Malen wraca na miejsce swojego debiutu. Roma potrzebuje znów furii Holendra

Donyell Malen właśnie na stadionie Torino rozpoczął swoją włoską przygodę. Teraz wraca tam jako jeden z najważniejszych argumentów ofensywnych Romy, z jasnym celem: ponownie wpisać się na listę strzelców.

fot. © asroma.com

Wszystko zaczęło się 18 stycznia na Stadio Olimpico Grande Torino. Gian Piero Gasperini posłał wówczas Donyella Malena na boisko po raz pierwszy w koszulce Romy, zaledwie cztery dni po tym, jak Holender przyleciał do Ciampino. Na aklimatyzację nie potrzebował nawet chwili.

Najpierw był minimalny spalony i anulowany gol, chwilę później już prawdziwe trafienie. Malen wykończył akcję płaskim strzałem, pokonując Paleariego po podaniu Paulo Dybali. Argentyńczyk wcześniej uruchomił go również przy anulowanym golu. Właśnie tam rozpoczęła się włoska historia holenderskiego napastnika. I właśnie tam Malen chce teraz dopisać kolejny rozdział.

Pięć goli to dopiero początek

Początek sezonu w wykonaniu Malena był efektowny. Pięć bramek zdobytych w meczach z Fiorentiną i Lecce wystarczyło, by Holender bardzo szybko stał się jednym z najbardziej widocznych punktów ofensywy Giallorossich. Potem jednak przyszło kilka spotkań bez trafienia. Ani Atalanta, ani Fenerbahçe w Lidze Mistrzów nie pozwoliły mu świętować kolejnego gola.

To nie jest jeszcze powód do niepokoju. Raczej moment, w którym napastnik musi ponownie złapać właściwy rytm. Malen jest zawodnikiem, który żyje z ruchu i przestrzeni. Nie potrzebuje dziesięciu kontaktów z piłką, by zrobić różnicę. Potrzebuje jednego dobrego podania i miejsca, w które może zaatakować.

Jego największym atutem pozostaje gra na wolne pole. Kiedy rusza za plecy obrońców, potrafi wykorzystać pierwszy kontakt z piłką tak, by od razu uwolnić się spod krycia. To właśnie dlatego Roma powinna szukać go nie tylko przy ataku pozycyjnym, ale przede wszystkim wtedy, gdy pojawia się możliwość szybkiego przejścia do ofensywy.

A jutro stawka dla Malena jest całkiem konkretna. Kolejny gol pozwoliłby mu wejść do wyjątkowego grona zawodników Romy. Tylko dwóch piłkarzy w historii klubu strzeliło więcej niż pięć bramek w pierwszych czterech kolejkach Serie A. Manfredini zdobył siedem goli w sezonie 1960/61, a Francesco Totti sześć w rozgrywkach 2001/02. Malen ma więc przed sobą nie tylko własny rachunek do wyrównania, ale również kawałek klubowej historii.

Gasperini wraca do ustawienia, które zna najlepiej

Wiele wskazuje na to, że Gasperini odejdzie tym razem od wariantu z centralnie ustawionym trequartistą i wróci do rozwiązania bliższego jego piłkarskiej filozofii. Dwóch ofensywnych zawodników ustawionych za napastnikiem ma dać Romie więcej dynamiki między bocznymi sektorami boiska i lepiej wykorzystać ruch zawodników wbiegających w pole karne.

Jeżeli Dybala rzeczywiście rozpocznie spotkanie na ławce, po lewej stronie powinien pojawić się Mora, a po przeciwnej Soulé. Dla Malena może to oznaczać jeszcze większą odpowiedzialność za finalizowanie akcji.

I być może właśnie tego Roma będzie potrzebowała najbardziej. Nie kolejnego skomplikowanego planu, lecz prostego wykorzystania największego atutu Holendra. Podanie w odpowiednim momencie, ruch za linię obrony, pierwszy kontakt i strzał.

Malen wraca więc do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Tym razem nie będzie już anonimowym zawodnikiem dopiero poznającym Serie A. Przyjedzie tam jako napastnik, od którego Roma oczekuje bramek. A skoro pierwsza włoska historia zaczęła się właśnie w Turynie, trudno o lepszą scenerię, by znów uruchomić holenderską furię.

Komentarze

Komentarze są wyłączone dla archiwalnych wpisów.