Zimowe mercato dobiega końca, Roma jest na podium i jutro gra o coś bardzo konkretnego. A mimo to wciąż czuć, że temu projektowi brakuje jednego, fundamentalnego elementu.
Il Romanista – D. Lo Monaco | Napoli wygrało swój mecz, ale Antonio Conte wyglądał tak, jakby stał już pod ścianą. Ostatni cios w postaci poważnej kontuzji Di Lorenzo tylko dopełnił obrazu trenera, który czuje, że los stopniowo odbiera mu szansę realnej walki o coś więcej. Owszem, Napoli ma 46 punktów, jest trzecie, zaledwie punkt za Milanem, ale wszyscy wiedzą, że Inter za chwilę może odlecieć na bezpieczną wysokość. A za plecami trwa nieustanny młyn. Milan zbroi się dalej, Juventus ma ofensywę, którą można by rozdzielić na dwie drużyny, Como wydaje pieniądze, jakby jutra miało nie być, a Atalanta wciąż potrafi wymieniać jednych graczy na innych, nie tracąc jakości. Wszyscy grają w tę samą grę: Liga Mistrzów albo nic.
Roma też w niej uczestniczy, choć na swój specyficzny sposób. W Atenach Gasperini wystawił siedmiu zawodników ofensywnych, przynajmniej z nazwy. Soulé, Pellegrini, El Aynaoui, Rensch, Tsimikas, Della Rocca i Angeliño. Trzech bocznych obrońców, jeden pomocnik, dwóch ofensywnych pomocników i chłopak, który dopiero debiutował. Klasycznego napastnika brakowało. Jeden był w gabinecie lekarskim, drugi zniknął z radaru, oficjalnie przez uraz. Dybala i El Shaarawy byli po przejściach, a kilku młodych graczy nawet nie załapało się do listy. To była sytuacja awaryjna, być może ostatnia taka w tym sezonie, ale problem pozostaje ten sam.
Romie wciąż brakuje prawonożnego skrzydłowego grającego po lewej stronie. Kogoś na wzór Dybali czy Soulé, kto podniósłby jakość techniczną zespołu i sprawił, że Roma stałaby się naturalnym punktem odniesienia dla każdej drużyny z czołówki. Friedkinowie wybrali Gasperiniego nie tylko dlatego, że potrafi budować zespoły, ale też dlatego, że umie wyciągać maksimum z piłkarzy, których ma do dyspozycji.
Efekty już widać. Wyniki są, tabela się zgadza, a trybuny odpowiadają entuzjazmem. To nie był sezon nieustannej przyjemności, ale prawie zawsze było widać zespół grający na granicy swoich możliwości. A w Rzymie to często wystarcza, by mieć wsparcie. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że Roma jest o krok od prawdziwego skoku jakościowego. Że to drużyna z największym potencjałem do rozwoju, która jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.
Jeśli do Trigorii trafi jeszcze jeden zawodnik, ten, o którego Gasperini prosi od siedmiu miesięcy, nagle okaże się, że cele przestają mieć sufit. Nkunku prawdopodobnie odpada, szkoda. Może przyjdzie Zaragoza, piłkarz o profilu podobnym do Conceição. To nie byłoby rozwiązanie wszystkich problemów, ale byłby to wyraźny sygnał.
Jutro Roma gra z Udinese. Stawką są trzy punkty i utrzymanie trzeciego miejsca przed Napoli. A pojutrze kończy się mercato. I właśnie wtedy okaże się, czy Gasperini naprawdę dostanie wszystko, czego potrzebuje, by zamieniać w złoto nie tylko to, co już ma.
Komentarze
W złoto to zmieniał Ranieri. Gasp to kontynuuje i chwała mu za to.