Serwis ASRoma.pl wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług, dostosowania serwisu do preferencji użytkowników oraz w celach statystycznych. Możesz zawsze wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że cookies będą zapisane w pamięci urządzenia. Więcej w Polityce prywatności. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia zawarte w Regulaminie ZROZUMIAŁEM I AKCEPTUJĘ
Aktualnie na stronie przebywa 73 gości oraz 1 użytkowników!
Zarejestruj
zapamiętaj logowanie
- przypomnij hasło -
zapamiętaj logowanie
- przypomnij hasło -

Na trenerskim szlaku - część 2

Bianchi niejedno ma imię

Luigi Radice

Kolejnym marzeniem Dino Violi było zatrudnienie na trenerskiej ławce Ottavio Bianchiego – szkoleniowca, który w 1987 roku zdobył z zespołem Napoli historyczne, pierwsze scudetto, Puchar UEFA oraz Puchar Włoch. Mimo tego, że Bianchi pożegnał się już z zespołem Partenopei, miał on wciąż ważny lukratywny kontrakt przez następny rok, którego – rzecz jasna – nie chciał anulować. Dlatego też – w oczekiwaniu na Bianchiego – Viola zatrudnił w sezonie 1989/90 zwolnionego z Torino Luigiego Radice, który zdobył z Romą całkiem przyzwoite na owe czasy, 6 miejsce.

 

Ottavio Bianchi

Od sezonu 1990/91 na ławce Romy królował, wspomniany już wcześniej, Ottavio Bianchi, który robienie porządków w kadrze rozpoczął od… skreślenia weterana, Bruno Contiego. Bianchi pieczę nad zespołem Giallorossich sprawował przez dwa sezony, jednak wielkich sukcesów z Neapolu nie powtórzył, chociaż... W sezonie 1990/91 zajął z zespołem w Serie A zaledwie 10 miejsce. Tak słaby ligowy występ był skutkiem determinacji w rozgrywkach Pucharu UEFA, gdzie odmieniona Roma dotarła aż do finału, jednak w dwumeczu musiała uznać wyższość Interu Mediolan. Bianchi zdobył też, niejako na osłodę, już siódmy w historii Romy, Puchar Włoch. W sezonie 1991/92 pucharowych sukcesów nie było, natomiast w Serie A Bianchi zameldował się ze swoją ekipą na 5 miejscu, następnie wrócił na posadę szkoleniowca w Napoli. Tymczasem po śmierci Dino Violi w Romie nowe porządki urządzał Giuseppe Ciarrapico – nowy, szemrany prezydent, który znał się na wszystkim, czyli… na niczym.

 

Vujadin Boškov

W sezonie 1992/93 zatrudnił on serbskiego szkoleniowca, Vujadina Boškova, który znany był, nie tylko w Italii, z wielu humorystycznych, aczkolwiek bardzo logicznych powiedzonek („Karny jest wtedy, kiedy gwiżdże sędzia”). Ale nie tylko – zbudował zespół Sampdorii na wspaniałym poziomie, zdobywając z nim dwukrotnie Puchar Włoch (1988, 1989), Puchar Zdobywców Pucharów (1990) oraz scudetto (1991). Jednak Boškov – mimo swojego niewątpliwego uroku osobistego – Rzymu nie zawojował. Mając bardzo przeciętny zespół zdołał wywalczyć w Serie A 8 lokatę oraz dotrzeć do finału Pucharu Włoch, w którym Giallorossi, po dramatycznym dwumeczu, musieli uznać wyższość drużyny Torino. Ważnym wydarzeniem dla żółto-czerwonej społeczności okazał się fakt umożliwienia przez Boškova debiutu w Serie A Francesco Tottiemu (marzec 1993). Po zaledwie jednym roku spędzonym na ławce Romy, Serb przeniósł się do… Napoli.

 

Carlo Mazzone

Latem 1993 roku na scenę wkroczył Franco Sensi – prezydent, który uratował Romę przed bankructwem. Pierwszym ruchem Sensiego było zatrudnienie na ławce trenerskiej człowieka zaufanego i doświadczonego. Idealnym kandydatem był Carlo Mazzone – Romanista z krwi i kości (mówiący w dialekcie rzymskim) oraz człowiek, który na piłce „zjadł zęby”. Wyniki odrestaurowanej Romy na początku oczywiście oszałamiające być nie mogły. W sezonie 1993/94 jego Roma długo balansowała na krawędzi strefy spadkowej by po udanym finiszu uplasować się na 7 miejscu. W sezonie 1994/95 było już lepiej – najlepsza obrona w Serie A zapewniła 5 miejsce w tabeli i awans do europejskich pucharów. Natomiast w sezonie 1995/96 Mazzone powtórzył 5 miejsce oraz po pasjonujących pojedynkach ze Slavią Praga odpadł w ćwierćfinale Pucharu UEFA. Wielką zasługą Mazzone było mentalne ukształtowanie młodego Tottiego, który dzięki jego staraniom pozostał zawsze skromnym, nie szukającym rozgłosu graczem. Pamiętany jest także z wygranych 3:0 derbów Rzymu, kiedy pobiegł pod Curva Sud świętować sukces swojego zespołu, a na łamach prasy wyjaśnił: „chciałem przypomnieć władzom Rzymu (które ostro forowały wówczas zespół Lazio – przyp. red.), że nie jesteśmy dziećmi gorszego Boga”. Po 3 latach „Sor Carletto” rozstał się z zespołem, bowiem Franco Sensi uznał, że nadszedł czas na kolejny krok naprzód w procesie budowy wielkiej Romy.

 

Carlos Bianchi

Gwarantem skoku jakościowego drużyny miał być w sezonie 1996/97 argentyński szkoleniowiec, Carlos Bianchi (wymowa: bianczi – jak zażyczyli sobie kibice Romy, by odróżnić go od innego trenera Romy, Ottavio Bianchiego – wym. bianki). Carlos Bianchi przychodził do Rzymu w glorii zwycięzcy, bowiem z zespołem Velez Sarsfield w poprzednich 3 latach zdobył 3 razy mistrzostwo Argentyny, a ponadto Puchar Libertadores i Puchar Interkontynentalny. Pewność siebie Bianchiego porażała od samego początku – w chętnie udzielanych wywiadach ujawnił on swoje mocarstwowe plany oraz plan budowy najlepszej drużyny świata. Jednym z kontrowersyjnych pomysłów trenera było pozbycie się Francesco Tottiego, którego Bianchi nie uznawał za gracza nawet dobrego i tym samym nie widział w nim dużego potencjału. I gdy Totti już pakował walizki, głośne „nie” powiedział Franco Sensi. Z kolei sprowadzona przez niego wielka gwiazda Velezu, środkowy obrońca Roberto Trotta stał się jednym z największych transferowych niewypałów w historii Romy. Nieznajomość europejskiej piłki oraz apodyktyczny charakter były przyczyną szybkiego zakończenia przygody nad Tybrem przez Carlosa Bianchiego. Po 26 kolejkach rozgrywek Serie A Roma zajmowała w tabeli zaledwie 7 miejsce oraz pożegnała już rozgrywki o Puchar Włoch i Puchar UEFA. Dlatego też Sensi, nie widząc przez kilkanaście miesięcy żadnych efektów pracy trenera z Argentyny – zwolnił go.

 

Nils Liedholm

Drużyna Romy dokończyła sezon kierowana z ławki trenerskiej przez duet: Nils Liedholm (z racji 75 lat został trenerem koordynatorem) oraz Ezio Sellę (trener wykonawczy). Jednak procesu rozkładu zespołu nie udało się zatrzymać i rzymianie zakończyli rozgrywki na rozczarowującym 13 miejscu.

 


Zemanlandia

Zdenek Zeman

Franco Sensi zdawał sobie sprawę, że potrzebny jest wstrząs i niespodziewanie dla wszystkich, zatrudnił czeskiego trenera, Zdenka Zemana. Zeman w 1968 roku, po interwencji „wojsk zaprzyjaźnionych” Układu Warszawskiego, uciekł z ówczesnej Czechosłowacji do Palermo, gdzie przez jakiś czas korzystał z gościny swojego wuja. W latach 80 rozpoczął swoją karierę trenerską, a zasłynął w całej Italii w latach 1989-1994, wprowadzając z Serie C do Serie A zespół Foggii. Następnie przez 3 lata był trenerem Lazio, co z pewnością pozostawiało wielki cień wątpliwości wśród kibiców Giallorossich w kwestii pełnej akceptacji Czecha. Na jego plus niewątpliwie trzeba było zapisać styl prowadzenia zespołów, które grały niezwykle widowiskowy futbol w ustawieniu 4-3-3, okraszony dużą ilością goli (strzelanych, ale i niestety – traconych). Roma swą grą bawiła publikę, prawie każdy mecz był intrygującym spektaklem, nic więc dziwnego, że kibice szybko pokochali Zemana. Wyniki 6:2 z Napoli, 4:1 z Fiorentiną, 4:3 z Empoli czy też 5:0 z Brescią oraz Milanem przysporzyły Czechowi w Rzymie wielu fanów. W pierwszym sezonie pracy Zemana w Romie (1997/98) jego zespół zajął 4 miejsce, mając – wraz z Juventusem – najlepszą ofensywę w Serie A. Zeman dał się poznać kibicom Romy jako człowiek mówiący niewiele i bez żadnych emocji (stąd jego przydomek: mister Euforia) oraz jako człowiek wypalający na ławce Romy niesamowite ilości papierosów (w tamtych czasach było to jeszcze dozwolone).

 

Rok później zameldował się z Giallorossimi na 5 miejscu. Jednak Zeman był także człowiekiem bezkompromisowym i szczerym – niedługo po objęciu stanowiska szkoleniowca Romy uwikłał się w utarczki z władzami Juve i Włoskiej Federacji Piłkarskiej na tematy niedozwolonego wspomagania graczy oraz ustawiania wyników meczów. Jako pierwszy wytoczył grube działa przeciwko możnym calcio. Niepopularne wątki ewidentnie zaszkodziły drużynie Zemana – arbitrzy w meczach z udziałem Romy zdecydowanie zbyt często podejmowali złe decyzje. Dlatego też Franco Sensi, po dwóch latach współpracy, musiał pożegnać się z Czechem. W pamięci kibiców Romy zapamiętany został on jako człowiek wymagający, sprawiedliwy, wiarygodny i kompetentny, co pozwoliło mu jakiś czas później znów zaistnieć na ławce trenerskiej Romy.


Twarda ręka i marne słowo Capello

Fabio Capello

Tymczasem latem 1999 roku do Rzymu zmierzał już Fabio Capello – były gracz Romy z czasów trenera Helenio Herrery oraz człowiek z opinią cudotwórcy, który zamienia w złoto wszystko co dotknie. Capello to trener, który z zespołem Milanu zdobył 4-krotnie tytuł mistrza Włoch (1992, 1993, 1994, 1996), 3-krotnie Superpuchar Włoch (1992, 1993, 1994), Puchar Europy (1994) i Superpuchar Europy (1994), a także zdobył mistrzostwo Hiszpanii z Realem Madryt (1997). Wizytówka godna pozazdroszczenia. Od samego początku Capello nie ukrywał przed nikim, że jego celem jest zdobycie scudetto z Romą, co wywołało wielką euforię w stolicy Włoch. Dodatkowym faktem, mającym pomóc Capello w pierwszym roku pracy w Rzymie było zatrudnienie na stanowisku asystenta uwielbianego w stolicy Włoch Nilsa Liedholma. Jednak pierwszy sezon (1999/2000) pod wodzą Włocha był bardzo przeciętny – zaledwie 6 lokata na mecie sezonu była powodem frustracji kibiców oraz impulsem dla Franco Sensiego by głęboko sięgnąć do swojej kieszeni (w tym samym czasie mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch oraz Superpuchar Włoch zdobyła drużyna Lazio). Do zespołu dołączyli tak uznani gracze jak: Emerson, Samuel czy Batistuta. Capello mając tak doskonały materiał ludzki stworzył niezwykłą maszynkę do wygrywania meczów – przez cały sezon 2000/01 rzymianie nadawali ton rozgrywkom i zdobyli, po 18 latach przerwy, 3 w swej historii scudetto. Kilka miesięcy później Capello zdobył z zespołem Romy kolejne trofeum – Superpuchar Włoch, gładko pokonując 3:0 na Stadio Olimpico bankrutującą Fiorentinę. Don Fabio pracował w Rzymie jeszcze kolejne 4 lata (do końca sezonu 2003/04), stając się, obok Liedholma i Herrery, najdłużej pracującym trenerem Romy. Jednak sukcesów już nie powtórzył, chociaż dwukrotnie zdobył wicemistrzostwo Włoch (2002, 2004). Latem 2004 roku lotem błyskawicy obiegła Rzym niesłychana wieść: Fabio Capello odchodzi do Juventusu! Jeszcze pół roku wcześniej sam mówił, że nie będzie pracował dla „Starej Damy”, jeszcze dzień wcześniej snuł plany transferowe… Nic więc dziwnego, że przez kibiców Romy uznany został jako zdrajca – lub też bardziej dosadnie – jako szczur opuszczający tonący okręt. Roma bowiem po inwestycjach w erze Capello odziedziczyła wielomilionowe długi, a to już Capello nie było w smak, bowiem – jak wielu zauważyło – włoski trener zawsze pracował tylko tam, gdzie były wielkie pieniądze na transfery. Kiedy w sezonie 2004/05 „Don Fabio” przyjechał na Stadio Olimpico z drużyną Juve, czekał na niego istny festiwal nienawiści – na trybunach krzyż z napisem „Capello” w towarzystwie płonących rac, natomiast podczas wyczytywania składów, konferansjer Carlo Zampa nie wyczytał jego nazwiska, pozwalając przez kilka sekund swego milczenia na wyraz dezaprobaty widowni poprzez przenikliwe gwizdy widowni.

 

Sezon pięciu trenerów

Rudi Voeller

Sezon 2004/05 zapamiętany został jako bardzo trudny i stresujący. Rozpoczęło się od zatrudnienia obiecującego trenera Parmy, Cesare Prandelliego (został później trenerem włoskiej kadry). Prandelli przygotowywał swój nowy zespół do rozgrywek, po czym, tuż przed jego rozpoczęciem, zrezygnował z dalszej współpracy z uwagi na wymagającą opieki ciężko chorą żonę (która zmarła w niedługim czasie). Jako „strażaka” w klubie zatrudniono, tak bardzo uwielbianego przez rzymskich kibiców, Rudiego Voellera (grał z wielkim powodzeniem w Romie w latach 1987-92, jako trener reprezentacji Niemiec zdobył na Mundialu 2002 srebrny medal). Jednak ten spokojny i ułożony trener nie poradził sobie z presją kibiców oraz kaprysami Antonio Cassano i zaledwie po 4 kolejkach złożył rezygnację. Na krótko, bo na jeden mecz pucharowy z Realem Madryt (porażka 4:2 na Estadio Bernabeu), miejsce na ławce Romy zajął Ezio Sella – w przeszłości opiekun drużyn młodzieżowych Romy, a także asystent trenerów: Zemana i Capello (1997-2004).

 

Luigi Del Neri

Kolejnym (już 4 trenerem w przeciągu kilku miesięcy) został Luigi Del Neri, osławiony wprowadzeniem malutkiego Chievo Verona z poziomu amatorskiego do Pucharu UEFA, a także… uderzającym podobieństwem do filmowego inspektora policji, Jacquesa Clouseau. Wydawało się, że Del Neri opanował kryzys, jednak seria 3 porażek dopełniła jego dni po 28 kolejce.

 

Bruno Conti

Na ostatnie 6 kolejek piątym trenerem Giallorossich został człowiek prosto z serca Romy – Bruno Conti, który nie tylko uchronił zespół przed spadkiem do Serie B, ale też… kuchennymi drzwiami zagwarantował drużynie start w europejskich pucharach (jako finalista przegranego z Interem Pucharu Włoch). Ósme miejsce na zakończenie rozgrywek okazało się niezwykle szczęśliwe i nie oddawało dramaturgii sezonu.

 


Srebrno-złota era Luciano Spallettiego

Luciano Spalletti
Wiosną 2005 roku droga do Europy wiodła przez finał Pucharu Włoch z Interem, z kolei droga do finału wiodła przez półfinał z Udinese, którego trenerem był wówczas Luciano Spalletti. Giallorossi wygrali na Stadio Friuli 2:1, a w pomeczowym wywiadzie dla telewizji RAI w niesamowity sposób komplementował zespół gości przegrany, ale niezwykle rozluźniony i uśmiechnięty Spalletti. Miesiąc później ten 46-letni wówczas trener został opiekunem drużyny Romy, a uwagę Franco Sensiego zwrócił na siebie dzięki znakomitym wynikom z prowincjonalnym i przeciętnym zespołem Udinese, które w wielkim stylu wprowadził do Ligi Mistrzów. W pierwszej części sezonu 2005/06 kibice nie mieli zbyt wielu powodów do radości, zespół grał chaotycznie i bardzo wolno, wydawało się nawet, że Spalletti w każdej chwili może złożyć rezygnację. I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nadeszła przemiana i wspaniała seria 11 wygranych z rzędu (ostatnie zwycięstwo w tej serii smakowało wybitnie, bowiem zostało odniesione nad Lazio). Na mecie sezonu podopieczni Spallettiego zameldowali się na 5 miejscu, jednak po aferze Calciopoli Romie przyznano tytuł wicemistrzowski. Kolejną szansą na zdobycie trofeum były pojedynki Romy z Interem – najpierw w finale Coppa Italia, a potem w potyczce o Superpuchar Włoch. Jednak w jednym, jak też i w drugim przypadku, Giallorossi musieli jeszcze uznać wyższość „nerazzurrich”.

 

Kolejny sezon (2006/07) przyniósł Romie pod wodzą „Don Luciano” powtórnie wicemistrzostwo Włoch (tym razem już w pełnym wymiarze punktowym zdobyte na boisku), Puchar Włoch (udany rewanż w finale turnieju na Interze) oraz Superpuchar Włoch (znów wygrana z Interem). Poza tym drużyna zyskała w Europie miano grającej najpiękniejszy futbol w Europie. Ale był to także sezon niesamowitej porażki 7:1 na Old Trafford przeciwko Manchesterowi Utd w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Trzeci rok pracy Spalettiego w Rzymie (2007/08) dał Giallorossim ponownie Puchar Włoch (po kolejnym już zwycięstwie nad Interem), a w Serie A trzeci raz z rzędu srebrne medale za 2 miejsce oraz ćwierćfinał Ligi Mistrzów (ponowna porażka z Manchesterem). I kiedy wydawało się, że Luciano Spalletti zostanie w rzymskim klubie na długie lata, coś pękło na linii trener-zespół. Od początku sezonu 2008/09 zespół Romy grał mało przekonująco, gromadząc po 9 kolejkach zaledwie 7 punktów. Później było już nieco lepiej, lecz nie na tyle by znów walczyć o scudetto. Szóste miejsce na zakończenie rozgrywek ligowych było rozczarowaniem dla wszystkich, także dla samego Spallettiego. Na szczęście w pamięci kibiców utkwiły zwycięskie boje w Lidze Mistrzów z Chelsea i Bordeaux, lecz problem wciąż pozostawał. Przez całe lato 2009 trener Romy zastanawiał się, gdzie tkwił błąd. Niestety – nie wymyślił nic znaczącego. Być może entuzjazm i radość z pracy, których nauczył trener swoich podopiecznych już się wypaliły, a może nastąpiło zmęczenie materiału? Jego przygoda z Romą trwała jeszcze 2 kolejki sezonu 2009/10 (dwie porażki z Genoą i Juventusem na Stadio Olimpico kazały złożyć Spallettiemu dymisję).

Czary-mary i wywrotki Claudio Ranieriego

Claudio Ranieri
Z wyboru Roselli Sensi (przejęła stery klubu po zmarłym ojcu) następcą Spallettiego został doskonale znany w Rzymie Claudio Ranieri – 58-letni trener z wielkim międzynarodowym doświadczeniem (trenował takie firmy jak: Napoli, Fiorentina, Valencia, Atletico Madryt, Chelsea czy Juventus), rzymianin z urodzenia oraz od zawsze kibic Romy. Sama pani prezydent wypowiadała się o Ranierim z ogromnym szacunkiem, wspominając także wolę swojego ojca, który zawsze chciał zatrudnić tego trenera w rzymskim klubie. Ranieri od razu wziął się do ciężkiej pracy. Gra jego zespołu nie była już tak widowiskowa, ponieważ rzeczą nadrzędną była taktyka i wynikające z niej wyniki. Zespół Ranieriego wygrał wprawdzie dwa pierwsze mecze ze Sieną i Fiorentiną, jednak po 14 kolejkach strata do prowadzącego Interu wynosiła już 14 punktów. Od tego momentu rozpoczął się wielki pościg. Filozofia szkoleniowca Romy była prosta, a wyrażona została w następujących słowach: „Zawsze powtarzam drużynie, że w momencie, gdy Olimpico będzie wypełnione do ostatniego miejsca będzie to oznaczało, że podążamy właściwą drogą”. W 32 kolejce cel został osiągnięty – w obecności kompletu widzów, Roma wygrała z Interem na Stadionie Olimpijskim 2:1, a po następnej wygranej z Atalantą wyprzedziła „nerazzurrich” w tabeli i zasiadła na fotelu lidera. Wystarczyło do końca rozgrywek wygrać jeszcze 5 meczów i mistrzostwo Włoch powędrowałoby do Rzymu. Roma wygrała tylko 4 mecze, a potknęła się podczas domowego występu z Sampdorią, który przegrała w niesamowitych okolicznościach 1:2 (1:0). Znów zdobyte wicemistrzostwo tym razem dawało wielkie poczucie niedosytu. Ranieri prowadził rzymski zespół także w sezonie 2010/11, jednak nie wytrwał do jego końca. Do historii przeszło jego powiedzenie, że „trzeba uważać by na zakręcie nie poślizgnąć się na skórce od banana”. Tymczasem w 26 kolejce Giallorossi rozgrywali pojedynek na Stadio Marassi z drużyną Genoi. I kiedy po 50 minutach prowadzili już 3:0, nikt nie spodziewał się fatalnego finału. Rzymianie dali sobie strzelić jednak 4 gole, przegrali cały mecz 4:3, a Ranieri – nie mogąc logicznie wytłumaczyć sobie takiej wpadki – podał się do dymisji, która została przyjęta przez Rosellę Sensi. Jednak Ranieri, jako wielki Romanista, wiedział jak ważne dla kibiców są derby Rzymu, dlatego też zapamiętany został pod pseudonimem „Mr Derby” – człowiek, który jako trener Romy wygrał wszystkie 4 pojedynki z Lazio.

 

Vincenzo Montella
Rozgrywki rzymianie dokończyli z Vincenzo Montellą na ławce trenerskiej („Top Gun” to ówczesny opiekun drużyn młodzieżowych w Trigorii; z drużyną Giovanissimi zdobył w 2010 roku wicemistrzostwo Włoch), a jego praca – mimo zajęcia finalnie 6 pozycji w tabeli – została przez kibiców oceniona bardzo pozytywnie. Tymczasem Roma stała u progu bardzo poważnych przemian strukturalnych.

 

Luisa upadek z wysokiego konia

Luis Enrique
Sezon 2011/12 drużyna rozpoczęła już z nowym właścicielem – Rosellę Sensi zastąpiło amerykańskie konsorcjum, na czele którego stanął Thomas Di Benedetto. Do zmian doszło w całym pionie kierowniczym, które uznało, że Vincenzo Montella nie jest gwarantem postępu w grze zespołu. Montella szybko odszedł do Catanii, natomiast 8 czerwca 2011 roku, nowy dyrektor generalny Romy, Franco Baldini ogłosił nazwisko kolejnego szkoleniowca piłkarzy Romy. Został nim 40-letni Luis Enrique Martinez Garcia – dotychczasowy opiekun drużyny rezerw Barcelony, która w Secunda Division radziła sobie znakomicie. Wcześniej Luis Enrique (jak nazywany jest skrótowo) był napastnikiem Sportingu Gijon, Realu Madryt, Barcelony i reprezentacji Hiszpanii. Mający za sobą jedynie 3 lata trenerskiej pracy w Barcelonie oraz mający fobię na punkcie czasu posiadania piłki i zamęczania przeciwnika tysiącem podań Enrique przybył do Rzymu z wielkimi ambicjami, w doskonałym humorze i emanującą zewsząd pewnością siebie. Jednak szybko okazało się, że „żółtodziób” nie tylko nie potrafi uczyć się na własnych błędach, ale i nie słucha rad innych. Wielkim rozczarowaniem, ale i ostrzeżeniem na początku jego drogi, była porażka ze Slovanem Bratysława w dwumeczu w kwalifikacjach do Ligi Europy. W Serie A nie było rewelacji – Roma potrafiła ograć Inter 4:0 czy też na San Paolo pokonać Napoli 3:1, ale cały splendor po tych wiktoriach trwoniła przegrywając mecze ze Sieną, Lecce, Atalantą… Właśnie wysoka porażka w Bergamo odbiła się w szerokim echem w rzymskim środowisku, bowiem Luis Enrique postanowił ukarać Daniele De Rosiego za spóźnienie na odprawę meczową posyłając go na trybuny. Dziwne metody wychowawcze okazały się „strzałem w kolano”, bowiem po katastrofalnym meczu Giallorossi przegrali 4:1. Im dalej, tym gorzej – po przegranym meczu na Stadio Olimpico z Fiorentiną (kwiecień 2012), kibice z Curva Sud poprosili Francesco Tottiego pod swoją trybunę i w niewybredny sposób wykrzyczeli do uszu kapitana, co myślą o trenerze z Hiszpanii. Roma zakończyła sezon na 7 pozycji, nie kwalifikując się nawet do europejskich rozgrywek. Luis Enrique, dokładnie w rok po objęciu posady trenera Romy, na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej, zrezygnował z prowadzenia zespołu, a jako główny powód podał swoje ogromne zmęczenie i wypalenie roczną pracą w Rzymie. Istotnie, Hiszpan przez cały następny rok odpoczywał od wielkiego futbolu, potem – po niedoszłym powrocie do Barcelony – prowadził Celtę Vigo, a latem 2014 roku w końcu został trenerem pierwszego zespołu Barcelony.

 

Zeman bez Zemanlandii

Zdenek Zeman
Kiedy po meczu z Fiorentiną Totti musiał wysłuchiwać żalów kibiców pod adresem Luisa Enrique, w głębi trybuny pojawił się napis: „Dawać Zemana!”. Franco Baldini spełnił życzenie ludu i w czerwcu 2012 roku podpisał z Czechem 2-letni kontrakt. Zdenek Zeman, zapamiętany w Rzymie jako ostoja uczciwości i sprawiedliwości, cieszył się w stolicy Włoch wielkim autorytetem. I tylko niektórzy zdawali się cicho zauważać, że Zeman w swojej karierze trenerskiej jeszcze nic znaczącego nie wygrał. Na fali entuzjazmu (czeski szkoleniowiec dopiero co w znakomitym stylu wprowadził do Serie A zespół Pescary, rezygnując z pracy w tym klubie na rzecz Romy), wszyscy wierzyli lub chcieli wierzyć w ciężkie metody treningowe Zemana (sławny maraton po schodach) i oczekiwali gry na miarę mocarstwowych planów rzymskiego klubu. Dodatkowym plusem ku szybkiej budowie wielkiego zespołu była absencja na boiskach Europy, co pozwalało na systematyczny i spokojny trening. Tymczasem czas mijał szybko, a efekty pracy Zemana były dalekie od oczekiwań. Wahania formy przerażały – pewna wygrana 3:1 na San Siro z Interem, a tydzień później porażka 2:3 na Olimpico z bardzo przeciętną Bologną (przy prowadzeniu po 15 minutach 2:0!). Sytuacja powtarzała się kilka razy: piękna wygrana na Marassi z zespołem Genoi 4:2 i zaraz potem porażka w Rzymie z Udinese 2:3 (oczywiście przy prowadzeniu 2:0 nagle zespół Zemana „umierał”) itd. Pod koniec listopada i w grudniu wydawało się jednak, że w drużynie wszystko w końcu zaskoczyło jak powinno – wygrane z Torino, Pescarą, Sieną, Fiorentiną i Milanem dawały wreszcie ciągłość pozytywnych wyników.

 

Na przełomie roku 2012 i 2013 zespół udał się na krótkie tournee do USA, a po powrocie… wszystko posypało się jak domek z kart. 5 meczów, w których zanotowano 3 porażki i 2 remisy nie mogły być powodem do dumy. Nie pomagało zatrudnienie Carlosa Zago (byłego świetnego obrońcy Romy z czasów pierwszej przygody Zemana z Romą) – dodatkowego trenera mającego ogarnąć słabiutki blok defensywny rzymian. Decydujący dla losów Zemana był mecz na Stadio Olimpico z Cagliari – przegrany 2:4 po katastrofalnych błędach całej linii obrony (bramkarz Goicoechea, przez nikogo nie atakowany, sam wrzucił sobie piłkę do swojej bramki!). Jednym z głównych grzechów czeskiego szkoleniowca był brak kontaktu z drużyną (minimum słów, maksimum myśli).

Aurelio Andreazzoli
2 lutego Zeman przestał pełnić obowiązki trenera Romy, a jego następcą został nikomu bliżej nieznany Aurelio Andreazzoli (wcześniej asystent trenerów Spallettiego, Ranieriego i Montelli). Zadaniem „człowieka z cienia” było wywalczenie awansu do europejskich pucharów oraz zdobycie Pucharu Włoch. Ostatecznie Andreazzolemu nie udało się osiągnąć żadnego z wytyczonych celów. W Serie A Roma finiszowała na 6 miejscu, natomiast sądnym dniem był 26 maja, kiedy Giallorossi w kiepskim stylu przegrali finał Pucharu Włoch z Lazio.

 

Rudi Garcia – właściwy człowiek na właściwym miejscu

Rudi Garcia
Przychodził do klubu jako bliżej nieznany trener francuskiego ORC Lille, z którym w 2011 roku wywalczył mistrzostwo i Puchar Francji. Przychodził wśród powszechnej wściekłości oraz zniechęcenia kibiców. Przychodził jako pierwszy francuski trener, przełamując stereotypową niechęć dwóch sąsiadujących ze sobą narodów. Pokonał konkurentów do trenerskiej ławki Romy w osobie Laurenta Blanca, Massimiliano Allegriego i Waltera Mazzarriego. Ściągnięty przez Waltera Sabatiniego na rozmowy do Nowego Yorku w kilka minut przekonał do swojej osoby amerykańskiego prezydenta Romy, James’a Pallottę i podpisał 2-letni kontrakt. Okazał się osobą, jaką Roma szukała od kilku lat – niezwykle inteligentną z wielką osobowością, z szacunkiem dla innych, komunikatywną i z wielką kulturą pracy. Rudi Garcia w kilka dni pojął na czym polega specyfika rzymskiego środowiska i kultura włoskiej piłki. Czyli zrobił coś, co jego poprzednikom – Luisowi Enrique i Zdenkowi Zemanowi – nie udawało się w ciągu wielu długich miesięcy. Już na pierwszej konferencji prasowej ugasił pożar między kibicami i zarządem, mówiąc dosadnie i wprost: „Ci, którzy krytykują klub i zawodników nie mogą być kibicami Romy. Kiedy kochasz swój zespół, klub, musisz starać się zachęcać graczy. W najgorszym wypadku są oni kibicami Lazio”. Miał także jasne przesłanie dla samych piłkarzy: „Chcę widzieć graczy żyjących i rozwijających się z grupą w szatni, którzy rozumieją, kto jest prawdziwym liderem”.

 

Po wielu miesiącach upokarzających porażek, sezon 2013/14 rozpoczął się dla kibiców Romy jak z w bajce. Zwycięstwo za zwycięstwem (ostatecznie rzymianie wygrali 10 spotkań z rzędu od początku rozgrywek, co stało się nowym rekordem we Włoszech), wielki entuzjazm pogłębiający się z każdym zdobytym golem i – co niesamowite w perspektywie niedalekiej przeszłości – bezbłędna linia defensywna. Przez cały sezon Roma była realnym rywalem Juventusu do scudetto. Z miejsca udało się osiągnąć Ligę Mistrzów (w bezpośrednim awansie), choć zakładano tylko ogólny plan powrotu na boiska Europy. Rudi Garcia ze swoim zespołem pobił po drodze jeszcze kilka innych rekordów: zdobył największą ilość punktów (85) w historii Romy w lidze 20-zespołowej, bramkarz Romy (De Sanctis) schodził z murawy niepokonany przez rywali aż w 21 przypadkach, a zespół osiągnął nienotowany jeszcze nigdy pułap 26 zwycięstw ligowych. Wszystko to może świadczyć o wielkich kompetencjach Garcii, który z uwagi na swoją osobowość i styl prowadzenia zespołu już porównywany jest do samego Nilsa Liedholma. W sezonie 2014/15 zapowiada on atak na scudetto oraz osiągnięcie w Lidze Mistrzów pułapu minimum 1/8 finału. 30 maja 2014 roku Rudi Garcia i James Pallotta doszli do porozumienia, na mocy którego francuski trener został trenerem Romy przez kolejne 3 lata, a więc do 2018 roku.

Kartka z kalendarza
    Wydarzenie na dzisiaj (2020-08-13):
    • Brak
Shoutbox
  • CanisLupus; 4 godziny temu

    Nieważne jak zagrało PSG, ważne że wyrolowali frajera, bo jak nazwać Atalantę?

  • latarnik; 4 godziny temu

    Atalanta od około miesiąca nie jest już tym samym zespołem pod względem kondycyjnym. Nawet oni mają swoje granice.

  • Adamus; 4 godziny temu

    Chyba przez Atletii, raczej ich nie rozjadą, wygrają pewnie 1:0 ale Gejmarek będzie płakał i będzie bity.

  • BigStars; 4 godziny temu

    Trochę końcówkę rozegrali jak Roma :P

  • Werewolf; 4 godziny temu

    rozjechane to P$G zostanie przez kogokolwiek w kolejnej rundzie

  • BigStars; 4 godziny temu

    Błędem było wpuszczać muriela

  • abruzzi; 4 godziny temu

    Jedną akcję zespołową zrobili, a tak końskie bieganie na przełaj, taka taktyka Tuchela, podaj do Mbappe albo gejmara i niech biegnie do przodu. Szkoda, ale i tak klasa konie z prowincji w ćwierćfinale to historyczny wynik.

  • Mancol; 4 godziny temu

    Niestety, ale trochę wychodzi kończenie sezonu za pięć dwunasta. Gdzie jest ta Atalanta która kondycyjnie była nie do zajebania? W drugiej połowie zgasła i zawsze o pół tempa za wolno do każdej piłki

  • BigStars; 4 godziny temu

    Źle rozegrana końcówka spotkania

  • Odyn92; 4 godziny temu

    To jest akurat smutne.

  • Junkhead; 4 godziny temu

    A już witali się z gąską...

  • Adamus; 4 godziny temu

    Niestety pieniądze dziś wygrały.

  • Mancol; 4 godziny temu

    I pograne

  • Czarodziej Romanista; 4 godziny temu

    Jaja jak berety

  • Junkhead; 4 godziny temu

    Yhy

Tabela / Strzelcy - Serie A
Klub M P
1. Juventus FC 38 83
2. FC Internazionale 38 82
3. Atalanta BC 38 78
4. SS Lazio 38 78
5. AS Roma 38 70
6. AC Milan 38 66
Zobacz pełną tabelę
Wyniki Serie A
37 kolejka - 28.07-29.07.2020
  • Parma
    1 : 2
    Atalanta
  • Inter
    2 : 0
    Napoli
  • Sassuolo
    5 : 0
    Genoa
  • Udinese
    1 : 2
    Lecce
  • Sampdoria
    1 : 4
    Milan
  • Lazio
    2 : 0
    Brescia
  • Verona
    3 : 0
    Spal
  • Cagliari
    2 : 0
    Juventus
  • Fiorentina
    4 : 0
    Bologna
Ankieta
Czy podoba Ci się koszulka na nowy sezon?
  • Tak, jest świetna! - 34%
  • Podoba mi się, ale wzór miał większy potencjał. - 40%
  • Nie, na projektach wyglądało to o wiele lepiej. - 26%
  • Ranking graczy / typera
    Poz. Użytkownik Pkt
    1 fl4shu 13000
    2 Mag1907 10000
    3 WolvesAS 5413
    4 x305 4792
    5 grubyswa 2000
    Statystyki strony
    • Newsów: 23832
    • Użytkowników: 2181
    • Ostatni użytkownik: Wroblo
    • Istnieje od: 6381 dni
    • Gości online (anonimowych użytkowników): 73 (0)
    • Użytkownicy online (1):

      kreatos