Paulo Dybala odkłada na bok telefony z Turcji i Argentyny, bo wciąż czeka na ten najważniejszy: z Romy. Przed nim trzy mecze, które mogą zdecydować nie tylko o Lidze Mistrzów, ale też o tym, czy jego historia w Wiecznym Mieście dostanie kolejny rozdział.
Corriere dello Sport – G.Marota | Są piłkarze, których wartość trudno zamknąć w tabelce płac, liczbie rozegranych minut czy rubryce z urazami. Dybala jest właśnie takim przypadkiem. W Romie od dawna istnieje rozdźwięk między tym, co mówi rachunek ekonomiczny, a tym, co podpowiada boisko, trybuny i zwykłe poczucie piłkarskiej jakości. Argentyńczyk ma 32 lata, kontrakt ważny jeszcze przez nieco ponad miesiąc, pensję wykraczającą poza nowe realia klubu i jednocześnie status zawodnika, który wciąż potrafi zmienić temperaturę meczu jednym dotknięciem piłki.
Według „Corriere dello Sport” Dybala wstrzymał propozycje Fenerbahçe, Galatasaray i Boca Juniors. Nie dlatego, że brakuje mu alternatyw. Przeciwnie: w dwóch pierwszych przypadkach mógłby liczyć na wielkie pieniądze, w trzecim na powrót do Ameryki Południowej w aurze niemal romantycznej. On jednak czeka na Romę. I miał jasno przekazać: „Zrobię wszystko, żeby zostać w Romie”.
Ostatnie tygodnie nie były dla Dybali czasem zwykłej rehabilitacji. Po operacji łąkotki przeszedł 50 dni przymusowego odpoczynku, a sam zabieg u prof. Marianiego odbył się półtora miesiąca po urazie kolana, po nieudanej terapii zachowawczej. W ten sposób Argentyńczyk stał się, wbrew własnej woli, symbolem nieporozumień wewnątrz sztabu medycznego. Dla piłkarza o takiej historii zdrowotnej każdy podobny epizod jest czymś więcej niż kolejną przerwą. To przypomnienie, że czas w jego karierze nie jest już pojęciem abstrakcyjnym.
Właśnie dlatego okres poza boiskiem miał być dla niego momentem intensywnego myślenia o przyszłości. Rozmowy z żoną Orianą, narodziny córki Gii 2 marca w Rzymie i codzienność w mieście, w którym chciałby ją wychowywać, tworzą kontekst ważniejszy niż zwykła negocjacja kontraktowa. Dybala nie sprawia wrażenia piłkarza, który rozgląda się nerwowo za najbogatszą ofertą. Bardziej wygląda na człowieka, który znalazł swoje miejsce i nie chce go opuszczać tylko dlatego, że futbol nauczył wszystkich traktować uczucia jako dodatek do arkusza kalkulacyjnego.
Problem w tym, że Roma właśnie arkusz musi dziś traktować poważnie. Dybala zarabia obecnie 8 milionów euro netto plus bonusy, co w kosztach klubu oznacza ponad 15 milionów. Przy planie Friedkinów, by w krótkim czasie obniżyć roczne wydatki na pensje z około 140 milionów do poziomu poniżej 100 milionów, taki kontrakt nie może pozostać bez refleksji. Tym bardziej że podobny ciężar finansowy dotyczy także innych wysokich pensji, w tym Lorenzo Pellegriniego.
Dlatego jedyna realna droga prowadzi przez obniżkę wynagrodzenia. W Trigorii trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie proste tylko z pozoru: ile kosztowałoby znalezienie na rynku piłkarza o jakości Dybali? I czy nie rozsądniej byłoby przekonać go do pensji na poziomie 2,5–3 milionów euro plus bonusy, zachowując na dwa lub trzy lata zawodnika kruchego fizycznie, ale wciąż wyjątkowego technicznie?
W nowej Romie, bardziej zrównoważonej finansowo i ostrożniejszej w wydatkach, sentyment sam nie wystarczy. Ale w przypadku Dybali sentyment jest tylko częścią sprawy. Według Gasperiniego to najmocniejszy piłkarz w grupie, a to zdanie waży więcej niż wiele księgowych analiz. Jeśli trener widzi w nim zawodnika pierwszoplanowego, klub nie może traktować jego przyszłości jak prostego cięcia kosztów.
Dybala jest piłkarzem nieregularnym, bo zdrowie regularności mu odmawia. Ale kiedy jest na boisku, Roma ma dostęp do czegoś, czego nie da się łatwo kupić: do jakości między liniami, do ostatniego podania, do strzału z niczego, do tej miękkiej przewagi, która czasem odróżnia drużynę solidną od drużyny zdolnej wygrać trudny mecz. Właśnie dlatego rozmowa o jego przyszłości nie może sprowadzać się wyłącznie do pytania, ile minut rozegrał. Trzeba też pytać, co dzieje się z Romą, kiedy go nie ma.
Dochodzi do tego wymiar komercyjny. Koszulka z numerem 21 pozostaje najlepiej sprzedającą się koszulką Romy w Rzymie, we Włoszech i na świecie. Dybala wciąż należy do najbardziej atrakcyjnych dla sponsorów piłkarzy Serie A i jest kochany przez kibiców. Owacja, która powitała jego powrót na boisko w poniedziałkowym meczu z Fiorentiną, pokazała, że więź między nim a Olimpico nie osłabła przez kontuzję. Przeciwnie, nieobecność czasem tylko przypomina, jak bardzo ktoś jest potrzebny.
To wszystko nie unieważnia problemów. Roma nie może budować przyszłości na samym wzruszeniu. Ale nie może też udawać, że Dybala jest wyłącznie wysokim kosztem w budżecie. Jest kosztem, jakością, symbolem, magnesem dla kibiców i zawodnikiem, który wciąż może przesunąć granicę sezonu.
Przed Dybalą trzy spotkania: Parma, derby z Lazio i Verona. W teorii to tylko końcówka sezonu. W praktyce mogą to być 270 minut z doliczonym czasem, które uporządkują przyszłość. Argentyńczyk po dwóch wejściach z ławki, przeciwko Bolognie i Fiorentinie, chciałby zacząć od pierwszej minuty. Fizycznie jest już gotowy, a mentalnie od dawna ma jeden cel: wprowadzić Romę do Ligi Mistrzów.
To jego obsesja od lata 2022 roku. Przyszedł do klubu, który natychmiast dał mu miłość, ale nie zawsze dawał mu stabilność. Przeżył w Rzymie wielkie wieczory, rozczarowania, kontuzje, powroty i te wszystkie chwile, w których Olimpico potrafiło nosić go na rękach. Jeśli miałby odejść, chciałby zostawić po sobie wspomnienie triumfu, a nie katalog niedosytu.
Najbardziej symboliczne są oczywiście derby. Dybala opuścił dwa ostatnie mecze z Lazio z powodu urazu. Teraz, kiedy Roma potrzebuje iskry, a on potrzebuje argumentu w rozmowie o nowym kontrakcie, trudno o bardziej naturalną scenę. Nie chodzi o teatralny finał ani o romantyczną puentę pisaną na siłę. Chodzi o bardzo konkretną piłkę: trzy mecze, kilka decyzji przyspieszających grę, jedno podanie, jeden strzał, jeden moment, który może zmienić ton negocjacji.
Fenerbahçe, Galatasaray i Boca Juniors czekają. Dybala nie odpowiedział, bo sam czeka na Romę. Roma z kolei czeka na niego, na tę techniczną iskrę, która w ciasnej końcówce sezonu może być ważniejsza niż wielkie deklaracje. W tej historii wszyscy liczą do trzech: trzy mecze, trzy możliwe odpowiedzi, trzy ostatnie szanse, by przekonać się, czy Joya i Roma naprawdę mają przed sobą jeszcze wspólną przyszłość.
Komentarze
Romantyzm jest super, o ile nie kosztuje tak dużo. On nie ma zdrowia do piłki profesjonalnej, pogra miesiąc-dwa regularnie i kolejna operacja.
„Zrobię wszystko, żeby zostać w Romie” – Jeśli rzeczywiście tak myśli i będzie skłonny zejść z pensji na takie 2,5-3 mln zamiast 8 mln to ja bym go chyba przedłużył, jeśli taka też jest wola Gaspa. Podobnie z Pellegrinim, jeśli znacząco zejdzie z kontraktu i przyjmie mniejszą rolę w zespole. I tak będziemy mieli dużo odejść po sezonie, nawet bez nich może odejść 10 graczy:
– wypożyczeni Ferguson, Tsimikas, Zaragoza – bezwzględnie się z nimi pożegnać
– El Sharaawy, Celik raczej odejdą – na Faraona już czas, a Turek chce za dużą pensję plus prawe wahadło w postaci Wesleya, Renscha nam wystarczy
– Dovbyk, Baldanzi nie są w planach trenera i trzeba będzie im znaleźć rozwiązanie poza klubem
– Venturino jakoś wydaje mi się, że nie wykupimy ostatecznie
– do tego pewnie 1-2 sprzedaże zawodników, które będą miały przynieść zysk kapitałowy
Dybala za 2-2,5 mln za sezon, Pellegrini za 2-2,5 mln za sezon to mogą zostać, oczywiście w roli bardziej rezerwowych, bo na pierwszy skład taki który chce o coś walczyć wg mnie są już za słabi.
Nie, nie mogą. 2,5 mln ro wciąż duże pieniądze, gdzie w niektórych klubach tyle zarabiają jedni z najlepszych graczy i nie mam tu na myśli jakiegoś Cagliari, czy Genoi.
Według mnie 1 na pewno zostanie, mamy za dużo dziur na innych pozycjach do uzupełnienia, a jako joker mogą się przydać, no i u Paolo kwestia wizerunku dalej robi swoję, ale żeby to się opłacało musi on być w stanie zagrać chociaż 20-25 meczów.
Dybala nie jest za słaby na pierwszy skład, co udowodniło kilka spotkań przed ostatnim urazem, gdy był najlepszy albo prawie najlepszy na boisku. Tu chodzi wyłącznie o regularność, bo jej brak wybija go z formy.
Oczywiście żeby nie było jestem za pozbyciem się Dybali i Pellegriniego, jednak mam świadomość że klubu nie stać na 10 nowych piłkarzy, bo wiadomo FFP nas ściga, dlatego w związku z tym ktoś jednak musi grać i uzupełnić skład.
Niestety, ale jeśli podczas wykonywania rzutu karnego łapiesz kontuzję, bądź odegraniu „pietka” to poważny futbol odjechał. Mamy mnóstwo ROMAntyzmu, ale nie mamy wyników. Pelle też bym podziękował.
Przecież ostatnio kontuzji przy karnym dostał Yamal i nie wiadomo bylo czy pojedzie na mudnial.
Komedię czas zacząć 🤣😂 Do tej pory było słabo albo źle ale teraz mamy świrniętego dziadka z Turynu, to się dowiemy co to znaczy mieć tragicznie.