Zbigniew Boniek bez ogródek o Romie, Gasperinim i Dybali.
Zbigniew Boniek udzielił obszernego wywiadu serwisowi Forzaroma.info. Były dyrektor mówił o swoim związku z klubem, pracy tria Ranieri–Gasperini–Massara, szansach Romy w walce o czołowe miejsca oraz o piłkarzach, którzy dziś wyznaczają kierunek.
Juventus i Roma to dwa kluczowe rozdziały twojej kariery. Jak dziś wygląda twój związek z tymi światami?
– To dwa kluby, które odegrały ogromną rolę w mojej karierze. W Juventusie było mi bardzo dobrze w latach 1982–85, a potem równie dobrze w Romie w latach 1985–89. Właśnie dlatego po zakończeniu kariery zatrzymałem się w Rzymie i tu mieszkam. To były wtedy dwa najważniejsze kluby we Włoszech, prowadzone przez wybitne osobowości. W Juventusie był Boniperti i Agnelli, w Romie Dino Viola. Były to drużyny walczące o scudetto. Czułem się dobrze w obu miejscach.
Z czasem jednak twoja więź z Romą stała się silniejsza. Także po sprawie gwiazdy honorowej, którą dało i odebrało ci Juve.
– To ich problem. Dali mi gwiazdę, a po kilku miesiącach nowy prezes postanowił ją zabrać. Do dziś nie wiadomo dlaczego. Zawsze mówiłem jedno: pokażcie mi jedno moje zdanie, jedną wypowiedź, która by to uzasadniała. Zapłacę tysiąc euro na cele charytatywne. Nikt się nie zgłosił. Może przeszkadza to, że po karierze jestem bardziej związany z Romą. Mieszkam tu, żyję tym klubem. Ale to nie znaczy, że nie szanuję Juventusu. Paradoks polega na tym, że dziś mało kto potrafi wymienić wszystkich piłkarzy Juve z gwiazdą, ale każdy pamięta tego, któremu ją zabrano.
Przejdźmy do teraźniejszości. Jak oceniasz pracę tria Ranieri–Gasperini–Massara?
– Bardzo dobrze. A nawet bardzo, bardzo dobrze. Szczególnie Gasperini robi mały cud. To nie jest drużyna z potencjałem na pierwsze dwa–trzy miejsca. Ale dzięki pracy, intensywności, pressingowi i bieganiu Roma gra znakomity sezon. To ogromna zasługa Gasperiniego. Ranieri jest bezcenny – to człowiek pomost, doświadczenie, spokój, wsparcie dla trenera i piłkarzy. Massara natomiast to człowiek cichy, pracujący, skupiony na konkretach. Ten układ naprawdę działa.
Roma może realnie walczyć o scudetto?
– Scudetto byłoby cudem. Ale walka o pierwszą czwórkę jest absolutnie realna. I to jest zasadnicza różnica. Jeśli Roma zdobyłaby tytuł, byłby to historyczny sukces.
Mecz z Juventusem może być punktem zwrotnym?
– Może pomóc, ale niczego nie rozstrzyga. Kluczowy będzie kolejny mecz z Genoą. Jeśli wygrasz w Turynie i potwierdzisz to tydzień później, wtedy zmienia się narracja. Juventus ma swoje problemy, ale to zawsze trudny rywal. Roma ma podstawy, by wierzyć w dobry wynik, choć brak Ndicki będzie dużym wyzwaniem.
Jakiego Juve spodziewasz się pod wodzą Spallettiego?
– To drużyna z dobrymi piłkarzami, ale bez prawdziwych fuoriclasse. Może Yildiz nim będzie w przyszłości. Spalletti jest ambitny, szuka rozwiązań, ale Juventus to zawsze organizacja, koncentracja i chęć wygranej za wszelką cenę.
Twój typ na ten mecz?
– Remis, 1:1.
Wskazywać konkretne potrzeby transferowe Romy to dziś sens?
– Nieszczególnie. Można powiedzieć: skrzydła, napastnik… ale to banały. Ważniejsze jest to, jak drużyna pracuje, a z tym jest dziś naprawdę dobrze.
Matías Soulé wyrósł na najistotniejszą postać ofensywy. Może zostać liderem tej Romy?
– Bardzo się rozwinął. Na początku był delikatny, dziś jest silniejszy, daje więcej drużynie. Ma znakomitą lewą nogę i strzela ważne gole. Musi tylko dodać więcej wariantów w ofensywie, bo rywale już wiedzą, że lubi zejść do środka i uderzyć. Jeśli to poprawi, może być bardzo ważnym zawodnikiem.
A Paulo Dybala? Jego rola wydaje się mniejsza niż kiedyś.
– To proste: gdyby ktoś mógł zagwarantować, że Dybala zagra 90 procent meczów w sezonie, nie byłby w Romie, tylko w Realu albo Barcelonie. Jakość ma absolutnie topową. Problemem są kontuzje i brak ciągłości. Dla trenera to też trudne, bo Dybala powinien być ofensywnym punktem odniesienia, a nigdy nie wiesz, czy będzie dostępny.
Widzisz dla siebie przyszłość w strukturach Romy?
– Relacje są dobre ze wszystkimi, ale nikt się nigdy nie odezwał. Ja żyję spokojnie, jest mi dobrze. Oczywiście, gdyby można było pomóc swojej drużynie, zrobiłbym to z przyjemnością. Na razie jednak idziemy dalej tak, jak jest. Forza Roma.
Komentarze