Roma zakończyła serię pięciu letnich sparingów bilansem 1-2-2. Wyniki nie są oczywiście najważniejsze, ale w pewien sposób naprowadziły nas, na kim Gasperini chce budować, gdzie pojawiły się nowe rozwiązania i czego tej drużynie wciąż brakuje przed startem Serie A.
Od 3:3 z Cannes do 2:2 na Signal Iduna Park minęły trzy tygodnie, podczas których Roma wyglądała momentami jak zespół w bardzo wczesnej fazie przygotowań, a momentami jak drużyna zaczynająca na nowo rozumieć wymagania Gaspa. Były ciężkie nogi, duże problemy w obronie, ale także kilka interesujących odkryć personalnych. Najważniejsze wnioski dotyczą m.in. Dybali, graczy ofensywnych, pozycji wahadłowych oraz młodzieży.
Paulo Dybala. Jeżeli ktoś miał wątpliwości, czy Klejnot nadal będzie centralną postacią ofensywy Romy, letnie przygotowania dają klarowną odpowiedź. Argentyńczyk uzbierał 354 minuty w pięciu sparingach, co czyni go 3. najczęściej wykorzystywanym zawodnikiem z pola. Dla porównania rok wcześniej przed pierwszą kolejką miał za sobą zaledwie 56 minut gry w sześciu meczach kontrolnych. Tym razem forma dopisuje: zaczynał każde spotkanie od pierwszej minuty, za każdym razem pozostawał na murawie co najmniej godzinę, a przeciwko Borussii Dortmund rozegrał aż 86 minut, zdobywając gola i asystę. Ale w tym przypadku liczby nie są aż tak ważne, jak samopoczucie zawodnika, który czuje się znakomicie przygotowany na powrót do Champions League.
A liczby również były bardzo dobre. Jeszcze w zamkniętych sparingach z Primaverą i Trastevere Dybala zdobył 3 bramki. Z Cannes dołożył 2 gole + asystę przy trafieniu Malena, przeciwko Cardiff ponownie wpisał się na listę strzelców, a z Newport asystował Koulierakisowi. Najlepsze zostawił jednak na koniec. Na Signal Iduna Park potrzebował dziewięciu minut, aby najpierw precyzyjnym strzałem lewą nogą otworzyć wynik, a następnie idealnie dośrodkować z rzutu rożnego na głowę Cristante. Były też dryblingi, przyjęcia pod presją i techniczne zagrania przypominające, że w tej kadrze wciąż nie ma drugiego piłkarza, który z taką łatwością potrafiłby stworzyć coś z niczego. Nie każdy występ był oczywiście genialny. Z Brighton 32-latek był mało konkretny, podobnie jak cała Roma, a przeciwko Cardiff fatalnie wykonał rzut karny. Można jednak przymknąć na to oko.
Ewidentnie Gasperini opierać będzie na nim ofensywę. Przy wciąż niekompletnej obsadzie pozycji za napastnikiem Dybala pozostawał właściwie jedyną niepodważalną postacią. Soulé miał swoje niezłe momenty, ale nie zawsze dobrze czuł się po lewej stronie. Vaz dopiero jest próbowany na nowych pozycjach, a kolejny ofensywny transfer wciąż czeka na finalizację. W tej sytuacji to właśnie Dybala najczęściej schodził między linie, brał odpowiedzialność za ostatnie podanie, wykonywał stałe fragmenty i uruchamiał napastników. Nawet kiedy Roma grała słabo, piłka szukała jego lewej nogi.
Liczby liczbami, największe wrażenie robi póki co jego zdrowie. Od kiedy Paulo jest w Romie, nigdy nie przepracował lata tak regularnie i z tak dużym obciążeniem. W 2022 roku zagrał tylko w dwóch sparingach, rok później w czterech z pięciu, w 2024 ponownie w czterech, a poprzedniego lata cały okres przygotowawczy stracił przez konsekwencje operacji. Teraz nie tylko był dostępny, ale wyglądał momentami tak, jakby sezon ligowy miał rozpocząć się nie za kilka dni, lecz już trwał.
Jest też wiecznie młody Bryan Cristante. Spędził na boisku 400 minut, najwięcej w całym zespole. W Dortmundzie jako jedyny rozegrał pełne 90 minut. Można zmieniać trenerów, systemy i partnerów w środku pola, a Cristante pozostaje punktem odniesienia i ten rok nie zapowiada zmian. Początkowo pomogły mu oczywiście okoliczności: Koné był na urlopie po mundialu, Pisilli doznał urazu, a Bah zerwał więzadło krzyżowe. Jednak fakt, że Gasperini nie myślał przesadnie o zdejmowaniu go z boiska, mówi sporo o hierarchii przed sezonem.
Problem polega na tym, że obok niego długo brakowało zawodnika o podobnym ciężarze gatunkowym. Pellegrini w precampionato nie zagrał, El Aynaoui zebrał 186 minut, ale w meczach z Brighton i Dortmundem wyglądał jeszcze dość zachowawczo. Grał poprawnie, lecz rzadko nadawał środkowi pola tempo i fizyczność, których potrzebuje ta drużyna. Być może wciąż buduje formę po mundialu. W Dortmundzie jednak wejście Koné natychmiast dało odmienne wrażenie. Francuz rozegrał po powrocie pół godziny, a mimo to szybko było widać, jak wiele jego dynamika wnosi do drugiej linii.
Castro daje Gasperiniemu nowe rozwiązania. Największy brak jest za nim
Santiago Castro pojawił się w drużynie dopiero w trakcie przygotowań, a mimo tego szybko przeskoczył Malena pod względem minut liczonych od meczu z Cardiff. Argentyńczyk zebrał 191 minut, Malen w tym okresie 166. Pierwsze sygnały były obiecujące. Już z Cardiff Castro pokazał kilka dobrych zagrań mimo bardzo słabego występu całego zespołu. Z Newport było jeszcze lepiej. Pracował tyłem do bramki, brał udział w budowaniu akcji, zaliczył asystę przy trafieniu Hermoso i wykorzystał rzut karny. Nie wygląda jak napastnik ograniczony wyłącznie do czekania w polu karnym. Potrafi zejść niżej, zastawić piłkę i stworzyć przestrzeń zawodnikom ustawionym za nim.
Malen daje coś innego. Jest bardziej ruchliwy, chętniej atakuje przestrzeń i już w pierwszym sparingu z Cannes było widać zachowaną chemię z Dybalą. Gasperini przez większość przygotowań traktował ich jednak jako konkurentów. Raz wchodził jeden za drugiego, a tylko przeciwko Brighton przez 18 minut oglądaliśmy ich jednocześnie na boisku. Pozycja ŚN może być jeden z ciekawszych wątków początku sezonu. Castro jest bardziej klasycznym punktem odniesienia na „dziewiątce”, Malen może dać głębię i ruch. Nie wygląda natomiast na to, żeby trener zamierzał na siłę budować system z dwoma napastnikami.
Znacznie większy problem znajduje się za ich plecami i po lewej stronie. Soulé uzbierał 288 minut i miał dobre momenty, między innymi asystę z Cardiff oraz dynamiczne wejście przeciwko Newport. Kiedy jednak był ustawiany na lewej stronie, zwłaszcza z Brighton i Dortmundem, nie wyglądał równie naturalnie jak po swojej preferowanej stronie. To jednak nie powinno być tematem w trakcie sezonu, jeśli uda się w końcu załatać dziurę na lewym skrzydle. Pewnym jest, że Mora(?), Fofana czy inny bohater letniej telenoweli z miejsca odmieni mechanizmy ofensywne. Sparingi jasno pokazały, że Roma nie ma dziś pełnej obsady dwóch pozycji za napastnikiem. Dybala może grać jedną z nich, Soulé drugą, ale brakuje zawodnika, który z lewej strony wnosiłby dynamikę, drybling i regularne atakowanie przestrzeni.
Ciekawostką pozostaje ustawienie Vaza, które poruszaliśmy wczoraj. Grał ogony, ale końcówka przygotowań przyniosła próbę przesunięcia go z pozycji środkowego napastnika bliżej lewej strony za „dziewiątką”. Jeśli bilans ma nie ucierpieć przy nazwisku Vaza, nie pozostaje nic innego jak kombinować.
Lulli największym odkryciem lata? Koulierakis szybko wszedł do zespołu, Ziółkowski wyraźnie stracił pozycję
Największym wygranym wśród zawodników Primavery jest zdecydowanie wahadłowy Emanuele Lulli. 172 minuty to bardzo dużo jak na piłkarza, który rozpoczynał przygotowania właściwie jako uzupełnienie grupy. Najpierw dostał 18 minut z Cardiff, później 20 z Newport, 12 z Brighton, aż w Dortmundzie wyszedł w podstawowym składzie w obliczu urazu Wesleya i spędził na boisku 76 minut. Ten ostatni występ był najbardziej znaczący. Lulli nie próbował na siłę zrobić czegoś spektakularnego. Grał dojrzale, dawał szerokość, wracał za akcją, nie bał się piłki i potrafił ruszyć z nią do przodu. Przeciwko Borussii zanotował trzy działania defensywne, dwa przechwyty, trzy odzyskane piłki i jedno wybicie. W połowie przeciwnika podał celnie 7 razy na 8, a dwa z trzech jego długich podań znalazły adresata.
Ciekawie też wyglądają liczby dotyczące prowadzenia piłki. Lulli przebiegł z nią 54,9 metra, podczas gdy występujący po przeciwnej stronie Rensch 23,3. W kierunku bramki rywala było to odpowiednio 37,4 i 21,3 metra. To oczywiście tylko próbka z jednego spotkania, ale obrazuje, dlaczego Gasperini może widzieć w nim materiał do dalszej pracy. Wahadłowy w jego systemie musi mieć w sobie dynamikę, aby regularnie pokonywać duże odległości, uczestniczyć w pressingu, wracać do obrony i natychmiast włączać się do ataku. 19-latek ma do tego predyspozycje.
Trzeba przy tym zachować właściwe proporcje. Lulli dostał tak dużo minut również dlatego, że Roma ma obecnie wakat na boku. Po odejściach z tej formacji Gasperini wciąż oczekuje kolejnego wzmocnienia, a klub pracuje między innymi nad Udogiem, Cacciamanim i Luisem Henrique, który wyszedł na pole position. Sprowadzenie nowego zawodnika najpewniej zepchnie Lulliego niżej w hierarchii, być może nawet do roli trzeciego wyboru. Ale czy to sprawi, że Lulli nie będzie dostawać szans? Sezon z Serie A, Ligą Mistrzów i Pucharem Włoch będzie wymagał szerokiej rotacji, a Lulli dał sygnał, że w razie potrzeby można po niego sięgnąć bez większych obaw.
Dobrze wszedł również Konstantinos Koulierakis. Grek zgromadził 139 minut mimo późnego dołączenia do zespołu. Z Newport pokazał agresję, charakter i zdobył nawet gola głową. Zdecydowanie obiecujący transfer, do którego nie można się przyczepić.
No i tu niestety dochodzimy do złych wieści dla polskich romanistów. Janek Ziółkowski przepadł. Dostał jedną połowę przeciwko Cannes, potem wchodził już tylko po 70′ i 80′ minucie. Miał swoje szanse przy dwóch strzałach głową w końcówkach, ale niestety bez gola. Łącznie 89 minut w pięciu sparingach to bardzo niewiele. Od meczu z Cardiff Janek otrzymał tylko 44 minuty, podczas gdy Reale, wychowanek Primavery, zebrał w tym samym okresie 51. To już trudno tłumaczyć wyłącznie rotacją. Pojawiły się plotki łączące Ziółkowskiego z klubami saudyjskimi, jednak na tę chwilę nie ma tematu odejścia. Gasperini zdecydowanie częściej korzystał z Ndicki, Manciniego, Hermoso, Ghilardiego czy później Koulierakisa. Ndicka z 364 minutami był drugim najczęściej wykorzystywanym zawodnikiem z pola. Na koniec przygotowań hierarchia środkowych obrońców nie wygląda więc dla naszego rodaka korzystnie.
Największy problem? Roma Gasperiniego pojawiała się tylko fragmentami
Jeżeli potraktować pięć sparingów jako jedną historię, trudno zaklinać rzeczywistość: Roma nie była jeszcze zespołem gotowym. Z Cannes prowadziła 3:0, a skończyła 3:3, choć ogromny wpływ na przebieg meczu miała czerwona kartka Wesleya. Z Cardiff był łomot: choć bramki to typowe „farfocle”, Roma wyglądała bardzo źle w defensywie. Newport pokonała 4:1, lecz nawet tam pierwsza połowa była słaba, a drużyna z czwartego poziomu angielskich rozgrywek stworzyła kilka bardzo dobrych okazji i na tę bramkę w końcówce zasłużyła. Brighton przejechało się 3:0, a Roma przez 90 minut stworzyła niewiele. Dopiero Dortmund, a w szczególności pierwsze 10 minut, przyniosło najbardziej przekonujący fragment całego lata.
Pierwsze dziesięć minut na Signal Iduna Park było prawdopodobnie najlepszą zapowiedzią tego, jak Gasperini chciałby, żeby wyglądała ta drużyna. Wysoki pressing, natychmiastowe przejście do ataku, pionowe granie i ciągłe szukanie bramki. Roma strzeliła dwa gole i przez chwilę wyglądała tak, jakby rywal nie miał czasu na uporządkowanie gry. Problem w tym, że przez całe przygotowania podobne okresy trwały zazwyczaj kilka lub kilkanaście minut.
Defensywa pozostawała podatna na proste ataki. Cardiff dostało zbyt dużo miejsca. Newport tworzyło sytuacje, których zespół tej klasy nie powinien kreować z taką łatwością. Brighton praktycznie bez przerwy znajdowało sposób na nieuporządkowaną Romę, a Dortmund również korzystał z błędów w ustawieniu. Nie pomagała forma części zawodników. Mancini miał przeciętne lato. Hermoso mieszał dobre momenty z błędami, choć awaryjnie potrafił nawet zagrać w środku pola. Rensch rozegrał aż 349 minut, ale ostatni sparing zakończył ze zmarnowaną znakomitą okazją i błędem przy jednej z bramek Borussii.
Wesley był dużo bardziej przekonujący. Z 314 minutami potwierdził, że jego dynamika jest dla tego zespołu niezwykle cenna. Z Brighton właściwie tylko jego rajdy dawały Romie coś nieprzewidywalnego. Brazylijczyk może występować po obu stronach i trudno dziś wyobrazić sobie, żeby Gasperini dobrowolnie zrezygnował z jego intensywności.
Bilans przygotowań nie daje więc podstaw do wielkiego optymizmu, ale nie jest również katastroficzny. Gasperini dostał kilka odpowiedzi, choć te główne są banalne: Zdrowy Dybala jest najjaśniejszym punktem w ataku, a Cristante pozostaje pewniakiem. Z nowych twarzy: Castro wygląda na napastnika pasującego do gry kombinacyjnej, Koulierakis wszedł dobrze, Lulli wykorzystał swoje 5 minut i niespodziewanie zapukał do drzwi pierwszego zespołu. Bardziej jednak przebrzmiewają braki. Roma na cito potrzebuje głębi składu i uzupełnienia na lewym ataku.
O tym, jaka ta Roma będzie, gdy wejdzie w sezon, nie powie najbardziej dogłębna analiza. Ale sparingi powiedziały dość dokładnie, jaka ta Roma na razie nie jest. Nie jest kompletna, nie jest jeszcze stabilna i nie potrafi przez pełne 90 minut grać z intensywnością oczekiwaną przez trenera. W kilku momentach było już widać kierunek. Teraz najważniejsze pytanie brzmi, jak szybko trener, już z kilkoma nowymi twarzami, będzie w stanie zamienić te krótkie fragmenty w normalny sposób funkcjonowania drużyny.
Pierwsze poważne odpowiedzi dostaniemy 24 sierpnia. Wtedy Roma podejmie na Stadio Olimpico mocno odmienioną Fiorentinę, która rozpoczyna nowy etap z nowym trenerem i wieloma nowymi zawodnikami. Od tego momentu każdy błąd, niedoszacowanie i wybór Gasperiniego będą miały swoją wagę.
Komentarze
Paulo Dybala. No fajnie tylko jak długo wytrwa bez kontuzji ? :) ogólnie optymizmem sparingi nie napawają ale to tylko sparingi. Mam nadzieję, że Gasp w to umi i jest jednak jakiś plan i wizja które się uskutecznią w odpowiednim momencie. Bo jak nie to LM… strach się bać. Tam już ogórków nie będzie tylko potencjalnie niezly łomot.