Czy Roma zbudowała głębię, której brakowało jej rok temu?

Balerdi, Molina i De Roon zastąpili w Turynie nazwiska, których brak do niedawna oznaczał wyraźny spadek jakości. Zmiana głębi składu to najbardziej widoczny efekt letniej pracy D'Amico.

fot. © asroma.com

Dwa ostatnie mecze Romy pokazały tę zmianę wyraźniej niż najbardziej szczegółowe analizy. W Stambule, przy powrocie do Ligi Mistrzów po siedmiu latach, Gian Piero Gasperini postawił przede wszystkim na piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie wywalczyli trzecie miejsce i awans do najbardziej prestiżowych rozgrywek Europy. Cztery dni później w Turynie w podstawowym składzie znalazło się dwóch letnich nabytków, a trzech kolejnych weszło z ławki i pomogło przypieczętować czwarte ligowe zwycięstwo z rzędu. Zabrakło kilku ważnych wykonawców ustawienia 3-4-2-1, ale Giallorossi nie stracili swojej tożsamości.

Prawo szesnastu zamiast podziału na skład i rezerwy

Gasperini irytuje się, gdy jego zawodników dzieli się na podstawowych i rezerwowych. W jego futbolu granica między tymi, którzy rozpoczynają spotkanie, a tymi, którzy pojawiają się na boisku później, ma być możliwie niewielka. Można nazwać to „prawem szesnastu”: w każdym meczu trener chce mieć do dyspozycji szesnastu piłkarzy zdolnych utrzymać intensywność, świeżość i jakość zespołu.

W Turynie w wyjściowej jedenastce zabrakło N’Dicki, Wesleya i Koné. Iworyjczyk nie zagrał z powodu przeziębienia, które dopadło go w nocy przed spotkaniem, natomiast Brazylijczyk zmagał się z problemem uda, choć ostatecznie znalazł się na ławce. Ich miejsca zajęli Leonardo Balerdi i Nahuel Molina, obaj reprezentanci Argentyny. Pierwszy nie pojechał na mundial wyłącznie z powodu kontuzji, drugi zdobył w Katarze mistrzostwo świata razem z Paulo Dybalą, a z ostatniego turnieju wrócił ze srebrnym medalem.

Jeszcze rok temu w podobnej sytuacji Gasperini musiałby sięgać po Jana Ziółkowskiego czy Kostasa Tsimikasa, których nie ma już w Trigorii. Za Koné najpewniej pojawiłby się Neil El Aynaoui, pożegnany po zaledwie jednym sezonie. Tym razem od początku zagrał Niccolò Pisilli, który mocno rozwinął się na początku 2026 roku i również jest reprezentantem kraju. W podstawowym składzie znalazł się także Emanuele Lulli.

Pierwsza połowa należała do Romy. Rzymianie przeważali, kreowali sytuacje, niewiele pozwalali rywalowi i objęli prowadzenie po trafieniu Donyella Malena. Po przerwie Gasperini zaczął korzystać z szerokości kadry. Malena zastąpił Santiago Castro, Soulé zmienił Rodrigo Mora, za Cristante pojawił się Koné, który nie był jeszcze w pełni sił, ale miał wzmocnić zespół fizycznie, gdy Torino zaczęło grać wyżej. Dybalę zastąpił z kolei Marten de Roon, sprowadzony z Bergamo w ostatnich godzinach mercato i obecny na boisku przez znaczną część drugiej połowy.

Gasperini mówił już publicznie, że dziś ma w zespole więcej liderów niż tylko Cristante i Mancini. W Turynie po pięciu miesiącach do kadry meczowej wrócił także Lorenzo Pellegrini. To kolejny sygnał, że pole manewru trenera jest dziś znacznie większe niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Balerdi jak Baresi. Argentyńczyk podbił Rzym w kilka tygodni

Najlepszym przykładem jakości nowych rozwiązań jest Balerdi, który trafił do Rzymu bez wielkiego rozgłosu na płatne wypożyczenie za milion euro z prawem wykupu za 16 milionów. Przed pierwszym występem od początku przeciwko Torino uzbierał około 40 minut w meczach z Atalantą i Fenerbahçe, ale już wtedy zdążył pokazać, że może być czymś więcej niż tylko zawodnikiem do rotacji.

Przeciwko Atalancie wszedł, gdy Roma przegrywała, i od razu dobrze odnalazł się w roli stopera w trzyosobowej defensywie. Wygrywał pojedynki z Krstoviciem, uspokoił wyprowadzanie piłki i pomógł zespołowi odwrócić losy spotkania w doliczonym czasie. W Stambule zdobył sympatię kibiców między innymi siłowym starciem z Romelu Lukaku, a przy tym imponował spokojem i precyzją przy budowaniu akcji jako prawy stoper.

Występ w Turynie był już bliski perfekcji. Były kapitan Olympique Marsylia pilnował Giovanniego Simeone i zanotował kilka interwencji ratujących zespół, między innymi przy akcji Bragançy wychodzącego w stronę bramki Svilara. Po meczu Gasperini mówił o nim bardzo wysoko: „To nowoczesny obrońca, silny fizycznie i szybki. Obrońcą o takiej charakterystyce był Baresi, choć oczywiście nie chcę go z nim porównywać ani stawiać ich obok siebie. Pod względem tego, jak interpretuje swoją rolę i jak rozpoczyna akcje, Balerdi jest ważnym piłkarzem”.

W mediach społecznościowych kibice zestawiają Argentyńczyka również z Walterem Samuelem, „Murem” mistrzowskiej Romy z 2001 roku. Na takie porównania jest oczywiście zdecydowanie za wcześnie, ale sam fakt, że pojawiają się już po kilku występach, dobrze pokazuje skalę pierwszego wrażenia.

Transfer Balerdiego, bezpośrednio powiązany z odejściem Ziółkowskiego, na razie wygląda na bardzo trafny ruch D’Amico, szczególnie biorąc pod uwagę cenę i formułę operacji. Trudno dziś zakładać, że Argentyńczyk po prostu wyprze ze składu Manciniego, ale jego obecność realnie zwiększa konkurencję także dla N’Dicki.

Sam dyrektor sportowy przyznał, że obecna kadra jest liczebnie mniejsza niż w poprzednim sezonie i w styczniu prawdopodobnie potrzebne będą jeszcze jedna lub dwie korekty. Na razie jednak rotacje działają, a Roma wygrywa. W sobotę na Stadio Olimpico przyjedzie Inter, dlatego w Trigorii nie ma czasu na dłuższy odpoczynek. Zespół wrócił do pracy już następnego ranka, czekając także na pełny powrót Wesleya.

Komentarze

  • Canis
    16 września 2026, 17:34

    Tak szczerze mówiąc, to myślałem że Balerdi zastąpi Manciniego. Wiadomo że Ndicka się popsuł i dlatego nie zagrał ale ciekawe co Dziadek zrobi z wyjściowym składem, jak wszyscy będą zdrowi. Aż strach Koulierakisa wystawiać do składu.

    • matekson
      16 września 2026, 18:49

      Szczerze mówiąc myślałem że grek szybko Hermoso wygryzie a tu Balerdi zrobił ciekawa niespodziankę, ale wszystko zweryfikuje sobota.

    • Marcin
      16 września 2026, 21:03

      Myśle że grek na Esposito niw był by to głupi pomysł.