Lorenzo Pellegrini znalazł się w punkcie zwrotnym swojej kariery w Romie. Pozbawiony opaski, ale z rosnącym wpływem na grę; bez pewności jutra, ale z lepszym nastrojem.
Il Romanista (S. Valdarchi) | Zawodowe życie Lorenzo Pellegriniego to nie mapa z egzotycznymi przystankami. To koło, zataczane między Trigorią a Olimpico (z krótkim epizodem w Sassuolo), które wraca zawsze do punktu wyjścia: Rzymu. Dziś znów jesteśmy na jego styku. Forma rośnie, opaska odchodzi, zegar kontraktu tyka. Pytanie brzmi: co jest ważniejsze: symbol czy sens?
Gian Piero Gasperini zburzył święty porządek jednej opaski. W jego logice na boisku kapitanów jest kilku, a opaska trafia do tego, kto w danym dniu ma najwięcej występów. W praktyce nosi ją Bryan Cristante. Pellegrini, kapitan przez sześć lat, musiał nauczyć się być liderem inaczej: pressingiem, decyzją w ostatnim podaniu. Paradoksalnie, właśnie w tym trybie, odartym z etykiet, wygląda dziś najczyściej piłkarsko.
Połóżmy palec na osi czasu. Lato: kontuzja, zespół na tournée bez niego, publiczne zapowiedzi, że „jeden stały kapitan? Nie w tej drużynie”, a temat przedłużenia kontraktu został zamrożony. Nikt nie przyszedł po niego zdecydowanie, więc wrócił do pracy w cieniu. Jesień to odbudowa zaufania. Najpierw minuta po minucie, potem zwycięstwo po zwycięstwie. Znów rozstrzygnięte derby jego golem (już czwarty gol w karierze), znów ciężar w środku pola, znów to, co Gasperini nazwał po Udinese: „Lorenzo to porządny człowiek i piłkarz o jakości. Zasługuje na zaufanie i je spłaca”.
Kapitan bez opaski
Być może to najlepsza wersja Pellegriniego: wolna od rytuału, skupiona na funkcji. Nie musi podnosić głosu, kiedy podnosi tempo akcji. Nie musi pokazywać herbu, kiedy uruchamia wahadło jednym kontaktem. W systemie, w którym liderami są momenty, a nie nazwiska, jego gra jest bardziej konkretna: mniej fajerwerków, więcej geometrii. I dlatego to nie jest opowieść o zdegradowaniu, a raczej o przekształceniu roli.
Podwójne oczekiwanie
Ale równolegle toczy się druga historia: kontrakt. Słowo, które brzmi sucho, a decyduje o temperaturze całej opowieści. Według klubowego przekazu, cytowanego przez Claudio Ranieriego – ewentualny ruch zależy od boiska. Boisko odpowiedziało: Pellegrini jest znów użyteczny, bywa decydujący, obniżył swój „metryczny” ślad, podniósł jakość decyzji. On sam, może potencjalnie być gotów zejść mocno z pensji, by nie zmieniać barw. Telefon jednak milczy. Styczeń staje się punktem granicznym: trzeba powiedzieć „tak” albo „idziemy”. Strony łączy dziś jedna kwestia: nikt nie chce rozstania za darmo.
W tle miga reprezentacja: Gennaro Gattuso dzwonił, by zaznaczyć, że ma go na radarze. Powołanie? Lorenzo oglądał ostatnie zwycięstwo Włoch w domu, licząc na marcową dogrywkę o mundial. To drugie oczekiwanie – osobiste, ciche – bywa paliwem dla pierwszego. Im wyraźniejszy Pellegrini w Romie, tym głośniejszy Pellegrini w notesie selekcjonera.
W drużynie Gasperiniego symbole działają tylko wtedy, gdy zgadzają się z praktyką. Jeśli więc ma zostać, niech zostanie w nowej definicji: jako „kapitan bez opaski”, który mierzy się z meczem, a nie z metką. Jeśli ma odejść, to niech odejdzie w prawdzie: po sezonie danym na pełnej intensywności, a nie w półsłówkach. W obu wariantach zyska spójność, której zawsze szukał.
Pellegrini wrócił na łuk swojej orbity: bliżej piłki, dalej od centrum uwagi. To opowieść bez fajerwerków, ale z pointą, którą piłka lubi najbardziej: powrotem do rzeczy pierwszych. W Rzymie nazwiemy to skromniej: robi to, co trzeba. A to często więcej niż opaska.
Komentarze
A ja nie widzę problemu w tym by wypełnił kontrakt do końca , niekoniecznie trzeba go sprzedawać w styczniu , pieniądze to nie wszystko , niech zagra do końca sezonu i wtedy zobaczymy
Jeżeli jest w stanie obniżyć wymagania na poziom 3-3,5 mln brutto. To po prostu do stycznia trzeba z nim podpisać. Oczywiście jeżeli utrzyma taką formę jak w ostatnich dwóch meczach, gdzie był najlepszym zawodnikiem na boisku. Od stycznia bez problemu zainteresuje się nim taki Inter, który jest specjalistą od takich transferów. Tak właśnie przyszli Miki czy Zieliński. Aktualnie jest to nasz jedyny sensowny zawodnik grający w ofensywie po lewej stronie, bo niestety El Sha w tym sezonie jeszcze nic nie pokazał. Oby Pelle tak dalej, z nim w dobrej formie ostatnie dwa mecze były jedne ze spokojniejszych do oglądania.
Tylko, że to znowu może być pułapka tak jak z tym obecnym kontraktem. Koniec kontraktu to chłop wszedł na obroty i wygląda jak piłkarz. Przed poprzednim przedłużeniem też miał super okres, a po podpisaniu kontraktu równia pochyła. Może to jest ten typ piłkarza, że potrafi złapać formę na pół sezonu, a potem jak mu się dupa pali to znowu jest motywacja.
Dokładnie tak Szpilacz. W mediach chodzą plotki, że naplety bardzo mocno obserwują jego sytuacje i będą chcieli go sprowadzić do siebie. Pelle to użyteczny gracz i przy obniżeniu zarobków , zdjęciu ciężaru opaski warto go zostawić. Patrząc na nasze ruchy transferowe, aż boje się myśleć kto by za niego przyszedł bo jesteśmy w tym denni :D Osobiście jestem pewny , że gdyby odszedł to kolejny jego klub będzie miał z niego pożytek ( Dzeko, Miki, Spina nawet Jesus , nikt z nich nie spadł poniżej poziomu prezentowanego u nas :D klątwa Romanisty czy jak xD )
Ciężko powiedzieć co z nim zrobić. Pisilli jak dostał syty kontrakt to zniknął totalnie.
Najlepszym wyjściem dla nas i mysle że dla Pelle też, jest dogranie tego sezonu do końca. Jesli będziemy w czubie tabeli w styczniu, a Pelle bedzie gral dobrze to nikt nie bedzie chciał odchodzić i wtedy pod koniec sezonu pomyśleć co bedzie najlepszego dla dwoch stron. W przeciwieństwie do Dybali, zarabia on mimo wszystko sporo mniej, jest młodszy, mniej łamliwy, gra na pozycji gdzie mamy braki i jest wychowankiem wiec kto wie, jesli na koniec sezonu trzeba będzie wybrać jednego, wybor moze nie byc tak oczywisty jak parę miesięcy temu.
Obniżenie zarobków i przedłużenie umowy. I z dala od opaski :) Jeszcze nie raz przyniesie nam radość. Pellet z Gdyni musi zostać.
Zostawić do końca sezonu i ocenić w czerwcu. Nie trzeba się spieszyć z decyzją.
Tylko jeśli obniżka wynagordzenia przez pół najmniej i kontrakt na dwa lata max.
Typowe rzymskie pierdololo, gość od 2 lat zagrał pod rząd dwa dobre mecze i już wielkie halo. Reprezentacja, opaska kapitana, nowy kontrakt wiadomo zbawiciel bo wychowanek. Ja bym dał sobie spokój do końca sezonu niech utrzyma formę wtedy można myśleć, kontrakt na max 2 lata i za góra 2mln euro już z bonusami, na więcej gościa nie wyceniam.
W nowej Romie na oklaski zasługuje inny zawodnik z którego też wszyscy mieli bekę Cristante, ale nie jest wychowankiem. Lorenzo zagrał dwa dobre mecze, strzelił bramkę (nie gra w każdym meczu jak Cristante) ale już jest najlepszy, normalnie król Rzymu…
Pelle jakieś przebłyski czasem ma i nic więcej, dalej jest rezerwowym i średnim piłkarzem, szczerze nie przedłużałbym mu kontraktu.
Byłbym skłonny poczekać do czerwca i ocenić ewentualne przedłużenie umowy ale musiałby mnie czymś naprawdę urzec. Póki co, jest miałki. Już się tak nie kompromituje jak w poprzednich sezonach ale on niewiele daje. To taki wypełniacz dziur w składzie. To facet na milionowy kontrakt a nie na sześciomilionowy. Jak dla mnie, to może odejść nawet jutro.