12 października 2005 roku świat piłkarski we Włoszech stracił postać, która stała się symbolem niezachwianej miłości do jednej drużyny. Dziś, po dwóch dekadach od jej śmierci, Roma przypomina o Luisie Petrucci – kobiecie, której pasja i gesty na zawsze pozostaną w pamięci kibiców.
Petrucci, zrodzona i wychowana w rzymskiej dzielnicy San Lorenzo, zyskała uznanie nie tylko jako zagorzała fanka, ale także jako osoba, która tworzyła duch wspólnoty kibicowskiej. Córka jednego z założycieli AS Roma, na co dzień nauczycielka, zasłynęła przede wszystkim dzięki swojemu charakterystycznemu pomarańczowo-czerwonemu parasolowi, który stał się ikoną trybun. Od bycia wiernym kibicem, przez wspieranie młodzieżowych kibiców i grup ultras, Luisa stała się nieodłączną częścią kibicowskiego życia, pełniąc rolę „drugiej matki” dla wielu fanów: rozdawała kanapki, śpiewała mimo chłodu i deszczu, a także towarzyszyła im w wyjazdach – niezależnie od warunków.
Już cztery dni po jej odejściu, podczas meczu z Empoli, fani wywiesili transparent „Curva Sud Luisa Petrucci”, aby podkreślić, że duch Petrucci mieszka w sercu sektora południowego Stadio Olimpico. Klub również nie pozostał obojętny – zainicjował działania mające na celu upamiętnienie jej postaci, w tym mecz trofeum poświęcony jej pamięci, w którym żeńska reprezentacja Romy zmierzyła się z Florencją oraz Paris Saint-Germain – wydarzenia, które przyciągały tłumy kibiców. W hołdzie dla niej powstała nawet zbiórka, z której środki przeznaczono na zakup ambulansu dla organizacji SOS w Rzymie – pomysł, który materialnie połączył ideały i społeczny wymiar życia, które propagowała Petrucci.
Luisa nie była anonimową fanką w tłumie – jej obecność była świadomym aktem codziennego fandomu. Wolała stać w sektorze gości, obok ultrasów, niż na trybunach honorowych; jej gesty, choć nieoczywiste, budowały więź między różnorodnymi grupami kibiców – dla niej liczyła się tylko Roma jako wspólnota. Klub zawsze podkreślał, że nie istnieje patent na bycie „bardziej niż innym” kibicem, ale to właśnie ona – dzięki swojej szczerości i oddaniu – stała się symbolem najczystszej formy romanizmu.
Kończąc ten artykuł, warto spojrzeć w przyszłość: dziedzictwo Luisy Petrucci wciąż żyje w koncertach pamięci, w turniejach organizowanych jej imieniem oraz w sercach nowych pokoleń kibiców. To nie tylko wspomnienie – to wezwanie, by pasja łączyła, by wspólnota rosła, by sport był spoiwem, a nie podziałem. Ile lat by nie minęło, Luisa przypomina: prawdziwa miłość do klubu to coś więcej niż trybuny – to wspólnota w działaniu.
Komentarze
U Petruccich najlepiej wspominam gitarę, ale babcia tez czadowa. Pokój jej duszy