Roma odpadła z Ligi Europy po meczu pełnym emocji, zwrotów akcji i ogromnego niedosytu, bo mimo dobrej gry sama podcięła sobie skrzydła prostymi błędami. Zapraszamy do przeczytania pełnych wypowiedzi Gian Piero Gasperiniego oraz najważniejszych głosów Pellegriniego, Cristante i Vincenzo Italiano po rewanżu z Bologną.
Gasperini po meczu
Jak wytłumaczyć te defensywne dekoncentracje z ostatniego miesiąca? I co powiesz o gwizdach z Curva Sud?
– Nie wiem. Gwizdy wynikały z rozczarowania odpadnięciem, a nie z oceny występu samych piłkarzy. Ten mecz został naznaczony przez te rażące i nienaturalne błędy. Poza tym drużyna pokazała i to, co najlepsze, i to, co najgorsze. Odrobiliśmy straty, ale ostatecznie wynik przesądza o wszystkim.
Na początku zdecydowałeś się na dość nietypowe ustawienie, z Wesleyem niemal jako trzecim środkowym obrońcą…
– Tak, byłem zadowolony z występu. Odsłoniliśmy trochę Rowe przy golu, ale poza tym poziom gry był dobry. To był mecz podobny do tego pierwszego spotkania z Bologną w lidze, choć wtedy grali Soulé i Ferguson. Uważam, że zespół zagrał dobre spotkanie.
Po takim rozczarowaniu ta drużyna ma jeszcze siły, żeby nie uznać sezonu za skończony?
– Absolutnie musi tę siłę mieć. Zostało dziewięć meczów i trzeba natychmiast przenieść całą uwagę na ligę. Sam przebieg ostatniego tygodnia był w gruncie rzeczy pozytywny. W pierwszym meczu w Bolonii zdobyliśmy dobry wynik, a dziś byliśmy lepsi od rywala w wielu aspektach, tylko wyrzuciliśmy ten mecz do kosza przez kilka sytuacji. Tak już jest, ale jeśli myślę o tym, co przed nami, to trzeba patrzeć dalej.
Jak się czuje Koné? I jak oceniasz fakt, że macie tylko dwa zwycięstwa w dziewięciu meczach?
– O Koné dowiemy się więcej jutro. Wyniki rzeczywiście są takie, ale wśród tych spotkań było też sporo naprawdę dobrych występów, tylko z kilkoma nieszczęśliwymi epizodami. W tych dziewięciu meczach są również bardzo solidne mecze tej drużyny.
Robinio Vaz był dziś jasnym punktem?
– To bardzo młody chłopak i ciąży na nim też to, że kosztował dużo pieniędzy, więc oczekiwania są ogromne. To jednak piłkarz, który potrzebuje czasu, żeby się rozwinąć. Gra na tym poziomie nigdy nie jest łatwa, ale wejście z ławki może być dla niego korzystne, bo daje energię i siłę. Jeśli jednak chcesz walczyć o wyższe cele, to odczuwasz brak zawodników o dużym ciężarze, takich jak ci, którzy są dziś poza grą.
Jak bardzo brakuje ci Dybali, Soulégo, Dowbyka i Fergusona?
– W dogrywce było już widać trochę zmęczenia. Jeśli w jednej formacji brakuje ci czterech czy pięciu zawodników, to oczywiste, że cierpisz. Mimo tego znaleźliśmy w Malenie zawodnika wyjątkowego, który podniósł naszą siłę rażenia w ataku w porównaniu z pierwszą rundą, ale to prawda, że wcześniej mieliśmy więcej rozwiązań. Po tym tygodniu naprawdę nie mam wielu pretensji do moich piłkarzy, bo moim zdaniem zagrali na wysokim poziomie. Problem z atakiem ciągnie się za nami od początku sezonu. Z różnych powodów, przez kontuzje albo przez to, że nie udało się sprowadzić niektórych zawodników, trudno było zbudować to granie w ofensywie tak, jak chcieliśmy.
Jak oceniasz to odwrócenie tendencji w defensywnej solidności?
– Prawdopodobnie w tej fazie sezonu poziom rośnie, a razem z nim przychodzą większe zmęczenie i większa presja. Kiedy drużyna gra w ten sposób, z taką ciągłością przez całe 90 minut, odbiera piłkę, wychodzi do przodu i funkcjonuje na takim poziomie, to jasne jest, że jeśli popełniasz takie błędy, możesz przegrać.
Czy to można nazwać wieczorem dumy włoskiego futbolu?
– Na pewno to był bardzo wciągający mecz, ale my wychodzimy z niego z wielkim żalem. Pokazaliśmy i to, co najlepsze, i to, co najgorsze w naszym wykonaniu. Tego lepszego było prawie całe spotkanie, a najgorsze pojawiło się w sytuacjach bramkowych, które oddaliśmy rywalowi i które zmuszały nas do ciągłego odrabiania strat. Przy takim występie szkoda popełniać takie błędy.
Gasperini na konferencji prasowej
Jak tłumaczysz te błędy w obronie i reakcję trybun?
– Nie umiem tego dokładnie wyjaśnić. Curva Sud gwizdała z rozczarowania odpadnięciem, a nie dlatego, że drużyna nie dała z siebie wszystkiego. To nie był problem z zaangażowaniem, tylko z kilkoma bardzo poważnymi, wręcz nienaturalnymi błędami. Cała reszta meczu pokazała, że zespół potrafi grać i reagować.
Czy mimo takiego ciosu wciąż widzisz w tej drużynie energię na dobry ligowy finisz?
– Tak, i to bez żadnych wątpliwości. Sezon ligowy wcale się nie skończył. Przed nami dziewięć spotkań i musimy natychmiast wrócić do walki. W tym tygodniu było sporo dobrych rzeczy i nie możemy przekreślać wszystkiego przez wynik jednego dwumeczu.
Jak oceniasz moment Koné i ogólny dorobek z ostatnich tygodni?
– O stanie Koné więcej będziemy wiedzieć jutro, ale jeśli chodzi o drużynę, nie patrzyłbym wyłącznie na suche liczby. W ostatnich meczach było sporo występów na dobrym poziomie, tylko nie zawsze byliśmy nagradzani wynikiem. To też trzeba widzieć.
Pozostałe wypowiedzi:
Lorenzo Pellegrini
– Dumę daje już samo noszenie tej koszulki, zarówno po zwycięstwach, jak i po porażkach. Dziś jest przede wszystkim wielkie rozczarowanie, bo próbowaliśmy na każdy sposób rozegrać wielki mecz. Nie byliśmy perfekcyjni przy golach, ale za każdym razem wracaliśmy do spotkania. W dogrywce ani przez moment nie miałem poczucia, że możemy to przegrać. Tym większy jest ból, zwłaszcza patrząc na poświęcenie całej drużyny.
– Ostatnie dwa tygodnie były bardzo ciężkie. Musimy odnaleźć siłę, choć dziś jest o to trudno. W ostatnich meczach nie wszystko się układało, ale dziś było też wiele dobrych sygnałów, choćby nasza reakcja po straconych bramkach. Są pozytywy, ale są też rzeczy do poprawy. Skoro w trzech czy czterech meczach wszystko mogło pójść w złą stronę, to równie szybko może też skręcić w dobrą.
Bryan Cristante
– Możemy mieć pretensje tylko do samych siebie, bo nie powinniśmy byli tracić tylu goli. Byliśmy świetni, kiedy wracaliśmy do meczu, a w dogrywce mieliśmy wszystko pod kontrolą.
– Wszyscy są rozczarowani, kibice również. To normalne. To bardzo boli, bo chcieliśmy awansować i byliśmy już z powrotem w grze.
– W pewnych momentach sezonu zmęczenie jest czymś naturalnym. Byliśmy naprawdę blisko awansu, ale teraz nie ma sensu się użalać. Trzeba zakasać rękawy, bo w niedzielę czeka nas fundamentalny mecz.
Vincenzo Italiano
– Jedno słowo to za mało, ale jeśli mam wybrać jedno, to powiem: wyczyn. Przejście takiego rywala to dla nas coś wielkiego. Roma była dla nas górą do zdobycia, a wygranie tego po golu zmiennika w dogrywce daje ogromną satysfakcję. To był bardzo trudny dwumecz z drużyną silniejszą od nas, a takie różnice niweluje się również odrobiną szczęścia i wielkim pragmatyzmem. Chłopcy zasługują na ogromne brawa.
– Ostrzegałem wszystkich, że przy grze w Lidze Europy przyjdzie trudniejszy okres i dokładnie tak się stało. To nie była żadna anomalia, tylko coś, czego można było się spodziewać. Jeśli tracisz punkty, płacisz za granie co trzy dni. Ale skoro jesteśmy w ćwierćfinale, to znaczy, że warto było. Teraz czekają nas rywale z historią inną niż nasza, ale my będziemy próbować dalej.
– Powtarzaliśmy sobie, że musimy umieć radzić sobie z wielkimi wydarzeniami na takim stadionie. Ten zespół znów pokazał, że potrafi to robić. Nie można ani popadać w depresję, ani wpadać w euforię, gdy grasz co trzy dni. W ostatnich dwóch meczach o wszystko na tym stadionie zostaliśmy nagrodzeni. To wielka satysfakcja.
– Dziś powiedziałem chłopakom, że naszym celem jest zagrać mecz z wieloma różnymi fazami i być gotowym na cierpienie. Udało się. Zmiennicy weszli bardzo dobrze i dali ten dodatkowy impuls, który pomógł nam utrzymać się w dogrywce. To pokazuje mentalność i dojrzałość. Ten stadion może przestraszyć każdego, a my się nie cofnęliśmy.
– W takich meczach, gdy nie możesz od razu wejść w pole karne rywala po odbiorze, musisz umieć zostać wysoko i utrzymać ich na własnej połowie. Na początku nam to nie wychodziło, ale po golu zmienił się nasz sposób ustawiania i częściej przebywaliśmy pod ich polem karnym. Potem trzeba było też cierpieć, to naturalne. W dogrywce to był już taki mecz, w którym kto strzeli, ten wygrywa, i tym razem udało się to nam.
– Awans daje nam ogromną radość. Przyjechać tutaj i zrobić to, co zrobiliśmy, wcale nie było łatwo. Wygrać na takim stadionie, przeciwko drużynie, która zawsze sprawia problemy, to naprawdę wyczyn.
Komentarze
Było narzekanie na sędziów. Teraz na braki w kadrze. Coś mi to przypomina :) efekt Mourinho faktycznie trwa
Po takim odpadnięciu trener musi jakoś to usprawiedliwić, a nie wrzucać graczy pod pociąg jak to mogą robić kibice. No z tymi kontuzjami to mamy pecha, tak jak na Dybale czy Fergussona można było w ciemno zakładać że sporą część sezonu będą poza grą, ale że Soule, Dovbyk też bedą nieobecni w tym samym.
Pisałem wcześniej to nie efekt Mourinho tylko efekt kadry i potężnych wzmocnien typu Le Fee itd nie licząc Manu Kone i teraz Wesley nie pamiętam trafionego transferu.
Często oglądałem Atalante Gaspa i oczywiście widać dużo podobieństw. Tam też często byl spadek formy na początku roku. Myślę jednak ze problem w Rzymie jest szerszy. W tamtym roku nasza druzyna wciąż grala na bazie wypracowanej przez Ranierego (ten Tener umie pracowac z zawodnikami kazdego formatu). Ranieri to zajebiście poukładał. Im dalej w tym roku, tym ta drużyna staje się oraz bardziej Gaspa i próbuje grac jak Gasp chce, ale do tego stylu brakuje zawodników w w tej ukladance. Na przykład obrona. U Gaspa obrońcy muszą grac fizycznie, muszą wyprzedzać napastników przed przyjeciem przez napastników pilki, bardzo często muszą grać 1 na 1. Tu nie wystarczy sie dobrze ustawić, tylko trzeba walczyć non stop 1-1. W Atalancie byla jeszcze do asekuracji pomoc, wiadomo ze po to jest w każdej druzynie, zeby wspierac pozostale formacje, ale tamci goście to byly fizyczne potwory potrafiace biegać caly mecz, nie 1 Kone a 3 Kone. Zobaczcie final Atalanta Leverkusen i co drużyna Gaspa zrobila z Aptekarzy dzieki swojej przewadze fizycznej. U Ranierego nasza drużyna grala wolniej i mniej kombinacyjnie, ale duzo bardziej kompaktowo, a w obronie byla duzo lepsza aseksuracja. U Gaspa ma być bardziej intensywnie, szybciej, ale nasi nie nadążają – zobaczcie, jakie sa odleglosci miedzy formacjami, jak czesto brakuje wsparcia i asekuracji.
Gdy Gaspowi wyprzedawali drużynę co kilka lat, to zawsze ja odbudowywal. Mial swoje okresy przejściowe, gdy gral bardziej defensywnie i po prostu na wynik, więc on na pewno potrafi zareagować i na to liczę w końcówce tego sezonu. Atalanta zwykle miala dobre końcówki sezonu, choć w Rzymie jest inna presja.