawo do zatrzymywania lub nie zatrzymywania spotkań. Wczoraj ta władza zagubiła się w godzinie negocjacji, które przy braku jasnych informacji wyglądały surrealistycznie.
Kiedy porównujemy kulejącego potwora włoskiej piłki z pięknem Premier League, pierwsza odpowiedź brzmi zwykle: oni są bardzo bogaci, a budżety naszych klubów przeciekają ze wszystkich stron. Ale to nie tylko to.
Roma kończy sezon na trzecim miejscu, a to wielki wynik podpisany przez Gasperiniego. W Weronie wykonała swoje zadanie: wygrała, choć z wysiłkiem wyraźnie wynikającym z ciężaru celu znajdującego się o krok. Musiała czekać na doliczony czas, by El Shaarawy pożegnał grupę Giallorossich golem spokoju. Ale wczoraj liczyły się tylko trzy punkty.
Czwarte miejsce Como to absolutnie wyczyn roku w europejskiej skali, na pewno ułatwiony samobójstwem Juventusu i Milanu, ale więcej niż zasłużony za jakość gry Fabregasa. Mowa o drużynie, która zakończyła sezon z drugim atakiem i najlepszą obroną. Nie ma zastrzeżeń, nie ma dyskusji.
Wiele dyskusji wybuchnie natomiast od dziś w centrum dowodzenia Milanu. To klub dryfujący i drużyna, która w ostatniej, decydującej ćwiartce sezonu była pustym workiem: bez pomysłów na grę, bez energii fizycznej i mentalnej, bez perspektyw technicznych. Winą Allegriego jest to, że łudził się, iż może zarządzać po swojemu, podczas gdy to był sezon, w którym trzeba było budować.
A. Di Caro (Corriere della Sera): „Gasperini wyznaczył drogę, ale Roma nie może tracić czasu”
Ta kwalifikacja, z sensacyjnym trzecim miejscem, była mocno ścigana i ostatecznie zasłużona. Kiedy poprzedniego lata zatrudniono trenera niezwykłego cyklu Atalanty, taki wynik uznawano za miraż albo cud. W końcu sprowadzono jednego z najlepszych szkoleniowców w obiegu właśnie po to, by rozpocząć zwycięski cykl. Ale patrząc na przebieg sezonu, trzeba bez wątpienia nazwać to ogromnym wyczynem.
Nie tylko z powodu niespodziewanej końcowej remontady, ale także przez wiele problemów, sporów, starć i nieporozumień przeżytych przez cały sezon. Czerwcowe mercato było wolne, zawiłe i ostatecznie niewystarczające wobec potrzeb trenera, szczególnie w ofensywie. Potem przyszło wiele kontuzji, czasem z błędnymi diagnozami i bardzo długimi okresami powrotu, które wzbudziły wątpliwości wobec sztabu medycznego.
Następnie styczniowe mercato, w którym wymknęło się więcej niż jedno nazwisko, zostało uratowane dzięki trenerowi i intuicji z Malenem, drugim człowiekiem z okładki tej kwalifikacji do Champions League. Wreszcie głośne wystąpienie Ranieriego przed Roma-Pisa wyjaśniło wszystkim, że w Trigorii od dawna istniały frakcje, pomysły i strategie różne od tych trenera. Oddalenie właścicieli, które nie jest nowością ery Friedkinów, jeszcze bardziej skomplikowało zarządzanie.
Właśnie niespodziewane i niedopuszczalne wystąpienie Ranieriego doprowadziło jednak do oczyszczenia sytuacji, opowiedzenia się za projektem technicznym i zmiany przyszłych strategii. Tak Roma ruszyła ponownie i zaczęła latać. Trenerowi trzeba oddać zasługę, że wytrzymał, zawsze wierzył, wziął Romę na swoje barki i pracował, pracował, pracował. Od pierwszego dnia przyjechał do Rzymu z dzikim celem wygrywania, bez szukania alibi i bez akceptowania myśli o roku przejściowym na poznanie środowiska.
W trakcie sezonu często obawiał się, że przez wybory mercato i wygasające kontrakty może to być rok stracony w budowaniu zwycięskiej grupy. Dziś wiadomo, że tak się nie stało: bruzda została wyznaczona i teraz trzeba w niej zasiać ziarna przyszłych sukcesów.
Od dziś Roma może patrzeć na piłkarsko fascynującą przyszłość, także w perspektywie scudetto, ale nie wolno tracić więcej czasu. Teraz, gdy udział w Champions League w roku stulecia jest pewny, trzeba zrozumieć, jaką kwotę zysków kapitałowych klub będzie musiał wygenerować ze sprzedaży, by zmieścić się w parametrach UEFA. I jaki budżet będzie dostępny na następne mercato.
T. Carmellini (Il Tempo): „Era Gasperiniego zaczyna się od powrotu do Champions League”
Gol El Shaarawy’ego, który po sezonie opuści Romę, zdobyty w doliczonym czasie, jest wisienką na torcie przygotowanym z cierpliwością przez Gasperiniego. To kucharz zdolny przywrócić Romę do stołu wielkich: do Champions League po siedmiu latach postu. Być może nieprzypadkowo doświadczenie Friedkinów zaczęło się właśnie tutaj, na Bentegodi, w sierpniu 2020 roku. Fatalna Verona.
Oficjalnie właśnie dziś zaczyna się era Gasperiniego. Człowieka, który zszedł z północy, by przywrócić blask historii Giallorossich. Pierwszy rok pracy i od razu Champions League, co potwierdza wszystko, co dobrego przewidywano przed jego przyjściem do Romy. Gra, rozrywka i pragnienie pójścia dalej, którego w tej grupie nie było widać od lat. Krótko mówiąc: długo wyczekiwany przełom.
Biorąc pod uwagę, jak w pewnym momencie układał się sezon, wygląda to na prawdziwy cud. Roma Gasperiniego zaczęła dobrze, potem po dojściu do drugiego miejsca w tabeli wpadła w marcowy miesiąc do zapomnienia, który na cztery kolejki przed końcem zostawił ją niemal poza strefą europejską, a na pewno poza Champions League. Ale drużyny Gasperiniego nigdy się nie poddają, a cuda w tym sporcie są tuż za rogiem. Potknięcie Bianconerich i decydujące wyprzedzenie w końcowym sprincie dały Romie możliwość pojechania do Werony z własnym losem w rękach.
I tym razem Roma, choć nie bez cierpienia w ostatnim meczu sezonu przeciwko drużynie już zdegradowanej, grającej potem w dziesiątkę, i choć znów musiała dziękować Svilarowi, a przede wszystkim nieskończonej jakości Dybali, który wrócił w gwiezdnej formie, zrobiła to, co trzeba. Wygrała mecz, który musiała wygrać, i zagra w kolejnej edycji Champions League obok mistrzowskiego Interu, Napoli oraz Como, niespodzianki sezonu, choć może nie aż tak wielkiej.
Punktem zwrotnym roku Giallorossich był moment po rozłamie z Ranierim, któremu romanisti zawsze będą wdzięczni za przeszłość, ale który z obecnym trenerem zupełnie się nie zgrywał. Ich niekompatybilność była jasna od początku: uściski dłoni i uściski na pokaz, a potem ciągła sprzeczność przy decyzjach, które naprawdę się liczą. Dotyczyło to piłkarzy, trenerów i dyrektorów, począwszy od dyrektora sportowego.
Ostatecznie węzły wyszły na powierzchnię, a Friedkinowie stanęli przed drastycznym wyborem: jeden albo drugi. Postawili, oczywiście, na aktualnego trenera. Słusznie. Teraz piłka przechodzi do niego przy budowie nowej Romy. Tej przyszłej, która zagra w następnej Champions League. To ogromny krok naprzód, ale dla amerykańskich właścicieli tylko punkt wyjścia przed całą resztą: wygraniem czegoś i własnym stadionem. Wyzwanie dopiero się zaczęło i teraz zaczyna się najciekawsze.
I. Cucci (Gazzetta del Mezzogiorno): „Malen, Dybala i El Shaarawy dają Romie ukochane miejsce”
Po wezwaniu pomocy Eupalli także te rozgrywki dobiegły końca. Nie bez emocji, jak uczy stara zasada grania wszyscy razem. A teraz jednym tchem wiadomość: Roma z Malenem i Dybalą razem oraz z golem El Shaarawy’ego zdobywa ukochane miejsce w Champions League. Razem z widowiskowym Como Fabregasa, które zniszczyło Cremonese czterema golami. Milan i Juventus kończą w Lidze Europy.
Juventus został pechowym bohaterem ostatniego odcinka. Brakowało już tylko incydentów w Turynie, by zamknąć najbardziej chaotyczny sezon w historii. Przez dni dyskutowano, jak uniknąć ewentualnych zajść przy derbach Rzymu, a nagle luka w bezpieczeństwie pojawiła się w Turynie. Na początku ranne wyszło Juve, przede wszystkim z powodu kibica przewiezionego do szpitala w stanie ciężkim, przez co spotkanie mogło w ogóle się nie odbyć. Trybuny puste z powodu przemocy i strachu.
Potem w 23. minucie, gdy inni rozgrywali gorącą końcówkę sezonu, gol Vlahovicia, niczym słodka zemsta Serba prześladowanego przez trzech trenerów, ponownie otworzył ramiona szczęściu. Teraz przestrzeń dla karuzeli trenerskiej, z Conte i Spallettim na czele. Lepiej uniknąć Conte w reprezentacji, bo skończyłoby się jak ze Spallettim.
Roma objęła prowadzenie w Weronie w 56. minucie i zabrzmiały dzwony. W tej samej minucie cios otrzymał Milan: Rodriguez strzelił na 1:2 dla Cagliari, a w Mediolanie zawyły syreny. W tych godzinach jeszcze raz rozbrzmiała desperacka potrzeba: wielka walka o dwa miejsca w przyszłej Champions League, przy Interze i Napoli już awansowanych, skoro żadna włoska drużyna nie dotarła do końca na kontynencie, ani w Lidze Europy, ani w Lidze Konferencji, ani w ich pochodnych.
Komentarze
Przez to, że nie wygraliśmy żadnego big matchu to dziwnie mi widzieć Romę aż na 3. miejscu. Ale potem przypominam sobie, że mieliśmy w tym sezonie świetne serie i mało wpadek z drużynami spoza topu. Ta przemiana po klęsce z Interem, wow! Senatorowie wreszcie udowodnili że mając więcej jakościowych piłkarzy wokół siebie wiedzą co chcą grać. Gasp świetnie zbudował mental, a ich doświadczenie zaowocowało mocną końcówką, że Romie wychodziło wszystko.
Tak jak mówiłem, ten nasz trzon to nie są słabi piłkarze, przez których kończyliśmy 5-6, tylko POMIMO nich kończyliśmy 5-6. W lato i tak będzie sporo roboty.
Łatwo przyjąć teraz taką narrację co do naszych „senatorów” jak mamy LM, ale stawiam, że gdyby nie transfer Malena, to nadal bylibyśmy na 6. miejscu i „senatorowie” nadal byliby twarzą szóstych miejsc. Ale nie ma co gdybać. ;) Trzeba się cieszyć, że Gasp dostał napastnika, a my upragnioną kaszankę ;)
Cristante czy Pellegrini to są piłkarze na szóste miejsce. Malen czy Dybala już jednak niekoniecznie i to zaowocowało wyszarapniem podium na ostatniej prostej
Z Pellegrinim mam wątpliwości, ale poziom tej ligi jest na tyle niski, że Cristante na pewno odnalazłby się w każdej drużynie.
Dla mnie to Svilar, Kone, Wesley i Malen są fundamentami tej drużyny, a nie starzy senatorowie. Ok w końcówce sezonu szczególnie Dybala i Macini dał coś ekstra i za to im chwała, ale nie ma co zakrzywiać rzeczywistości że Pellegrini czy El Sharawy są nam potrzebni. Dybale można zostawić na rok jeszcze za 2-2,5mln za sezon bo jak złapie formę i nie ma kontuzji to potrafi być genialny.
Tylko problem jest taki że nas i większości drużyn nie stać na to żeby mieć drużyny samych Dybali, a transfery pokroju Malena też nie zawsze się sprawdzają. Zostaje nam celować w takich zawodników jak Kone, Svilar czy Wesley, ale nawet jeśli uda ci się trafić 3-4 takich zawodników to dalej potrzebujesz przeciętniaków i teraz pytanie Pellegrini jak dostanie kontrakt 2,5 mln dla przykładu to ile potrzebujesz żeby ściągnąć podobnego przeciętniaka pewnie koło 10-15 plus pensja to samo Cristante i Mancini.
Może lepiej kupić najpierw kogoś kto wygryzie ich ze składu zepchnie na ławkę a potem im podziękujmy jak Szaremu np. a nie wywalamy 3 gości powiedzmy z pierwszej 11 i może się transfery udaja.