Matías Soulé jest dziś największą gwarancją jakości w ofensywie Romy. I właśnie na nim Gasperini może budować spokój przed Cagliari.
Il Romanista – L. Latini | „Kiedy masz takich mistrzów jak Soulé, który kopie jak Maradona albo Zico, możesz tylko bić brawo” – powiedział onegdaj Claudio Ranieri. To zdanie, wypowiedziane po meczu Cagliari–Frosinone 21 stycznia 2024 roku, wraca teraz z pełną mocą. Wtedy Argentyńczyk roztrzygnął tamten wieczór perfekcyjnym rzutem wolnym, z trajektorią tak czystą, że przypominała piłkarskie archetypy. Podobny strzał posłał w lutym na Tardini: piłka przeszła nad murem, opadła ostro mimo krótkiej odległości i dała Romie Ranieriego trzy punkty. Zresztą Ranieri widział w Matiasie „coś więcej” już wcześniej. 29 października 2023 w Cagliari, gdzie Frosinone prowadząc 0:3 przegrało 3:4, a Matías w pierwszej połowie uderzał jak w grze komputerowej: najpierw lewą, potem prawą. To pierwszy i dotąd jedyny jego ligowy dublet w Serie A.
Gdy widzi barwy rossoblù, Soulé jakby z automatu podkręca suwak. W sezonie 2023/24 tak właśnie bywało; już w barwach Romy to na Sardynii: 18 sierpnia 2024, przy bezbramkowym remisie, zaliczył swój oficjalny debiut w Romie. Za trzy dni 22-latek z Mar del Plata wraca więc w miejsce, gdzie zaczęły się dwie jego opowieści naraz: osobista, jeszcze w Frosinone, i ta rzymska. I wraca jako piłkarz, bez którego Romie trudno dziś złożyć przód: Dybala przechodzi przeziębienie, w tym tygodniu jeszcze nie trenował i gra mniej, a statystykami i wpływem na grę wypadł poza Matíasa; Baldanzi i Pellegrini miewają zmienne prądy; Ferguson wciąż nie przekonuje, a Dowbyk jest poza grą. W tej konstelacji to właśnie Soulé niesie ogień. Ma już tyle samo ligowych bramek co w całym poprzednim sezonie (pięć), a z dziesięciu trafień dla Romy dziewięć padło w roku 2025. Pierwszy kamień milowy to wspomniany wolny w Parmie. Od tamtej chwili jego waga w układance tylko rosła: najpierw u Ranieriego, teraz u Gasperiniego. Zawodnika o takim profilu po prostu nie da się z tej drużyny wyłączyć, zwłaszcza gdy ofensywa jest w opałach.
Rywal też pasuje pod Argentyńczyka. Cagliari regularnie coś oddaje (19 straconych goli w 13 pierwszych kolejkach), a w ostatniej serii gier położył je na łopatki inny lewonożny, Yıldız – ustawiony jako trequartista w 3-4-2-1, ale zdolny wejść w przestrzeń „dziewiątki”. Nietrudno więc przewidzieć, że Gasperini rozważy użycie Matíasa jako fałszywej dziewiątki – roli, którą ostatnio testowali Baldanzi i Dybala. Jedno jest pewne: w niedzielę na Sardynii Argentyńczyk wyjdzie w pierwszym składzie. Najlepiej, gdyby dołożył do tego czar z czasów Frosinone: dokładnie na tym samym stadionie, który rok temu był sceną jego debiutu w Romie.
Komentarze