Pellegrini: „Operacja, szóste miejsca i mecz z Sampą. Teraz wyjaśniam wszystko”

Lorenzo Pellegrini wraca do najbardziej bolesnych i najczęściej komentowanych momentów ostatnich lat. Kapitan Romy opowiada o powrocie do Ligi Mistrzów, finale w Budapeszcie, krytyce w mediach społecznościowych i decyzjach, które dotyczyły nie tylko boiska, ale też rodziny.

fot. © asroma.com

Lorenzo Pellegrini, razem z żoną Veronicą Martinelli, udzielił wywiadu Chiarze Zucchelli z Corriere dello Sport. Pomocnik Romy mówił o sezonie zakończonym awansem do Ligi Mistrzów, relacji z kibicami, łatce przypiętej starszym zawodnikom drużyny oraz osobistych historiach, które przez lata wywoływały wiele dyskusji. W rozmowie pojawiły się też wątki rodzinne, początki związku z Veronicą, dzieci, przyjaźnie w świecie futbolu i plany na najbliższe miesiące. Poniżej prezentujemy treść rozmowy.

Gasperini od zawsze ma swoją hierarchię przy opasce kapitana: daje ją zawodnikowi z największą liczbą występów w składzie. W tym sezonie nosili ją El Shaarawy, Cristante, Mancini i ty. Praktycznie cała banda szóstego miejsca.
– To prawda. Ale teraz możemy nazwać się bandą trzeciego miejsca, trochę lepiej, prawda?

Co zmieniło się względem poprzednich lat?
– Przede wszystkim daliśmy radę. Chęć zawsze była, potem z Ranierim zabrakło nam jednego punktu, a w poprzednich sezonach strata była trochę większa, ale nigdy ogromna. Tak jak w latach Tirany i Budapesztu, w pewnym momencie mieliśmy też europejską drogę. Gasperini zawsze w nas wierzył, przekazał nam swoją determinację, a przyjście Malena bardzo nam pomogło. On ma naprawdę niesamowitą jakość, to ktoś, kto robi różnicę. Radość jest ogromna, dla nas i dla kibiców, bo frustrujące było dawać z siebie wszystko i nie móc dojść do celu. To było wyzwolenie. Cieszymy się też ze względu na właścicieli, którzy zawsze inwestowali bardzo dużo.

Budapeszt, Taylor, najgorszy moment?
Veronica: Mamma mia, nawet teraz, kiedy o tym myślę, bardzo boli. On nie odzywał się przez dziesięć dni.
Lorenzo: Z tobą zacząłem rozmawiać wcześniej, z innymi jeszcze później. Nawet dziś, jeśli na Instagramie pojawi mi się jakiś film z tamtego wieczoru, od razu go zamykam.

Czy kiedykolwiek obejrzałeś tamten mecz ponownie?
– To niemożliwe. I nigdy go nie obejrzę.

Wspomniałeś Instagram. Wobec was było tam sporo zajadłości.
Veronica: Tacy jesteśmy. Pokazujemy naszą codzienność w małych dawkach, ale dlaczego mielibyśmy udawać, że jesteśmy inni? Żeby kogo zadowolić? Były złośliwości, które bardzo mnie zraniły, nie mogę temu zaprzeczyć. Byłam jednak młodsza i mniej doświadczona. Nauczyłam się puszczać to mimo siebie: obraza mówi o tym, kto ją wypowiada, a nie o tym, kto ją otrzymuje.
Lorenzo: Jestem nieśmiały? Mało mówię? Jestem zamknięty? Trudno. Taki jestem. Ale dlaczego miałbym udawać? Pokazuję, kim jestem, przy mojej rodzinie, przy moich dzieciach i w mojej pracy. Miłość do Romy pokazuję na boisku, w Trigorii, a nie jednym postem więcej albo mniej. Czy czasem ciąży mi to, że jestem źle oceniany? Tak. Ale jeszcze ciężej byłoby udawać kogoś, kim nie jestem.

Kiedy urodził się Thomas, w mediach społecznościowych rozpętała się burza, bo nie poleciałeś do Genui na mecz z Sampdorią i zostałeś przy Veronice. Było tyle kontrowersji, że klub musiał interweniować. Chcesz to wyjaśnić?
– Czy to naprawdę wydaje się komuś normalne? Wyjaśnię to. Od rana miałem gotowy prywatny samolot na Ciampino, mój syn urodził się po godzinie 19, a mecz był o 20:45. Poród trwał długo, był intensywny i nie dodam nic więcej. Jak miałbym zostawić żonę samą? Dziś zrobiłbym dokładnie to samo.

Tym bardziej że w 2021 roku zagrałeś w derbach, które nie były meczem o najwyższe miejsca, później doznałeś nawrotu urazu i opuściłeś wygrane przez Włochy mistrzostwa Europy.
– Tutaj muszę coś sprostować: dla mnie wszystkie mecze Romy są ważne. Nie istnieje wysoka albo niska klasyfikacja. Tak miało być, nie mam żalu.

Camilla ma prawie siedem lat. Veronica, kiedy poszła za Lorenzo do Sassuolo, miała 19 lat. Była jeszcze bardzo młoda.
Veronica: Mój tata mnie ostrzegł: pamiętaj, że to może się też źle skończyć. A poza tym powiedział, że jeśli jesteśmy przekonani i pewni, to mamy iść. My byliśmy przekonani. Wspólne mieszkanie było fundamentalne. Te dwa lata tam, sami, bez dzieci, stały się podstawą rodziny, którą zbudowaliśmy dzisiaj.

Gdyby Camilla za dwanaście lat wyjechała za chłopakiem piłkarzem, co powiedziałby tata Lorenzo?
Lorenzo: „Nie, dokąd ty idziesz? Zostajesz w domu…”
Veronica: Wtedy wkroczyłabym ja…
Lorenzo: Żartuję. Mam nadzieję, że znajdzie mężczyznę, który będzie ją kochał i szanował. Tylko tego chcę. I będę wspierał ją we wszystkich wyborach, tak samo jak pozostałą dwójkę.

Thomas, który ma pięć lat, kocha piłkę?
Veronica: Od kilku miesięcy tak, oszalał na jej punkcie. Za każdym razem, gdy odbieram go z przedszkola, pyta mnie, czy po południu ma trening.
Lorenzo: Kiedy mogę, odwożę go. Czy proszą mnie o zdjęcia? To nie problem. Teraz już mnie tam znają, nikt nie zwraca na to większej uwagi. Ale nawet gdyby było inaczej, nigdy nie zrezygnowałbym z bycia z moimi dziećmi przez zdjęcie czy filmik. To trochę wraca do tego, o czym mówiłem wcześniej. Prawdziwe życie jest tutaj, a nie na Instagramie.

A przecież wy poznaliście się właśnie przez Facebooka.
Veronica: To ja do niego napisałam, chociaż on dawał kilka polubień. Był 2012 rok, mieliśmy po 16 lat, byliśmy dziećmi. A teraz kończymy trzydzieści. Przeżyliśmy razem wiele rzeczy, zbudowaliśmy piękne sprawy i zobaczymy, co nas jeszcze czeka.

W wieku 16 lat baliście się, że arytmia zatrzyma karierę Lorenzo.
– Odebrano mi zgodę na grę na sześć albo osiem miesięcy. Ale czułem, że wracam do zdrowia i zmusiłem rodziców, żebyśmy zrobili badania dopuszczające do sportu jeszcze przed tymi w Romie. Miałem rację, wróciłem na boisko, Veronica zawsze była obok mnie. Nie mogłem się doczekać powrotu. Idealnie. Pierwszy mecz i złamałem palec u stopy.
Veronica: To był trudny okres dla dwojga dzieciaków, ale nigdy nie straciliśmy zaufania.

Nie straciliście go nawet w najtrudniejszych momentach tych lat.
Lorenzo: Jedność jest podstawą wszystkiego. Nawet kiedy musimy podjąć decyzję dotyczącą dzieci, rozmawiamy między sobą, ale nigdy przy nich.

Czy w świecie futbolu możliwa jest prawdziwa przyjaźń?
Veronica: Absolutnie tak. Nawet jeśli często się przeprowadzasz, czyste więzi zostają. Simone Missiroli i jego żona, których poznaliśmy w Sassuolo, są naszymi świadkami ślubu.
Lorenzo: Tutaj mamy wielu przyjaciół. Wymienię Gianlucę Manciniego i Elisę, którzy są dla nas prawdziwą rodziną. Nasze starsze dzieci chodzą razem do szkoły, młodsze też. Wakacje spędzamy razem, jak kuzyni albo rodzeństwo.

Wróćmy do słynnej bandy szóstego miejsca.
– Przyznam jedno: sama nazwa nawet mnie śmieszy. Ale tak naprawdę jesteśmy grupą, która zawsze dawała z siebie wszystko. Wygraliśmy trofeum, zagraliśmy w finale, dwóch półfinałach, a teraz wróciliśmy do Ligi Mistrzów. Rozegraliśmy bardzo dobre mecze, inne były bardzo złe, jak u wszystkich. Ale nie wyrzucaliśmy trenerów ani nie decydowaliśmy o wszystkim w Trigorii. Nigdy.

Czym jest dla was Rzym?
– Domem, czymś naturalnym.

Kto decyduje o menu kolacji?
Veronica: Razem, ale zazwyczaj ja dostosowuję się do Lorenzo, bo on bardzo uważa.

A serial do obejrzenia później?
Veronica: To też wybieramy razem. Naszym ulubionym jest Prison Break, w Modenie oglądaliśmy go nawet po angielsku. Potem każde z nas ma swoje seriale, kiedy nie jesteśmy razem.
Lorenzo: Tym bardziej że ty często po dziesięciu minutach odpadasz i zasypiasz.

Kto jest bardziej surowy wobec dzieci?
Veronica: Ja jestem z nimi cały czas, ale kiedy tata mówi nie, to może brzmi inaczej… Wszystkie decyzje podejmujemy jednak razem. Dla nas bardzo ważne jest, żeby dzieci wiedziały, że mają szczęście. W domu są zasady, bardzo nam na tym zależy, zwłaszcza na wychowaniu.

Jakie lato was czeka?
Veronica: Odpoczynek. Chociaż on i tak nie potrafi długo usiedzieć w miejscu…
Lorenzo: Niestety.

Mówisz o mundialu?
– Tak. Nie wiem, czy zostałbym powołany. Gattuso był ze mną szczery, kiedy rozmawialiśmy, zrozumiałem, dlaczego potem nie zabrał mnie na baraże. Postawił na grupę, która doszła do tego momentu. Ja kontynuowałbym z nim pracę nawet po odpadnięciu z Bośnią.

Czy Serie A naprawdę jest aż tak słaba?
– Nie sądzę. W tym roku wszyscy wypadliśmy źle w pucharach, ale kilka lat temu mieliśmy trzy włoskie drużyny w finałach wszystkich rozgrywek, a Inter grał finał w zeszłym roku. Czy istnieje różnica względem Premier League? Tak. Ale poza tym uważam, że nasza liga jest konkurencyjna.

Rok temu byłeś świeżo po operacji ścięgna, później po wakacjach przeszedłeś też zabieg nosa i opuściłeś pierwsze dni pracy z Gasperinim. Wielu kibiców krytykowało cię, bo poleciałeś na Malediwy. Wyjaśnisz to?
Lorenzo: Oczywiście. Chciałbym, żeby można było przeprowadzić te operacje w krótkim odstępie. Lekarze powiedzieli mi jednak, że między jednym zabiegiem a drugim musi minąć trochę czasu. Dlatego pojechałem na wakacje.
Veronica: Gdzie zresztą trenował dwa razy dziennie z trenerem przygotowania fizycznego. On nie lubi afiszować się z takimi rzeczami, ale uważam, że warto to powiedzieć.
Lorenzo: Prawda jest tym, co się przeżywa, a nie tym, co się opowiada.

Za dwanaście miesięcy będziecie szczęśliwi, jeśli…?
– Wystarczy nam, żebyśmy byli zdrowi i dobrze czuli się z ludźmi naszego życia.

Twój ojciec wciąż działa w futbolu? Nadal jest skautem?
Lorenzo: Tak, ogrodu przy swoim domu… (śmiech)

Komentarze

  • Morvin
    28 maja 2026, 12:49

    Z Pellegrinim mam ten problem, że on ogólnie wydaje się naprawdę dobrym i poukładanym człowiekiem. Jednak do funkcji kapitana Romy ten człowiek nigdy kompletnie się nie nadawał i Gasperini zrobił dobrą dobrą rzecz odbierając mu opaske, bo ta mam wrażenie, że mu po prostu ciążyła. Szkoda, że nikt nie zabrał mu jej wcześniej bo możliwe, że Pellegrini byłby o wiele lepszym zawodnikiem bez tego ciężaru. A tak wszystko potoczyło się w taki sposób, że nie wiadomo czy zostanie on w Romie na kolejny sezon. Ale nawet jeśli odejdzie to gdzieś podskórnie dobrze mu będe życzyć żeby znalazł odpowiednie miejsce dla siebie i swojej dalszej kariery.

  • Zgrerek
    28 maja 2026, 12:58

    Capitano jest jaki jest ale jedno mu można przyznać nigdy nie udaję kogoś kim nie jest, a tak to swój chłop oby został za rozsądniejsze pieniądze a tu na stronie jest za duża nagonka na niego i na resztę chłopaków z 6 miejsc a prawda jest taka że to nigdy nie bedą tuzy pokroju Tottiego,De Rossiego ale taki Cristianie co mecz po 12km jasne jest wolny trochę drewniany ale to nasze drewno a Mancio ma ogień i serducho do Romy jak mało kto a niestety w nowoczesnej piłce tego jest mało i być może to jeden z ostatnich takich piłkarzy.

  • Totnik
    28 maja 2026, 13:00

    Jest szczery a to budzi sympatię. Nigdy nie był i nie miał aspiracji aby być kimś takim jak DDR o Tottim nie wspominając.

    • Dwojak
      28 maja 2026, 13:13

      O i to jest sedno problemu. Kibice sami sobie ubzdurali, że Pellegrini ma być następcą Franka i Daniele a potem zderzyli się ze ścianą. I o ile uważam, że jest za co krytykować Lorenzo tak hejt jaki go dotykał był zdecydowanie niewspółmierny do przewin. Ja mimo wszystko mam do niego sympatię i będę mu po prostu dobrze życzył niezależnie czy zostanie czy odejdzie.

    • Totnik
      28 maja 2026, 16:06

      Zgadzam się na hejt nie zajmuje. Ani jego wina że nie ma umiejetosnoci czy osobowości jak poprzedni kapitanowie, jakby grał w tamtych czasach miałby pewnie status co najwyżej takiego Aquilaniego.

  • Adamus
    28 maja 2026, 17:11

    Daje Capitano ! :)

  • riss
    28 maja 2026, 19:18

    Dla mnie taka ciapa bezjajeczna, tu nie chodzi o to czy go lubię czy nie, on po prostu nie ma serca do gry w piłkę. Może i jest szczery, może nikogo nie udaje, a w tym wszystkim jemu ciągle brakuje ambicji … gra na boisku jakby to robił za karę, z musu. Jak widzisz np takiego Dybale po kontuzji głodnego gry i jak szarpie na boisku to aż się serce cieszy. Ja bym podziękował Lorenzo, no ale jak już musi zostać to za górą 2 mln za sezon, jako rezerwowy i uzupełnienie składu.

  • lilninja
    28 maja 2026, 20:23

    Pellegrini zawsze wzbudza moją sympatię, ale jako piłkarz jest niestety trochę wybrakowany.
    Myślę że nie można na nim opierać zespołu, aczkolwiek jako support może być niezwykle cenny.
    Jeśli już miałby zmienić klub, chętnie widziałbym go w Juventusie.

  • Canis
    30 maja 2026, 11:21

    Dobry chłopak, słaby piłkarz. Coś jak ja.