Serwis ASRoma.pl wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług, dostosowania serwisu do preferencji użytkowników oraz w celach statystycznych. Możesz zawsze wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że cookies będą zapisane w pamięci urządzenia. Więcej w Polityce prywatności. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia zawarte w Regulaminie ZROZUMIAŁEM I AKCEPTUJĘ
Aktualnie na stronie przebywa 55 gości oraz 0 użytkowników!
Zarejestruj
zapamiętaj logowanie
- przypomnij hasło -
zapamiętaj logowanie
- przypomnij hasło -

Aleja Gwiazd - Giuseppe Giannini

Aleja 


DANE PERSONALNE:

 

Imię i nazwisko: Giuseppe Giannini
Pseudonim: Il Principe
Data urodzenia: 20.08.1964r.
Miejsce urodzenia: Rzym (Włochy)
Narodowość: Włoch
Pozycja na boisku: Pomocnik
Numer na koszulce: 10
Wzrost: 177cm
Waga: 70kg

 

 

 

 

 

 

 

BIOGRAFIA:

Rzym miał siedmiu królów – przepraszam, ośmiu – jeśli zaliczymy do tego grona Falcão. Jednak nigdy nie miał w swej barwnej i bogatej historii księcia. Aż do początku lat osiemdziesiątych XX wieku. U schyłku piłkarskiej przygody w Romie Di Bartolomei oraz wspomnianego Falcão, wśród Giallorossich narodziła się nowa gwiazda – Giuseppe Giannini.

AlejaNa świat przyszedł 20 sierpnia 1964 roku; rodowity rzymianin – swą piłkarską przygodę rozpoczął jako nastolatek w zespole o nazwie Almas. Skauci tego klubu, a konkretnie Naim Krieziu (były gracz Romy z czasów I-go scudetto) zainteresowali się młodym Giuseppe podczas meczów… między parafiami. Później napłynęła jednak oferta z Milanu. Kiedy Giannini był już jedną nogą wśród Rossonerich, trener sektora młodzieżowego Romy – Giorgio Perinetti błyskawicznie zorganizował dla Giuseppe w Trigorii test-mecz z kilkoma graczami pierwszej drużyny. Dla młodego Włocha emocje były ogromne, jednak potrafił on przekonać do siebie wszystkich decydentów i otrzymał ofertę podpisania umowy z AS Roma. Wtedy Giannini już wiedział, że jego wiarą będą barwy żółto-czerwone. Ostatecznie trafił na Stadio Olimpico w wieku 16 lat. Dino Viola, ówczesny prezydent, wydał na sprowadzenie Gianniniego do Romy aż 40 milionów lirów, co było kwotą raczej niespotykaną za tak młodego gracza w tamtych czasach.

Tak oto rozpoczęła się historia Księcia Rzymu. Nie wszyscy jednak wiedzą, że zanim Gianniniego zaczęto nazywać Il Principe, posiadał on zupełnie inny przydomek – Paperella, co oznacza mniej więcej tyle co Kaczuszka. A to z tej racji, że dzięki swojej wspaniałej koordynacji ruchowej, grając nawet w błocie i na wodzie młody gracz potrafił na murawie znakomicie utrzymać równowagę.

Giannini w bardzo szybkim czasie stał się gwiazdą młodzieżówki Romy i z wielką estymą – jako jej kapitan – dowodził swoimi kolegami na boisku.

W Serie A debiutował 31. stycznia 1982 roku, w wieku 17 lat meczem na Stadio Olimpico z Ceseną. Był to jednak nieudany debiut. Pod koniec meczu, nieudolne zagranie Gianniniego do Falcão otworzyło drogę do bramki Romy graczowi Ceseny – Antonio Genzano i Roma niespodziewanie przegrała cały mecz 0-1. Powszechne zachwyty: „patrzcie jak się porusza, jaka klasa!” zostały przekreślone przez jeden fatalny błąd. Trener Nils Liedholm uznał, że Serie A to jeszcze za wysokie progi dla młodziana – nastolatek z powrotem na kilkanaście miesięcy „wylądował” w kadrze Primavery, jednak wszyscy bez wyjątku byli przekonani, że przyszłość Romy to właśnie Giuseppe Giannini. Czas spędzony w drużynie Primavery nie był na pewno czasem straconym. W 1983 roku Beppe zdobywa Trofeo Viareggio, a rok później pod czujnym okiem trenera Romeo Benettiego, Giannini doprowadził swój zespół do mistrzostwa Italii.

AlejaRegularne występy w pierwszej drużynie popularny już Beppe rozpoczął w sezonie 1984/85, kiedy drużynę Giallorossich po trenerze Liedholmie przejął jego rodak – Sven Goran Eriksson. Można by rzec, że był to pierwszy transfer w wykonaniu Szweda. Niedługo trzeba było czekać na pierwszego ligowego gola Gianniniego – 28 października 1984 roku w Turynie przeciwko Juventusowi uratował rzymskiej „11” remis. W owym sezonie jeszcze trzykrotnie pokonywał bramkarzy rywali. W następnym – stał się już ważną częścią zespołu, który śmiało mierzył w kolejne scudetto. Jednak na samym finiszu campionato 1985/86 podopieczni Erikssona dostali niespodziewanej zadyszki i tytuł zdobył dowodzony przez Platiniego Juventus. Drugi triumf w Pucharze Włoch (pierwszy zdobył w 1984 roku jeszcze jako mało znaczący gracz) był dla niego jedynie pocieszeniem. Kariera Gianniniego rozwijała się jednak prawidłowo, nabierając coraz większego rozmachu. Mniej więcej w tym właśnie czasie otrzymał od kibiców wielce wymowny przydomek Il Principe.
Z końcem 1986 roku kadrę narodową Włoch przejął Azeglio Vicini – trener i człowiek, któremu „Książę” zawdzięcza wiele. Nowy selekcjoner prowadził poprzednio młodzieżówkę Włoch, w której to młody Giannini był sztandarowym punktem. Vicini postanawia odrestaurować kadrę narodową po epoce panowania Bearzota i stawia na nowych, młodych, ale wypróbowanych już wcześniej graczy. Do kadry trafiają takie asy jak Vialli, Mancini, Maldini. Vicini wielkim zaufaniem obdarza także Gianniniego, stopniowo przygotowując go do odpowiedzialnej roli reprezentacyjnego rozgrywającego. Swój pierwszy mecz w dorosłej reprezentacji Giuseppe rozegrał w La Valletta w grudniu 1986 roku przeciwko drużynie Malty w ramach eliminacji do Euro’88 (wygrana 0:2). Na Mistrzostwa Europy w Niemczech wciąż młody, ale już doświadczony gracz Romy jedzie jako wielka nadzieja Calcio (wspaniała gra i 11 goli w lidze w sezonie poprzedzającym Euro), jednak nie wyróżnia się na turnieju niczym specjalnym. Jednak drużyna Viciniego zajęła na turnieju dobre, trzecie miejsce, a czas pracował przecież na korzyść ówczesnego 24-latka. Z początkiem sezonu 1988/89 Giannini po raz pierwszy założył na wiśniowo-żółtą koszulkę Romy opaskę kapitana. Tak zostało już na długie lata – Beppe stał się jednym z najbardziej ukochanych liderów w historii rzymskiego klubu. W następnym sezonie spełnił jeszcze jedno marzenie – strzelił gola sąsiadowi zza miedzy – Lazio. Któż dziś nie pamięta tej szalonej radości?

Podczas kolejnych sezonów rozgrywający Romy potwierdził swoje umiejętności zarówno podczas gry w Squadra Azzurra jak i w klubie.

AlejaWreszcie nadchodzi dla „il Principe” test prawdy – Mundial roku 1990, rozgrywany na jego ojczystej ziemi. Do tej największej piłkarskiej imprezy na świecie Vicini przygotowywał swoją drużynę bez mała cztery lata – teraz nadszedł czas weryfikacji jego pracy. Giuseppe – jako lider drugiej linii Błękitnej Drużyny – radził sobie doskonale zarówno z rywalami jak i ogromną presją włoskich kibiców, dla których liczył się tylko tytuł Mistrza Świata. W meczu grupowym ze Stanami Zjednoczonymi w 11 minucie strzelił pięknego gola, zapewniając swojej drużynie zwycięstwo 1-0. W innym grupowym meczu – z Czechołowacją, asystował przy golu Schillaciego. Squadra Azzurra funkcjonowała jak niezawodna maszyna, jednak w meczu półfinałowym fortuna na moment odwróciła się od chłopaków Viciniego. Po serii rzutów karnych Italia uległa Argentynie, pozostawiając po sobie wielkie morze łez włoskich kibiców. I chociaż kilka dni później Włosi pokonali w meczu o trzecie miejsce rewelacyjną Anglię, to rodzima prasa określiła ich mundialowy występ jako…”zatrucie brązem”.
Podłamany Książę wrócił do codziennej pracy w rzymskim klubie, gdzie czekały na niego kolejne wyzwania. Rewelacyjna postawa w rozgrywkach Pucharu UEFA zaowocowała w 1991 roku dotarciem Romy do samego finału tych rozgrywek. Kapitan Giallorossich wespół z niesamowitym Rudi Voellerem eliminowali kolejno: Benfikę Lizbona, Valencię, Bordeaux, Anderlecht Bruksela oraz Broendby Kopenhaga. W finale na drodze Giallorossich stanął Inter Mediolan. Porażka w pierwszym meczu 2-0 postawiła zespół Gianniniego przed rewanżem w Rzymie w trudnej sytuacji. Ostatecznie Roma wygrała jedynie 1-0 i Puchar UEFA pojechał do Mediolanu. Sukcesem zakończył się natomiast start w Pucharze Włoch (wygrana w dwumeczu z Sampdorią Genua). Było to już trzecie trofeum w karierze Gianniniego.

Wraz z odejściem Viciniego ze stanowiska selekcjonera reprezentacji (następcą okazał się Arrigo Sacchi) skończyła się era Księcia Rzymu w narodowej drużynie. Ostatni mecz w barwach narodowych Giannini rozegrał 12 października 1991 roku w Moskwie przeciwko Związkowi Radzieckiemu (0:0) w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy 1992 roku – został zastąpiony przez Roberto Manciniego w 58 minucie gry.

Pomimo równej i wysokiej formy trudno było mu jednak o dalsze sukcesy klubowe. Rzymski klub popadał w coraz większe tarapaty finansowe, więc drużyna także prezentowała się bardzo przeciętnie, nie będąc w stanie nawiązać równorzędnej walki z potentatami Calcio.
W 1993 roku Il Principe zdołał jeszcze doprowadzić Giallorossich do finału Pucharu Włoch. Pomimo wręcz heroicznej walki z Torino (porażka 3-0 w Turynie i wygrana 5-2 na Stadio Olimpico okraszona 3 golami Gianniniego i… strzałem rozpaczy w słupek) Rzym przeżył kolejny zawód.

Sezon 1995/96 okazał się dla Beppe ostatnim w barwach Romy, choć z pewnością zarówno on sam jak i kibice Romy tego nie przeczuwali. Podczas przegranego 0-1 derby Rzymu nie wykorzystał rzutu karnego (obrona Marchegianiego), za co spłynęła na niego wielka i – według Gianniniego – obrażająca krytyka prezydenta Romy, Franco Sensiego. Jego stosunki z władzami klubu stały się chłodne i napięte. „Książę” – zawsze mówiący co myśli, bez zbędnego owijania w bawełnę – postanowił, że ostatni mecz sezonu będzie równocześnie jego ostatnim w barwach Giallorossich. Jednak przewrotna fortuna chciała inaczej – w przedostatnim, wyjazdowym meczu we Florencji (5 maja 1996 roku) Giuseppe otrzymał żółtą kartkę, która uniemożliwiła mu pożegnalny występ w ostatniej kolejce przed własną publicznością. Publicznością, która przecież tak bardzo go kochała. Po zakończeniu campionato Giannini wypowiedział słynne słowa: „Dopóki nie zmieni się prezydent klubu, dopóty już nigdy więcej nie będę bronił barw Romy.” Słowa dotrzymał… Wiedział, że właśnie kończy się historia, którą nigdy kończyć nie chciał.

Latem 1996 roku „Książę” przenosi się do przeciętnego Sturm Graz, z którym sięga jednak po Puchar i Superpuchar Austrii. Następnie powrócił do Włoch, gdzie rozegrał 4 spotkania w barwach Napoli oraz 14 w koszulce Lecce (1997/98).

AlejaGiuseppe Giannini doczekał się swojego pożegnalnego, benefisowego występu w koszulce Romy. Jednak tylko symbolicznego. Beppe musiał czekać długie 4 lata by znów jego stopa mogła stanąć na murawie Stadio Olimpico. Prezydent Sensi postanowił naprawić błędy z przeszłości i 17 maja 2000 roku meczem SuperRoma – Italia’90 odbyło się pożegnanie byłego kapitana Romy. Na boisku żegnały go m.in. takie sławy jak: Tacconi, Bergomi, Franco Baresi, Vierchowood, Ferri, Serena, De Agostini, De Napoli, Schillaci i Carnevale ze strony zespołu Italia’90 oraz Tancredi, Tempestilli, Righetti, Aldair, Maldera, Bruno Conti, Di Mauro, Prohaska, Boniek, Voeller i Rizzitelli po stronie teamu SuperRomy. Na trybunach 50.000 kibiców, wielka podobizna Gianniniego oraz napis: „Tylko kto kocha i cierpi dla drużyny ma prawo ją czcić... na zawsze. Dziękujemy Kapitanie!”

Zapowiadało się wielkie święto. Czy jednak nie byłoby dla wszystkich lepiej, gdyby ten mecz się nie odbył? Giannini pierwszą połowę meczu rozegrał w błękitnej koszulce reprezentacji Włoch – drugą miał rozegrać w barwach swej ukochanej Romy, naturalnie w koszulce z „10” na plecach. Jednak grupa sfrustrowanych ludzi nie potrafiła zrozumieć i uszanować tak szczególnego dnia dla Gianniniego i wielu oddanych kibiców Giallorossich – w przerwie meczu zaczęli oni demonstrować niezadowolenie ze zdobycia przez Lazio scudetto – swój gniew skierowali w stronę Franco Sensiego. Zniszczona została murawa oraz bramki. Nie pomogły prośby samego Gianniniego! Skończyło się na symbolicznej, ostatniej minucie meczu w trykocie Romy oraz rundzie honorowej Il Principe. Bohater tamtego wzruszającego wieczoru schodził do szatni zdruzgotany i zapłakany, w objęciach Bruno Contiego oraz Francesco Tottiego – następnego wielkiego kapitana, dla którego Giannini od zawsze był idolem.
Giuseppe Giannini – jeden z najbardziej ukochanych liderów Romy w jej historii, długoletni kapitan, poświęcił karierę praktycznie tylko Giallorossim (14 sezonów!!!).

Jego znakiem firmowym był elegancki styl gry z wysoko podniesioną głową, dzięki czemu na boisku miał znakomity przegląd sytuacji. Jeśli dołączymy do jego zalet nieprzeciętną mądrość taktyczną , to ukaże nam się pełny obraz Gianniniego jako gracza i lidera zespołu. Momentami grał cudownie, porywająco, wspaniale trzymał piłkę przy nodze, był niesamowicie lekki i elegancki podczas biegu. Przekleństwem Il Principe był fakt, że okres jego gry w barwach stołecznego klubu to czas, kiedy Romę nie było stać na wybitną drużynę. W zasadzie można rzec, że kariera Gianniniego przypadła na lata między drugim i trzecim scudetto. Właśnie tytuł mistrza Włoch od samego początku był jego największym – jak się później okazało – niespełnionym marzeniem. W 1983 roku wielkie dni chwały rzymskiego zespołu przeżywał jako zdegradowany gracz Primavery, choć był już w tamtym okresie po ligowym debiucie. Z kolei w roku 1986 przegrał w ostatniej chwili walkę o scudetto ze swoim zespołem w sposób wręcz dramatyczny i aż po dzień dzisiejszy niezrozumiały. Natomiast rok 2001 i trzeci tytuł najlepszej drużyny Włoch dla Romy Giannini oglądał już jako 36-letni weteran, który 3 lata wcześniej zawiesił buty na kołku. Zresztą nieszczęście chodziło za Il Principe jak cień od samego początku kariery, od momentu, kiedy w debiutanckim występie jednym złym podaniem przekreślił swoją przyszłość w pierwszej drużynie na kilkanaście miesięcy. Nikt też nie zapłacił tak wysokiej ceny za pechową przecież porażkę w derby Rzymu. Wreszcie chyba nikt nie potrafi zrozumieć, dlaczego akurat Gianniniego – Księcia Rzymu spotkał horror podczas jego pożegnania z piłkarską karierą. Jedno było pewne – kibice zawsze go kochali.

Ale kochali go nie tylko za pełną elegancji i finezji grę – spora część żeńskiej widowni przez wiele lat przychodziła na Stadio Olimpico głównie po to, by oglądać wyrafinowaną urodę gracza z numerem „10” na koszulce. Rzeczywiście – Il Principe od dziecka posiadał piękną, delikatną twarz, w której królowały ciemne, głębokie i słodkie oczy.

Obecnie Giannini szuka swojego nowego miejsca w życiu, próbując swych sił jako trener, komentator sportowy a także polityk. Coraz lepiej radzi sobie jako szkoleniowiec drużyn w niższych klasach rozgrywkowych. Pierwszym sukcesem trenerskim było wprowadzenie do Serie B prowincjonalnego Gallipoli. Być może jeszcze kiedyś wróci do Giallorossich w roli trenera? – przynajmniej Il Principe takie ma plany… Czy jednak tym razem los okaże się dla niego łaskawy?

 

Aleja

 

 

SUKCESY I FAKTY:

Serie A: 318 meczów, 49 goli;
Puchar Włoch: 1984, 1986, 1991 – 79 mecze, 19 gole;
Superpuchar Włoch: 1 mecz;
Puchar UEFA: finał Pucharu UEFA 1991 - 38 meczów, 7 goli;
Reprezentacja: 47 meczów, 6 goli; ME1988 - 3 miejsce, MŚ1990 - 3 miejsce;
Reprezentacja U-21: 21 meczów i 1 gol;

 

Sezon Klub Rozgrywki Ligowe
Mecze Bramki

1998/1999 US Lecce
(Serie A)
33 4

1997/1998 US Lecce
(Serie A)
14 0

1997/1998 SSC Napoli
(Serie A)
4 0

1996/1997 Sturm Graz
(Bundesliga - Austria)
16 2

1995/1996 AS Roma
(Serie A)
20
0

1994/1995 AS Roma
(Serie A)
28 1

1993/1994 AS Roma
(Serie A)
26 3

1992/1993 AS Roma
(Serie A)
29 9

1991/1992 AS Roma
(Serie A)
24 4

1990/1991 AS Roma
(Serie A)
24 3

1989/1990 AS Roma
(Serie A)
31 3

1988/1989 AS Roma
(Serie A)
32 6

1987/1988 AS Roma
(Serie A)
28 11

1986/1987 AS Roma
(Serie A)
25 3

1985/1986 AS Roma
(Serie A)
22 2

1984/1985 AS Roma
(Serie A)
26 4

1983/1984 AS Roma
(Serie A)
2 0

1982/1983 AS Roma
(Serie A)
0 0

1981/1982 AS Roma
(Serie A)
1 0

RAZEM

385 55

 

 

Ostatnio zmodyfikowano: 1 rok temu
Kartka z kalendarza
    Wydarzenie na dzisiaj (2022-05-18):
    • Brak
Shoutbox
  • As11; 2 godziny temu

    Wiadomo, tak czy siak moim zdaniem transfer mniej niż bardziej prawdopodobny, ale nie sci-fi.

  • samber; 3 godziny temu

    pytanie brzmi jeszcze ile sobie śpiewa sam zawodnik i jego agent za podpisanie umowy... a to nie będą drobne

  • As11; 3 godziny temu

    Schick kosztował 40 mln, a Dybala jest za darmo. Schick miał jeden dobry sezon, a Dybala od lat gra na najwyższym poziomie. Naszym DS nie jest już Sabatini, który wynajdzie jedną czy drugą perełkę, tylko Pinto, który przepłaci za byle kota w worku. Jeśli chcemy gonić czołówkę MUSIMY zaryzykować. A to czy zaryzykujemy dużym kontraktem Dybali czy wysoką sumą odstępnego za innego grajka, który nie wiadomo czy się sprawdzi to już inna kwestia.

  • samber; 3 godziny temu

    No tak, skoro nie każdy chce zaryzykować wysoki kontrakt to powinna takie ryzyko podjąć Roma? Czy niczego się nie nauczyliście np. na Schicku? Jak Juve kogoś nie chce to nie sięgaj po niego. Romy nie stać na ryzyko i pomyłki.

  • Hakonas; 4 godziny temu

    Zależy jaki jest budżet, bo duże nazwisko to się przyda przede wszystkim w defensywie. Dybala byłby dobrą opcją przy odejściu Zaniolo

  • As11; 4 godziny temu

    Ale nie każdy chce zaoferować mu wysoki kontrakt zważając na to jak kontuzjogennym jest zawodnikiem, a Friedkin pokazał już transferem Abrahama, że nie boi się zabulić za jakościowego grajka. Dochodzi kwestia tego, że niemal każdy zawodnik na świecie marzy o tym, aby pracować z Mou i Rzym jest na tyle specyficznym miastem, że jak będzie błyszczał to będzie traktowany jak bóg. Transfer marzenie, ale nie traktowałbym tego jako totalne sci-fi, no chyba że przegramy z Feyenoordem i nie zagramy nawet w LE, wtedy nie ma szans.

  • samber; 4 godziny temu

    Facet może grać absolutnie wszędzie i jeśli to jest okazja to jest to okazja dla wszystkich, przede wszystkim dla tych którzy są finansowymi rekinami

  • samber; 4 godziny temu

    przestańcie z Dybalą bo to jest absolutnie poza naszym zasięgiem. Nie ma sensu się tym zajmować. Jego agent nawet nie odbierze telefonu od Pinto.

  • As11; 4 godziny temu

    A to że Dybala jest szklany to powód, dla którego w ogóle mamy jakiekolwiek szanse na to, aby ściągnąć zawodnika tej klasy.

  • As11; 4 godziny temu

    Przecież poza Abrahamem nasza ofensywa leży i kwiczy. Zaniolo gdzieś między pierwszą, a drugą kontuzją zapomniał jak się gra w piłkę, poza tym nie wiadomo czy nie odejdzie, Pellegrini jest za wolny, żeby grać na boku ataku, jesteśmy totalnie uzależnieni od jednego Mkhitaryana, który jednak z roku na rok będzie coraz mniej wydajny. Jeśli chcemy grać o poważne cele potrzebujemy jakiegoś kozaka, a taka okazja jak Dybala może się prędko nie powtórzyć i myślę, że zarówno Friedkiny i Mou o tym wiedzą.

  • Omen; 4 godziny temu

    Dokładnie Samber

  • samber; 4 godziny temu

    @Canis to sobie porównaj Schicka i Abrahama. Ceny zbliżone.

  • samber; 4 godziny temu

    @Omen też tak sobie myślę, że Mou z Sabatinim to by mogła być ciekawa para. Pinto może i jest dobry ale nie ma tego co miał Sabat, jakaś umiejętność przeszukiwania rynków południowoamerykańskich.

  • CanisLupus; 4 godziny temu

    Ja to zasadniczo nie lubię drogich transferów. Takie do 20 milionów to jeszcze idzie zrozumieć. Gdzieś tak mam, że później jak widzę kalectwo takiego za 40, to aż się coś we mnie burzy. Wiem że wielu z was Abraham zadawała i lepszy taki Abraham niż nikt ale mnie ten transfer rozczarował. Z drugiej strony taki rynek dzisiaj, że za byle kogo 20 milionów wołają.

  • samber; 4 godziny temu

    A i jeszcze ważna sprawa, Mou chce zawodników którzy zapierd* za trzech, a nie wiem czy Dybala do takich należy

Tabela / Strzelcy - Serie A
Klub M P
1. AC Milan 37 83
2. FC Internazionale 37 81
3. SSC Napoli 37 76
4. Juventus FC 37 70
5. SS Lazio 37 63
6. AS Roma 37 60
Zobacz pełną tabelę
Wyniki Serie A
37. kolejka - 14-16/5/2022
  • Empoli
    1 : 1
    Salernitana
  • Udinese
    2 : 3
    Spezia
  • Hellas
    0 : 1
    Torino
  • Roma
    1 : 1
    Venezia
  • Bologna
    1 : 3
    Sassuolo
  • Napoli
    3 : 0
    Genoa
  • Milan
    2 : 0
    Atalanta
  • Cagliari
    1 : 3
    Inter
  • Sampdoria
    4 : 1
    Fiorentina
  • Juventus
    2 : 2
    Lazio
Ankieta
Czy Mourinho powinien kontynuować pracę w Romie?
  • Tak, wciąż ma moje zaufanie - 73%
  • Nie, nie wierzę już w ten projekt - 22%
  • Nie mam zdania - 5%
  • Statystyki strony
    • Newsów: 25443
    • Użytkowników: 2429
    • Ostatni użytkownik: vaart1234
    • Istnieje od: 7024 dni
    • Gości online (anonimowych użytkowników): 55 (0)
    • Użytkownicy online (0):