Roma walczy, gra odważnie, ale wciąż nie potrafi zamienić przewagi na bramki. Po porażce z Interem 0:1 problem skuteczności w ataku stał się jeszcze bardziej widoczny, zatem dyrektor sportowy Ricky Massara już myśli o wzmocnieniach ofensywy w styczniowym oknie transferowym.
W sobotnim starciu z Interem piłkarze Romy oddali łącznie 15 strzałów w kierunku bramki Sommera, z czego pięć można uznać za klarowne okazje bramkowe. Żadna z nich nie zakończyła się jednak golem. Najlepszą sytuację zmarnował Artem Dowbyk, który uderzył z bliska ponad poprzeczką, mając przed sobą pustą bramkę.
To obraz całej ofensywnej niemocy Giallorossich – numer „9” na koszulce, który kiedyś nosili tacy snajperzy jak Pruzzo, Montella, Batistuta, Džeko czy Lukaku, dziś wydaje się obciążeniem, a nie symbolem siły. Jeszcze słabiej wypada Evan Ferguson – zero goli i wyraźny spadek formy sprawiły, że Gasperini przesunął go na dalszy plan.
Trener nie ukrywa, że chciałby odzyskać skutecznego Dowbyka – również po to, by zwiększyć jego wartość na rynku. Ukrainiec, w przeciwieństwie do Fergusona, jest bowiem własnością Romy, a jego ewentualna odbudowa mogłaby pomóc klubowi zarówno sportowo, jak i finansowo.
Jednocześnie powrót do gry Leona Baileya otworzył przed Gasperinim inną opcję – tzw. „lekkie” trio ofensywne: Bailey, Dybala i Soulé. To ustawienie oparte na technice i ruchliwości, mające zrekompensować brak klasycznego napastnika. Właśnie w tym kierunku trener zamierza pójść w kolejnych tygodniach, przynajmniej do zimy.
Plany na styczeń
Na styczniowe okno transferowe Roma szykuje ofensywne wzmocnienie z prawdziwego zdarzenia. Na liście życzeń Gasperiniego znajdują się Joshua Zirkzee – obecnie w Manchesterze United – oraz nigeryjski napastnik Promise David z Union Saint-Gilloise. Obaj są monitorowani przez dział sportowy, który ma świadomość, że bez nowego „dziewiątki” trudno będzie Romie utrzymać się w czołówce.
Olimpico już nie jest twierdzą
Kolejnym zmartwieniem jest słaba forma Romy na własnym stadionie. Giallorossi przegrali trzy z pięciu spotkań domowych – z Torino, Lille i Interem – co stanowi odwrotność czasów Mourinho, De Rossiego i Ranieriego, gdy Stadio Olimpico było prawdziwą fortecą.
Jedynie zwycięstwa z Bologną i Veroną przyniosły punkty, choć nawet te mecze były wygrane z trudem. Gasperini jednak pozostaje spokojny – podobne problemy miewał też w Atalancie, tłumacząc, że jego styl gry lepiej funkcjonuje na wyjazdach, gdy rywale zostawiają więcej przestrzeni.
Komentarze
Jak mamy brać Zirkzee to tylko jeżeli będzie to dla nas finansowo zyskiem, ale nie widzę sposobu na to żeby tak było. Ten drugi to pierwsze słyszę, ale też nie wydaje mi się jakąś super inwestycją, a na pewno nie kimś kto będzie w stanie roziązać nasze problemy już teraz…
Albo kozak, albo zostawmy jak jest.
Żaden klub w styczniu nie chce się osłabiać. Romy nie stać też na składanie ofert, nie do odrzucenia. Musielibyśmy powtórzyć manewr sprzed prawie 10 lat, gdy przychodzili Perotti i… El Shaarawy (niesamowite w sumie, że po takim czasie jeszcze jest tutaj). Ale do tego potrzeba byłoby DS z prawdziwego zdarzenia, który potrafiłby wywęszyć okazję. Druga sprawa, żaden z nich nie był też "9", a tych sensownych na rynku strasznie mało. Na takie manewry był czas latem. Trzeba było pogonić latem Dowbyka. Lepszy byłby nawet ten Gimenez. Przynajmniej ładnie by symulował i wymuszał karne, jak wczoraj z Violą.
Zirkzee to będzie kopiuj-wklej Dowbyka i Fergusona, bez sensu.
Ziekzee wciąga nosem ich jeśli chodzi o technikę, potrafi podać, widzi innych. To byłby sztos jakby się udało zamienić któregoś z obecnych na Zirzkze
Podpisuję się obiema rękami pod tym co napisał kolega jaws, zirkzee to napastnik z którym soule czy Pawełek mogliby fajnie kombinacyjnie pograć i dużo dobrego wiatru by wniósł do naszej ofensywy
W styczniu można coś zdziałać, ale trzeba kombinować tak jak to robił Sabatini, który potrafił się dogadać z agentami i potem braliśmy jakiegoś no name do primavery na przechowanie. Uczciwie to faktycznie trudno kogoś będzie wyrwać. Raczej goście po kontuzjach, w dużym kryzysie, albo "wieczne talenty" co nigdy nie grają