Oceny sezonu 2025/26 | El Shaarawy: ostatni taniec Faraona i gol na pożegnanie

Stephan El Shaarawy nie był już w Romie zawodnikiem od wielkich liczb, ale wciąż potrafił dać drużynie doświadczenie, pracę i przywiązanie do koszulki. Jego sezon miał w sobie więcej symboliki niż sportowego błysku, a zamknął go w sposób, który idealnie pasował do tej historii.

fot. © asroma.com

Sezon 2025/2026 był dla El Shaarawy’ego czasem pogodzenia się z nową rolą. Faraon zaczynał rozgrywki z opaską kapitana, a kończył je w atmosferze pożegnania, już jako jeden z ostatnich przedstawicieli Romy minionej epoki. W wieku 33 lat nie był już piłkarzem zdolnym regularnie rozrywać mecze dynamiką i indywidualnym błyskiem, ale nadal pozostawał zawodnikiem, którego trener mógł użyć tam, gdzie potrzebne były doświadczenie, dyscyplina i zrozumienie gry. To nie był sezon wielkich liczb. Bardziej sezon zawodnika, który coraz częściej musiał pomagać z ławki, akceptować mniejszy wpływ i ratować wartość swojego roku profesjonalizmem.

Rola mniejsza, ale nadal potrzebna

El Shaarawy rozegrał w całym sezonie 28 meczów, strzelił 2 gole, zanotował 3 asysty i spędził na boisku 1065 minut. Te liczby jasno pokazują zmianę jego statusu. Nie był już pierwszym wyborem ani zawodnikiem, wokół którego można było budować skrzydło lub ofensywę, ale pozostawał częścią rotacji. Często wchodził z ławki, czasem dostawał zadania bardziej defensywne, a jego użyteczność wynikała z możliwości gry na obu stronach i rozumienia kilku ról w ataku. U Gaspa nastawionego na intensywność, powtarzalne sprinty i pracę w obu fazach, El Shaarawy musiał dawać przede wszystkim porządek. Nie zawsze miał już łatwość w odrywaniu się od rywala, a problemy fizyczne typowe dla końcowego etapu kariery na wysokim poziomie ograniczały jego rytm. Były mecze, w których brakowało mu świeżości i konkretu. Mimo tego nie sprawiał problemów, nie wymagał specjalnego traktowania i przyjmował rolę, która dla piłkarza z jego historią mogła być trudna psychologicznie.

Profesjonalizm zamiast fajerwerków

Największa wartość El Shaarawy’ego nie leżała już w efektownych akcjach. Leżała w tym, że wciąż wiedział, jak zachować się w meczu, jak pomóc bocznemu obrońcy, kiedy zwęzić ustawienie, kiedy przytrzymać piłkę i kiedy nie komplikować gry. W sezonie, w którym Roma wróciła do Champions League, nie był jednym z głównych autorów sukcesu, ale należał do tych zawodników, którzy pomagali utrzymać codzienną stabilność grupy. To także dlatego jego rok trzeba oceniać inaczej niż sezon młodego skrzydłowego czy podstawowego napastnika. El Shaarawy nie dawał już Romie dużej produkcji ofensywnej. Dawał za to gotowość, doświadczenie i spokój. Był jednym z liderów w tle, piłkarzem lubianym w szatni i przez kibiców, symbolem przywiązania do klubu. Już wcześniej zgadzał się na pozostanie w Romie na gorszych warunkach ekonomicznych, a ten gest tylko wzmocnił obraz zawodnika, który traktował tę koszulkę poważniej niż wielu innych.

Gol w Weronie

Najbardziej emocjonalny moment przyszedł w ostatniej kolejce z Hellasem, gdzie El Shaarawy strzelił gola w 90+3. Nie był to oczywiście gol zmieniający ocenę całego sezonu w sensie sportowym, ale miał znaczenie symboliczne. Faraon zostawił dzięki temu swój obraz w pamięci kibiców: zawodnika, który może nie jest już tym samym skrzydłowym co kiedyś, ale nadal potrafi dać Romie moment radości. Sam fakt, że Dybala świadomie szukał w tej akcji Stephana, pokazuje jak wiele jego postać znaczyła w szatni. Jeśli rzeczywiście był to jego ostatni taniec w barwach Giallorossich, zakończył go godnie. Bez wielkich liczb, bez dominacji, bez udawania, że czas się zatrzymał. Z sezonem pełnym ograniczeń, ale też z profesjonalizmem i golem dla ludzi, którzy przez lata widzieli w nim jednego z bardziej autentycznych piłkarzy tej Romy. El Shaarawy odchodziłby nie jako gwiazda pierwszego planu, lecz jako zawodnik, który przeszedł w Rzymie długą drogę i w ostatnim akcie nadal potrafił przypomnieć, dlaczego był tak lubiany.

Ocena sezonu: 5/10

El Shaarawy zaczął sezon z opaską kapitana, a zakończył go w atmosferze pożegnania. W swojej ostatniej kampanii w Romie miał mało konkretów, coraz bardziej odczuwał problemy fizyczne i trudniej było mu odzyskiwać dawną intensywność, ale pozostał profesjonalistą do samego końca. Jego mecz pożegnalny spiął klamrą w piękny sposób – to w przypadku Faraona miało znaczenie większe niż sama statystyka.

Komentarze

Komentarze są wyłączone dla archiwalnych wpisów.