Jeszcze 2 lata temu był o krok od wyjazdu na Bliski Wschód, później znów zatrzymywało go własne ciało. Dziś Paulo Dybala gra niemal wszystko, biega więcej, niż można było się po nim spodziewać, i znów wygląda jak piłkarz, którego Roma nie musi oszczędzać.
Za niespełna dwa miesiące skończy 33 lata. W teorii powinien być już zawodnikiem, którego minuty trzeba starannie dawkować, szczególnie po dwóch operacjach w dwóch ostatnich sezonach – najpierw związanej z urazem ścięgna, później łąkotki. Tymczasem początek nowych rozgrywek przyniósł historię dokładnie odwrotną. Gian Piero Gasperini powiedział przed sezonem: „Jeśli jest zdrowy, gra zawsze”. I potraktował własne słowa bardzo dosłownie.
Dybala, którego nie trzeba już zdejmować z boiska
Sześć oficjalnych meczów Romy, sześć występów od pierwszej minuty. Pięć w Serie A i jeden w Lidze Mistrzów przeciwko Fenerbahçe. Ani razu Dybala nie zszedł przed 60. minutą, a jego licznik zbliżył się już do 500 minut. W pierwszych pięciu kolejkach ligowych spędził na murawie 407 z możliwych 450 minut, czyli 90,4%.
To właśnie ta liczba mówi dziś o nim najwięcej. Nie gol, nie asysta i nie pojedynczy błysk lewą nogą, ale zwyczajna obecność na boisku. Według Il Messaggero tak dużo na początku sezonu Dybala nie grał od dziesięciu lat, od rozgrywek 2016/17. Ostatnią dłuższą serię meczów rozpoczynanych w podstawowym składzie zanotował za Claudio Ranieriego między listopadem 2024 a styczniem 2025, kiedy uzbierał jedenaście takich spotkań z rzędu.
Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że Gasperini nie urządził mu komfortowej strefy, w której Argentyńczyk ma tylko czekać na piłkę pod polem karnym. Przeciwko Interowi Dybala przebiegł 9,8 kilometra – więcej niż Lautaro Martínez i Malen – a w najszybszym momencie osiągnął 29 km/h. Ma uczestniczyć w grze, wracać, przesuwać się z zespołem i pracować także wtedy, kiedy Roma nie ma piłki.
Sam Gasperini mówi o nim wręcz z niedowierzającym zachwytem: „Fizycznie Dybala jest bestią. Często mógłby grać nawet dogrywkę”. Jeszcze niedawno takie zdanie brzmiałoby jak żart. Przez lata pytanie dotyczące Paulo było przecież ciągle takie samo: ile może zagrać, kiedy trzeba go zdjąć i czy wytrzyma kolejne spotkanie. Teraz trener zastanawia się raczej, dlaczego miałby z niego rezygnować.
Już nie tylko Joya od gola. Dybala steruje całą ofensywą
Zmiana jest widoczna również z piłką. Dybala ma cztery oficjalne asysty w tym sezonie, ale jego wpływ na grę wykracza daleko poza rubryki ze statystykami. Nie zapisano mu ostatniego podania przy obu trafieniach Koné z Interem ani przy golu Malena w Turynie, choć w każdej z tych akcji jego zagranie było jednym z elementów, które otwierały drogę do bramki.
Jeśli doliczyć końcówkę poprzedniego sezonu, w ostatnich dziewięciu występach uzbierał osiem asyst. Pięć z nich trafiło do Malena. Między Argentyńczykiem i Holendrem rodzi się naturalna współpraca: Dybala schodzi głębiej, widzi ruch napastnika wcześniej niż obrońcy i potrafi jednym kontaktem nadać akcji tempo. Coraz rzadziej jest wyłącznie człowiekiem od ostatniego strzału. Coraz częściej jest tym, przez którego przechodzi cała ofensywa.
Paradoks polega na tym, że właśnie gola wciąż brakuje. Ostatni raz Dybala trafił 18 stycznia przeciwko Torino. Kalendarz pokazuje osiem miesięcy, choć rzeczywisty obraz jest mniej dramatyczny – przez uraz łąkotki i marcową operację rozegrał w tym czasie tylko trzynaście spotkań.
Z Interem można było jednak dostrzec coś jeszcze: cztery próby strzału i kilka mocniejszych uderzeń, których po ostatnich problemach zdrowotnych próbował znacznie rzadziej. Nie tylko charakterystyczne szukanie dalszego rogu lewą nogą, ale też więcej zdecydowania i zaufania do własnego ciała.
I chyba właśnie w tym tkwi największa zmiana. Dybala nie wygląda dziś jak wielki talent, którego trzeba przechowywać pod kloszem do najważniejszego momentu meczu. Jest normalnym, pełnoprawnym zawodnikiem Gasperiniego – takim, który zaczyna, biega, kreuje i kończy spotkania. Prawie dekadę starszym niż w czasach, gdy ostatnio miał podobną ciągłość, a jednocześnie pod pewnymi względami znów zaskakująco młodym.
Teraz pozostał już tylko gol. Gdy wróci także on, Gasperini może mieć przed sobą nie tyle „zdrowego Dybalę”, ile po prostu jedną z najlepszych wersji Joya, jakie Roma widziała od dawna.
| MINUTY DYBALI NA POCZĄTKU SEZONU | |
|---|---|
| Sezon | Minuty |
| 2026/27 | 497 |
| 2025/26 | 300 |
| 2024/25 | 330 |
| 2023/24 | 430 |
| 2022/23 | 483 |
| 2021/22 | 453 |
| 2020/21 | 307 |
| 2019/20 | 273 |
Komentarze
Oby nie wykryli tego co bierze :)
Albo to my bierzemy coś i nam się tylko wydaje, że Dybala zdrowy, a Roma jest liderem. I oby nam tego nie zabrakło :D
Pieniądze tak morywują że nawet wyzdrowiał :)
Raczej nie pieniądze. Miał kartę na ręku i mógł kazać agentowi szukać petrodolarów, ale tego nie zrobił. Dostał u nas dobre warunki, ale jakby chciał pieniądze to by wybrał inne kierunki.
Bardziej miałem na myśli konstrukcje kontraktu, krótko mówiąc grasz to zarabiasz masz kontuzje to nic nie zarabiasz :)