Nemanja Matić wrócił do tematu swojego odejścia z Romy, tym razem bez ogródek i z pełną szczerością.
Serbski pomocnik, obecnie zawodnik Sassuolo, w rozmowie ze stacją Sky Calcio – L’Originale wyjaśnił kulisy swojego rozstania ze stolicą Włoch i ujawnił, że decyzja o wyjeździe dojrzewała w nim od miesięcy.
– „Żeby odpowiedzieć, muszę zacząć od początku” – rozpoczął Matić. – „Zdecydowałem się na Romę, odchodząc z Manchesteru United, bo projekt wydawał się poważny i długofalowy. Miałem inne propozycje, w tym trzyletnie kontrakty, ale wybrałem Rzym głównie ze względu na José Mourinho. Początkowo nie chciałem przychodzić – oferowano mi tylko roczną umowę, ale dla niego powiedziałem ‘tak’”.
Decyzja, która miała być gestem lojalności wobec portugalskiego trenera, szybko przerodziła się w rozczarowanie. – „Obiecano mi, że w styczniu porozmawiamy o przedłużeniu kontraktu, ale do tego nigdy nie doszło. W lutym sam poprosiłem o wyjaśnienia i wtedy usłyszałem, że jeśli zagram w ponad 50% meczów, umowa przedłuży się automatycznie. To nie było to, co obiecano mi latem. Czułem się cały czas obserwowany, jakbym był na próbie” – wyznał pomocnik.
„To nie ja byłem problemem”
Matić zdradził też, że wiosną 2023 roku już wiedział, iż jego czas w Romie dobiega końca. – „W lutym powiedziałem klubowi, że dam z siebie wszystko do końca sezonu, by Roma zaszła jak najdalej. Ale oni już wiedzieli, że odejdę latem” – przyznał. – „Kiedy Rennes zaoferowało mi trzyletni kontrakt, nie wahałem się ani chwili. Czułem, że potrzebuję stabilności, której w Rzymie mi zabrakło”.
Na zakończenie Serb dodał słowa, które najlepiej oddają jego rozgoryczenie: – „To nie ja byłem problemem. Problemem były osoby, które coś obiecały, a potem tego nie dotrzymały”.
Szczere słowa byłego „żołnierza Mourinho” rzucają nowe światło na okoliczności jego odejścia. Dla Maticia Roma miała być projektem długofalowym, a dla klubu jednorazowym epizodem. W efekcie obie strony zakończyły współpracę z poczuciem niedosytu, a Roma zmuszona była pozyskać Leandro Paredesa.
Komentarze
Na wzmiankę o Paredesie mogę powiedzieć tylko jedno ze łzami w oczach: "Come back!". Przydałby się dalej w środku pola. I miałby kto karne strzelać, bo on karne strzelał porządnie.
Dokładnie Leandro to Leandro i dobra technika drybling no i uderzenie
Spadaj dziadu