Gasperini: „Ostatni krok zależy od nas. Zdobycie zaufania kibiców znaczy więcej niż scudetto”

Roma wygrała derby z Lazio, wykorzystała potknięcie Juventusu i na kolejkę przed końcem sezonu wskoczyła na czwarte miejsce. Zespół Gasperiniego ma teraz wszystko w swoich rękach, a po spotkaniu głos zabrali trener Romy, Bryan Cristante oraz Maurizio Sarri.

fot. © asroma.com

Gasperini po meczu
Allegri pogratulował ci po meczu. Co czujesz po takim meczu?
– Dziękuję, Max, ale mamy jeszcze 90 minut do rozegrania. To niezwykły, piękny sezon, z wieloma drużynami w niewielkiej liczbie punktów. Dzisiaj emocje były ogromne, wszyscy słusznie jesteśmy szczęśliwi, bo wiemy, że w niedzielę zależy już od nas, a nie także od przeciwnika. Mamy tydzień, żeby się skoncentrować i zrealizować cel, którego obaj chcieliśmy za wszelką cenę. Brawo, Max!

Mieliście świadomość albo nadzieję, że dziś ktoś może się potknąć?
– Liczyliśmy na to, bo nie było łatwo. Ostatecznie przegrał Juventus, który grał u siebie, a wszystkie pozostałe drużyny wygrały. Byliśmy dobrzy w tym, że skupiliśmy się tylko na naszym meczu. To było trudne spotkanie z Lazio, zespołem wartościowym, który odzyskał wielu zawodników i ma ważną kadrę. W pierwszej połowie mieliśmy trudności, odblokowaliśmy mecz po stałym fragmencie, a w drugiej połowie zagraliśmy lepiej. Daliśmy im naprawdę niewiele. Brawa dla tych chłopaków. To był trudny, niezwykły mecz. Teraz nie możemy dać się ponieść entuzjazmowi, bo w niedzielę mamy kolejne spotkanie, ostatni krok tej niesamowitej pogoni. Dziś musimy świętować, a potem wrócić myślami do celu, który byłby naprawdę piękny.

Ta drużyna znów pokazała reakcję w trudnościach, a Mancini jest trochę symbolem tej grupy.
– Mówiłem to zawsze, od początku, od zgrupowania. Dzisiaj Mancini strzelił dwa gole w derbach i to pozostanie niezatartym śladem w jego karierze, ale ta drużyna zawsze miała wielu kapitanów. To naprawdę solidna grupa, która potrafiła włączyć nowych zawodników. Nigdy nie miałem żadnych problemów z zarządzaniem składem czy treningami, wszyscy zawsze próbowali dawać maksimum. Przeszliśmy przez bardzo niewiele trudnych momentów, naprawdę rzadkich. Myślimy nawet o remisie 3:3 z Juventusem jako o trudnym momencie, ale wtedy straciliśmy dwa gole w końcówce, a tamten mecz dał nam też świadomość, że mamy jakość, że potrafimy strzelać i kończyć akcje. W pierwszej rundzie mieliśmy z tym trudności. Zaczęliśmy zdobywać bramki wieloma różnymi zawodnikami i zaczęliśmy wygrywać mecze.

Spróbujesz wykorzystać swój wpływ, żeby zatrzymać Dybalę w Romie?
– To temat na przyszły tydzień. Szczęście polega na tym, że właściciele są tutaj. Kiedy są obecni, wszystko staje się łatwiejsze i odpowiedzi przychodzą natychmiast. Są w stanie podejmować decyzje od razu. Jest wola klubu i zawodnika. Ja byłbym bardzo zadowolony z niego i z wielu innych. Przeszliśmy też przez to: mieliśmy drużynę z kilkoma zawodnikami na kończących się kontraktach, a oni pokazali wyjątkowy profesjonalizm i przywiązanie. To trzeba zawsze podkreślać. Dzisiaj wygraliśmy derby, jeszcze nie osiągnęliśmy celu, ale ocena tych chłopaków już się nie zmieni.


Gasperini na konferencji prasowej
Los znowu jest w rękach Romy. Jak mocno musicie teraz w to wierzyć?
– Musimy być szczęśliwi. Dzisiaj nie mogło być inaczej, walka o Champions mogła się skończyć tylko w razie porażki. Teraz jednak zależy od nas i nie musimy już liczyć na wyniki innych, a to jest przewaga. Mecz w Weronie będzie bardzo ważny i trudny, bo wszyscy próbują zrobić maksimum. Teraz cieszymy się z wygranych derbów, mamy tydzień na przygotowania. Jeśli uda nam się wygrać, powiemy, że to był sezon niezwykły, ponad oczekiwania.

Kilka tygodni temu wyglądało, jakbyś tylko ty w to wierzył. Co dałeś tej Romie?
– Wierzyłem, bo rozegrałem wiele sezonów i także wtedy, gdy wchodziłem do Ligi Mistrzów, nigdy nie robiłem tego pięć kolejek przed końcem. Zawsze walczyłem do ostatniej chwili. Kiedy dochodzisz do tego momentu sezonu, zaczyna się inny turniej. Daliśmy sobie nawzajem bardzo dużo, to było piękne połączenie. Zawsze mocno dziękowałem zawodnikom za gotowość, ale od zgrupowania nie miałem wątpliwości. To niezwykły sezon przede wszystkim przez to, co zbudowaliśmy w szatni. Nie mieliśmy problemów, tylko drobne sprawy. Chłopcy pokazali wielkie przywiązanie do tej koszulki i tak jak ja zawsze wierzyli, że możemy osiągnąć ten wynik. Teraz musimy być tak dobrzy, jak byliśmy w poprzednich 37 meczach. Wiemy, co jeszcze trzeba zdobyć w Weronie.

Przyszedłeś tutaj w wieku 68 lat, żeby wygrać coś ważnego.
– Absolutnie tak. Dałem sobie trzy lata. W takich miejscach nie możesz być dziesięć lat bez wyników. Wejście do Champions było trudne, bo musieliśmy wyeliminować jakiegoś wielkiego rywala, a do tego były Como, Atalanta, Bologna i Lazio z ważną kadrą. Postawiłem sobie ten cel. Drużyny są zrównoważone wtedy, gdy robią wyniki i podnosisz poziom wszystkich piłkarzy, młodych i nie tylko. Celem jest zbudowanie mocnej drużyny.

Jak ważni byli dziś kibice?
– Byli ważni zawsze, zawsze był komplet. Rozegraliśmy 19 meczów, do tego Europa i Coppa Italia, za każdym razem przy pełnym stadionie, a to zdarza się w bardzo niewielu miejscach. Wiedziałem, że jestem Piemontczykiem, ze szkoły Juve, honorowym obywatelem Bergamo, z Atalantą jako rywalem Romy w ostatnich latach. Byłem najmniej odpowiednim kandydatem, żeby wejść w harmonię z tym środowiskiem, ale jestem tutaj, żeby robić futbol, a ludzie to docenili. Tutaj przychodzi się po wyniki, ale najważniejsze było zdobycie wiarygodności u ludzi. Dla mnie to większe niż scudetto.

Dwa podobne gole Manciniego to przypadek?
– Strzelenie dwóch goli w derbach jest czymś niezwykłym, ale on zdobył już sporo takich bramek. To, że zrobił to w derbach, zostanie na zawsze w jego karierze.

Jak bardzo szkoda ci, że derby odbyły się przy pustej części trybun Lazio i przeciwko drużynie, która w środę grała oraz przegrała finał?
– Szkoda mi, że kibice Lazio nie przyszli, bo derby należą do ludzi, ale to wybór, którego dokonali już jakiś czas temu i nie czujemy się za to odpowiedzialni. To, że Lazio grało w środę, nie było dla nich problemem. Dziś taki jest futbol. Zdarzało mi się grać finały pucharu w środę, a potem mecz o Champions w sobotę. To są alibi, które nie trzymają się już trenerów i piłkarzy, więc wy też nie powinniście brać ich pod uwagę.

Bardziej szczęśliwy jest Gasperini, czy bardziej rozczarowani są ci, którzy nie zrobili wszystkiego, żeby cię mieć?
– O innych nie myślę. Jestem bardzo szczęśliwy z moimi piłkarzami i cieszę się tym, co zrobiliśmy. Kto nie byłby szczęśliwy? Juventus? W ogóle o tym nie myślałem. Jestem bardzo szczęśliwy i mówię tylko za siebie.

Co czułeś podczas końcowej celebracji?
– Mam poczucie, że jesteśmy o krok, ale ten krok jeszcze został. Czuję jednak radość i satysfakcję, że zależy to od nas. To coś, co sami sobie wyznaczyliśmy: przekroczyć własne możliwości. To bardzo piękne. My robimy futbol, próbujemy dawać satysfakcję ludziom, dajemy widowisko, a dziś widziałem ludzi ogromnie szczęśliwych. Kiedy widzisz, że dajesz radość ludziom, którzy żyją Romą, masz nadzieję zrobić to także w niedzielę.


Pozostałe wypowiedzi

Bryan Cristante
– Jesteśmy szczęśliwi. Dzisiaj radość jest podwójna, bo przynajmniej na ten moment wskoczyliśmy na czwarte miejsce i wygraliśmy derby, które dla nas zawsze są fundamentalne. Teraz został ostatni krok.
– Ten finisz sezonu zaczął się nie od remisu 3:3 z Juventusem, tylko od początku rozgrywek. Trener dał nam inny sposób gry, od zgrupowania rośliśmy i zawsze za nim podążaliśmy. W długim sezonie mogą przyjść wzloty i spadki. Teraz został jeden mecz, jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być. Na początku sezonu niewielu tak myślało.
– Gasperini był decydujący dla naszej mentalności. Od razu poszliśmy za nim. Mieliśmy kilka spadków, ale mocno za nim podążaliśmy od samego początku. Uważam, że zasługujemy na to miejsce. Brakuje ostatniego elementu i on jest fundamentalny.
– Jeśli chodzi o liczbę występów, to zaszczyt reprezentować tę koszulkę, to miasto i tych kibiców. Mecz przygotowaliśmy na boisku, wiedzieliśmy, że musimy tylko wygrać i nie mieliśmy innej drogi. Przez cały tydzień byliśmy skoncentrowani i rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie.
– Powrót do Champions byłby zasłużony za sezon, który rozegraliśmy. Jeszcze niczego nie zrobiliśmy, został jeden mecz i widzieliśmy w ostatnich kolejkach nieoczekiwane wyniki, więc wszystko trzeba jeszcze rozegrać. Mieliśmy wielki sezon, cały czas byliśmy blisko. Zasługujemy na to, a teraz wszystko zależy od nas.
– Kibice są niesamowici, cały stadion, nawet podczas rozgrzewki. Oprawa była piękna, ale oni od lat pokazują, że kiedy trzeba dać coś więcej, zawsze są gotowi. Muszę im podziękować. Cieszymy się, że daliśmy im taki piękny prezent, choć ostatni krok jeszcze przed nami.
– Co do El Shaarawyego, Stephan jest wielkim przyjacielem, jesteśmy razem od dawna i rozegraliśmy wiele meczów. Szkoda, ale przyjemnie było zobaczyć taki hołd dla niego. To złoty chłopak i jednocześnie mocny piłkarz. Przykro mi, że w przyszłym sezonie nie będzie z nami, ale mogę mu tylko podziękować.
– Manciniego jeszcze nie widziałem, ale dostanie dużo uścisków. Pięknie wygrać derby właśnie po jego dublecie. Bardzo się z niego cieszę.


Gianluca Mancini
– El Shaarawy? Stephan to złoty chłopak, nie muszę tego nawet mówić. Miałem szczęście grać z nim przez sześć lat. Zawsze był poważnym profesjonalistą, zawsze trenował na maksa. Wczoraj przez cały dzień był zamknięty w sobie, uszanowaliśmy jego emocje. Dziś na boisku mówiłem mu: dawaj, strzel gola. Zasłużyłby na to, bo po wejściu rozegrał wielki mecz. Będzie nam go brakować. Taka jest piłka i on też to wie. Tego, co zrobił przez te dziesięć lat, nikt mu nie odbierze. To zawsze będzie jego dom, a ja zawsze będę go bardzo kochał.
– Po golu poszedłem przytulić Pellegriniego, bo w sezonie dzieje się wiele rzeczy: są piękne momenty i trudne momenty. Dwóch goli w derbach nigdy bym się nie spodziewał. Przy drugim trafieniu nie wiedziałem już, co robić. Potem poszedłem przytulić Lorenzo, bo bardzo zależało mu, żeby być z nami, ale miał drobny problem i nie mógł zagrać. Łączy nas wielka przyjaźń i ogromna więź. Chciałem go objąć, żeby poczuł się częścią drużyny, choć on cały czas był z nami.


Maurizio Sarri (trener Lazio)
– Lazio rozegrało dobrą partię przez 60 minut. Strata gola pod koniec pierwszej połowy była ciężkim ciosem, bo wcześniej graliśmy lepiej od Romy, także na początku drugiej części. Odpowiadamy jednak za to, że straciliśmy dwa gole po stałych fragmentach, ponieważ nie zaatakowaliśmy piłki.
– Roma w dziesiątkę lepiej się ustawiła niż my. Moim zdaniem dopiero w końcówce potwierdziła zwycięstwo. Szkoda, że skończyło się w taki sposób.
– Po porażce w finale i po przegranych derbach trzy albo cztery dni później moment nie jest prosty. Teraz trzeba zostawić zawodników w spokoju, dać im jeden dzień wolnego i pozwolić im pobyć samym ze sobą.
– Jeśli chodzi o puchary, niestety jestem przyzwyczajony do przegrywania finałów. Pewnie sam też coś do tego dokładam. Przegraliśmy z mistrzami Italii po bardzo dobrej drodze w tych rozgrywkach.
– O przyszłych planach nikt ze mną absolutnie nie rozmawiał. Jasne, że jak każdy trener chciałbym mieć większy głos. Jako trener zostałem wysłuchany zero razy.

Komentarze