AS Roma wyleciała do Szkocji, by dziś o 21:00 zagrać na Ibrox Stadium z Glasgow Rangers w ramach czwartej kolejki Ligi Europy. Po porażkach z Lille i Viktorią Pilzno Giallorossi szukają przełamania w europejskich rozgrywkach.
Gian Piero Gasperini spotkał się z dziennikarzami przed meczem, by opowiedzieć o nastrojach w drużynie, stanie kadry i swoich oczekiwaniach.
Jak się czuje Dowbyk? To dla niego moment, by udowodnić, że może być napastnikiem numer jeden Romy?
– Dowbyk ma się dobrze, na szczęście nie jest w gronie kontuzjowanych i jest do dyspozycji. Nie ma czegoś takiego jak „moment decydujący”. Każdy moment ma swoje znaczenie – a jutro jest ważny dla nas w kontekście Ligi Europy.
Jakiego meczu się spodziewasz i co sądzisz o atmosferze na Ibrox Stadium?
– Jak zawsze, gdy grasz na takich stadionach, to trudne mecze – zespół gospodarzy napędzany jest gorącą publicznością i dużą energią. Rangers to drużyna bardzo dynamiczna. Oglądaliśmy ich dwa ostatnie spotkania po zmianie trenera – w obu zaprezentowali się bardzo dobrze. Spodziewam się wymagającego starcia pod względem fizycznym. Musimy być w świetnej formie i zagrać bardzo mądrze, żeby rozegrać dobry mecz.
Celem wciąż jest awans do najlepszej ósemki?
– Na razie trzeba przede wszystkim zapewnić sobie kwalifikację. Po dwóch domowych porażkach musimy być bardzo uważni – z pięciu meczów trzeba wygrać co najmniej trzy, żeby znaleźć się w górnej części tabeli. Wszystkie mecze w Europie są trudne, bo rywale są bardzo dobrze przygotowani. Cały włoski futbol ma problem z grą w wyższym tempie niż w Serie A.
Nie martwi cię, że Roma musi tworzyć bardzo dużo sytuacji, by strzelić gola?
– W finale z Leverkusen Atalanta prowadziła już po kilku minutach 2:0, ale nie da się porównywać meczów. Kiedy przegrywasz, to zupełnie inna historia niż gdy prowadzisz. Faktem jest, że nasza skuteczność jest niższa, niż wskazywałaby liczba stwarzanych okazji, ale nad tym pracujemy. Już sam fakt, że w ostatnich spotkaniach regularnie stwarzamy zagrożenie, jest pozytywny. Gorzej by było, gdybyśmy nie dochodzili do sytuacji.
O bramce straconej z Milanem.
– To nie była akcja szczególnie groźna ani taka, w której byliśmy źle ustawieni. Jeśli mamy krytykować Manciniego, to trzeba też docenić Pavlovicia, który zdobył pięknego gola. Trzeba uznać klasę przeciwnika – spójrzcie, z jakiej pozycji startował. Nie wszystko da się wytłumaczyć, w futbolu trzeba mieć też trochę odwagi.
Ilu zmian planujesz na jutro? Będzie rotacja przed meczem z Udinese?
– Myślę tylko o jutrzejszym meczu. O niedzieli pomyślimy w niedzielę. Dlaczego miałbym robić zmiany? Dla odpoczynku? Nie ma potrzeby odpoczywać – śpimy w nocy, a jutro gramy. Jeśli ktoś jest zdrowy, to gra. „Rotacja” to coś innego – jeśli chodzi o ocenę zawodnika czy jego formę, wtedy tak. Ale odpoczywać można w domu. Czy jutro zagra ktoś inny? Zobaczymy. Na pewno nie wystąpią Dybala i Bailey. Wesley? Jeszcze się okaże. Mamy 18 zawodników z pola plus bramkarzy, więc jest z kogo wybierać.
Czy El Aynaoui może zagrać wyżej?
– Może. W tej chwili mamy tam mało opcji. Lubię go też w roli cofniętego pomocnika, ale dzięki swoim cechom może grać w obu strefach.
Czy zauważyłeś spadek formy Soulé? A może obecność Dybali go onieśmiela?
– Nie sądzę, ale każdy może mieć swoją opinię. Soulé rozegrał kilka bardzo dobrych spotkań. Trzeba zrozumieć, że dla napastników utrzymanie wysokiego poziomu przez długi czas nie jest łatwe. Grał regularnie, czasem wyglądał na bardziej zmęczonego i był zmieniany, ale potem wracał do składu. To ważny zawodnik dla tej drużyny. Nie wierzę, że Dybala go przytłacza. Wręcz przeciwnie – Paulo jest dla niego punktem odniesienia, pomaga kolegom grać lepiej. Tak właśnie działają wielcy piłkarze.
Zamknijmy temat meczu Milan–Roma: te 35 minut gry to był pokaz stylu twojej drużyny. Ile jeszcze brakuje, by utrzymać ten poziom przez 50–60 minut?
– Najważniejsze to umieć przekuć to w konkrety, nawet jeśli trwa to kilka minut krócej, ale daje więcej bramek. To i tak dobry znak – drużyna czuje się dobrze, rozwija się w grze, ma pewność siebie i jakość, którą potrafi pokazać przeciwko najlepszym. Z Interem zagraliśmy dobrze, z Milanem również. Niestety, zdobyliśmy za mało punktów, ale musimy trzymać się tej drogi, bo wszyscy wierzymy, że to właściwy kierunek.
Pellegrini powiedział, że musicie poprawić decyzje na boisku. Pracujesz nad tym? Jak przekonać zawodników do większej odwagi?
– Czasem to kwestia cech, nie tylko odwagi. Nie da się zaprzeczyć, że większość goli pada z pola karnego – i większość asyst też. Trzeba więc częściej tam docierać i wchodzić większą liczbą zawodników. Ale trzeba też szanować indywidualne cechy piłkarzy, bo inaczej wszyscy musieliby grać jako napastnicy.
Brakuje wam trzech napastników – Dybali, Fergusona i Baileya. Jeden ma kończący się kontrakt, pozostali są wypożyczeni. Kiedy trzeba będzie przebudować ofensywę? Czy kontuzje będą miały wpływ na te decyzje?
– Teraz nie czas, by o tym myśleć. Jutro mamy mecz z Rangersami, bardzo ważny w kontekście Ligi Europy. Dwie porażki u siebie zmusiły nas do odrabiania punktów. Potem w niedzielę gramy z Udinese. Kiedy brakuje trzech graczy z jednej formacji, to oczywiście robi się awaryjnie, ale naszym celem musi być skupienie się wyłącznie na jutrzejszym spotkaniu – w trudnym, gorącym środowisku, przeciwko drużynie, która dużo biega. Po meczu z Udinese zakończymy ten intensywny cykl i przyjdzie czas na przerwę. Na resztę przyjdzie jeszcze moment.
Dlaczego w Lidze Europy wyniki są gorsze niż w lidze? Dwie porażki u siebie to rzadkość.
– Zaczęliśmy dobrze, od zwycięstwa, potem jednak skomplikowaliśmy sobie sytuację, popełniając błędy – w tym nietrafione rzuty karne, które wiele nas kosztowały. Bramkarz Rangers obronił sześć z ostatnich siedmiu karnych? Jeśli jutro dostaniemy jeden, może lepiej zamienić go na trzy rzuty wolne (śmiech). Ale nic straconego – wiemy, że punkty potrzebne do awansu są w naszym zasięgu. Tylko musimy wreszcie zacząć je zdobywać.
Komentarze