Na dzień przed meczem Gian Piero Gasperini spotkał się z mediami w Trigorii, odnosząc się do problemów kadrowych, styczniowego mercato, obecności właścicieli w klubie oraz postawy zespołu, który mimo licznych absencji utrzymuje się w ligowej czołówce.
Oto zapis konferencji:
Jak wygląda obecna sytuacja kadrowa? Wciąż mówimy o stanie awaryjnym? I czy obecność właścicieli może przyspieszyć decyzje rynkowe?
– To, że właściciele są tutaj, to bardzo mocny sygnał. Oznacza realną obecność i chęć wzięcia spraw w swoje ręce. Fakt, że zostają na dłużej, pokazuje troskę o drużynę i chęć bycia blisko zespołu na co dzień. Jeśli chodzi o kadrę: Wesley dziś jeszcze nie trenował, zobaczymy jutro, bo ma silną infekcję. Tracimy Cristante za kartki, wracają Mancini i Hermoso, wypadł Dowbyk. To kolejny mecz w sytuacji awaryjnej, podobnie jak kilka poprzednich.
Jakie zagrożenia widzisz w meczu z Sassuolo? I czy w kontekście mercato Raspadori to dla ciebie bardziej napastnik czy podwieszony ofensywny?
– Największym zagrożeniem jest sam mecz. Sassuolo rozgrywa bardzo dobry sezon, nawet jeśli ostatnio przegrało z Juventusem. Wystarczy spojrzeć na ostatnie wyniki: Milan remisuje z Genoą, Juventus z Lecce, Napoli z Veroną. To pokazuje, jak wyrównane są rozgrywki. Do tej pory byliśmy jedną z drużyn, które najlepiej radziły sobie w takich spotkaniach, ale w tej lidze nie ma meczów łatwych. Każdy wymaga maksymalnego przygotowania. Bardzo ważna była reakcja zespołu w Lecce, mimo braków kadrowych. To dowód, że zawodnicy trenują dobrze, z entuzjazmem, a drużyna zawsze daje mocne odpowiedzi. Jeśli chodzi o Raspadoriego: czy kiedykolwiek słyszeliście, żebym mówił o mercato? Czy ktoś z was rozmawiał ze mną o rynku przez telefon albo wiadomości?
Latem jednak mówiłeś o potrzebie napastników…
– Latem tak, w lipcu i sierpniu. Teraz jednak nikt z was nie usłyszał ode mnie ani słowa o mercato. Wy jesteście świetnie poinformowani, robicie swoją pracę doskonale, ja was czytam i to doceniam, ale nie są to informacje ode mnie. Ja mówię wyłącznie o piłkarzach Romy, którzy wychodzą na boisko i muszą zdobywać punkty dla Romy. Oceniam tylko swoich zawodników, nie cudzych.
Po meczu w Lecce zdecydowałeś się na milczenie. Chcesz wyjaśnić ten wybór?
– Wolałem, żebyście opowiadali o tym, co Roma zrobiła w Lecce: o zwycięstwie w sytuacji awaryjnej. Jeśli mówisz, narzekasz na napastników. Jeśli nie mówisz, jesteś krytykowany tak samo. Dlatego wracam do tego samego: nie mówmy o mercato. Wy naprawdę wiecie wszystko, macie swoje źródła i świetnie to robicie. Nie ma potrzeby, żebym dodawał coś więcej. Dziś wieczorem obejrzę Sky, posłucham Di Marzio, który wie wszystko tak jak wy.
36 punktów po rundzie jesiennej – to wynik zgodny z założeniami czy ponad stan?
– Osobiście jestem bardzo zadowolony. Roma ma bardzo silny i konkurencyjny trzon. Celem klubu jest dalsze wzmacnianie zespołu i zwiększanie konkurencyjności kadry. Trudność polega na tym, że kilku zawodników jest w kończących się kontraktach, inni są wypożyczeni. Jeśli w styczniu uda się coś zrobić, możemy się tylko poprawić. Patrząc dalej w przyszłość, sytuacja jest bardziej złożona, ale obecność właścicieli to ogromny sygnał. Rynek może dać coś ekstra, ale mecze są teraz. W ciągu miesiąca zagramy dziewięć spotkań: liga, Coppa Italia, Europa League. To intensywny moment, który uczy, pozwala oceniać drużynę w starciu z zespołami o silnych kadrach. Musimy myśleć nie tylko o teraz, ale o tym, jak uczynić Romę coraz bardziej konkurencyjną.
Czy wciąż widzisz potrzebę wzmocnienia defensywy?
– To są kwestie, które omawiam bezpośrednio z klubem. Nie wolno dokładać zawodników tylko po to, żeby byli. W obronie brakuje nam jednego elementu, bo bez Ndicki mamy czterech obrońców. Jutro na ławce znajdzie się pięciu zawodników z Primavery. Gdy nie możesz sięgnąć po pierwszy zespół, korzystasz z akademii.
Czy jako trener czujesz spokój, wiedząc, że klub działa najlepiej jak potrafi?
– Na boisku pracuje mi się bardzo dobrze, bo mam grupę zwartą i oddaną, która daje wszystko dla Romy, także ci zawodnicy, których przyszłość nie jest jeszcze jasno określona. To jest największa gwarancja. Codzienna obecność właścicieli znaczy dziś więcej niż te 36 punktów w tabeli.
Wieczorem obejrzysz Camerun–Maroko w Pucharze Narodów Afryki?
– Mam nadzieję na finał Maroko–Wybrzeże Kości Słoniowej, ze względu na naszych zawodników. Mogę im tylko życzyć jak najlepiej, bo to oznacza, że są dobrze przygotowani.
Jak często kontaktujesz się z Danem Friedkinem w trakcie sezonu?
– Mam nadzieję, że coraz częściej. To ludzie z wieloma obowiązkami, ale kiedy rozmawiamy, jesteśmy zgodni co do kierunku, w którym klub powinien zmierzać, i tego, co ja chcę tu zrealizować. Samo chcieć to jedno, a zrobić to drugie – trudniejsze. Ich obecność bardzo pomaga w przekuwaniu planów w rzeczywistość.
Jaka jest sytuacja Angelino? Czy jest szansa, by zobaczyć go jutro na boisku?
– To temat stricte medyczny i muszę zachować pełną dyskrecję. Chodzi o zdrowie zawodnika. Informacje mogą przekazywać wyłącznie lekarze. My możemy tylko mieć nadzieję, że wróci do pełni zdrowia i będzie mógł grać.
Czy czujesz, że ta drużyna jest już w pełni „twoja”?
– Trzeba wychodzić od tego, co się ma. Dziękuję zawodnikom za ich dyspozycyjność. Uważam, że wykonaliśmy dobrą pracę. Nie wiem, jaki wynik sportowy jest uznawany za satysfakcjonujący: mistrzostwo, Liga Mistrzów… Wiem natomiast, że po tych pierwszych pięciu miesiącach jestem usatysfakcjonowany meczami, które rozegraliśmy, i drogą, którą obraliśmy. Bardzo ważna jest też aprobata kibiców i świadomość, że robimy wszystko, co w naszej mocy.
Jak wygląda obecność Ranieriego na co dzień? I czy ewentualne przedłużenia kontraktów Manciniego oraz Cristante to także twój głos?
– To są decyzje klubowe. Z Ranierim mam bardzo dobrą relację. Przez pewien czas dochodził do siebie po zabiegu kolana i nie mógł „grać” najlepiej… teraz znów trenuje (śmiech). Ostatnio często bywa w Trigorii. Rozmowy o piłce z nim są zawsze wartościowe, choć jest bardzo dyskretny i szanuje role. Między nami zawsze jest dobry, merytoryczny dialog.
Komentarze