Roma gra odważnie, intensywnie i bez kalkulacji — dokładnie tak, jakby już była drużyną gotową. Kłopot w tym, że wciąż nią nie jest. A futbol rzadko nagradza dobre intencje bez pokrycia.
Roma próbuje grać futbol odważny, intensywny i bez taryfy ulgowej. To piłka w stylu Gian Piero Gasperiniego: krycie człowiek na człowieku, pojedynki na całym boisku, presja od pierwszej do ostatniej minuty. Trochę jak siłowanie się na rękę — jeśli masz mocniejsze przedramię, wygrywasz. Jeśli nie, szybko okazuje się, że samo przekonanie o własnej sile nie wystarcza. I tu zaczyna się problem, bo Roma wychodzi do gry otwarcie z każdym, nawet wtedy, gdy tak naprawdę nie ma jeszcze argumentów, by wygrać ten pojedynek.
Dla kontrastu warto przypomnieć podejście Claudio Ranieriego. On wiedział, że nie każdą bitwę trzeba toczyć w środku pola. Czasem lepiej cofnąć się o krok, przeczekać i wrócić z punktami. Nieprzypadkowo drużyny grające „skromniej”, jak Lecce, potrafią w Turynie wyszarpać remis, choć na papierze powinny być tylko tłem. To nie romantyzm, to zdrowy rozsądek w czystej postaci.
Roma chce być gotowa na wszystko jednocześnie, choć sama wciąż jest w fazie montażu. Skład nie daje stabilności, forma faluje, a w momentach największej próby zawodzą właśnie ci, na których odpowiedzialność spada największa: Manu Konè i Matías Soulé nie zawsze są w stanie zapewnić przewagę niezbędną do gry opartej na intensywności i pojedynkach. Trudno też mówić o wyraźnej tożsamości zespołu, skoro na kluczowych pozycjach brakuje zarówno jakości piłkarskiej, jak i szybkości. To trochę tak, jakby próbować narzucić wysokie tempo maratonu w połowie przygotowań — intencje są słuszne, ale organizm szybko przypomina, na jakim etapie naprawdę się znajduje.
Do tego dochodzi temat transferów, który ciągnie się jak serial bez ostatniego odcinka. Hasło:„natychmiastowe wzmocnienia” powtarzane jest od miesięcy, lecz na razie pozostaje bardziej zaklęciem niż realnym planem. Styczeń, tradycyjnie trudny dla Romy, zamiast przynieść rozwiązania, przynosi kolejne plotki i coraz większe napięcie. Każda nowa pogłoska działa bardziej na nerwy niż na wyobraźnię.
Na boisku widać też konsekwencje decyzji kadrowych. Zespół opiera się na zawodnikach, którzy są bliżej końca swojej drogi w klubie niż jej początku — Paulo Dybala, Lorenzo Pellegrini, Stephan El Shaarawy — albo na piłkarzach, którzy nie są realnym elementem przyszłego projektu, jak Evan Ferguson czy Leon Bailey. Trudno oczekiwać pełnego zaangażowania, gdy przyszłość jest niepewna, a motywacja dryfuje gdzieś między kolejnym kontraktem a przetrwaniem sezonu.
Na tym tle szczególnie boli porównanie z innymi klubami, które potrafią kupować zawodników za naprawdę duże pieniądze, podczas gdy Roma wygląda raczej jak uczestnik wyprzedaży końcówek magazynowych niż pełnoprawny gracz na rynku. Oczywiście, nad Trigorią unosi się parasol Finansowego Fair Play, który skutecznie ogranicza pole manewru i tłumaczy część bezruchu. Jednak dla kibiców to wytłumaczenie z czasem przestaje wystarczać.
Cała ta historia sprowadza się do jednego wniosku. Odwaga i konsekwencja w stylu gry są ważne, ale same nie wygrają meczów. Bez odpowiedniej jakości, głębi składu i spójnych decyzji organizacyjnych otwarta gra staje się ryzykowną deklaracją bez pokrycia. A w czasie budowy zespołu czasem większą sztuką niż granie va banque jest umiejętność rozpoznania własnych ograniczeń — zanim przeciwnik zrobi to za ciebie.
Komentarze
Odważnie to grała Roma Zemana. Gasp dobrze prowadzi zespół, bo jak strzelamy pierwsi gola, to zazwyczaj nie puszczamy już wygranej. Niestety kij ma dwa końce i tracąc gola jako pierwsi nie potrafimy się z tego odkręcić. Czy można zatem powiedzieć, że gramy "all in"? Nie sądzę. Gramy w szachy i albo będziemy jeden ruch przed rywalem albo marne szanse na zwycięstwo.
Nie zgadzam się z autorem, ale doceniam artykuł :)
Granie "Ranieri" czy nawet "Mourinho style" absolutnie nie rozwija drużyny.
Wyniki 1:0, często przy ekstremalnym szczęściu ( jak i punktowanie dzięki temu w 2025), mocno zamazuje jej poziom. A jest on nijaki, bo niewiele potrafią, gdy są naciskani mocniej. I to nie jest zależne od stylu Gaspa.
Lepiej teraz odsiewać plew (3/4 składu), ale iść w wiadomym kierunku, niż grać "na przywiezenie punktu" i trwać w tym samym bagnie od lat.
Przeciwnik już od dawna zna ograniczenia AS Roma. Pęka pod naporem.
Tylko konsekwentne dążenie do wizji trenera, który udowodnił że zna się na robocie, może zaprocentować i wynieść nas piętro wyżej. W przeciwnym razie będziemy oglądać męczenie buły jak przez kilka ostatnich lat.
Nie wiem, czy to jest all in, czy nie. Po prostu brakuje komu zamknąć akcję. Dosłownie Roma nie potrafi strzelić bramki mocniejszej drużynie. W całym sezonie mamy jedną dobitkę Baldanziego – wow. Na słabsze ekipy działa ten wysoki pressing i jakos da radę dotrwać przy 1:0, ale patrząc na te wyniki jakie Roma w tym sezonie notuje oraz efektywnosc ataku, to mamy tutaj naprawdę sytuację patologiczną jeśli mowimy o druzynie ktora walczy o puchary. raz odkręcilismy wynik ze słabą Violą, poza tym nie umiemy nawet wyjsc na remis. Roma stoi w miejscu. Masakra.
Gasp pokazał już że potrafi zbudować drużynę na lata. Atalanta nie zależnie kogo kupi, kogo sprzeda, kto jest ich trenerem to jednak grają zawsze ten sam styl i z w miarę dobrym trenerem typu Palladino są w stanie nadal kontynuować dzieło Gaspa. Najlepsze w jego drużynie jest też to że to jedna z niewielu drużyn która zarabia i FFP ma w dupie dzięki temu. Dajmy czas, niech nasz budowniczy buduje tylko żeby Massara wziął się do roboty, bo z gówna jeszcze nikt dobrego domu nie zbudował.