Roma rozpocznie 2026 rok od bardzo wymagającego wyjazdu do Bergamo. Przed spotkaniem z Atalantą Gian Piero Gasperini wziął udział w konferencji prasowej w Centro Sportivo Fulvio Bernardini.
Przed spotkaniem z Atalantą Gian Piero Gasperini spotkał się z dziennikarzami w Centro Sportivo Fulvio Bernardini, poruszając tematy związane z sytuacją kadrową, absencjami spowodowanymi chorobą i Pucharem Narodów Afryki, swoim powrotem na stadion byłego klubu oraz podejściem Romy do styczniowego mercato.
W drużynie pojawiły się problemy zdrowotne. Jak wygląda obecna sytuacja kadrowa?
– Pellegrini i Bailey są chorzy. Pozostali zawodnicy stopniowo wracają do normalnego stanu, a Pisilli powinien być dostępny. Grypa krąży w zespole, jednego dnia dotyka jednego piłkarza, drugiego dnia kolejnego. Hermoso będzie do dyspozycji, natomiast stan Wesleya musimy jeszcze ocenić, bo jest poobijany.
Na ile takie trudności utrudniają przygotowanie do tak wymagającego meczu?
– Oczywiście trzeba będzie dokonać wyborów, ale jestem przekonany, że sam fakt grania takiego spotkania daje ogromną motywację. To mecz, który sam w sobie podnosi poziom koncentracji.
Dla ciebie to powrót do Bergamo po wielu latach. Jakie emocje temu towarzyszą?
– Wracam tam z wielką przyjemnością. Spędziłem w Bergamo dziewięć lat i przeżyłem bardzo piękną historię. Będzie jeszcze czas, żeby ją wspominać, ale to miejsce zawsze będzie dla mnie ważne.
Co było fundamentem tamtego projektu?
– Wspólnym mianownikiem był prezydent Antonio Percassi, z którym wszystko się zaczęło. Klub rósł, rozwijał się, zawsze panowała pełna zgodność. Później zmieniła się własność i naturalnie inaczej zaczęto postrzegać rolę trenera.
Czy triumf w Lidze Europy był szczytem tamtej Atalanty?
– Nie, prawdziwą anomalią było coś innego: osiąganie wyników sportowych przy stałych dodatnich bilansach finansowych. To było coś absolutnie wyjątkowego – ciągły rozwój bez zadłużania się. Myślę, że to mogło komuś przeszkadzać.
Atalanta wciąż ma bardzo silną kadrę.
– To bardzo bogata organizacja, która sprzedała Reteguiego, Piccolego i Ruggeriego, nie naruszając trzonu zespołu z Carnesecchim, Scalvinim, Edersonem, Lookmanem, Djimsitim, de Roonem czy Pašaliciem.
Dlaczego mimo tego zdecydowałeś się na Romę?
– Jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do Romy. Przyszedłem tu w chyba najtrudniejszym możliwym momencie, ale to, co budujemy, może stać się czymś ważnym i dającym ogromną satysfakcję. Bardzo w to wierzę.
Jakie zagrożenia widzisz w jutrzejszym meczu?
– Zabraknie czterech bardzo mocnych zawodników: Ndicki, El Aynaouiego, Kossounou i Lookmana. To piłkarze, którzy na pewno zagraliby od pierwszej minuty, więc ich brak ma duże znaczenie, ale pod tym względem jesteśmy na równi.
Jak oceniasz obecną Atalantę?
– To drużyna zbudowana pod Ligę Mistrzów. W Europie radziła sobie bardzo dobrze, w Serie A miała momenty trudniejsze, ale pozostaje zespołem silnym i wzmocnionym na wielu pozycjach. Znam ich wartość techniczną i mentalną.
Mimo to jesteś spokojny o Romę?
– Jestem pełen wiary, bo to, co robimy nawet w sytuacjach awaryjnych, zaskoczyło wielu. Skupiamy się na własnej drodze i na zaufaniu, które wypracowaliśmy na boisku.
Wielu kibiców pyta już o mercato.
– Mogę o nim porozmawiać, kiedy się skończy.
To zapytam wprost: ilu wzmocnień potrzebuje Roma?
– Ta drużyna ma solidną bazę i robi rzeczy, które nam się podobają. Nie wolno jednak brać piłkarzy tylko po to, żeby ich mieć. Potrzebujemy zawodników, którzy wniosą realną wartość dodaną.
W styczniu wielkie kluby działają bardzo intensywnie.
– Przy minimalnych różnicach punktowych gra się o wszystko: Scudetto, Ligę Mistrzów, Europę. Trzeba to zaakceptować, ale jednocześnie patrzeć na własny rozwój i działać z głową.
Czy ty jako trener zmieniłeś się od czasów Bergamo?
– Mam nadzieję, że nie. Chcę pozostać sobą, ze swoimi cechami. Najważniejsze było wejście do szatni i zdobycie zaufania zespołu. Kluczowe było przełamanie sceptycyzmu.
Po wygraniu Ligi Europy czułeś, że możesz walczyć o jeszcze więcej?
– Tak, byłem o tym przekonany, także dlatego, że mieliśmy ku temu możliwości. Być może właśnie dlatego Roma przyszła po mnie.
Jaką rolę widzisz dziś dla Dybali?
– Dybala najbardziej podoba mi się wtedy, gdy strzela gole i sprawia, że inni je strzelają. Musi być blisko bramki, wykonywać stałe fragmenty, wchodzić w pole karne i finalizować.
Na ile czas wpływa na ocenę styczniowych transferów?
– W styczniu często przychodzą piłkarze, którzy grali mało. Nie sądzę, by ktoś mógł przyjść i od razu wszystko zmienić. Myślę o perspektywie drużyny, która poprawia się w czasie.
Jakiego przyjęcia spodziewasz się w Bergamo?
– Znam tamtejszych ludzi, więc spodziewam się serdecznego powitania. Potem jednak każdy gra dla siebie. Bez jeńców.
Czy Roma powinna inwestować zimą tak jak inne czołowe kluby?
– Pieniądze pomagają, ale nie są wszystkim. Trzeba umieć wybierać i robić to krok po kroku. To wymaga czasu.
Na koniec: Ziółkowski coraz częściej pojawia się na boisku. Jak oceniasz jego rozwój?
– To proces, który nie kończy się w tydzień. Celem jest doprowadzenie go do poziomu Ndicki, Hermoso czy Manciniego. Nie chodzi o wielkie liczby w kadrze, ale o jej kompletność.
Komentarze