Trener Romy mówi wprost o tym, co go dziś drażni w futbolu, podaje świeże informacje o kontuzjowanych i tłumaczy decyzje kadrowe przed kolejnym ważnym meczem ligowym.
Gian Piero Gasperini spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej przed starciem Roma–Cagliari w 24. kolejce Serie A. Mecz w poniedziałek o 20:45, transmisja w Eleven Sports 1.
Czy podobałby ci się ewentualny powrót Tottiego?
– Ja bym go od razu wystawił do gry… tylko musi trenować, no i musielibyśmy mu odjąć jakieś piętnaście lat! (śmiech)
Jakie pierwsze wrażenie zrobił na tobie Zaragoza i w jakiej jest formie po pierwszych treningach?
– Z Zaragozą dopiero się poznajemy, miał kilka treningów z nami, w Celcie grał dość regularnie, jest w niezłej kondycji. Oczywiście musi jak najlepiej poznać nową rzeczywistość, ale na jutro jest dostępny. Nie zdecydowałem jeszcze, czy zagra od pierwszej minuty, zobaczymy, natomiast intencja zawsze jest taka, by szybko wprowadzać nowych, także po to, żeby mieli więcej możliwości i szybciej wchodzili w rytm drużyny.
Co pomyślałeś o słowach De Rossiego po meczu Genoa–Napoli i jak ty oceniasz to, co dzieje się dziś w piłce?
– To nie dotyczy jednej drużyny, tylko wszystkich. Uważam, że my, trenerzy, powinniśmy się na chwilę zebrać i sprawić, żeby nasz głos był w futbolu bardziej słyszalny. Myślę dokładnie tak jak Daniele i jak wszyscy szkoleniowcy, których słucham. Taki futbol nie podoba się ani nam, ani publiczności: jest chaos, brzydko się to ogląda, są dziwne kartki, są rzuty karne, których publiczność nawet nie rozumie, są oczywiste symulacje piłkarzy, ławki wyskakują w powietrze, prowokuje się sędziów. Być może także my, trenerzy, musimy zrobić coś pożytecznego. Zaczynają się pojawiać w klubach ludzie z zewnątrz, z arbitrażu, którzy uczą zawodników, jak leżeć na ziemi, jak się zachować po kontakcie, żeby zostać na murawie nawet wtedy, gdy piłka została wybita głową. Piłka nożna powinna być uczciwa, a w ten sposób oddala się od sportu. Próby „wyżebrania” kartki, karnego, napomnienia czy czerwonej kartki są dalekie od tego, jak funkcjonują inne dyscypliny. Wczoraj oglądałem rugby, piękny sport. W piłce są interesy, ale może Daniele ma rację: coś musi wyjść od trenerów, żeby ten system się zmienił, bo szkodzi naszemu sportowi. Coraz mniej się w nim odnajduję, w sporcie, który uprawiałem całe życie, i nie rozumiem, dlaczego sprowadza się go do prób drobnego oszustwa.
Jak oceniasz rozwój zespołu pod kątem reakcji i prób odwracania losów spotkań? Co mówi ci o waszej sile mentalnej ta droga, którą przeszliście?
– Nigdy nie miałem co do tego wątpliwości. Ta grupa zawsze odpowiadała mocno. Czasem, jak w Udine, dochodził pech, w innych przypadkach nie potrafiliśmy tego odwrócić i przegrywaliśmy sporo meczów 0:1, nie będąc w stanie wrócić do spotkania. Być może musimy urosnąć jeszcze trochę w grze w powietrzu i to jest kluczowe, bo wiele meczów rozstrzyga się, odrabia albo wygrywa w końcówkach właśnie w ten sposób. Jasne, że jest aspekt techniczny, w którym musimy się poprawić, ale mentalnie ta drużyna zawsze pokazywała świetną reakcję i tak będzie również w kolejnych spotkaniach.
Roma przez cały sezon była solidna. Oczekujesz takiej samej, a nawet większej reakcji teraz, gdy wypadliście z pierwszej czwórki?
– Jeszcze większej, bo to, co próbujemy robić, wykracza poza jedno spotkanie. Zawsze staramy się podejść do każdego meczu i rozwiązać problemy, jakie dana gra przynosi. W styczniu rozegraliśmy dziesięć spotkań, praktycznie od 29 grudnia z Genoą do 2 lutego z Udinese, i to były mecze o ogromnym poziomie trudności, często także kadrowej, bo traciliśmy wielu zawodników i regularnie byliśmy w trybie awaryjnym. Pamiętam Lecce, pamiętam Ateny, ale tak naprawdę wszystkie pozostałe graliśmy w skomplikowanych warunkach. Debiutowali chłopcy tacy jak Romano, Arena czy Della Rocca. Grał Vaz, gdy tylko był dostępny, od razu po przyjściu, grał też Venturino od razu po przyjściu. Mimo wszystko przeszliśmy trudną drogę, z wieloma brakami, ale zawsze z wielkim duchem i chęcią pracy. Teraz wywalczyliśmy możliwość gry w marcu w Lidze Europy i przed nami miesiąc bardziej normalnego grania. Chcemy odzyskać jak najwięcej piłkarzy, którzy są dla nas fundamentalni, ale niezależnie od tego, czy jedno spotkanie poszło gorzej czy nie, intencja jest taka sama: prezentować się tak, jak prezentowaliśmy się do tej pory.
W kwestii przedłużeń kontraktów: jak ważne będzie twoje zdanie w ewentualnych rozmowach z piłkarzami, którym kończą się umowy?
– Negocjacje wynikają przede wszystkim z innej sytuacji ekonomicznej i ja nie mogę być pośrodku. Są potrzeby klubu i są potrzeby zawodników. To nie jest kwestia jakości piłkarzy, tylko wyłącznie kwestia finansów i to będzie trudność. Bardzo liczę jednak na tych graczy. Nie jest łatwo dojechać do końca sezonu z czterema zawodnikami z kończącymi się umowami i dwoma wypożyczonymi, sześciu piłkarzy z kadry to naprawdę dużo. Ale znając ich, wierzę, że zawsze znajdziemy mocną motywację, by iść drogą, którą idziemy do tej pory. To zawodnicy związani z Romą, a z biegiem sezonu jest to sytuacja, z którą, szczerze, nie jest mi też przyjemnie się mierzyć.
Na jakim etapie jest Ferguson i dlaczego tak trudno mu złapać ciągłość, zwłaszcza przez problemy ze stawem skokowym?
– Ferguson ma problem z kostką, to już czwarte skręcenie. W zeszłym roku pauzował rok po operacji stawu skokowego, więc największe trudności wynikają właśnie z tego. Próbujemy postawić go na nogi, ale za każdym razem, gdy zmienia kierunek, ryzykuje kolejne małe skręcenie. Ma dolegliwości raz z jednej, raz z drugiej strony, ale ta operowana kostka to ta, w której problem nie został do końca rozwiązany. Wszyscy pracujemy, żeby go odzyskać, ale nie jest to łatwe również dla niego: przechodzi od chwil radości do momentów, gdy jest bardzo niezadowolony i przybity, a za każdym razem potrzeba tygodni. Ostatnio, jeśli dobrze pamiętam, nabawił się urazu po nagłym zrywie, kiedy próbował uniknąć fotografa. Gdy tylko był dostępny, zawsze z niego korzystaliśmy, i taka jest jego sytuacja. Zresztą w tym roku jest i tak lepiej niż w poprzednim, kiedy praktycznie w ogóle nie grał.
Jak wygląda sytuacja pozostałych kontuzjowanych?
– Hermoso ma bardzo mocne stłuczenie na podbiciu stopy, duży krwiak, ma problem, żeby oprzeć stopę o ziemię i nawet założyć but, ale mamy nadzieję, że w przyszłym tygodniu będzie dostępny, podobnie jak Dybala. Dybala doznał silnego stłuczenia kolana, więzadła nie są naruszone i nie ma nic poważnego. Venturino przeszedł grypę i już wrócił. Soulé od tygodni zmaga się z pubalgią, ale dzięki świetnemu nastawieniu zawsze się mobilizuje, by grać. Jasne, że nie jest w optymalnej formie, przeżywa nową sytuację, bo gra bardzo dużo, a wcześniej nigdy mu się to nie zdarzało; to często spotyka młodych piłkarzy, kiedy tak mocno rośnie im liczba minut. To nie jest nic bardzo poważnego, on z tym funkcjonuje: czasem jest lepiej, czasem gorzej, przejdzie to. O Dowbyka nie pytajcie, wiecie. Koné? Oby, pracuje dobrze. Z Vazem raczej nie ma dużego problemu, myślę, że między wtorkiem a środą wróci do zespołu.
W Udine środek pola wyglądał na ustawiony niżej. Myślisz o zmianach na jutro, czy duet Cristante–El Aynaoui ci odpowiada? I czy przy Zaragozie widzisz szansę na Pellegriniego w tej roli?
– W tym momencie jest też Pisilli, który spisuje się bardzo dobrze. To trzech wiarygodnych zawodników. Nie ma Koné, ale cała trójka daje gwarancje: mogą zagrać razem, mogą zagrać w dwójce, a potem jeden może wejść z ławki. Pod tym względem czuję się dość zabezpieczony. Pellegrini jest wszechstronny i w niektórych meczach może zostać użyty także w tej roli.
Dlaczego na liście UEFA zabrakło Angelino i czy teraz znów jest w pełni do twojej dyspozycji?
– W ostatnich dziesięciu dniach Angelino zaliczył świetny progres: odzyskał ponad cztery kilogramy i wyniki badań też mocno się poprawiły. Wszyscy jesteśmy przekonani i pełni nadziei, że wróci do pełni sił, przede wszystkim jako człowiek, a potem jako piłkarz. Ponieważ nie mieliśmy pewności co do czasu, podjęliśmy taką decyzję przy liście UEFA, bo musieliśmy wpisać trzech nowych zawodników. Najważniejsze jednak, żeby on dobrze wrócił, a jeśli nie będzie można użyć go w Europie, może zacząć grać w lidze. Kiedy uznam, że znów jest tym samym piłkarzem co wcześniej, będziemy z niego korzystać, bo Angelino to bardzo dobry zawodnik i wiele straciliśmy bez niego; nie możemy się doczekać, aż znów będzie sobą.
Skąd biorą się mecze, w których trudno wam tworzyć sytuacje, i co możesz skorygować? Jesienią w Cagliari nie była to wasza najlepsza Roma.
– Zgadzam się, że w Cagliari to nie był dobry mecz, szczególnie w pierwszej połowie. Potem graliśmy w dziesiątkę i straciliśmy gola w końcówce po rzucie rożnym, choć były warunki, żeby wywieźć stamtąd przynajmniej remis. Co do goli, w ostatnim czasie zaczęliśmy strzelać, a do Udine podchodziliśmy z dobrą średnią z ostatnich tygodni. W Udine sytuacje były, zwłaszcza w drugiej połowie, i to sporo; nie zawsze kończyło się to paradami bramkarza, ale często wchodziliśmy w pole karne i nie potrafiliśmy znaleźć właściwych zagrań lub odpowiednich dotknięć piłki. Mimo wszystko wykreowaliśmy coś więcej. W pierwszej połowie cierpieliśmy też ze względu na klasę rywala, straciliśmy brzydkiego gola po samobóju, a Udinese było groźne prawie wyłącznie po strzałach z dystansu. Mecz trwa 90 minut i nie uważam, żebyśmy w tych 90 minutach zrobili mniej niż Udinese. Musimy przyjąć wynik i się poprawić. Teraz znów gramy z Cagliari, po jesiennym spotkaniu, które nie było dobre, i mamy okazję się zrehabilitować: gramy u siebie, mamy mnóstwo motywacji. Nie będzie łatwo, bo Cagliari jest w dobrym momencie i to trudny rywal, ale my mamy bardzo mocne powody, by zagrać lepiej.
Kiedy mówisz o piłkarzach, których przyszłość po sezonie nie jest pewna, masz na myśli przedłużenia umów czy raczej sprawy wypożyczeń?
– Malen jest wypożyczony, Venturino jest wypożyczony, Zaragoza jest wypożyczony. Ferguson też jest na wypożyczeniu, ale z bardzo wysoką kwotą wykupu, więc albo to renegocjujesz, albo podejmujesz inne decyzje. To różne sytuacje, które znacie. Wypożyczenie z opcją wykupu to dobra formuła, ale idealnie nie jest wtedy, gdy masz graczy, którzy z powodów kontraktowych albo innych przyczyn mogą w kolejnym roku nie być częścią zespołu. Dla mnie to pierwszy raz w takiej sytuacji, ale bardzo liczę na zaufanie: znając tych chłopaków, jestem przekonany, że do końca dadzą z siebie maksimum.
Dlaczego twoim zdaniem Cristante tak trudno „zdjąć” z boiska kolejnym trenerom, a u Ndicki widzisz jakieś oznaki problemów fizycznych?
– Uważam, że Ndicka i tak zagrał kilka dobrych spotkań. Nie jest łatwo wrócić po europejskich meczach, a zwłaszcza po Pucharze Narodów Afryki, bo to turniej, który bardzo wyczerpuje fizycznie i mentalnie. On jednak z powrotem wszedł w ligę i w zespół; jasne, że może potrzebować odzyskać najlepszą energię, ale wciąż jest zawodnikiem, na którym można polegać. A jeśli chodzi o Cristante, myślę, że jego występy mówią same za siebie: daje fizyczność w grze w powietrzu, potrafi uderzyć z dystansu i ma dużą inteligencję taktyczną. To samo, co mówiłem o Ndice, można powiedzieć o El Aynaouim, który zagrał w Pucharze Narodów Afryki wiele meczów, skończył go dość poważnym urazem, i jest jeszcze Pisilli. Tacy jesteśmy. Ty nie chcesz, żeby grał Cristante? (śmiech)
Palestra to jeden z najgroźniejszych graczy Cagliari i jesienią sprawiał wam sporo problemów. Jak ty chcesz go ograniczyć, na przykład ustawiając Wesleya wyżej?
– W tamtym meczu nie było Wesleya. Generalnie jednak nasi wahadłowi, Wesley i Celik, potrafią radzić sobie w takich sytuacjach. Palestra gra świetnie: zawsze był chłopakiem o dużej jakości, ale w tym sezonie urósł w niesamowity sposób. Znam go i wiem też, że jeśli uda nam się go zaatakować, możemy sprawić mu kłopoty, jak każdemu piłkarzowi. Zgadzam się, że to zawodnik bardzo mocny pod każdym względem, fizycznym i technicznym, i jest skazany na duży rozwój oraz na to, żeby trafić do naprawdę wielkich klubów.
Komentarze
Dla kontekstu:
Daniele De Rossi po meczu z Napoli nie krył rozczarowania i złości z powodu rzutu karnego podyktowanego w doliczonym czasie gry. Stwierdził, że „taki karny odbiera miłość do futbolu”, bo spotkanie dobrze rozegrane przez Genoę zostało rozstrzygnięte jednym, wątpliwym epizodem. Skrytykował też obecne przepisy i ingerencję VAR-u, podkreślając, że nie był to oczywisty błąd sędziego. Choć kiedyś był zwolennikiem technologii, dziś uważa, że VAR otrzymał zbyt niebezpieczną władzę.
Ten wczorajszy karny, to była po prostu żenada. No, ale taki mamy klimat we Włoszech.
Karny kompletnie z czapy. Zresztą wiele osób pod skrótem meczu na oficjalnym kanale Serie A na youtube ostro tam jechało z tym tematem. Obawiam się że jeżeli nie zostanie znaleziony jakiś złoty środek, to tak właśnie będzie teraz wyglądać piłka – kiedyś wkurzaliśmy się że sędzia nie zobaczył czegoś oczywistego, a dziś mamy technologię, a i tak często wszystko rozbija się o interpretację tego co widzimy, nadal powodując że masa ludzi łapie się za głowę i czuje oszukana. Zmieniły się metody, ale w gruncie rzeczy niczego to nie zmieniło. Idźmy dalej – ile pięknych bramek czy akcji zostało uśmierconych tylko dlatego, że ktoś dojrzał jakiś wystający paznokieć czy łokieć… Nadgorliwość to równie duży grzech, co zaniedbanie i opieszałość. Z drugiej strony oszustwo jest częścią gry w piłkę – ile tych fauli gdy ktoś odgrywa scenę umierania na boisku czy otrzymania ciężkiego ciosu tak naprawdę była czymś wartym pochylenia się? Ile jest w dzisiejszej grze aktorstwa, skrajnego wyrachowania i cwaniactwa? Niestety mam jeden prosty końcowy wniosek – tam gdzie życie pozostawia miejsce na interpretację, niewiadomą, domysł – tam zawsze będzie pole do wymuszeń, kontrowersji czy sporów nad osądem. Ktoś powie – dobra, to niech trenują to AI, rozwija się tak szybko że za kilka lat będą gotowe systemy oceny tego co dzieje się na boisku i nawet żywy sędzia nie będzie tu potrzebny, tylko że wciąż – AI to AI, a my jesteśmy ludźmi – wystarczy że gremialnie nie zgodzimy się z osądem technologii, a problem rozgorzeje na nowo :) Można by o tym książkę napisać a i tak nie wyczerpać tematu. W każdym razie, wracając :) – ja też nie zgadzam się z tym karnym w końcówce. I nie dlatego, że to karny dla napletów, ale dlatego, że sytuacja w żadnym razie nie była ewidentna. Niech się Conte cieszy, ale następnym razem to on może być tym poszkodowanym.
Hmmm, Angelinho musiał dawać już jakieś oznaki, że jest lepiej, skoro Gasp go wpuścił przeciwko Panathinaikosowi. Ale na pewno podniósł mu w ten sposób morale i dołożył cegiełkę do powrotu do zdrowia.
Cieszy mnie, że mamy takiego trenera :)