Gasperini i Cristante przed meczem z Midtjylland: „Duńczycy mają jakość”

Na dzień przed meczem Ligi Europy pomiędzy Romą a Midtjylland Gian Piero Gasperini oraz Bryan Cristante pojawili się w sali konferencyjnej w ośrodku Fulvio Bernardini. Oto ich pełne wypowiedzi:

fot. © asroma.com

Gian Piero Gasperini

Co możesz powiedzieć o rywalu? Wygrali cztery mecze… Jak duże zagrożenie stanowią?

– To bardzo dobra drużyna, z ciekawymi, młodymi zawodnikami i ofensywnym stylem gry. Mają jakość i duży repertuar rozwiązań. Zapowiada się ciekawy mecz, otwarte spotkanie dwóch zespołów, które chcą atakować i strzelać gole.

Czy poziom europejskiej piłki, jeśli chodzi o włoskie kluby, trochę się wyrównuje z innymi krajami?

– Kraje skandynawskie od lat bardzo dobrze pracują. Zawsze mieli fizyczność, a z czasem dołożyli do tego jakość i technikę. Rozwinęli się, osiągnęli cele zarówno na poziomie klubowym, jak i reprezentacyjnym. Oczywiście wciąż jest różnica w stosunku do najsilniejszych lig, ale oni wygrali cztery mecze na cztery. To jest sygnał.

Wiadomo, jak dużo pracujesz nad aspektem fizycznym. Czy była też praca nad sferą mentalną?

– Myślę, że mówienie tylko o przygotowaniu fizycznym jest spłyceniem sprawy. Piłka to suma wielu elementów. Drużyna czuje się dobrze również dlatego, że poprawiła organizację gry, potrafi funkcjonować zespołowo pod względem taktycznym. Zrobiliśmy postęp, mamy więcej rozwiązań. Zespół ma osobowość, także na wyjazdach, w trudnych, gorących atmosferach. Mamy dobrych piłkarzy – gdyby tak nie było, byłoby naprawdę ciężko. Ten miks doprowadził nas do bardzo dobrych wyników. Musimy dalej utrzymywać ten poziom energii i entuzjazmu, żeby się rozwijać.

Jak wygląda sytuacja Dybali i Baileya?

– Najważniejsze, że obaj wrócili do zdrowia i mają kontuzje za sobą. Dzisiejszy trening będzie ich drugim z zespołem i jeśli wszystko będzie w porządku, będą do dyspozycji. Minuty są sprawą względną – liczy się to, żeby czuli się dobrze.

Na jak długo wypadną Ndicka i El Aynaoui?

– Powinni wyjechać na zgrupowania około tydzień przed rozpoczęciem Pucharu Narodów Afryki i na mecz z Como raczej nie będą dostępni. Szkoda ich tracić w tym momencie, ale będziemy musieli poradzić sobie własnymi siłami, a mamy szeroką kadrę. Zastąpimy ich tym, co mamy. Wszyscy od początku wiedzieliśmy, że wyjadą. To dwaj piłkarze, którzy z Wybrzeżem Kości Słoniowej i Marokiem mogą zajść w turnieju bardzo daleko – nie będziemy im źle życzyć…

Czy ewolucja zespołu może wpłynąć na wasze podejście do zimowego mercato?

– To są analizy, które robi każdy klub. Zdarza się, że między październikiem a listopadem jakiś zawodnik tak się zmienia, że z piłkarza „na wylocie” staje się kimś nie do ruszenia. W styczniu wszystko staje się bardziej realne. Jeśli chodzi o nas, jestem zadowolony z rozwoju całej grupy. Jeśli mam coś podkreślić, to fakt, że również ci, którzy grają mniej, mają duże zaufanie i mocno uczestniczą w życiu drużyny. Trzeba bardzo uważać, zanim kogoś się dołoży, i w pierwszej kolejności patrzeć na to, co już masz w domu.

Jak się czuje Hermoso? I co z Ziółkowskim?

– Ziółkowskiego zmieniłem z powodu żółtej kartki – nie mogliśmy ryzykować gry w osłabieniu. W jego miejsce wszedł El Aynaoui, który jest w świetnej formie. Hermoso zagrał wczoraj bardzo dobrze. Dziś zobaczymy, jak się czuje – podobnie jak Bailey i Dybala. Jeśli kogoś powołuję, to znaczy, że może grać.

W Midtjylland jest Franculino. Mógłby was zainteresować?

– Mają kilku bardzo dobrych piłkarzy, ale nie będę wystawiał innym not. Dla nas to ważny mecz. Skomplikowaliśmy sobie sytuację w tabeli i musimy to naprawić, nie możemy czekać. Z jednej strony to nawet dobrze, bo nie pozwala nam myśleć za dużo o Napoli – skupiamy się całkowicie na Lidze Europy. Chcemy ten mecz rozegrać z pełnym zaangażowaniem już teraz.

Czy Roma jest w stanie udźwignąć trzy rozgrywki naraz?

– Liczebnie – tak. Nie chcemy niczego odpuszczać, chcemy grać o wszystko w każdej z trzech rywalizacji. To najlepszy sposób. Zawodnicy ciężko pracują, żeby osiągać cele. Tak będzie w lidze, w Coppa Italia, tak samo w Europie. Nie ma sensu mówić o zmęczeniu czy o „regeneracji” – jedyne, co może nas ograniczać, to kontuzje. Piłkarze są zdrowi, silni i mogą rozgrywać dużo meczów. Taki jest dziś futbol: ci, którzy dochodzą daleko i grają w reprezentacjach, potrafią zagrać 50–60 spotkań w sezonie.

Czy są zawodnicy, od których oczekiwałbyś jeszcze czegoś więcej?

– Jestem zadowolony ze wszystkich. Odpowiedzi, jakie dostaję, są odpowiedziami piłkarzy, którzy są mocno zaangażowani. Jasne, były mecze, które wygrywaliśmy mimo przeciętnych występów, a potem z czasem się poprawiliśmy. Mamy zespół, który rośnie, nabiera pewności, dobrze trenuje. Atmosfera wokół drużyny jest pozytywna. Jeśli trafisz do żyznego ogrodu, wyrastają z niego dobre owoce – i my mamy to szczęście.

Z Atalantą grałeś już przeciwko Midtjylland. Jak wspominasz tamte mecze? Zaskakuje cię obecne oblicze tej drużyny?

– Fakt, że są na pierwszym miejscu, może być dla kogoś zaskoczeniem, ale oni w pełni na to zasłużyli. Grałem przeciwko nim dwa razy – już wtedy mieli dobrych piłkarzy, a dziś wydają mi się jeszcze bardziej rozwinięci, z ciekawymi młodymi zawodnikami. Już wtedy trudno się z nimi grało: w Danii wygraliśmy wysoko, ale u siebie zremisowaliśmy po bardzo trudnym meczu. Znam ich wartość i widzę, jak się rozwinęli. To dowód na to, że wiele klubów świetnie pracuje i że dobrych piłkarzy naprawdę nie brakuje – trzeba tylko umieć ich dostrzec.


Bryan Cristante

Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś już dziś zawodnikiem absolutnie nie do zastąpienia?

– „Niezastąpiony”… Ja po prostu staram się w każdym meczu dawać z siebie wszystko, w zależności od pozycji i potrzeb zespołu w danym momencie. Robię to, czego wymaga ode mnie trener. Przez te wszystkie lata grałem praktycznie wszędzie, więc dziś na pewno łatwiej jest mi dostosować się do różnych ról. Rozegrałem naprawdę wiele spotkań na różnych pozycjach, więc wiem, jak interpretować każdą z nich.

Przeżywamy sezon ogromnego entuzjazmu. Ale mam wrażenie, że także kibic Romy stał się bardziej dojrzały – jakby lepiej wyczuwał, kiedy można marzyć, a kiedy trzeba trochę „obniżyć loty”. Ty, jako ktoś, kto jest tu od lat, też widzisz tę zmianę w sposobie przeżywania wyników?

– Tak. W tym roku staramy się – także dzięki trenerowi i całej grupie – być świadomi, że rozgrywamy bardzo dobry sezon, ale jednocześnie zachować spokój i twardo stąpać po ziemi. Bo naprawdę niewiele trzeba, żeby wszystko potoczyło się w inną stronę.

– My ze swojej strony będziemy dalej ciężko pracować, wykonywać to, czego oczekuje od nas trener, i dobrze interpretować mecze, ale zawsze z zachowaniem równowagi. Na ten moment bardzo dobrze nam się to udaje i myślę, że także ludzie na trybunach to dostrzegli: zrozumieli, że nie można za bardzo się unosić po zwycięstwach ani załamywać po jednej porażce. Od lat powtarzam, że kluczowa jest równowaga – zwłaszcza w sezonie tak długim i przy takiej liczbie spotkań.

Byłeś jednym z tych, którzy mogli trochę „wprowadzić” szatnię w świat Gasperiniego, zanim tu przyszedł. W porównaniu z czasami Atalanty: w czym wydaje ci się dokładnie taki sam, a w czym może się zmienił?

– Nie, trenerem jest dokładnie takim, jakim zostawiłem go w Bergamo…
„Odmłodzonym!” — wtrąca trener (śmiech).

– Powiedziałbym, że nawet młodszym, a do tego jeszcze bardziej serdecznym! (piłkarz się śmieje). – To wciąż ten sam trener z Bergamo. Doskonale wiedziałem, że to świetny szkoleniowiec, że wiele nas nauczy, i że najważniejsze to podążać za nim, słuchać go i wspólnie uwierzyć, że jest właściwą osobą, właściwym trenerem, którego trzeba naśladować. Drużyna świetnie to zrobiła od pierwszego dnia. Jeśli chodzi o jakość trenera, naprawdę nie ma o czym dyskutować: pokazywał ją w Genoi, w Bergamo, a teraz pokazuje to tutaj. Znalazłem go takiego, jakiego pamiętałem. I całe szczęście.

Jesteś jednym z najdłużej grających tu zawodników i przeżyłeś z Romą finał w Budapeszcie. Tamten mecz z Sevillą to dla ciebie dodatkowa motywacja przed obecną edycją Ligi Europy, czy raczej coś, co starasz się zostawić za sobą?

– Po tamtym finale na pewno został niedosyt. Ale uważam, że każda nowa edycja musi mieć swój własny bieg. Przy takiej liczbie meczów już samo utrzymanie koncentracji na teraźniejszości jest trudne; nie możemy za bardzo rozpamiętywać przeszłości. […] To są jednak rozgrywki, które naprawdę bardzo przeżywaliśmy. Doszliśmy o krok od celu i wiemy, jak wspaniale jest dotrzeć tak daleko, jakie to emocje zagrać w finale i jak niezwykłe byłoby przywieźć ten puchar do domu. Dlatego tak, chcemy zajść jak najdalej, chcemy wypaść dobrze, bo naszym celem jest właśnie to: spróbować w końcu go tu sprowadzić.

Komentarze