Real José Mourinho potrafi być zabójczy po odbiorze i świetnie wykorzystuje Mbappé, Viníciusa oraz Bellinghama, ale przeciwko mocnym rywalom nadal ma problem z narzuceniem własnego rytmu i pełną kontrolą spotkania.
Powrót Mourinho do Realu był jednym z najgłośniejszych wydarzeń lata. Portugalczyk objął klub, w którym w latach 2010–2013 zdobył mistrzostwo Hiszpanii i zbudował jedną z najbardziej bezpośrednich drużyn swojej kariery. Dziś pracuje z zupełnie innym pokoleniem, ale pewne idee pozostały znajome. Jego Real ma być agresywny bez piłki, natychmiastowy po odbiorze i zabójczy, kiedy rywal zostawi przestrzeń.
Początek sezonu nie jest jednak pozbawiony problemów. Real zajmuje obecnie 4. miejsce w La Liga i po porażkach z Betisem oraz Atletico traci 6 punktów do Barcelony. Mourinho sam podkreśla, że projekt jest jeszcze na wczesnym etapie, a wrześniowe potknięcia sprawiły, że skończył się również okres ochronny dla części podstawowych zawodników. Do Rzymu przyjedzie więc drużyna o ogromnym potencjale, ale wciąż szukająca pełnej równowagi.
4-2-3-1, selektywny pressing i 3-4 sekundy na zabicie akcji
Bazą Mourinho jest 4-2-3-1, choć ustawienie zmienia się wraz z posiadaniem piłki. Najmocniejszy wariant opiera się na dwójce środkowych pomocników, Jude Bellinghamie ustawionym za napastnikiem, Viníciusie po lewej stronie i Kylianie Mbappé najwyżej. Na prawym skrzydle charakter zespołu zależy od wyboru między Ardą Gülerem a Yanem Diomandé.
Nie jest to jednak klasyczne, sztywne 4-2-3-1. Bellingham regularnie cofa się do pomocy i pomaga tworzyć przewagę w środku. Prawy skrzydłowy często wchodzi w półprzestrzeń, a zachowanie bocznego obrońcy wpływa na całą strukturę rozegrania. Mourinho zwracał choćby uwagę, że Trent Alexander-Arnold lepiej od Denzela Dumfriesa czuje się w grze bliżej środka pola.
Najbardziej charakterystyczny jest jednak moment po odbiorze. Mourinho sam określił 3 elementy, które mają definiować jego Real: wysoki pressing, odzyskiwanie piłki wysoko i próba zakończenia przejścia ofensywnego w ciągu 3-4 sekund. Portugalczyk nie chce jednak pressować przez pełne 90 minut. Jego drużyna ma umieć przejść z niższego lub średniego bloku do gwałtownego ataku na piłkę, kiedy pojawi się odpowiedni sygnał.
Schemat jest prosty: przeciwnik wykonuje zagranie, które uruchamia pressing, kilku zawodników Realu agresywnie skraca przestrzeń, a po odbiorze pierwsze podanie ma natychmiast prowadzić do bramki. Właśnie tak Madryt potrafił zaszkodzić Interowi w Lidze Mistrzów. Przy trafieniu Valverde Real przeszedł z obrony strefowej do indywidualnego nacisku, wymusił błąd bramkarza i błyskawicznie wykorzystał odzyskaną piłkę.
To również dlatego Real nie potrzebuje dominować posiadaniem. Z Interem miał zaledwie 36% piłki, najmniej w domowym meczu Ligi Mistrzów w tej dekadzie, ale nadal tworzył groźne sytuacje. W pierwszych 8 spotkaniach Mourinho zespół generował około 2,35 npxG na 90 minut wobec 1,60 w poprzednim sezonie. Liczba strzałów wzrosła z 16,6 do 17,6 na mecz, mimo że liczba podań z gry spadła z około 463 do 416, a podań w ostatniej tercji ze 109 do 86.
Mniej podań, więcej bezpośredniego zagrożenia – to dobrze oddaje kierunek zmian. Real nie chce przesuwać przeciwnika dziesiątkami podań, jeśli może dotrzeć pod jego bramkę w kilku kontaktach.
Mbappé, Vinícius i Bellingham stworzeni do takiej gry. Prawa strona daje Mourinho 2 różne warianty
Trudno wyobrazić sobie lepszych zawodników do gry w przejściach niż Mbappé i Vinícius. Pierwszy natychmiast atakuje przestrzeń za linią obrony, drugi potrafi przyspieszyć zarówno z piłką, jak i bez niej. Do tego Bellingham i Güler mają jakość pozwalającą znaleźć pierwsze pionowe podanie po odbiorze.
Mbappé będzie dostępny na mecz z Romą. W obecnej konstrukcji zespołu jest nie tylko egzekutorem, ale przede wszystkim zawodnikiem, którego Mourinho chce uruchamiać jak najszybciej po odzyskaniu piłki. Jeśli Real sprowokuje przeciwnika do wyjścia większą liczbą zawodników, pierwszą myślą jest zagranie za jego linię defensywną.
Bellingham pozostaje centralną postacią całego układu. Nominalnie gra na pozycji numer 10, ale jego zakres obowiązków jest znacznie większy. Cofa się do budowania akcji, pomaga środkowym pomocnikom, bardzo aktywnie uczestniczy w pressingu i później atakuje pole karne. Z Interem przebiegł 11,2 km, najwięcej spośród zawodników Realu, i wykonał 26 działań pressingowych. Początek sezonu przyniósł mu również 2 gole i 2 asysty w pierwszych 3 kolejkach.
Ciekawa jest sytuacja na prawej stronie, gdzie Güler rywalizuje z Diomande. Turek daje więcej kombinacji, techniki, ostatniego podania i naturalnej współpracy z Mbappé. Schodzi do środka, potrafi zachowywać się jak dodatkowa „10” i zwiększa liczbę zawodników pomiędzy liniami.
Diomandé oferuje zupełnie inny profil. Jest bardziej bezpośredni, szybszy z piłką i znacznie częściej szuka pojedynku 1 na 1. Przeciwko Elche wygrał 7 z 9 dryblingów i odpowiadał za połowę wszystkich skutecznych dryblingów Realu. Z nim po prawej stronie zespół może grać szerzej i bardziej pionowo.
Po 2 ligowych porażkach jego pozycja dodatkowo wzrosła. Jak informował El Debate, Mourinho uznał, że kończy się taryfa ulgowa dla zawodników mających dotychczas niemal zagwarantowane miejsce. Diomandé ma być jednym z pierwszych beneficjentów tej zmiany. W kolejce są również Bernardo Silva, Brahim, Espí, Rüdiger czy Carreras.
Portugalczyk nie zamierza jednak budować kolejnej zamkniętej jedenastki. Październikowy maraton ma stać się okresem silnej rywalizacji wewnętrznej, a miejsce w składzie będzie coraz mocniej zależało od aktualnej formy. To również sygnał dla takich zawodników jak Vinícius, Tchouaméni, Güler czy nawet Valverde: nazwisko nie ma wystarczać.
Real jest groźny, gdy mecz przyspiesza. Problem pojawia się, kiedy trzeba nim zarządzać
Największy paradoks tej drużyny polega na tym, że Mourinho chce jednocześnie intensywności i kontroli. Pierwszą już w dużej mierze otrzymał. Z drugą nadal ma problem.
Valverde i Tchouaméni dają ogromny atletyzm, zabezpieczenie przestrzeni, agresję w pressingu oraz możliwość przenoszenia piłki. Nie są jednak naturalnymi dyrygentami tempa. Jeżeli przeciwnik zamknie środek, przejdzie pierwszą falę pressingu i zmusi Real do cierpliwego budowania, brak pomocnika kontrolującego rytm staje się znacznie bardziej widoczny.
Inter pokazał to bardzo wyraźnie. Real wygrał, ale Mourinho przyznał później, że spotkanie stało się dla niego zbyt chaotyczne i nie podobało mu się, jak wiele razy zespół musiał polegać na Courtois. Właśnie w takich meczach rośnie znaczenie Bernardo Silvy, który może występować niżej, jako trequartista albo interior i zapewnia spokój pod presją.
Problem wrócił ze znacznie większą siłą w derbach Madrytu. Atletico wygrało 2:1, a Real długo nie potrafił opanować środka. Tchouaméni i Valverde zostali zepchnięci, ofensywna czwórka była od nich odłączona, a zespół nie był w stanie płynnie przejść od bronienia do własnej fazy posiadania. Czerwona kartka Huijsena w 50. minucie dodatkowo skomplikowała sytuację, ale problemy w grze były widoczne już wcześniej.
Real mocno protestował po meczu przeciwko decyzjom sędziowskim, jednak sam Mourinho nie zamknął analizy wyłącznie w tym temacie. Po porażkach z Betisem i Atletico doszedł do wniosku, że część piłkarzy nie daje zespołowi wystarczająco dużo i potrzebna jest większa konkurencja.
Istnieje również tendencja do cofania się po objęciu prowadzenia. Przy remisie Real utrzymuje średnio około 58% posiadania, natomiast po wyjściu na prowadzenie wskaźnik spada poniżej 50%. W pewnym stopniu jest to świadomy zabieg: zespół oddaje przestrzeń, licząc na kontratak Mbappé i Viníciusa. Mourinho zauważa jednak, że momentami wraz z niższym ustawieniem spada również koncentracja i jakość pressingu.
Álvaro Benito, były piłkarz i trener grup młodzieżowych Realu, zwraca uwagę na jeszcze jeden paradoks. Jego zdaniem obecnej kadrze idealnie pasowałby historyczny futbol Mourinho: mocny, zwarty średni blok, agresywność i natychmiastowy atak po odbiorze. Problem w tym, że Real wciąż nie wykonuje tego wystarczająco konsekwentnie.
Przed meczem na Olimpico obraz zespołu Mourinho jest w miarę wyraźny. To drużyna, która najbardziej niebezpieczna staje się wtedy, gdy spotkanie się otwiera. Potrafi gwałtownie uruchomić pressing, odzyskać piłkę i w kilka sekund znaleźć Mbappé, Viníciusa lub wbiegającego Bellinghama. Nie potrzebuje do tego 60% posiadania.
Roma będzie musiała szczególnie uważać na straty przy budowaniu oraz momenty, kiedy większa liczba zawodników znajdzie się przed piłką. Jednocześnie właśnie zmuszenie Realu do cierpliwego rozgrywania i odebranie mu przestrzeni może prowadzić do obszaru, w którym drużyna Mourinho nadal czuje się znacznie mniej komfortowo.
14 października na Stadio Olimpico przyjedzie więc Real, który da się pokonać, kóry jest daleki od gotowego produktu. Real bardzo szybki, potężny indywidualnie i zdolny ukarać właściwie każdy błąd, ale jednocześnie taki, który przeciwko najmocniejszym rywalom nadal próbuje nauczyć się czegoś, czego sam Mourinho wymaga coraz głośniej: kontrolować mecz, a nie tylko wygrywać jego najbardziej gwałtowne momenty.
Komentarze
Mecz w którym każdy musi zagrać w pełni skupionym bo przy takich zawodnikach wystarczy jeden wylew i będzie bramka. Najgorsze jest to że oni są mega szybcy więc ciężko będzie naszym aż tak daleko wychodzić
Już widzę Mancio jak nadąża za Viniciusem 🤣😂
Vini jest cieniem samego siebie, jak mamy wygrać z Realem to teraz