Donyell Malen przyszedł w styczniu i zrobił dokładnie to, po co Roma go sprowadziła: zaczął seryjnie strzelać. W pół sezonu Holender zmienił ofensywę Gasperiniego, dał drużynie jakość w polu karnym i stał się jednym z głównych autorów powrotu do Champions League.
O Malenie i jego wpływie powiedziano już wszystko. Roma w pierwszej części sezonu tworzyła sytuacje, ale zbyt często brakowało jej napastnika, który potrafiłby zamienić przewagę w gole. Ferguson i Dowbyk nie dali Gasperiniemu tego, czego oczekiwał, Dybala zmagał się z problemami fizycznymi, a atak potrzebował kogoś szybkiego, konkretnego i skutecznego. Malen przychodził z Aston Villi na zasadzie wypożyczenia z obowiązkiem wykupu, po okresie, w którym w Anglii nie miał idealnej roli ani regularności. W Rzymie dostał miejsce bardziej dopasowane do swoich cech i błyskawicznie stał się zawodnikiem, który odmienił sezon.
Natychmiastowy wpływ i gole, których brakowało
Malen zaczął tak, jak powinien zaczynać napastnik sprowadzony w styczniu: od gola w debiucie z Torino. To nie był jednorazowy błysk, tylko zapowiedź całej rundy. Już od pierwszych minut szukał piłki i kończył akcje. Pierwszego gola strzelił już po 20 minutach na boisku. Gdy sędzia odgwizdał spalonego, Holender wziął sprawy w swoje ręce i zdobył regulaminową bramkę już w kolejnej akcji. Holender szybko wszedł w serię, strzelał w meczach o dużej wadze, dołożył dublety z Cagliari i Napoli, a jego bramki bezpośrednio napędzały marsz Romy w stronę czołówki. W drugiej części sezonu dawał drużynie to, czego wcześniej brakowało najbardziej: powtarzalność pod bramką.
Statystyki są bardzo mocne, nawet jeśli mówimy tylko o półrocznym fragmencie rozgrywek. Łącznie w koszulce Romy skończył z 15 golami w 20 spotkaniach. Praktycznie co mecz dawał udział przy bramce, a jego średnia strzelecka w drugiej części Serie A należała do najlepszych w lidze. Patrząc na skalę zmiany w Romie, można go stawiać wśród najmocniejszych zimowych wzmocnień w Europie.
Napastnik idealny do tej Romy
Malen nie jest klasyczną dziewiątką stojącą w polu karnym. Jego największą wartością była mobilność: atakowanie przestrzeni, wychodzenie za plecy obrońców, ruch po całym froncie ataku i umiejętność przyspieszenia akcji po przyjęciu. Dzięki niemu Roma stała się bardziej pionowa, mniej przewidywalna i dużo groźniejsza po odbiorze. Gasperini dostał napastnika, który nie tylko kończył akcje, ale też zmuszał obrońców do cofania się i otwierał przestrzeń dla partnerów.
Bardzo ważna była też jego współpraca z Dybalą. Argentyńczyk lubił schodzić między linie, a Malen natychmiast atakował wolne miejsce. Ta prosta zależność dała Romie nową jakość: jeden zawodnik przyciągał uwagę i szukał podania, drugi rozciągał obronę i zamieniał sytuacje w gole. Właśnie dlatego wpływ Holendra wykraczał poza samą liczbę trafień. Jego obecność poprawiła całe funkcjonowanie ofensywy. Po jego przyjściu Roma wyglądała jak drużyna, która wreszcie ma napastnika zdolnego wykorzystać pracę pomocników, wahadłowych i graczy technicznych.
Najlepiej widać to w zestawieniu z pierwszą częścią sezonu. Przed jego transferem atak Romy zdobył tylko 22 gole w pierwszych 18 kolejkach Serie A. Po styczniu drużyna zmieniła tempo, a Malen stał się punktem odniesienia dla całej pogoni za miejscem w Champions League. Pojawiały się nawet statystyki pokazujące skalę jego aktywności strzeleckiej: w kwietniu i maju, przez około półtora miesiąca, oddał więcej strzałów niż cały Milan pogrążony wtedy w kryzysie. To dobrze oddaje nie tylko jego skuteczność, ale też to, jak bardzo Roma zaczęła grać pod napastnika, który realnie zagraża bramce rywala.
Wykup do 2030 roku i status bohatera sezonu
Roma nie potrzebowała długiego namysłu. Po takiej rundzie wykup Malena był decyzją oczywistą, a klub sfinalizował transfer definitywny z kontraktem do 2030 roku. Napastnik, który w 20 meczach strzela 15 goli i ciągnie drużynę do Champions League, na rynku jest dobrem rzadkim. W przypadku Romy był kimś więcej niż skutecznym zimowym nabytkiem. Był brakującym elementem, który zmienił ocenę całego sezonu.
Nie oznacza to, że wszystko w jego grze było idealne. Malen nie zawsze będzie uczestniczył w budowaniu akcji jak klasyczny fałszywy napastnik i zdarzają mu się momenty, w których przez dłuższy czas żyje głównie z podań partnerów. Ale w tym sezonie nie to było najważniejsze. Roma potrzebowała goli, a on je dostarczył. Potrzebowała napastnika, który nie pęknie w polu karnym, a on zachowywał spokój w sytuacjach, które wcześniej często kończyły się niedosytem. Potrzebowała zawodnika, który podniesie jakość najważniejszej fazy gry, i Malen zrobił to natychmiast.
Ocena sezonu: 9/10
Malen był bohaterem i styczniowym ratunkiem Romy. To napastnik, którego Gasperini potrzebował po problemach Fergusona i Dowbyka oraz kolejnych urazach Dybali. Jego gole i występy przesądziły o losach sezonu, a 14 bramek w Serie A po zimowym transferze to wynik bez precedensu dla zawodnika sprowadzonego w styczniu. Przyszedł, zrobił swoje i dał Romie jakość w polu karnym, bez której powrót do Champions League byłby bardzo trudny.
Komentarze
Jak w przyszłym sezonie tak poszarpie to będzie napadzior którego nie było od czasów Batigola :) chociaż może to zły przykład bo Batigol wiele sezonów na wysokim poziomie w Romie nie zagrał
.. w zasadzie jeden… Więc wsumie Marlenka bądź lepsza niż Gabriela 😂
Póki co nr 1 do kupna koszulki. Ewentualnie Svilar jeśli bramkarze dostaną jakieś ładne koszulki. Od przyjścia dobry zawodnik. Aż szkoda Fergusona, Dovbyka mi nie szkoda, że tak się kopał po czole…
Jak oni takiego chłopa wyciągnęli za taką cenę? Chcemy więcej takich transferów.