Malen i Castro, czyli dlaczego Gasperini potrzebuje dwóch mocnych napastników

Santiago Castro ma być pierwszym letnim wzmocnieniem Romy, ale jego rola nie powinna być sprowadzana wyłącznie do zmiennika Donyella Malena.

fot. © asroma.com

Il Romanista – S. Carloni | Lewonożny ofensywny pomocnik? Skrzydłowy do gry z lewej strony? Nie tym razem. Pierwszym letnim zakupem Romy ma być napastnik. Santiago Castro, rocznik 2004, dwa dni temu został przywitany przez kibiców na Stazione Termini z dobrze znanym rzymskim ciepłem, a teraz czeka już na oficjalne domknięcie operacji i pierwsze spotkanie z Gian Piero Gasperinim na boisku. Na papierze Argentyńczyk przychodzi jako alternatywa dla Donyella Malena, zwłaszcza w sezonie, w którym Roma wraca do wyczekiwanej Ligi Mistrzów. W praktyce jednak jego znaczenie może być większe, niż sugeruje prosta etykieta rezerwowego.

Gasperini przez lata w Atalancie pokazywał, że potrzebuje dwóch napastników na odpowiednim poziomie. Nie zawsze grających razem od pierwszej minuty, nie zawsze ustawionych w identyczny sposób, ale stale obecnych w rotacji i dających trenerowi realny wybór. Przy jego intensywności, wymaganiach fizycznych i potrzebie nieustannego atakowania przestrzeni jeden mocny napastnik to za mało. Roma zrozumiała to boleśnie w poprzednim sezonie, gdy kontuzje i rozczarowująca forma Artema Dowbyka oraz Fergusona sprawiły, że ciężar zdobywania bramek musiał w dużej mierze spaść na Malena. Holender odpowiedział 15 golami i pomógł Romie wrócić do wielkiej Europy, ale trudno budować cały sezon tylko na jednym takim rozwiązaniu.

Lekcja z Bergamo

W Atalancie ten mechanizm dojrzewał stopniowo. W pierwszym sezonie Gasperini musiał jeszcze adaptować zespół i wywalczył bardzo cenne czwarte miejsce, ale prawdziwe potrzeby ofensywne zaczęły być widoczne od kolejnych rozgrywek. W sezonie 2017/18 rolą napastnika dzielili się Andrea Petagna i Andreas Cornelius, obaj kończąc z dorobkiem sześciu goli. To był jeszcze etap przejściowy, bez wielkiej eksplozji w ataku.

Rok później pojawił się Duván Zapata, za którego Atalanta zapłaciła Sampdorii łącznie około 26 milionów euro. Wraz z przejściem w stronę 3-4-1-2 Kolumbijczyk stał się centralnym punktem ofensywy, często grając z Papu Gómezem lub Josipem Iliciciem u boku. W sezonie 2019/20 ustawienie zaczęło się zmieniać, a pod koniec rozgrywek Gasperini coraz częściej przechodził na jednego napastnika i dwóch trequartistów. Z przodu rotowali Zapata i Luis Muriel, znakomity superrezerwowy. Efekt? Po 19 goli każdego z nich. 38 bramek w duecie. To już była ofensywa w pełni gasperiniowska.

Ta zasada utrzymywała się przez lata. W sezonie 2020/21 Zapata i Muriel znów byli kluczowi, a ich liczby jeszcze urosły: odpowiednio 19 i 26 goli. Rok później strzelali mniej, ale nadal dawali Atalancie ogromną wartość, a Muriel dorzucił do tego dwucyfrową liczbę asyst. Kiedy ich wpływ zaczął spadać, klub wprowadził Rasmusa Højlunda. Duńczyk kosztował około 21 milionów euro, w pierwszym sezonie we Włoszech zdobył 10 bramek, a później został sprzedany za kwotę zbliżoną do 80 milionów. To pokazuje, że dla Gasperiniego drugi napastnik nie jest luksusem. Jest inwestycją w system.

Malen nie może być sam

Później Atalanta sięgnęła po Gianlucę Scamaccę i El Bilala Touré, którzy mieli zastąpić odchodzącego do Torino Zapatę. Scamacca w sezonie 2023/24 strzelił 19 goli, Touré tylko trzy, ale tamten rok był też inny ze względu na wybory taktyczne i kontuzje. Gasperini często korzystał z zawodników ofensywnych przestawianych bliżej ataku: Charlesa De Ketelaere, Ademoli Lookmana czy Aleksieja Miranczuka. Zasada jednak pozostawała ta sama: trener chciał mieć wiele wariantów, a nie jednego samotnego napastnika.

Ostatni sezon w Bergamo przyniósł jeszcze inny scenariusz. Scamacca doznał kontuzji, więc klub szybko sprowadził Mateo Reteguiego. Ten rozegrał 49 meczów, występował zarówno jako jedyny napastnik, jak i w parze z Lookmanem czy De Ketelaere, i strzelił 28 goli. Był to właściwie jedyny sezon, w którym Gasperini oparł tak wiele na jednym klasycznym napastniku. I nawet wtedy Atalanta dotarła do Ligi Mistrzów dzięki temu, że wokół niego miała ruch, jakość i alternatywne źródła zagrożenia.

Roma nie może więc potraktować Castro jako zwykłego dublera. Jeśli Malen ma utrzymać intensywność, świeżość i skuteczność przez sezon z Serie A, Ligą Mistrzów i krajowymi pucharami, potrzebuje obok siebie realnej konkurencji. Castro może dać odpoczynek Holendrowi, ale może też wejść z nim w inną relację: czasem go zastąpić, czasem zagrać obok, czasem zmienić dynamikę meczu po wejściu z ławki. Właśnie tego Gasperini szukał przez lata.

Castro jako element nowej Romy

Santiago Castro przychodzi do Romy jako młody napastnik, ale nie jako projekt bez natychmiastowego znaczenia. W drużynie Gasperiniego nawet zawodnik formalnie ustawiony za pierwszym wyborem musi być gotowy do gry na wysokim poziomie. Szczególnie teraz, gdy Roma będzie musiała łączyć walkę o czołówkę Serie A z występami w Champions League. To sezon, w którym rotacja nie będzie dodatkiem, lecz obowiązkiem.

Malen pozostaje punktem odniesienia. To on dał Romie gole, których potrzebowała, i to on zaczyna nowy sezon z pozycją najważniejszego napastnika. Ale Castro może być zawodnikiem, który sprawi, że ta pozycja nie stanie się ciężarem. Może zwiększyć konkurencję, podnieść jakość treningu, dać Gasperiniemu możliwość zmiany ustawienia i sprawić, że Roma nie będzie uzależniona od jednego scenariusza.

W tle są jeszcze Robinio Vaz i Arena, czyli młodsze rozwiązania, które mogą mieć swoje momenty, ale transfer Castro pokazuje, że klub chce czegoś więcej niż nadziei. Chce konkretnej alternatywy. Chce napastnika, którego można wprowadzić bez poczucia, że poziom drużyny natychmiast spada. I kto wie, czy od czasu do czasu Gasperini nie spróbuje także gry dwójką z przodu, z Malenem i Castro razem. Dla niego to przecież żadna herezja, raczej powrót do znanego narzędzia.

Roma nie sprowadza więc tylko zmiennika. Sprowadza brakujący mechanizm. Jeśli Castro potwierdzi talent, a Malen utrzyma skuteczność, Gasperini dostanie coś, czego potrzebuje każdy jego poważny zespół: dwóch napastników, którzy mogą wymieniać się rolami, podnosić sobie poprzeczkę i dawać drużynie siłę przez cały sezon. A w roku powrotu do Ligi Mistrzów to już nie luksus. To konieczność.

Komentarze

  • bunny
    29 lipca 2026, 15:06

    Nie zapominajmy ze Malen nie musi byc tez tylko 9, jest na tyle wszechstronny ze w razie potrzeby odnajdzie sie w innej roli dalej prezentując wielką jakość

  • Youngpusseydon
    29 lipca 2026, 18:19

    Ale on tam miał tytanów, Cornelius i Petagna xD