Obrońca Romy wrócił wspomnieniami do historycznego awansu do Ligi Mistrzów, opowiedział o rozmowach w sprawie nowego kontraktu i nie ukrywał rozczarowania kolejnym niepowodzeniem reprezentacji Włoch w eliminacjach mistrzostw świata.
Gianluca Mancini udzielił wywiadu stacji Sky Sport, w którym poruszył kilka ważnych tematów związanych zarówno z reprezentacją Włoch, jak i AS Roma. 29-letni defensor mówił o bólu związanym z brakiem awansu na mundial, emocjach po wywalczeniu miejsca w Lidze Mistrzów oraz negocjacjach dotyczących przedłużenia kontraktu z klubem z Wiecznego Miasta. Poniżej prezentujemy treść wywiadu.
Jak przeżywasz fakt, że reprezentacja Włoch ponownie nie zagra na mistrzostwach świata?
– Mówię jako jeden z zawodników, którzy niestety nie zakwalifikowali się na mundial. To bardzo boli. Nie oglądam meczów, bo świadomość, że nas tam nie ma, jest zbyt trudna. Nie potrafię oglądać spotkań na żywo, ponieważ ten brak wciąż mocno mnie dotyka.
Dlaczego twoim zdaniem Włochy mają problem z awansem na mistrzostwa świata?
– Nie lubię dużo mówić. Jeśli trzy razy nie udało nam się awansować, to nie jest wyłącznie problem młodych zawodników, szkolenia czy trenerów, jak często słyszę. To znacznie szerszy problem. Mam nadzieję, że dzięki pokoleniu młodych piłkarzy, które rośnie, z czasem wrócimy do odgrywania głównej roli na mistrzostwach świata.
Jak oceniasz wywalczenie awansu do Ligi Mistrzów?
– To nagroda za cały rok. Był to wyjątkowy sezon, z lepszymi i gorszymi momentami, ale to normalne podczas długich rozgrywek. Drużyna dokonała wielu świetnych rzeczy, docierając do dwóch finałów i jednego półfinału. Brakowało nam tylko awansu do Ligi Mistrzów. Przez siedem lat byliśmy bardzo blisko, kończąc sezon na piątym czy szóstym miejscu. Ukoronowaniem tej drogi było właśnie wywalczenie miejsca w Lidze Mistrzów dzięki fantastycznemu trzeciemu miejscu w tabeli. W przyszłym sezonie zagramy w tych rozgrywkach i jesteśmy z tego bardzo dumni.
Na jakim etapie są rozmowy dotyczące twojego nowego kontraktu?
– Z Lorenzo Pellegrinim spędziliśmy bardzo przyjemne wakacje, rozmawiając o wszystkim. Zobaczymy, co się wydarzy. Czekam. Wystarczy spojrzeć na mój uśmiech. Jestem spokojny.
Czy możesz powiedzieć coś więcej o negocjacjach z klubem?
– Rozmawialiśmy i nadal rozmawiamy z klubem. W trakcie sezonu skupiałem się przede wszystkim na meczach. Na początku nie byliśmy zgodni co do głównego celu, który wyznaczyliśmy sobie wspólnie z trenerem w szatni, ale z biegiem czasu coraz bardziej wierzyliśmy, że możemy go osiągnąć. Ostatecznie się udało i to było najważniejsze. Są jeszcze inne osoby zaangażowane w rozmowy: mój agent, ja i klub. Dialog trwa, czekam na odpowiedzi i zobaczymy, jak wszystko się zakończy.
Co pomyślałeś po zapewnieniu sobie awansu do Ligi Mistrzów?
– Po meczu z Hellasem Verona, zaraz po końcowym gwizdku, leżałem na murawie i obejmowałem Bryana Cristante. Właśnie wtedy o tym pomyślałem. Wyobraziłem sobie stadiony i hymn Ligi Mistrzów, którego nigdy wcześniej nie słyszałem jako zawodnik. Usłyszę go po raz pierwszy, mając trzydzieści lat. Już sama myśl o tym jest piękna. Nie mogę się doczekać pierwszego meczu, wysłuchania tego hymnu i rywalizacji z wielkimi drużynami w tych rozgrywkach. Jestem bardzo szczęśliwy. Teraz korzystam jeszcze z ostatnich dni urlopu, a później skupimy się na przygotowaniach do kolejnego ważnego sezonu. Cele będą jeszcze ambitniejsze, a świadomość naszych możliwości większa. Jednocześnie wszystko zaczyna się od nowa. Nowy sezon oznacza nowe wyzwania. Musimy być gotowi od pierwszego dnia. Przed nami liga i Liga Mistrzów, dlatego wszyscy musimy być przygotowani, by jako drużyna ponownie osiągać dobre wyniki.
Które momenty sezonu były najtrudniejsze?
– Mecz z Juventusem był dla nas bardzo bolesnym ciosem przez kolejne 24-48 godzin. Strata zwycięstwa po golu w 93. minucie lub później była trudna do zaakceptowania. Właśnie wtedy trener dał nam jednak ogromną pewność siebie. Po meczu powiedział, że przez dwa dni możemy być rozczarowani, ale później nie chce już tego widzieć, ponieważ rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie. Nie wygraliśmy przez pojedyncze sytuacje i także przez własne błędy, ale był zadowolony z naszej gry. Podobnie po porażce 2:5 z Interem. Powiedział wtedy, że pierwszy raz zobaczył nas ze spuszczonymi głowami i słabym morale. To mogło zdarzyć się raz w sezonie, ale nie mogło się powtórzyć.
Co pozwoliło drużynie zakończyć sezon na trzecim miejscu?
– Przed ostatnimi pięcioma meczami trener powiedział nam, że w grze jest jeszcze wiele punktów, a wiele drużyn walczy o Ligę Mistrzów. Dodał, że jeśli uwierzymy i nie popełnimy błędów, zdobycie 15 punktów da nam awans. Tak właśnie się stało. Pięć zwycięstw, 15 punktów. Dziś, patrząc wstecz, po rozczarowaniach związanych z meczami przeciwko Parmie i Juventusowi, tamten okres daje nam ogromną satysfakcję. Dla mnie był to najlepszy fragment całego sezonu, ponieważ pozwolił nam dojść do derbów po bardzo trudnym momencie. Futbol czasem odbiera, a czasem oddaje. W marcu coś nam zabrał, w maju nam to zwrócił. W decydujących chwilach byliśmy dobrzy, a momentami także odrobinę szczęśliwi, co również jest potrzebne. Nigdy się nie poddaliśmy. Zakończenie takiego sezonu na trzecim miejscu to coś wyjątkowego.
Komentarze
Przyznaję się, że nie wierzyłem. Po latach rozczarowań powiedziałem sobie, że tym razem się nie nabiorę, i dosłownie odpuściłem. Wstyd
:-(
Jak się zatrudniało Muchomorów na trenerów… Kilka lat zmarnowanych dla klubu
Nie od dziś wiadomo że Gasperini to człowiek który raczej mało mówi a dużo robi, jak go będziesz słuchał to zrobi z ciebie piłkarza, a z bandy kolekcjonerów 6 miejsc drużynę która kończy sezon na podium. Pamiętam jak wielka Atalanta w LM grzmociła dosłownie wszystkich, a na papierze nigdy nie wyglądali rewelacyjne, ale jako kolektyw z Gaspem na czele Reale, City i inne wielkie drużyny drżały na samą myśl o meczu z nimi.