26-letni dziś Bianda odnalazł się, po wielu nieudanych sezonach, w Ligue 2, skąd trafił osiem lat temu do ekipy Giallorossich.
Jeśli nazwisko Williama Biandy wciąż wam cokolwiek mówi, to prawdopodobnie pierwsze na myśl przychodzi lato 2018 roku, gdy Roma wydała 6 mln euro plus różne bonusy, aby sprowadzić do stolicy Włoch chłopaka, który miał dopiero 18 lat. We Francji uznawany był za jednego z najbardziej obiecujących defensorów swojej generacji i niektórzy przypinali mu nawet łatkę Raphaela Varane’a. Osiem lat później William Bianda gra w mało znanym Laval, w Ligue 2.
Dystans między ówczesnymi oczekiwaniami a dzisiejszą rzeczywistością doskonale obrazuje jedną z wielu piłkarskich przypowieści: historię oczekiwanych talentów, którym nigdy tak naprawdę nie udaje się spełnić pokładanych w nich nadziei. Bianda przybył z Lens latem 2018 roku. Roma zapłaciła za jego kartę 6 milionów euro, a bonusy mogły podnieść wartość całej operacji do 11 milionów. Francuski obrońca podpisał kontrakt do 2023 roku, mając na koncie zaledwie garść występów na zawodowym poziomie. Rzymski klub stawiał przede wszystkim na jego potencjał, do tego stopnia, że Monchi opisał go jako inwestycję w przyszłość. Bianda stał się również jednym z pierwszych piłkarzy urodzonych w nowym tysiącleciu, którzy zostali pozyskani z myślą o pierwszej drużynie.
Ta przyszłość jednak nigdy nie nadeszła. W pierwszej drużynie Romy nie rozegrał ani jednego oficjalnego meczu. Jego występy ograniczyły się głównie do zespołu Primavery, podczas gdy z upływem miesięcy stawało się coraz bardziej oczywiste, że przewidywany w momencie zakupu skok jakościowy się nie zmaterializuje. W Trigorii Bianda stopniowo trafiał na margines, aż do momentu rozpoczęcia długiej serii (niezbyt udanych) wypożyczeń. W 2020 roku przeniósł się do Zulte Waregem w Belgii, gdzie grał bardzo mało. W kolejnym sezonie wrócił do Francji, do występującego w Ligue 2 Nancy, gdzie w końcu zdołał grać z większą regularnością: 24 występy w lidze i jeden gol. Zespół jednak spadł z ligi. Po powrocie do Romy Bianda spędził ostatni rok kontraktu praktycznie poza projektem technicznym, trenując oddzielnie razem z Ante Coriciem. Latem 2023 roku jego relacja z klubem dobiegła końca i defensor nigdy nie zadebiutował w koszulce Romy.
Od tego momentu jego kariera zaliczyła kolejny zjazd. Przez kilka miesięcy pozostawał bez klubu, aż do lutego 2024 roku, kiedy szansę dał mu Standard Liege. Jednak nie w pierwszej drużynie: Bianda został początkowo włączony do SL16 FC czyli zespołu rezerw występującego na drugim poziomie rozgrywkowym w Belgii. Dla zawodnika, który zaledwie kilka lat wcześniej kosztował kilkanaście milionów, był to najbardziej ewidentny sygnał, jak bardzo zmieniła się jego piłkarska kariera. Latem 2024 roku trafił do Laval. Z francuskim klubem Bianda podpisał kontrakt do czerwca 2027 roku, odnajdując przynajmniej regularność w profesjonalnym futbolu. W sezonie 2025/2026 rozegrał 29 meczów w Lige 2 i zdobył dwa gole, z kolei w obecnych rozgrywkach gra wciąż regularnie i kilka razy założył nawet opaskę kapitana. Nie jest to jednak odrodzenie na poziomie, jaki przepowiadano mu, gdy był nastolatkiem.
Brutalny świat piłki nożnej jest pełen talentów, które wydają się przeznaczone na wielkie sceny, a potem obierają zupełnie inne ścieżki. William Bianda jest jednym z nich. Trafił do Romy jako inwestycja na przyszłość, nigdy nie rozegrał oficjalnego meczu w barwach Giallorossich, a dziś, w wieku 26 lat, próbuje utrzymać swoje miejsce w Laval. Od porównań do Varane’a po Ligue 2: jego historia to nie tyle opowieść o odkupieniu, a opowieść o talencie, który takim tylko na papierze pozostał.
Komentarze
Fajny art, pokazuje ze sam talent i dar od losu w postaci transferu do topowego klubu nie wystarczy zeby dostac sie na szczyt. Teraz prosze podobny o wspomnianym Ante Coricu, Valmirze Berishy, i innych tego typu wonderkidach, ktorzy nigdy nie zmaterializowali swojego potencjału;)
Corić to też kawał ananasa. W sumie dobry pomysł
O Coricu wrzucony, a o Berishy naskrobiemy coś sami ;)
Był jeszcze taki jeden arab co po pobycie w Romie, został(jak mniemam) gwiazdą druzyny w zakladzie karnym chyba w Belgii. Za napad na bank jak mnie pamięć nie myli. Tez historia na niezły dramat i tez chyba wynalazek Monchiego(albo Sabata)
Jeszcze był kiedyś nowy Makalele vel Faty, mamy długą listę takich ananasów :)
Był taki chłop Ismail H'Maidat, sprowadzony przez Sabata, który dostał 4 lata za serię napadów w Belgii. xD Obecnie ponoć w czwartej lidze niemieckiej kopie.
Może Ruben Providence? Super talent wyrwany ze szponów PSG, klubowo miernie ale nawet na ostatnich MŚ zagrał :)
Vestenicky, niedawno jeszcze kopał (albo jeszcze kopie?) w Ekstraklapie
Jest tez paru wychowankow, ktorym wrozono wielkie kariery a niczego w sumie nie osiągneli. Na mysl przychodza mi na szybko Antonucci, Ricci, Tripi, Darboe i wlasciciel butow Balenciaga Afena-Gyan;)
Z wychowanków przynajmniej był zarobek, w przypadku Afery nawet niezły
No on był razem z Berishą ściągnięty, jeden był królem strzelców Mundialu U17, a Vestenicky był strzelcem numer trzy tej imprezy. W Polsce to widziałem go tylko na memie/shorcie, jak dośrodkowywał z wolnego z 40 metrów, spod linii bocznej w pole karne rywala i tak wrzucił, że kopnął prosto na drugą stronę boiska w aut, jakieś 50 metrów od celu czyli pola karnego rywala xD