Gasp przed finałem z Hellasem: „To zależy od nas. W 90 minut gramy o wszystko”

Przed decydującym wyjazdowym meczem z Hellasem Verona Gian Piero Gasperini mówił o stanie drużyny i wadze spotkania, które może dać Romie awans do Ligi Mistrzów po latach przerwy. Trener podkreślił, że zespół przez cały sezon pozostał zjednoczony, a teraz wszystko rozstrzygnie się w ciągu ostatnich 90 minut.

fot. © asroma.com

Zapis konferencji prasowej:

Przed wami decydujące 90 minut. Jak drużyna wygląda fizycznie? I jak czuje się Koné?
– Koné wrócił do zdrowia. Nie jest jeszcze na 100%, ale jest dostępny, choć nie wiem, czy zagra od początku. Zmieniły się temperatury, upał ma wpływ, ale najważniejsze jest oczekiwanie na mecz. Musimy dobrze wejść we właściwy moment, bo to bardzo ważne spotkanie.

Czy można już pokusić się o bilans sezonu?
– Mam z tym trudność, bo jesteśmy skoncentrowani na jutrzejszym meczu. To byłby cel, którego brakuje od lat, a wszystko zależy od nas. Podsumowania zrobimy po spotkaniu, dziś przeważa uwaga skierowana na mecz.

To spotkanie kryje też pułapki. Jakie są największe zagrożenia? Pracowałeś z drużyną także mentalnie?
– Cała drużyna jest skupiona i świadoma znaczenia tego meczu. Ten tydzień wydawał się bardzo długi. To meta sezonu, w którym zawsze byliśmy zjednoczeni.

W piłce, tak jak w życiu, nie liczą się tylko pieniądze. Klub wydał bardzo dużo, ale nigdy nie był tak blisko celu, jakim jest Liga Mistrzów. Gdzie twoim zdaniem miałeś największy wpływ?
– To nie był łatwy rok, wręcz przeciwnie. Wniosłem swój sposób pracy, który pozwolił mi zrobić taką karierę. Byłem wiarygodny wobec chłopaków i to był sekret tych 70 punktów. Znaleźliśmy właściwe porozumienie i wspólne cele. Teraz najważniejsze jest to, by ukoronować wynikiem coś, co w pewnym momencie nawet nam wydawało się nieosiągalne. Teraz zależy to od nas. Piłka jest okrutna, bo w 90 minut grasz o bardzo wiele.

Naprawdę wierzyłeś w Ligę Mistrzów, czy mówiłeś o niej po to, żeby pobudzić grupę?
– W rundzie rewanżowej strzelaliśmy więcej goli, tworzyliśmy więcej i byłem przekonany, że możemy zrobić taki finisz. Oczywiście zależało to też od tych, którzy byli przed nami, ale to nie odbiera wartości wynikom, które osiągamy my.

Jeśli awansujecie do Ligi Mistrzów, będzie to najważniejszy cel osiągnięty w twojej karierze?
– Nie chcę tworzyć rankingów. Każdy osiągnięty cel jest czymś wyjątkowym, nie jest tak, że jeden znaczy więcej od drugiego. My postawiliśmy sobie cel wyższy od tego, którego od nas wymagano, i to pchnęło nas do wyjścia poza własne ograniczenia, także po to, by uszczęśliwić ludzi.

Czy od właścicieli dostałeś gwarancję ich bardziej stałej obecności w przyszłym sezonie?
– To bardzo wymagające zobowiązanie, które próbowałem rozwijać możliwie najmocniej. Obecność właścicieli jest fundamentalna, bo pozwala unikać także nieprzyjemnych sytuacji, które mogą rodzić się w środowisku pracy. Ich obecność daje siłę drużynie i całemu otoczeniu, a także daje jasne odpowiedzi. To będzie piękne wyzwanie. Jutrzejszy wynik może pomóc w stworzeniu Romy bardziej zwartej i mocniejszej, z wspólnymi projektami, a nie różnymi kierunkami. Większa obecność właścicieli może w tym pomóc.

Czy Soulé zagra jutro w trójce ataku? Jak duże widzisz u niego marginesy poprawy?
– Miał bardzo pozytywną część sezonu, potem długi okres absencji, który ograniczył jego wpływ na drużynę. Najważniejsze, żeby był zdrowy. Kiedy całkowicie pokona pubalgię, stanie się jeszcze mocniejszy.

Dlaczego Liga Mistrzów jest dla Romy tak ważna?
– Jest ważna z ekonomicznego punktu widzenia. Różnica jest ogromna, pozwala odjechać innym klubom, zwiększa atrakcyjność dla piłkarzy i podnosi wartość zawodników, którzy grają w Lidze Mistrzów. Jest też aspekt emocjonalny: bycie częścią europejskiej elity, osobista satysfakcja.

Czy możesz powiedzieć o sobie, że wykonałeś dobrą pracę?
– Powiem to jutro wieczorem… Bez wątpienia jest satysfakcja z sezonu, który mógł być jeszcze trudniejszy. Ostatnia kolejka się liczy, liczy się końcowy wynik. Kto wygrywa, świętuje, kto przegrywa, opowiada. A my chcielibyśmy uniknąć opowiadania.

Verona dobrze wychodzi z własnej połowy. Skupialiście się na tym?
– To prawda, ale Roma osiągała wiele dobrych wyników przeciwko zespołom ze środka i dołu tabeli. Skupić trzeba się na wszystkim. Verona spadła, ale zawsze grała bardzo dobre mecze i wiemy, że nasz cel wcale nie jest łatwy ani już zdobyty. Będziemy musieli rozegrać dobrze pełne 90 minut.

Zwycięstwo sprawiłoby, że zostałbyś piątym trenerem z największą liczbą punktów w Serie A, na równi z Liedholmem.
– To znaczy, że rozegrałem wiele sezonów, więc nie jest to rekord godny szczególnej zazdrości… Gdybym mógł zacząć od nowa! Ale samo zestawienie z Liedholmem, który jest świętą postacią futbolu, ma ogromne znaczenie. Dogonienie go w takiej sytuacji miałoby jeszcze większą wartość.

Czy był konkretny moment, w którym dostałeś dowód jedności z grupą?
– Za każdym razem, gdy przegrywaliśmy mecz, zawsze pojawiała się reakcja. Zwykle wtedy wychodzą polemiki, rozmowy i plotki, ale one nigdy nie wychodziły z drużyny. To znak wielkiego profesjonalizmu i woli, by iść dalej.

Czy jest coś, czego żałujesz albo czego dziś byś nie powtórzył?
– Wszystko, co zrobiliśmy, było robione w dobrej wierze. Z błędów uczysz się i ruszasz dalej, żeby później zrobić coś lepiej. Błąd nigdy nie jest porażką, on cię uczy. Jeśli nigdy się nie mylisz, nigdy się nie uczysz.

Po pierwszej kolejce podpisałbyś się pod tym, że znajdziesz się w takiej sytuacji przed ostatnim meczem sezonu?
– Nie wybiegałem aż tak daleko. Nie zawsze stawiam sobie od razu konkretne cele. Patrzę po drodze, jaki jesteś i co możesz zrobić. To była, jak zawsze, droga prowadzona krok po kroku.

Jak duże znaczenie ma obecność Svilara w drużynie?
– Pewien wielki trener mówił: dajcie mi bramkarza, który broni, i środkowego napastnika, który strzela, a resztą zajmę się ja. Teraz mam obu i widać efekty… (śmiech).
[To nawiązanie do słów Nereo Rocco, jednego z najbardziej charyzmatycznych włoskich trenerów XX wieku – przyp. red.]

Komentarze

  • hako
    23 maja 2026, 15:47

    Ostatnie zdanie to trochę roast na Ukraińcu. Ciekawe czy zostanie na kolejny sezon

    • Totnik
      23 maja 2026, 18:17

      To chyba największy klops transferowy od lat. Chociaż konkurencja dużo bo jeszcze jest paralityczny Anglik :)

    • samber
      23 maja 2026, 22:57

      Nie, no Dovbyk napewno nie jest "największym klopsem transferowym od lat". Nawet Iturbe go przebija, Gerson, Schick, garbaty, czy Baldanzi. Gdybyśmy tyle za niego nie dali, to nie byłoby tragicznie. Drewno techniczne, ale coś tam jednak dopchał, dostawił nogę. Byłoby OK gdybyśmy masakrycznie nie przepłacili za odstępne i sam kontrakt.

    • Canis
      24 maja 2026, 00:46

      Dovbyk nie grał przez 3/4 sezonu, dlatego już co poniektórzy zapomnieli jakim jest totalnym kiepem.

    • Cave Wolf
      24 maja 2026, 06:43

      @samber Właśnie że Dovbyk jest najgorszym klopem ostatnich lat jest takim samym drewnem jak Abraham i Ferguson same drewna i kiepy i takim kiepem jest Dovbyk