Na dzień przed starciem Juventusu z Romą w Turynie Gian Piero Gasperini spotkał się z dziennikarzami i odniósł się do bieżących tematów.
Zapis konferencji prasowej:
Jak się ma drużyna? I w jakiej dyspozycji jest Dowbyk?
– Dowbyk wciąż nie wrócił w pełni do zdrowia. Trenuje już od dłuższego czasu, ale nadal odczuwa problemy przy uderzeniu na bramkę. Poza nim wszyscy są dostępni, jeśli nie liczyć dwóch zawodników, którzy odeszli z klubu, oraz Hermoso, który ma drobny kłopot i liczymy, że uda się go szybko rozwiązać.
Byłeś brany pod uwagę przez Juventus. Dlaczego ostatecznie zdecydowałeś się na Romę?
– Projekt Romy był trudniejszy, dlatego go wybrałem. Jestem zadowolony z tego, jak to się potoczyło. Teraz stajemy przed meczem o ogromnym znaczeniu, przeciwko bardzo silnej drużynie, która zawsze ma możliwość dalej się wzmacniać. W jej DNA jest rywalizacja na najwyższym poziomie i walka o zwycięstwo w każdym sezonie. My przyjeżdżamy do Turynu po dobrym meczu z Como i udanym występie w Glasgow. Chcemy sprawdzić się na tle takiego rywala, bo liga weszła właśnie w najciekawszą fazę.
W jakiej formie jest Dybala? Statystyki sugerują, że Roma częściej wygrywa, gdy gra z klasycznym środkowym napastnikiem. To tylko liczby?
– Nie wiem, na ile takie statystyki są miarodajne, natomiast kluczowe jest dla mnie to, by mieć w składzie środkowego napastnika. Tak ustawialiśmy się zawsze, niezależnie od tego, kto akurat grał. Nigdy nie wychodziliśmy w dziesięciu. Jeśli chodzi o Dybalę, ocenimy go dzisiaj na treningu. Sprawdzimy, jak reaguje i dopiero wtedy zdecydujemy, czy może zacząć mecz w podstawowym składzie, wejść z ławki czy usiąść na niej tylko awaryjnie. Nie widzę u niego problemu z motywacją. Zawodnik o takim poziomie nie ma z tym kłopotów. Chodzi wyłącznie o dyspozycję fizyczną. Musi być gotowy do sprintu, strzału, gry na swoim najwyższym poziomie, tak by odpowiadało to oczekiwaniom wobec niego.
W październiku mówiłeś, że pozycja lidera jest jeszcze trochę przypadkowa. Jak dziś patrzysz na cztery punkty przewagi nad Juventusem?
– Myślę, że wykonaliśmy dobrą robotę. Piętnaście rozegranych spotkań to już poważna seria, z której można wyciągać wnioski. Nie wiem, czy jesteśmy jedną z najsilniejszych drużyn w lidze, czy najsilniejszą w ogóle, bo konkurencja na górze tabeli jest duża. Uważam natomiast, że piłkarze świetnie pracowali w tych miesiącach. W większości meczów spisali się bardzo dobrze, także w takich, których nie udało się wygrać. Niewiele było występów naprawdę rozczarowujących.
– Widzę zespół z dużą motywacją, który rozwinął się pod względem technicznym i jakościowym, a także jeśli chodzi o organizację gry i spójność. Mało straconych goli to nasza mocna strona, ale jednocześnie drużyna tydzień po tygodniu stara się stwarzać sytuacje bramkowe i w ostatnim okresie konsekwentnie znajduje sposób, by trafić do siatki.
Za chwilę otwiera się okno transferowe. Chcesz o tym mówić? Jakich profili szukasz? A może odniesiesz się do nazwisk Zirkzee i Raspadoriego?
– Nie, na ten temat nie chcę teraz rozmawiać. Jutro gramy bardzo ważny mecz. Jedziemy na stadion Juventusu, który traci do nas cztery punkty, i dla nich to kluczowa okazja, by spróbować się do nas zbliżyć. Dla nas z kolei stawką jest utrzymanie ich na dystans lub nawet powiększenie przewagi. Cała nasza uwaga skupiona jest na tym spotkaniu. To przyjemne uczucie przyjechać do Turynu na mecz na takim poziomie, z taką tabelą. Na resztę przyjdzie czas, teraz po prostu nie jest odpowiedni moment na rozmowy o mercato.
Jak bardzo zmienił się Juventus od początku sezonu po przyjściu Spallettiego? I jaki masz z nim dziś kontakt?
– Z Luciano łączy mnie relacja przyjacielska. Kiedy prowadził Inter, zdarzało nam się spotykać, a gdy pracował z reprezentacją, często rozmawialiśmy, bo powoływał kilku naszych piłkarzy i wielokrotnie przyjeżdżał do Zingonii. Odkąd jest w Juventusie, kontaktujemy się rzadziej, lecz kiedy się zobaczymy, na pewno przywitamy się serdecznie. Między nami panuje spokojna, dobra atmosfera.
– Wydaje mi się, że stara się przenieść do Juve swoją wizję gry, wychodząc przy tym z już ukształtowanej bazy. Ostatnie mecze, choćby ten w Bolonii czy w Lidze Mistrzów, pokazują, że zespół zrobił postęp i zanotował wzrost przynajmniej pod względem wyników. Grać przeciwko Juventusowi jest zawsze trudno, bo to drużyna z piłkarzami wysokiej klasy. Każde takie spotkanie ma duży ciężar gatunkowy. Dla nas to ważny punkt odniesienia i okazja, by sprawdzić, na jakim poziomie faktycznie się znajdujemy.
Czuć po piłkarzach, że ten mecz jest dla nich szczególny? A dla ciebie Juventus to rywal jak każdy inny?
– W całych Włoszech, a może nawet w całej Europie, mecze z Juventusem są odbierane jako wyjątkowe. Wiążą się z ogromną motywacją i bardzo mocno przeżywaną rywalizacją na każdej arenie. Z mojego punktu widzenia, także ze względu na wcześniejsze doświadczenia pracy w ich sektorze młodzieżowym, takie sytuacje hartują drużynę. Zespół niemal zawsze mierzy się wtedy z przeciwnikiem niesamowicie zmobilizowanym. To potrafi być atutem, a nie problemem. […] W mojej karierze Juventus był stałym punktem odniesienia. Niezbyt często udawało się go pokonać. Znacznie częściej przegrywałem, zwłaszcza w latach, gdy zdobywali dziewięć mistrzostw z rzędu i konfrontacja z nimi była naprawdę trudna. Jeśli jednak wygrywałeś taki mecz, znaczyło to, że jesteś bardzo mocny i funkcjonujesz na najwyższym poziomie. Nawet w słabszych sezonach to wciąż jedna z najlepszych drużyn w lidze.
Czy ostatnie dwa występy Renscha cię przekonały? Czy Celik może wrócić do gry w trójce stoperów? I co dokładnie dzieje się z Hermoso?
– Hermoso ma przeciążenie i staramy się doprowadzić go do pełnej dyspozycji. To nie jest naderwanie ani poważna kontuzja mięśniowa, nic w tym rodzaju. Wolałbym jak najmniej ruszać strukturę drużyny. Jeśli cofam Celika, muszę przesunąć też wahadłowego, często Manciniego, i nagle robi się tak, że przestawiasz trzech zawodników, aby zastąpić jednego. To nie jest idealne rozwiązanie.
Komentarze