Roma wróciła z Marassi bez punktów po bardzo szarpanym i fizycznym meczu, w którym o wszystkim znów zadecydowały detale oraz kontrowersyjne sytuacje. Zapraszamy do przeczytania pełnych wypowiedzi Gian Piero Gasperiniego, a także najważniejszych głosów Daniele De Rossiego, Kostasa Tsimikasa i Vitinhi po spotkaniu Genoa – Roma.
Gasperini po meczu
De Rossi mówił o wielkiej agresji i intensywności Genoi. Czego zabrakło w całokształcie występu Romy?
– Oni właśnie tak ustawili ten mecz i dlatego grało się trudno. My jednak odpowiedzieliśmy dobrze, ani przez moment nie byliśmy zepchnięci do obrony. Potem przyszły epizody, jak rzut karny. To my stworzyliśmy więcej, a na końcu był jeszcze strzał Malinowskiego, gdy mecz był już praktycznie rozstrzygnięty. To było trudne spotkanie, mało płynne, z wielką agresją, podwajaniem krycia i długimi piłkami. Nie byliśmy gorsi. To nie jest dla nas szczególnie szczęśliwy moment także w tych wszystkich małych stykowych sytuacjach, bo nie mieliśmy szczęścia przy rykoszetach i innych epizodach. Nie wychodzimy z tego meczu pomniejszeni.
Było sporo absencji, zagrał Venturino, ale zdjąłeś go w przerwie. Jakie zrobił na tobie wrażenie?
– To nie był mecz, który mógł podkreślić jego atuty, bo tutaj potrzebna była fizyczność. On jeszcze nam pomoże. Dziś nie zagrał źle, ale potrzebowaliśmy innych cech. To nie był szczęśliwy wieczór, ale zareagujemy mocno.
Przy stanie 1:1 był kontakt piłki z ręką Malinowskiego w polu karnym. Piłka odbiła się od uda i klatki, a potem trafiła w nienaturalnie ułożoną rękę.
– Tak, dokładnie tak było. Nie wiem, dlaczego VAR nie interweniował, widocznie ocenił to inaczej. Obraz jest jednak dość wyraźny.
Poza pechem zabrakło też trochę uwagi i lepszego czytania niektórych sytuacji?
– Każdy mecz ma własną historię. Dzisiaj Svilar praktycznie nie był używany, dopiero w ostatnich dwóch minutach musiał interweniować. Wcześniej nie został nawet minimalnie sprawdzony, poza kilkoma zamieszaniami po wrzutach z autu. Dobrze dostosowaliśmy się do tego meczu. Rzut karny jest trudny do zaakceptowania, bo to nawet nie był moment realnego zagrożenia. Po wyrównaniu to my mieliśmy więcej groźnych sytuacji i było poczucie, że możemy to wygrać. Potem wystarczy jeden epizod, może nawet źle przyznany aut jak przy drugim golu, byliśmy wtedy trochę rozkojarzeni i straciliśmy bramkę. Ale nie oddaliśmy przeciwnikowi wielu strzałów, nie robiłbym z tego procesu. Poza uderzeniem Malinowskiego są jeszcze całe 90 minut, w których defensywa praktycznie niczego nie ryzykowała. Musimy zaakceptować ten moment, a ja podkreśliłbym ducha drużyny, który jest niezwykły i daje gwarancję. Teraz w czwartek gramy w Bolonii, potem Como i znowu Bologna, a na końcu Lecce. Musimy dojść do przerwy reprezentacyjnej w dobrej pozycji, a do tego dochodzi jeszcze walka o awans w Lidze Europy. To mnie nie niepokoi, bo duch tych chłopaków jest wspaniały. Zareagujemy jak zawsze po trudnym meczu. To było inne spotkanie niż te ostatnie, ale zdolność adaptacji była znakomita, więc naprawdę niewiele mam drużynie do zarzucenia poza kilkoma epizodami.
Czy problemem była intensywność?
– Nie, weszliśmy w ten mecz bardzo dobrze, choć był specyficzny. Genoa grała bardzo agresywnie, ale my byliśmy równie zdeterminowani i solidni. Nie oddaliśmy wielu strzałów, oni jeszcze mniej. To my mieliśmy więcej okazji. Szkoda tych dwóch sytuacji, nie mieliśmy szczęścia w zamieszaniach, ale duch drużyny był dobry.
Jak odbierasz te dwa kluczowe epizody?
– Wszystko widać bardzo dobrze. VAR później nie interweniował, najwyraźniej nie uznał tego za rzut karny. Jest jeszcze kwestia dość wyraźnego autu, ale nie chcę się tego kurczowo trzymać. Być może piłka była już poza boiskiem. Inna sprawa to sytuacja z karnym. Każdy może ją interpretować jak chce, ale obrazy są bardzo jasne.
Może problem polegał na tym, że sędzia na VAR-ze nie miał pewności, czy to było w polu karnym?
– Jeśli ów sędzia nie ma pewności, powinien zmienić zawód. Nie da się utrzymywać takiej tezy. Rzeczywistość jest dość oczywista, choć nie chcę sprowadzać wszystkiego tylko do tego epizodu. To była ręka jak mur w siatkówce. To bardzo ciężki epizod.
Czy zmiany wydobyły z Romy tę prawdziwą twarz?
– Tak, bo to był bardzo agresywny mecz i bardziej pasował zawodnikom takim jak Cristante czy El Aynaoui. Dzięki nim mieliśmy większy ciężar gry w powietrzu. Był dłuższy fragment, w którym wydawało się, że możemy to wygrać. To nie jest dla nas zbyt szczęśliwy okres. Duch chłopaków był jednak znakomity, nie byliśmy ani odrobinę słabsi od przeciwnika. Svilar pierwszą obronę zanotował praktycznie przy końcu. Odzyskamy wszystko. Wciąż jesteśmy tam, gdzie trzeba, i będziemy grać swoje mecze.
Gasperini na konferencji prasowej
Jak bardzo wpłynął na ten mecz remis z Juventusem, w spotkaniu, które wydawało się wygrane?
– W ogóle. Z Juventusem zagraliśmy wielki mecz, dziś rozegraliśmy dobre spotkanie. To był jednak inny wieczór, bo założeniem Genoi było odebrać nam możliwość grania i posyłać długie piłki. Gdy przeciwnik tak działa, musisz się dostosować i my zrobiliśmy to z wielkim duchem. To po prostu nie jest dla nas szczególnie szczęśliwy moment. Popełniliśmy wyraźny błąd przy rzucie karnym. Wyrównaliśmy i gdy mecz się otworzył, myśleliśmy, że go wygramy, ale ostatecznie przegraliśmy. Duch drużyny był na bardzo wysokim poziomie. Pierwsza interwencja Svilara przyszła dopiero w końcówce po strzale Malinowskiego i wcześniej nie przeżywaliśmy właściwie żadnego zagrożenia.
Nie jesteś zaniepokojony jednym punktem w dwóch meczach?
– Kto się boi, ten siedzi w domu. Mam się martwić tym, że jesteśmy na czwartym miejscu, że gramy dwumecz z Bologną, potem z Como i jeszcze Ligę Europy? Są sezony, w których patrzysz tylko na innych. Tutaj jesteśmy bohaterami własnej historii.
Co trzeba teraz wnieść na boisko?
– To, co widziałem dzisiaj: ducha i zaangażowanie wszystkich. Mamy mecze bardzo blisko siebie. Zaraz wróci Wesley, a wypadnie Ndicka. Potrzebujemy wielkiego ducha od wszystkich i idziemy grać swoje mecze. Dziś nie byliśmy słabsi od przeciwnika. Przegraliśmy, wielkie uznanie dla Genoi, ale sami naprawdę niewiele mamy sobie do zarzucenia.
Jak bardzo brakowało Wesleya?
– Strzelał gole i notował asysty, ale dziś Tsimikas rozegrał bardzo dobry mecz. W trakcie sezonu zdarza się, że zbierają się kartki i przychodzą zawieszenia.
Czy Malen bywa zbyt osamotniony w niektórych momentach?
– To nie był łatwy mecz do budowania gry, ale kiedy już nam się to udawało, byliśmy groźni.
Czy Soulé może wrócić na Ligę Europy?
– Tego dzisiaj nie mogę jeszcze przewidzieć.
Venturino?
– Rośnie. Mam nadzieję, że w jakiejś sytuacji będzie w stanie stać się decydujący.
Pozostałe wypowiedzi:
Daniele De Rossi
– Taki jest stan rzeczy i właśnie na taki finał liczyłem. Jestem tutaj po to, żeby wykonywać swoją pracę i bardzo mi na tym zależy, w miejscu, do którego coraz mocniej się przywiązuję. To klub i środowisko, które zasługują na utrzymanie, więc nie mogę dawać z siebie 99 procent, tylko wszystko. Cieszę się, bo moi piłkarze na to zasłużyli. Zagrali z ogromną uwagą, a ja nie mogę dać ani milimetra mniej od nich, niezależnie od tego, czy rywalem jest Roma, czy ktoś inny.
– Tak to właśnie przygotowaliśmy i właśnie tak ten mecz sobie wyobrażałem. Ci, którzy wyszli od początku, rozegrali świetne spotkanie, ale czułem, że rozstrzygną je zmiennicy i nieprzypadkowo zrobił to Vitinha. Wiele razy graliśmy dobre mecze i traciliśmy coś na końcu, więc ta radość była im należna. Zasłużyliśmy na te trzy punkty.
– Niektóre rozwiązania stosowaliśmy już wcześniej, choćby z Torino, i to działało. Ellertsson dobrze czuje się po prawej stronie, wtedy może lepiej pokazać swoje atuty. Przeciwko drużynom, które agresywnie atakują, wygodniej jest przyjąć piłkę mocniejszą nogą. Nie wrzucamy wielu piłek po zejściu do środka, ale chłopakom to pasuje. Kiedy proponujesz coś zespołowi, a on to przyjmuje, możesz próbować rzeczy w gruncie rzeczy całkiem normalnych.
– Roma to mocna drużyna i jeśli pozwolisz jej grać, jej piłkarze zrobią ci krzywdę jakością. Bardzo obawiałem się Malena, wcześniej znałem go mniej, a teraz widzę zawodnika niesamowitego, decydującego, jednego z najmocniejszych w lidze. Ostigard też jest mocniejszy, niż myślałem, ale potrzebuje porządku w ustawieniu i zachowaniu w niskiej obronie. Resztę daje od siebie: serce i wyczucie czasu. Ostatecznie jednak zawsze najważniejsze jest to, że porusza się dobrze cała drużyna.
– Takie zwycięstwa znaczą wiele, bo biorą się ze zdrowej grupy. Po mercato w styczniu byłem zadowolony, bo mam szeroką i różnorodną kadrę. Wiem, że nie każdy mecz wygląda tak samo, a gdy chcesz zagrać spotkanie oparte na intensywności, potrzebujesz konkretnych ludzi. Bardzo się cieszę z tabeli i z zawodników, zwłaszcza tych, którzy grali mniej.
– Wiedzieliśmy, że potrzebna będzie rotacja. W takich meczach nie da się grać cały czas tą samą jedenastką. Cieszę się, bo oni dają mi bardzo dużo. Staram się być wobec nich uczciwy. To porządni chłopcy, dobrze mi się z nimi pracuje. Kiedy drużyna gra słabiej, lubię brać odpowiedzialność na siebie, ale dziś chciałem zostawić scenę właśnie im. Masini na treningach pracuje dwa razy mocniej niż inni, a mimo to może nie zagrać w następnym meczu. Ja niczego nie obiecuję, tylko proszę o to, co potrafią mi dać.
– Jeśli decydujesz się być trenerem, musisz zakładać, że będziesz grał przeciwko Romie. Nie chcę umniejszać temu, czym Roma była dla mnie, ale też nie zamierzam się tłumaczyć. Byłbym hipokrytą, gdybym udawał smutek w sytuacji, która daje mi radość. Cieszę się, że wygrałem ja, a nie że przegrała Roma. I tak będzie do dnia, w którym znów będę mógł marzyć, żeby Roma wygrała 38 meczów na 38. To marzenie wielu osób i mój cel, ale jeśli mam myśleć o klubie podobnym do tamtego, z podobną publicznością, to miejsce, w którym jestem teraz, naprawdę bardzo mi odpowiada.
Kostas Tsimikas
– Oczywiście, że jestem rozczarowany, tak samo jak reszta. To był bardzo zacięty mecz, a przyjechaliśmy tutaj z konkretnym planem. Musimy iść dalej i wyciągnąć wnioski z błędów.
– Trzeba wyciągnąć z tego spotkania to, co najlepsze. Jak powtarzam od dawna, musimy skupiać się wyłącznie na sobie. Nie powinno nas interesować Como ani Juventus, tylko kolejne mecze i realizacja naszych celów.
Vitinha
– Być może zmieniło się nastawienie. De Rossi jest zbyt inteligentny, żeby popełniać te same błędy dwa razy. Chcieliśmy wejść na boisko, zagrać dobrze, zapunktować i zrobić swoje.
– Zawsze powtarzam, że tutaj wszyscy grają i wszyscy są ważni. Jesteśmy mocną drużyną. Strzeliłem gola i cieszę się, że pomogłem zespołowi.
– Odkąd przyszedł trener, dał mi dużo zaufania. Kiedy tak jest, wszystko staje się łatwiejsze. Głowa jest wolna i mogę pokazać to, co mam najlepszego.
Komentarze
Sorry Gasp, ale nie da się tego czytać dzisiaj
Nie zgadzam się i uważam że byliśmy gorsi. OK, po wyrównaniu trochę pograliśmy, ale oprócz tego to Genoa prowadziła grę pod siebie. Nie dominowaliśmy w tym meczu.
Ja tam uważam że mecz to była totalna kopanina, w której troszkę lepsi byli gospodarze. Potem był błysk geniuszu naczelnego debila który w sytuacji w której nie było bezpośredniego zagrożenia straty bramki fauluje. Szybko wyrównaliśmy i trochę zaczęliśmy grać, no ale poszła kontra obrońcy znowu zaspali i przegraliśmy. Przegraliśmy na własne życzenie bo Genoa nie grała niczego wielkiego dzisiaj… zauważyłem że podobnie jak w meczu z Juve nasi defensywni zawodnicy łapią dekoncentrację i potem mamy takie wylewy.
O zaczyna się Józefowanie na sędziów ? :)
Akurat sędziowie w tym sezonie dają dużo powodów do Józefowania, fajnie np wczoraj było w derbach Mediolanu, tam to dopiero odwalili maniane.
Tak jest w każdym sezonie, nic nowego :)
„Epizod” i dalej nie czytam.
Neverending story.
Gasp to dobry trener, ale podstawą jego filozofii jest silna fizyczność. Jego Roma wyglada dobrze tylko jeśli ostro ciśnie fizycznie. W Atalanta bylo tak samo. Tymi zawodnikami nie da sie grac w ten sposób co tydzien i caly sezon. Gdy trafiają na takie Udinese albo Genoa, które zagrają mocno fizycznie, od razu klapa. Wtedy Roma Gaspa wygląda jak Roma Jurica.
Żeby osiągać wyniki na top 4 Gasp musi miec nie tyle wirtuozów, tylko mega atletow, nawet najlepszych w lidze.