Już jutro o 20:45 Roma zainauguruje sezon 2025/26 spotkaniem z Bolonią. Z tego powodu trener Gasperini spotkał się z mediami na konferencji prasowej.
Pierwszy mecz sezonu, debiut na ławce Romy i jubileusz 600. spotkania w Serie A – Gian Piero Gasperini stanął przed wyjątkowym dniem. Podczas konferencji prasowej trener Giallorossich opowiedział o przygotowaniach drużyny, problemach kadrowych i nastrojach przed starciem z Bologną.
Jutro rozegra Pan swój 600. mecz w Serie A. Jak wyobraża Pan sobie ten wyjątkowy debiut na Stadio Olimpico? I w jakiej formie jest drużyna?
– Rano przeczytałem, że to będzie mój 600. mecz. Szczerze mówiąc, nie przywiązuję dużej wagi do statystyk, więc to była dla mnie ogromna, pozytywna niespodzianka. Nie mogło się to wydarzyć w lepszym momencie – pierwszy mecz sezonu, pierwsze doświadczenie z Romą, stadion wypełniony kibicami. To naprawdę coś niezwykłego. Zespół jest pełen energii i chęci do gry. Jutro to dla nas wizytówka – za nami wielka pasja, tysiące kibiców z karnetami, ogromne wsparcie. A naprzeciwko stanie rywal, który od kilku lat należy do najlepszych w lidze. Bologna to drużyna doświadczona i bardzo dobrze przygotowana. To będzie świetne otwarcie sezonu.
To był dla Romy trudny tydzień – kontuzja Baileya i impas w sprawie transferu Sancho. Jak Pan to odbiera? A w jakiej formie jest Dybala?
– Kontuzja Baileya to coś niewiarygodnego, jesteśmy naprawdę przygnębieni. To uraz trudny do wytłumaczenia, zwłaszcza że zdarzył się w banalnej sytuacji. Jest nawet nagranie z tego momentu… Wielka szkoda, naprawdę. Trudno też powiedzieć, jak bardzo mógłby nam jutro pomóc, ale ze względu na skalę urazu to dla nas ogromna strata. Jeśli chodzi o rynek transferowy, to nie wiem, jak długo jeszcze potrwają negocjacje. Jesteśmy już w decydującej fazie okna i wszystko jest bardzo nieprzewidywalne. Ja koncentruję się przede wszystkim na meczu z Bologną i inauguracji ligi. Paulo Dybala wrócił do treningów dziesięć dni temu, jest na dobrej drodze. Świetnie wyglądał podczas przygotowań, potem musiał zrobić sobie przerwę, ale teraz znowu trenuje w pełnym wymiarze. Moim zdaniem nie jest gotowy na 90 minut – może rozpocząć spotkanie od pierwszej minuty albo wejść z ławki w trakcie gry.
Czy spodziewał się Pan bardziej dynamicznego i szybszego mercato?
– Zdecydowanie tak, zwłaszcza dla trenera Romy, który przychodzi z nowymi pomysłami. Muszę jednak powiedzieć, że z chłopakami, z którymi pracowaliśmy od początku, wykonaliśmy kawał dobrej roboty w ciągu półtora miesiąca. Ci, którzy byli z nami od startu, zrobili naprawdę wiele, natomiast z zawodnikami dołączającymi później, trochę na raty, sprawa była trudniejsza. Każdy trener chciałby rozpocząć przygotowania z już kompletną i zdefiniowaną kadrą, żeby maksymalnie wykorzystać ten czas. Niestety, to dziś stało się czymś w rodzaju utopii dla wszystkich.
Kiedy rozmawialiście o strukturze kadry, otrzymał Pan jakieś zapewnienia?
– Oczywiście snuje się plany, ale jedno to plany, a drugie ich realizacja. Same założenia są zawsze aktualne i podtrzymywane podczas naszych spotkań. Problemem bywa jednak czas, w jakim da się je urzeczywistnić.
W tej nieprzewidywalności mercato, o której Pan wspomniał, mieści się także sytuacja Dowbyka? Czy to on będzie napastnikiem Romy?
– Bardzo podoba się wam jutrzejszy mecz… (śmiech). Nie wiem, nie mam szklanej kuli, żeby przewidzieć, co wydarzy się w ciągu najbliższych dziesięciu dni. Jutro Dowbyk jest powołany. Zawsze patrzę krok do przodu – przed nami inauguracja ligi, spotkanie z naszymi kibicami po raz pierwszy w tym sezonie. Dowbyk i pozostali muszą być maksymalnie skoncentrowani na tym występie. Resztę zobaczymy później.
Podczas zgrupowania użył Pan muzycznego porównania w odniesieniu do Dowbyka…
– Ale to nie było o Dowbyku…
Jak to nie?
– Powiedziałem, że w piłce nożnej – tak jak w muzyce – ważne są odpowiednie tempo i rytm. Nie odnosiłem tego do Dowbyka, tylko ogólnie do wszystkich piłkarzy. Najlepsi to ci, którzy mają właściwe wyczucie czasu, jak w muzyce. Jeśli ktoś wejdzie za wcześnie albo za późno, ryzykuje fałsz. To dotyczy także samej akcji na boisku. Wyciągnęliście to w kontekście Dowbyka, biedny chłopak, ale ja nigdy nie użyłem jego nazwiska w tym sensie.
Pozostając przy tym muzycznym porównaniu – kto dziś wydaje się bardziej „w tonie”: Ferguson czy Dowbyk? I druga kwestia – uważa Pan, że obecna Roma jest silniejsza niż ta sprzed roku?
– Myślę, że obaj są jak instrumenty. To, jak je wykorzystasz, zależy od tego, czy grają w odpowiednim tempie, ale bez wątpienia to dwa świetne instrumenty. Różnią się stylem, ktoś jest gotowy szybciej, ktoś później, ale obaj idą w górę – zarówno pod względem dynamiki, jak i przygotowania fizycznego. Co do siły Romy, musimy to dopiero ocenić. Ta drużyna dopiero zaczyna grać, to zupełnie inna Roma niż kilka miesięcy temu. Jeśli porównać skład z ostatniego meczu w Turynie pod koniec maja, to dziś trzech podstawowych zawodników już tu nie ma, a z ławki odeszło kolejnych sześciu–siedmiu. Łącznie brakuje około dziesięciu graczy, a przyszło pięciu nowych z pola, z których jeden od razu doznał kontuzji. Różnice są widoczne także w liczbach. Czy Roma będzie silniejsza? Mam taką nadzieję. Przekonamy się o tym wspólnie w trakcie sezonu.
Na jakim etapie jest powrót Pellegriniego? Myślał Pan już o jego roli taktycznej? I czy jutro możliwe jest ustawienie El Aynaouiego bardziej ofensywnie?
– To jedna z opcji, które bierzemy pod uwagę. Pellegrini jest blisko powrotu, ale odkąd tu przyszedłem, cały czas był kontuzjowany i nie trenował z zespołem. Nie rozumiem jednak, dlaczego to pytanie zawsze kierujecie do mnie, a nie do klubu czy do samego zawodnika. Z tego, co widzę, sprawa nie jest do końca jasna. Klub ewidentnie nie chce przedłużać kontraktu z Pellegrinim, a on z kolei potrzebuje regularnej gry, żeby liczyć na powołanie do reprezentacji i realizować swoje cele. Nie jestem odpowiednią osobą, by to rozstrzygać – ja tę sytuację odziedziczyłem. Staram się tylko wyjaśnić, bo w każdej rozmowie znów mnie o to pytacie, jakby na siłę chcąc wywołać polemikę. A ja nie mam na to ochoty. Wydaje mi się po prostu, że jeśli pojawi się odpowiednia propozycja i on sam będzie zadowolony z odejścia, klub też się na to zgodzi. Ale znalezienie takiej opcji nie jest łatwe, więc mamy impas. To jednak nic odkrywczego – tak wygląda sytuacja.
Co może Pan powiedzieć o nowych zawodnikach – Fergusonie, Wesleyu, El Aynaouim i Ghilardim? Jak się prezentowali w tym czasie? Czy mogą jutro wyjść w podstawowym składzie?
– Nie wiem, czy od razu od pierwszej minuty, ale wszyscy mogą pojawić się na boisku. To piłkarze, na których Roma chce budować przyszłość. Wszyscy są bardzo młodzi – najstarszy Neil ma 24 lata, Ghilardi i Wesley to rocznik 2003, Ferguson 2004. Różnią się od siebie, ale każdy z nich ma już jakieś doświadczenia. To ciekawe profile i cieszę się, że mogę z nimi pracować. Oczywiście są na różnych etapach przygotowania. Wesley przychodzi po 30 meczach z rzędu w Brazylii, bo tam sezon przebiega inaczej, i zdążył jeszcze zagrać w klubowych mistrzostwach świata. Ferguson wraca po długim okresie bez gry. Ghilardi zaczął przygotowania dopiero tutaj, omijając całą pierwszą fazę. El Aynaoui natomiast wygląda najlepiej pod względem formy, co pokazał już w sparingach. To różni zawodnicy, ale naprawdę dobrze rokują.
Jakich rozwiązań w środku pola możemy się spodziewać, także w kontekście Dyballi?
– To nie kwestia poszczególnych zawodników, raczej dostosowania ustawienia do rywala i jego wyborów personalnych. Dla mnie kluczowe jest, by nasz zespół potrafił płynnie poruszać się w dwóch systemach gry, bez większych problemów. Nawet w trakcie jednego spotkania powinniśmy być w stanie przechodzić z jednego ustawienia do drugiego w sposób jasny i zrozumiały dla piłkarzy. Do tego potrzeba jednak meczów – im więcej grasz, tym szybciej przyswajasz te koncepcje i łatwiej osiągasz taką elastyczność.
Czy zawodnicy sprowadzeni w tym oknie transferowym pasują do Pańskiej koncepcji gry? I czy w kwestiach transferowych Pana wizja pokrywa się z tą, którą ma Massara?
– Odpowiedni piłkarze to zawsze ci, którzy są po prostu dobrzy. Nie chodzi o same cechy, ale o potencjał. Tacy zawodnicy wpisują się w moją filozofię i styl gry. Klub jasno określił swoje wymagania: odmłodzenie kadry, sprowadzenie graczy jeszcze nie do końca ukształtowanych, z rozsądnymi kontraktami, którzy w przyszłości mogą przynieść zyski. To brzmi łatwo – bierzesz młodego, dajesz mu grać i sprzedajesz z zyskiem – ale w praktyce tak nie działa. Trzeba wybierać piłkarzy z realnym potencjałem, takich, którzy mogą mieć wartość rynkową. Często tacy młodzi kosztują więcej niż zawodnicy już ugruntowani. Po co to się robi? Czasami, by ratować bilans, innym razem, by odsprzedać piłkarza i zainwestować w kolejnych, powtarzając ten cykl. Oczywiście można też sięgnąć po gotowych zawodników, z dużymi kontraktami, i natychmiast podnieść poziom drużyny, ale wtedy pracujesz mniej perspektywicznie. W tym momencie sygnał ze strony klubu był jasny – wybrano tę pierwszą drogę. Mam nadzieję, że uda się ją zrealizować. Ja skupiam się na pracy, idę krok po kroku. Zwykle nie rozwodzę się tak bardzo w wywiadach, ale skoro to moja pierwsza konferencja, chciałem pewne rzeczy wyjaśnić. Następnym razem, mam nadzieję, będziemy już mówić głównie o przeciwniku i o samym meczu.
Często mówi się o „piłce Gasperiniego” i roli bocznych pomocników. Czy obecni zawodnicy Romy będą musieli wykonywać te same zadania, które mieli Gosens czy Hateboer w Atalancie?
– Przez lata pracowałem z wieloma wahadłowymi i każdy był inny. Conti różnił się od Spinazzoli, Gosens od Hateboera, Maehle od Castagne’a, Bellanova od Zappacosty. Tak samo Angelino, Wesley i Rensch są inni niż wszyscy tamci. Trzeba maksymalnie wykorzystać ich indywidualne atuty i to, co najlepiej potrafią.
Czy jutro powinniśmy spodziewać się Romy bardziej defensywnej, czy już z wyraźnym „gaspowym” stylem?
– Szukamy właśnie tego, by w każdym meczu móc narzucić swój styl, zawsze jednak z szacunkiem dla przeciwnika, ale też z przekonaniem, że możemy grać z każdym i osiągać najlepszy wynik.
Na dzień przed inauguracją sezonu – napotkał Pan w Romie więcej trudności, niż się Pan spodziewał? A co z Hermoso – to zawodnik, na którego Pan liczy?
– Hermoso początkowo w ogóle nie miał jechać na zgrupowanie, a dołączył w ostatniej chwili. To piłkarz, który grał na wysokim poziomie i to widać. Był cztery miesiące bez gry, zanim rozpoczął przygotowania, ale to profesjonalista – przepracował cały okres przygotowawczy, dobrze trenował, rozegrał wszystkie mecze towarzyskie. Początkowo nie był brany pod uwagę w planach, a dziś, przy zawieszeniu Celika, muszę szukać zmiennika. Jest lewonożny jak Ndicka i jest jednym z kandydatów do gry. Co do trudności – wiedziałem, że do 30 czerwca będą problemy, liczyłem, że później sytuacja się poprawi. Rzeczywiście tak się stało, ale później nastąpił przestój. Realnie rynek będzie można ocenić dopiero 31 sierpnia. Postawa klubu wobec mnie była cały czas taka sama – zawsze jasno komunikowali swoje plany. Gorzej wygląda ich realizacja.
Co najbardziej imponuje Panu w Fergusonie?
– To klasyczny przykład chłopaka, który dwa lata temu miał świetny sezon, a potem trochę się zatrzymał – czy to przez kontuzje, czy przez inne czynniki. Nie spełnił oczekiwań, jakie wtedy wobec niego narosły. To jednak zawodnik, którego można odbudować i przywrócić do poziomu, jaki prezentował wcześniej.
Komentarze
Dużo konkretów jak na wywiad. Polecam przeczytać tym, którzy tego nie uczynili – naprawdę warto. To co powiedział o Pellegrinim jest przy okazji bardzo ładnym wystawieniem plakietki "na sprzedaż". Tak jakby zachęcał samego zawodnika i inne kluby, by się dogadali i zabrali go z Romy już teraz :) Troszkę zasłonił się klubem w tej sytuacji, ale jak dla mnie ok – elegancko pokazał jaka jest sytuacja.
Znamienne jest też to, że Dżepetto przy wymienianiu bocznych obrońców kompletnie pominął Salah-Edinne :)
Dużo jest tu takich smaczków. To gość z mocnym charakterem i już zaczął zarządzać Romą w swój sposób. Będzie dobrze. Byle tylko Massara przyspieszył, bo ewidentnie nie wyrabia.
Agree. Konkretnie, jak coś boli to boli. Życiowo też trochę, wydaje się, że łeb na karku ma. Już jutro wracamy 🧡♥️
Gasperini: "Nie chcemy Pellegriniego. Nikt go nie lubi, nikt go nie potrzebuje i nikt o niego nie pyta, prócz dziennikarzy. Nawet jeśli znajdziemy mu klub, to on i tak nie odejdzie, bo wie że jest słaby i nigdzie sobie nie poradzi". Tłumaczenie własne.
Świetny wywiad, dobrze się to czytało.
Podoba mi się styl wypowiedzi Gaspa – konkretny bez fałszowanie rzeczywistości I z chłodnym komentarzem dotyczącym Pelle i sytuacji z transferami. Nie było zbędnego gadania w stylu, jesteśmy super przygotowani, mierzymy wysoko, LM to minimum itp. A co do Pelle to ja osobiście nie wierzę w jego powrót – jedyna opcja to jakieś wypożyczenie do beniaminka, pokrycie części kosztów wynagrodzenia – tak żeby mógł grać i kto wie może ktoś go wykupi.
A co do meczu fajnie byłoby zobaczyć Wesley i Ferguson od pierwszych minut :)
Forza Roma!
Gasp to przykład człowieka który jest do bólu szczery, urodzony realista, nie owija w bawełnę tylko wali prostu z mostu. W świecie fałszu i ogólnego zakłamania takich ludzi jest jak na lekarstwo, ale jak pokazał Ranieri ludzi szczerych w Rzymie się po prostu kocha. Ja osobiście również lubię szczerość i chłodny realizm, więc co by nie mówili na mieście ja go szanuję za to jaki jest.