Kiedy stadion mówi więcej niż media

Czasem jedno spotkanie potrafi powiedzieć więcej o Romie niż setki konferencji prasowych i dziesiątki „dobrze poinformowanych źródeł”.

fot. © asroma.com

Il Romanista – T. Cagnucci | Daniele De Rossi pod Curva Sud, obserwowny z boiska przez zawodników Romy i przez trybuny, które patrzą na niego ze wzruszeniem, to nie tylko obraz czystego romanizmu. To także, paradoksalnie, lekcja dziennikarstwa. Dlaczego? Bo De Rossi został kiedyś wyrzucony z Romy przez ludzi zarządzających Trigorią na podstawie narracji, że drużyna go już nie słuchała. Że było blisko buntu. Że szatnia była przeciwko niemu. Taką wersję wydarzeń sprzedano właścicielom, a po drodze także kibicom. Warto dziś uświadomić sobie skalę tej nieprawdy.

Po końcowym gwizdku meczu przeciwko Genoi cała drużyna Romy zatrzymała się na murawie, by patrzeć, jak ich były kapitan i trener idzie przywitać się z Curvą Sud. Zawodnicy stali i patrzyli jak na coś, co ich porusza. Jak na coś prawdziwego. Trudno przypomnieć sobie sytuację, w której „była” drużyna z takim skupieniem i emocją obserwuje swojego „byłego” trenera. Ba, byli bardziej wzruszeni niż on sam. Wystarczyło spojrzeć na twarze takich piłkarzy jak Mancini czy Dybala, a przecież to właśnie ich próbowano kiedyś wcisnąć w rolę spiskowców odpowiedzialnych za zwolnienie De Rossiego.

Nie jesteśmy może na poziomie historii o broni masowego rażenia, którą USA uzasadniały atak na Irak, ale opowieść o piłkarzach rzekomo zbuntowanych przeciwko trenerowi, którego dalej szanują i kochają nawet wtedy, gdy prowadzi inną drużynę, mówi wiele o przepaści między tym, co się wydarza, a tym, co bywa opowiadane. Co więcej, takich bzdur nie czyta się nawet na portalach społecznościowych. I całe szczęście, że Roma ten mecz wygrała, bo gdyby było inaczej, winą obarczono by zapewne właśnie „medialny” powrót De Rossiego.

Na szczęście jest Curva Sud. To ona najlepiej pokazuje różnicę między światem internetu a światem stadionu. De Rossi jest chyba najbardziej brutalnie traktowanym piłkarzem Romy w rzeczywistości wirtualnej, a jednocześnie jednym z najbardziej kochanych w realnym życiu. Przez 616 występów w barwach Romy nie usłyszał ani jednego gwizdu. W poniedziałek był oklaskiwany nawet w ubraniu innego klubu. I to mówi wszystko.

Źródła trzeba sprawdzać. A w przypadku De Rossiego wystarczyłyby oczy. To przecież podstawowe narzędzie każdego dziennikarza. Wystarczyło zobaczyć jego spojrzenie i spojrzenia Curva Sud. Wilgotne, poruszone, odbijające się w sobie nawzajem. Jeśli kochasz Romę, nigdy nie stajesz się byłym. Dlatego piłkarze Romy stanęli niemal na baczność. Nie jak wobec dawnego przełożonego, ale jak wobec jednego z nich, który idzie w stronę jednego z nas. Jak kropla wody, która wraca do morza.

Nie pozwólcie nigdy nikomu wchodzić pomiędzy tę „sprawę”. Miłość do Romy nie zna czasu przeszłego. I nie potrafi przestać kochać.

Komentarze

  • samber
    31 grudnia 2025, 12:01

    Daniel w Romie gwizdów się nasłuchał sporo, bo był częścią wygwizdywanej drużyny. Na niego nie gwizdali, ale on też tam był. Były chwile gdy on jedyny miał odwagę stanąć przed kibicami i tych gwizdów wysłuchać. Bez wątpienia jest to człowiek bardzo szanujący CS i zżyty z tymi kibicami (w końcu to on w przebraniu poszedł na CS). To niezwykła relacja w dzisiejszej piłce.

  • Totnik
    31 grudnia 2025, 13:14

    Totti i De Rossi, takie historie się już nie powtórzą …

  • irekxsoberxASR
    31 grudnia 2025, 14:52

    DDR potrafił być na CS i kibicować po tym jak skończył karierę. Oczywiście, że przebrany i nie do poznania ale był i śpiewał

  • Colmare
    31 grudnia 2025, 22:44

    Szkoda, że na Eleven obcięli transmisję w kluczowym momencie…